Obcy Rozdział 4 (wersja poprawiona)
Agnieszka Dziwne spotkanie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział 4 Agnieszka
Stuk naczyń i gwizd czajnika, to pierwsze co usłyszała budząc się z głębokiego snu. Nie od razu otworzyła oczy. Chwilę leżała, chcąc przedłużyć błogie chwile spędzone pod ciepłą kołdrą. Szara rzeczywistość jednak szybko ją odświeżyła. Telefon, wizyta, facet od licznika, którego twarzy za nic w świecie nie mogła sobie przypomnieć. Przeszedł ją dreszcz złości, więc szybko wyprostowała się. Wtedy zauważyła, że znowu spała w ubraniu. Jakoś nie mogła się zmusić, by zadomowić się w tym miejscu… Dla niej było obce. A dziś mijał miesiąc odkąd się tu znalazła. W kuchni orzeźwił ją zapach kawy. Już miała chwycić szklankę, gdy kat stojący przy zlewie powiedział: - Nie wolno ci. Zacisnęła zęby w złości. - A kto tak powiedział? - Lekarz-medycyny-pediatra-ginekolog. – powiedział na bezdechu. – Ja tak mówię, ok? - A od kiedy TY jesteś niby moją osobistą wyrocznią? - Od kiedy nie masz tu nikogo, oprócz mnie. - Ekstra. Dzięki za przypomnienie. – usiadła przy stole. Była zła. – A czy mogę wyjść z domu, „mamusiu”? - Przecież nawet jeśli ci zabronię, wyjdziesz. Wystarczy, że na moment spuszczę cię z oczu. - A skąd pewność, że kawy nie wypiję, kiedy pójdziesz do pracy? - Stąd, że ta kawa jest moja, a więcej w domu nie ma. Kupuję tyle ile potrzeba. Proste. Tą uwagę zbyła milczeniem. Wiedziała, że nie pokona Grześka, a jednak nie czuła się przegrana. Coś tak błahego jak kawa, nie może stanowić o wygranej bitwie. A jednak by mieć całkowitą pewność, że chłopak nie uzna jej kapitulacji za swój mały sukces, powiedziała: - I tak nie miałam ochoty na kawę. – po czym zajrzała do lodówki i wyjęła z niej dwa kotlety schabowe, które wcześniej zostawiła im właścicielka mieszkania. – Umieram z głodu.
Przemierzając ulice miasta, które wciąż było dla niej obce, myślami była z bratem. Już od dawna nie rozmawiała z nikim za kim tęskniła. A przecież żyjąc w XXI wieku, wiedziała, że gdziekolwiek by nie była, łączność z drugim końcem świata, nie była problemem. Rozejrzała się dookoła i zauważyła, że stoi tuż pod kawiarnią „Coffee Heaven”. Jak na zawołanie przypomniała jej się rozmowa, którą odbyła rano z Riverem. Mogła po prostu wejść i kupić kawę i on nie miał by na to żadnego wpływu. Tyle, że nie miała pieniędzy… Grzesiek, jednak, o tym nie wiedział. W jej głowie zaczął się rodzić szatański plan. Weszła do środka tylko po to, by zdobyć dowód, że wypiła kawę, której nawet nie skosztuje. Chłopak przy ladzie był dziwnie szeroko i sztucznie uśmiechnięty. Zbyła to milczeniem i rozejrzała się dookoła, czy nie ma w pobliżu żadnych ulotek, promocji, które mogą by za darmo ze sobą zabrać, i które stanowiły by niezbity dowód na to, że piła kawę. Na szczęście znalazła miejsce, gdzie oprócz menu leżały promocje i ulotki pt. Jak zrobić dobrą kawę. Kate wiedziała, że sama ulotka to mało. Musiała mieć niezbity dowód na to, że piła kawę, stanowiącą dla niej owoc zakazany. Zaczęła się zastanawiać co zrobić, gdy rozwiązanie znalazło się samo. Młody, najwyżej dwudziesto paroletni mężczyzna, siedzący samotnie przy stoliku pił kawę zaczytany w gazetę codzienną. Jako podkładki używał ulotki takiej jaką trzymała w ręku Kate. Na tej oto ulotce widniał ślad po kawie w postaci okrągłego odcisku zwieńczonego plamą. Rozejrzała się dookoła i nim zdążyła dobrze przemyśleć swoje zamiary, już podmieniła ulotki i kierowała się do wyjścia. - Justyna? – usłyszała za swoimi plecami. Domyśliła się, że mężczyzna z kawą zauważył ją i próbował zatrzymać, a jednak nie cofnęła się. Zamiast tego opuściła miejsce przestępstwa, mocno trzymając w dłoni ulotkę, która miała zamiar zagrać Grześkowi na nosie. W mieszkaniu znalazła się szybciej niż przypuszczała. Powrotnej drogi właściwie nie pamiętała. Przebiegła ją zbyt szybko, a jej myśli były zbyt odległe. Cud, że trafiła na miejsce. Ten fakt jednocześnie przeraził ją i uspokoił. Czy jej dom jest już tak odległy, że przyzwyczaja się do tutejszych dróg i umie nimi wszędzie dotrzeć? Czy pogodziła się z odejściem? Dobrze wiedziała, że to nie prawda, jednak czuła jak dosięgają ją wyrzuty sumienia. Zanim znalazła się w środku, dedukowała gdzie położyć ulotkę, tak by wyglądała na niedbale rzuconą, a jednocześnie by River zauważył ją prawie natychmiast. Rozwiązała ten problem, gdy tylko przekroczyła próg. Na środku przedpokoju stała mała, niczemu niesłużąca szafeczka, zwykle pusta. Idealne miejsce, by zostawić tam „dowód zbrodni”…
- Co to niby ma być?! Próbujesz coś komuś udowodnić?! Chodzisz sobie i robisz wszystko by mnie wkurzyć, tak?! – Grzesiek stał na środku kuchni, purpurowy ze złości. - O co ci niby chodzi? - Gdzie byłaś?! Na kawie prawda?! Piłaś kawę?! - Co znaczy jedna kawa, gdy idzie o wieczność? – naigrywała się z sytuacji Kate. - Nie przeginaj Seurin! Na zbyt wiele sobie pozwoliłaś! Jesteś zbyt głupia, by zrozumieć, że tu chodzi nie tylko o twoje zdrowie, ale także o nasze życie! - Wiem, że nie chodzi tu tylko o moje zdrowie, bo miałbyś to gdzieś, gdyby tak było. – powiedziała zupełnie spokojnie. - Zamknij się! Po prostu się zamknij! I przygotuj się, że jeśli znowu będzie cię bolało, nie będzie taryfy ulgowej. Już nie! – krzyknął i wyszedł trzaskając drzwiami i nie widział triumfalnego uśmiechu na twarzy Kate.
- Halo? To Ty? - Kim jesteś? – Kaśka zbyt silnie przyciskała słuchawkę do skroni. Tak jakby robiąc to wyrządzała krzywdę osobie po drugiej stronie kabla. - Wkrótce się dowiesz… - zabrzmiał tajemniczo. - Wkrótce? Kiedy? - W swoim czasie. - Słuchaj, ty skur… - Ej! Uważaj na słowa. Ona też umiała się rzucać. A dziś… Nikt już o nią nie pyta… - po tych słowach, dziewczyna rzuciła słuchawkę.
Wieczorem Kate była rozdrażniona i prawie nic nie mówiła. Grzesiek też chodził struty, tylko, że on jawnie określił dlaczego jest zły i unikał jakiejkolwiek konfrontacji. Do czasu… Kate weszła do kuchni tak szybko i energicznie, że przewróciła taboret stojący przy drzwiach. Otworzyła i po chwili zatrzasnęła drzwi lodówki, czyniąc podobnie z każdą szafką. Zamykała je na tyle szybko, że chłopak nie wierzył, że czegoś szuka. „Zaraz eksploduje”. – pomyślał. - Co się dzieje? – zapytał dość obojętnie znad szklanki coli. - To moja sprawa. – usłyszał w odpowiedzi. Wzruszył ramionami i wyszedł z kuchni. Na usta cisnęło mu się jedno zdanie: "A nie mówiłem?" - bo w głębi serca miał pewność, że Kaśka po prostu źle się czuje i dostaje ataku na myśl, że powinna przyznać mu rację. Kaśka jednak nie cierpiała z powodu wypitej – nie-wypitej kawy, tylko przez „pojeba”, który dzwonił do niej niespełna pół godziny wcześniej. Określając go nie mogła znaleźć lepszego słowa niż „pojeb” , bo skoro tak się zachowywał, nie mógł być normalny. Była wściekła. Miała ochotę rozwalić wszystko co tylko dostanie się w jej ręce. Być może powinna się bać, ale nie pamiętała, żeby kiedykolwiek czegokolwiek się bała. - Gdzie, kurwa są te jebane proszki!? – krzyczała z kuchni, a jej głos roznosił się po całym mieszkaniu. Usłyszała kroki za swoimi plecami i nim się spostrzegła, chłopak rzucił jej opakowanie aspiryny na blat stołu. Uczynił to z takim impetem, że paczka podbiła się do góry i uderzyła dziewczynę w nadgarstek. - Zrobiłeś to specjalnie! – krzyknęła Seurin i z furią w oczach odepchnęła chłopaka poza kuchnię. - Odbiło ci? - Prawdopodobne! Kto by wytrzymał z tobą dłużej niż kilka dni!? W takiej ruderze! W takim syfie! Może w końcu mi odbiło! - Świetnie! Super wyjaśnienie sobie znalazłaś! To niby wszystko moja wina! - A niby czyja!? – krzyknęła w jego stronę i w tym samym momencie zatrzasnęła się za drzwiami swojego pokoju. - Skończ ze mną rozmawiać, a nie znikaj w środku rozmowy, ok? – wyprowadzony z równowagi chłopak tak mocno uderzył w nie pięścią, że szyba gwałtownie ruszyła się we wnęce. - Ja już skończyłam! - usłyszał z wewnątrz. - I bądź cicho! Próbuję spać! - Jak zwykle. Widzisz tylko czubek własnego nosa. Tylko ty, twoje, swoje, wasze! Cała Seurin! - chłopak tak mocno uderzył w ścianę otwartą dłonią, że poczuł ostry ból w okolicach kości nadgarstka. Kiedy zrezygnowany, chciał odejść i dać sobie spokój, drzwi gwałtownie się otworzyły i stanęła w nich dziewczyna. Była czerwona ze złości i zaciskała pięści. - Dłużej tego nie wytrzymam. Wychodzę. - powiedziała i wyminęła go. - Dokąd? - Jak najdalej z tego domu!- Zatrzasnęła za sobą drzwi i zniknęła. „Głupia!” – pomyślał River i usiadł na kanapie i włączył telewizor, by zagłuszyć swoje własne myśli. Nie mógł skupić się na oglądaniu. W głowie kołatały mu się niezrozumiałe myśli: „A jeśli naprawdę się słabo czuje? Może próbowała dać mi to do zrozumienia?” „A może poszła kogoś zabić?” „Co jeśli upadnie? Straci pamięć? Nie będzie wiedziała jak wrócić?” W głowie jawił mu się obraz omdlewającej, słabej dziewczyny, którą Kaśka nigdy nie była. Chwilę później w jego głowie pojawił się obraz Kate pijącej kawę i śmiejącą się z niego w głos. Wściekł się. Zacisnął pięści. Zanim zdążył pomyśleć co robić, chwycił kurtkę z wieszaka i ruszył w ślad za nią. Za progiem zauważył, że lało jak z cebra. Ciemno było już przynajmniej od 3 godzin, a burza spowodowała, że widoczność była znacznie mniejsza niż normalnie. Po kilku sekundach chłopak był cały mokry i czuł jak od stóp do głów ogarnia go chłód, ale mimo to, nie zawrócił. Brnął dalej w zawieję i szedł po nieznanym sobie mieście, które było jego domem od zaledwie miesiąca. Stawiał duże kroki. Nie oglądał się ani za siebie, ani przed siebie. Tylko co jakiś czas patrzył czy Kaśki nie ma przed nim. - Cholera! - powiedział ni stąd ni zowąd patrząc w mokrą ziemię. – „Nawet nie wzięła kurtki”. – pomyślał i poczuł, że zrobiło mu się jeszcze zimniej niż dotychczas. Od jakiegoś już czasu nie patrzył przed siebie, więc i nie zdziwił się specjalnie, gdy po kilku chwilach wpadł na coś i ktoś przed nim upadł na ziemię. Spojrzał przed siebie. Centralnie naprzeciw niego, w…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Korena
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…