Wróć do katalogu

Obietnica

Jest to historia pewnej uczennicy o imieniu Anna, która przeżywa wewnętrzne rozdarcie spowodowane...

Ceryni, opublikowano , 15 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dla wszystkich dziewczyn, uszanowanie...

Anna wracała ze szkoły. Ciężki, zapchany plecak, gruba, puchata kurtka oraz ośnieżona droga nie ułatwiały jej tego zadania. Była zmęczona. Zmęczona wszystkimi przeciwnościami losu. Miała już dość tych wszystkich przeszkód, które tylko czekały, by się potknęła i upadła na twarz. Nie wierzyła już w nic, oprócz bólu, który z kolejnym wschodem słońca rozdzierał jej klatkę piersiową. Zbliżała się gwiazdka, czas radości i rodzinnego ciepła. Czas miłości… Kiedyś nie mogła się doczekać tego dnia, nie potrafiła nawet spokojnie zasnąć w przeddzień tego wydarzenia. Uwielbiała spędzać czas z rodziną na rozmowach przy kominku, słuchać kolęd oraz podjadać cukierki z choinki, kochała to. Kiedyś to miało dla niej ogromny sens… Miało wielkie znaczenie w jej życiu i powodowało, że pojawiał się uśmiech na ustach oraz różowe wypieki na twarzy, gdy została przyłapana na profanacji choinki. Cieszyła się nawet z obciachowych swetrów i skarpetek od babci, która myślała, że wszystkie koleżanki będą jej zazdrościły ręcznie wykonanego prezentu. Wszystko jednak przeminęło, a cała radość uleciała jak poranna mgła. Wszystko przez jedną osobę, jednego, jedynego człowieka. Człowieka, który wciąż powtarzał, że nigdy jej nie opuści, chłopaka, który nie potrafił dotrzymać swego przyrzeczenia . - Cholerny kłamca! – syknęła przez zaciśnięte zęby w połowie ze złości, a w połowie z bólu potykając się o wystający kamień i upadając twardo przed zamarzniętą kałużę. Ujrzała swe odbicie w krzywym, zamarzniętym zwierciadle, na które zaczął padać słony deszcz jej łez. – Jak on mógł mi to zrobić! Obiecał mi… Obiecanki cacanki… T-typowe dla facetów… - Pociągnęła nosem. Anna była wysoką, chudą dziewczyną o kruczoczarnych długich włosach. Jej mały nos ładnie podkreślał jej ciemne, teraz podkrążone oczy, a niegdyś perlisty uśmiech potrafił topić lód i wywoływać uśmiech na twarzach przyjaciół. Była bardzo towarzyską osobą, która kochała ludzi. Uwielbiała przebywać w ich towarzystwie otaczać się nimi, czy to na imprezach, w barach mlecznych, czy choćby nawet w szkole, którą nie zawsze była w stanie lubić. Lecz tam miało miejsce dla niej ważne wydarzenie. Właśnie tam poznała Marka, szczupłego, przystojnego faceta o czarujących oczach, w którym zakochała się od pierwszego wejrzenia. Poznała ich jej najlepsza przyjaciółka podczas jednej z długich przerw. Odchodząc do toalety w celach znanych jedynie sobie, mrugnęła do niej znacząco okiem. Dwie duże łzy spłynęły po jej policzkach i upadły ciężko na lód. - Nie powinna była mi go przedstawiać – mruknęła pociągając nosem i brnąc dalej przez zaspy. Mróz szczypał jej mokre policzki i poranione kolana, a nie odśnieżony chodnik powodował każdy kolejny krok coraz mniej pewnym. Pamiętała tańczące płatki śniegu popychane wiatrem. Pamiętała każdy płatek śniegu na jego włosach, jego pachnący szalik, który kiedyś u niej zostawił. – Po co w ogóle wtrącała się w moje życie? Było mi dobrze bez niego! Wiedziała, że to nie prawda. Nigdy w ten sposób nie myślała. Była wdzięczna za ten gest. „Marek jest jej ideałem, osobą na całe życie, dzięki Tami, jesteś super!” Często to jej powtarzała, a ona była szczęśliwa widząc uśmiech na jej twarzy. Wysoki i dobrze zbudowany, z grzywką opadającą lekko na czoło, a jego szarmanckie zachowanie powodowało u niej wybuch uczuć, o których istnieniu sama nie miała zielonego pojęcia., To, w jaki sposób poruszają się jego pośladki kiedy odchodził, nawet to, w jakie sposób jego oczy odbijały światło gwiazd. Wszystko razem sprawiało, że topiła się przy nim jak kostka lodu w gorącej herbacie pani Winter. Niedługo później umówili się na randkę, a potem kilka kolejnych. Ich serca zaczęły tętnić miłością, zdobyli się nawet na nieśmiałe pocałunki. Byli szczęśliwi. Czuła jak motyle fruwają jej w brzuchu ilekroć się spotykali w starym obskurnym parku na ulicy Długiej. Nigdy nie chciał, aby sama chodziła po ciemku, więc zawsze odprowadzał ją po sam próg. Lubiła jak jej pomagał z trudnymi zadaniami, lub stresującymi sytuacjami. Przy nim nawet miejsce spotkania nie miało znaczenia, liczył się tylko on, tylko on lśnił w jej sercu i przykuwał uwagę jak pożar lasu w środku nocy. Jej serce płonęło nieskazitelnym ogniem, ogniem, którego nikt nie potrafił stłumić, lub nawet przygasić.

W głębokim zamyśleniu przeszła przez jezdnię. Usłyszała jedynie pisk opon, przytłumione krzyki oraz rozmazany blask reflektorów. Odruchowo zamknęła oczy, czekała na to, co nastąpi. Wiedziała, że nie zdąży uciec, to już koniec i nie ma ratunku. Nie poczuła nic, żadnego bólu, nawet dźwięku trzaskającego się auta, czy chrzęstu łamiących się kości, jedynie szczypiący mróz oraz szarpanie wiatru zacinającego śniegiem. Nawet i on zdawał się słabnąć, aż w końcu ustał zupełnie. Wokół panowała zupełna cisza. Czy tak wygląda śmierć? Przecież nic się nie wydarzyło, żadnego bólu, zupełnie nic, czy tak to powinno wyglądać? Powoli otworzyła oczy i zobaczyła fruwające wokół niej piękne pióra, bielsze od śniegu. Nigdy czegoś podobnego nie widziała, były tak białe, że chyba nikt nie był by w stanie wymyślić nazwy opisującej ten niesamowity kolor. Roztaczały wokół niej oślepiającą wręcz poświatę. Przed sobą widziała jej źródło – wysoką postać z białymi skrzydłami, która powoli odwróciła ku niej. Zmrużyła oczy. Trudno było określić jej wygląd, jedyne czego była pewna to to, że była wysoka i posiadała skrzydła o tym samym kolorze co cudowne pióra. Mimo tego dziwnego obrazu czuła dziwny, wewnętrzny spokój, jak wtedy kiedy tonęła w objęciach ukochanego, jednak po chwili zrozumiała, co ma przed oczyma i upadła na drogę. Po chwili docierało do niej co przed nią stoi . - Nic Ci się nie stało? – zapytała postać podchodząc powoli. – Najwyraźniej jesteś w szoku. To dość oczywiste... W końcu jesteśmy w trakcie wypadku drogowego… Milczała wpatrując się w postać z oczami jak spodki. Była piękna… Bardzo trudna do opisania postać, z jasnymi włosami i wręcz anielskim uśmiechem. Była uosobieniem potęgi, której nie potrafiła zrozumieć Nie posiadała zmarszczek, choć sprawiała wrażenie, jakbyżyła co najmniej dwa tysiące lat. ~Ooooo kurza stopa, to przemówiło?! ~ pomyślała. ~ To… tfu, raczej on...? Nie ma wątpliwości, naprawdę przemówił! Kto to jest, co właściwie się wydarzyło? Czy ja nie żyję? Przecież czuję… Czuję chłód i mokry śnieg pod rękami, właściwie to jest mi zimno… Czy tak wygląda raj? Jeśli tak, to dość marne miejsce sądząc po wystroju… Wstała powoli chuchając na poranione, zziębnięte ręce, licząc, że choć trochę je zagrzeje. - Och najwyraźniej jeszcze nigdy nie miałaś szansy zobaczyć anioła...? - zapytał przybysz uśmiechając się i podchodząc do niej. – Mam rację? - A-anioła...? – zdumiała się. Tak… Właśnie to słowo cały czas cisnęło jej się na popękane usta. W dzieciństwie słyszała opowieści o tych istotach, ale już dawno przestała w nie wierzyć, ponieważ nikt nie potrafił dowieść ich istnienia, więc nie było większego sensu w nie wierzyć. Tak przynajmniej twierdzili amerykańscy naukowcy, ale właściwie, jak na razie to niczego przydatnego nie udało im się udowodnić, lub zanegować. - W rzeczy samej moja droga. – odparł kładąc rękę na jej chudym ramieniu…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych