Oczy ciemne
Moje pierwsze dziecko, powstałe na szybko. Pomysł natomiast narodził się już dawno, starannie pielęgnowany czekał na swoje spełnienie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Szczupła postać klęczała nad stertą rzeczy porozrzucanych dookoła na podłodze. Szybkim ruchem pakowała do torby ubrania, starannie je składając. Minęły już dwa miesiące, a na jej policzku nadal można było zauważyć łzy. Oczy miała podkrążone, twarz bladą, a sylwetkę wychudzoną. Jej ręce, ciągle zimne, trzęsły się. Do pokoju szybkim krokiem weszła matka. - Nie ma już co płakać - powiedziała, spoglądając na łzy dziewczyny. - Nie cofniesz czasu, trzeba żyć dalej. Zapadła niezręczna cisza, którą zakłócało tylko ciche tykanie zegara. - Ale mamo! - wybuchła po dłuższej chwili Alicja. - Jak ja wychowam dziecko? Mam dopiero czternaście lat! - Stało się tak, a nie inaczej. Co możemy zrobić? - Wiesz przecież... - zaczęła z nadzieją dziewczyna. - Nie ma mowy. Na aborcję nigdy się nie zgodzę. Urodzisz to dziecko i wychowasz je. Pokochasz. Będę tobie pomagać, wujostwo też. - A co ludzie powiedzą? Nie będę miała odwagi nikomu spojrzeć w oczy. - Właśnie dlatego wyprowadzasz się do cioci. Urodzisz, odchowasz dziecko, a potem tu wrócisz. Nikt z tutejszych mieszkańców nie domyśli się niczego. Powiemy, że ja adoptowałam dziecko. - To niczego nie zmieni. Ludzie się domyślą. Prawda i tak kiedyś wyjdzie na jaw. Anna podeszła do córki, przytuliła ją, starła łzy z jej policzków. Wiedziała, jak jest jej teraz ciężko. Domyślała się, jak Alicja musi przeżywać to, że nosi pod sercem owoc gwałtu. Teraz Anna może zrobić tylko jedno: dać córce szansę na odbudowanie życia. Potrzeba do tego dużo miłości oraz wsparcia. Alicja za dużo przeszła, żeby sama mogła sobie dać z tym radę. "Ona sobie poradzi"- pomyślała Anna -"Musi sobie poradzić...".
* * * Martyna otworzyła zaspane oczy. Spojrzała w popękany sufit i jeszcze przez chwilę leżała w bezruchu w łóżku. Po chwili wstała, wciągnęła na siebie czarne bojówki, założyła czarną koszulkę i czarną bluzę. Przemyła senną jeszcze twarz i pomalowała powieki na czarno. Zawsze to robiła. Miała piękne, ciemne oczy, toteż makijaż wydawał się być zbędny. Jednak dziewczyna zawsze wyróżniała się z tłumu, choć wcale nie dążyła do tego. Spojrzała na zegarek. Jeszcze zdąży. Wyjęła z szuflady pudełko papierosów i zapaliła jednego. Nie fatygowała się, by chociaż wyjść z pokoju lub otworzyć okno. Jej matka, dwudziestodziewięcioletnia atrakcyjna kobieta nie zwracała uwagi na nałóg córki. Alicja miała ważniejsze sprawy na głowie, chciała w końcu ułożyć sobie życie, znaleźć odpowiedniego mężczyznę. Rzadko bywała w domu. Martyna chwyciła swój zniszczony przez niedbalstwo plecak i wyszła z domu. Pomyślała chwilę o wagarach, ale zaczynać opuszczać lekcje już pierwszego dnia w nowej szkole? I tak nie miała nic lepszego do roboty, jak iść do budy. Udała się więc w kierunku gimnazjum. Po drodze oczywiście zapaliła papierosa. Gdy weszła na szkolny dziedziniec, zobaczyła, że ma jeszcze trochę czasu. Usiadła więc na pierwszej lepszej ławce. Miała nadzieję spędzić najbliższe kilka minut w ciszy, ale już po chwili podeszła do niej dziewczyna ubrana w wytarte dżinsy i żółtą bluzę. Nie pytając o nic, przysiadła się do Martyny i zainicjowała rozmowę. - Cześć. Jestem Asia. A ty? - zaczęła ochoczo. - Martyna - odburknęła niechętnie dziewczyna. - Nowa jesteś? Do której będziesz klasy chodziła? - Do 3b. - Ale świetnie! Ja też tam chodzę. - Genialnie - odpowiedziała Martyna bez odrobiny entuzjazmu. - Gdzie wcześniej chodziłaś do szkoły? - Słuchaj, możesz dać mi spokój? Nie chcę być niegrzeczna, ale nie mam zbytnio nastroju na pogawędki. - Ej, a może będziesz ze mną w ławce siedzieć? - Pomyślę. - Martyna wyraźnie się zniecierpliwiła. - A po lekcjach możemy się gdzieś wybrać. Pokażę tobie miasto. - Wybacz, spieszę się. Nie będę mogła iść - ucięła jej. Martyna wstała i poszła do szkoły. Czekał ją cały dzień nauki. Odnalazła swoją salę lekcyjną i czekała na dzwonek. Inne osoby z jej klasy ustawiły się obok niej. Nikt się do niej nie odezwał, nie przedstawił. Nawet Asia, która widocznie zniechęciła się do rozmowy z nową koleżanką. Martyna widziała, jak dziewczyny szepczą coś sobie do ucha. Nic dziwnego. Tutaj wszystkie dziewczęta ubierały się na różowo, farbowały na blond, więc mroczna osobowość Martyny nie pasowała do reszty. Ale ona nie przejmowała się innymi. Najważniejsze było przetrwać te sześć godzin lekcyjnych. Lekcje minęły szybko. Martyna i tak na nich nie uważała. Nie widziała w tym sensu. Rozmyślała o Pawle, o ich ostatniej rozmowie. Zamiast rysować wzory funkcji nuciła sobie jego ulubioną piosenkę. Zamiast rysować wzory sumaryczne i strukturalne liczyła, ile dni upłynęło od ich rozstania. Zamiast pisać charakterystykę Balladyny, czytała po raz tysięczny sms-y od Pawła. Tylko on się liczył. Po lekcjach dziewczyna udała się do domu. Rozmyślała nad tym dniem, spędzonym w szkole. Lekcje, nauczyciele, nowi "koledzy" z klasy. To wszystko było takie nudne. Tylko ta Aśka... Denerwująca jak mało kto, ale Martyna trochę żałowała, że nie poszła z nią nigdzie po lekcjach. "Coś jest w tej dziewczynie..."- rozmyślała. "Cała ta sytuacja przed lekcjami była taka dziwna... Taka nienaturalna..." Dziewczyna sięgnęła po papierosa i przyspieszyła kroku. Po powrocie do domu zjadła obiad: dwie kanapki z serem. Poszła do swojego pokoju i położyła się na tapczanie. Włączyła radio. Całe popołudnie spędziła na leżeniu, patrzeniu w jeden punkt i rozmyślaniu. Od czasu do czasu zapaliła papierosa. Nadszedł wieczór, więc poszła do łazienki wziąć prysznic. Umyła zęby, poszła spać. Tak mniej więcej wyglądał każdy dzień z jej życia. Następnego dnia coś się zmieniło. Już od rana dzień wyglądał inaczej. Inaczej szumiał wiatr, inaczej śpiewały ptaki, inaczej pachniało powietrze. Martyna wstała z łóżka, umyła twarz. Ubrała się od góry do dołu ma czarno. Zapaliła papierosa, wyszła z domu, poszła do szkoły. Usiadła na ławce na dziedzińcu. Podeszła do niej Aśka. Niby powtórka z dnia poprzedniego. Jednak ten dzień okazał się przełomowy. - Cześć, Martyna! - krzyknęła Asia wesoło. - Cześć... - Martyna z jednej strony była niezadowolona z natrętności Asi, jednak na codzień doskwierała jej samotność, więc zakolegowanie się z kimś mogłoby urozmaicić jej życie. - Jak ci się w szkole podoba, fajnie, nie? - Normalnie - odparła bez większego entuzjazmu Martyna. - Słuchaj, masz może zrobione zadanie z matmy? - Mam, pewnie. Bułka z masłem. - Dasz odpisać? - Jasne. A może dziś masz czas się ze mną gdzieś powłóczyć? - Nie bardzo- odparła dziewczyna. - Proszę - Joasia podała koleżance zeszyt od matematyki.- No chodź ze mną dziś. Poznamy się lepiej... - Dzięki za zeszyt - Martyna zaczęła przepisywać zadanie. - Nie mam ochoty niegdzie iść. - Martyna, proszę... - Nie i koniec - odparła dziewczyna. - Posłuchaj - Martyna z zaciekawieniem podniosła wzrok znad zeszytu - Dzisiejszy dzień poświęcisz mi, a ja już nigdy nie będę cię zamęczać. Zgoda? - Zgoda - westchnęła po dłuższej chwili namysłu Martyna. W głębi duszy cieszyła się perspektywą spędzenia dnia z Asią, jednak sama o tym jeszcze nie wiedziała. Lekcje mijały powolnie. Godziny dłużyły się w nieskończoność, wszyscy uczniowie co chwilę spoglądali na zegarki. Zaraz po lekcjach Asia podeszła do Martyny. - No to idziemy. Pokaże tobie fajne miejsce - złapała koleżankę za rękę i ciągnęła ją za sobą. Nie szły daleko. Już po pięciu minutach znalazły się na szczycie pobliskiego wzgórza. Asia usiadła na trawie i zaczęła podziwiać widoki: rozległą zieloną dolinę. Martyna przysiadła się i zaczęła pospiesznie szukać w plecaku paczki papierosów. Wyciągnęła jednego papierosa i zapaliła go. Asia spojrzała na nią badawczym wzrokiem. - Ty palisz? - spytała z niedowierzaniem. - Co w tym dziwnego? I nawet nie próbuj mi tu prawić kazań, jakie to papierosy są złe i niezdrowe. - Nie zamierzam. Dlaczego jesteś taka? - zaczęła Asia z zupełnie innej beczki. - Jaka? O co ci chodzi? - Martyna nie miała ochotę na tego typu rozmowę. - Zamknięta w sobie. - A ty dlaczego jesteś taka wścibska? - odparła zirytowana Martyna. - Bo cię lubię. - Mam swoje powody by zachowywać się tak a nie inaczej. - Problemy w domu? - spytała bez skrępowania Aśka. - Może. - Martyna odwróciła się od koleżanki. - Powiedz. Miał być jeden dzień poświęcony dla mnie. - Skoro już musisz wiedzieć to ojca nie znam, a matki w domu prawie nie ma. Szuka sobie chłopaka. Ma dwadzieścia dziewięć lat, musi się wyszumieć. Co chwilę zmienia miejsce zamieszkania. - Czyli jesteś owocem wpadki? - Nie zupełnie. Owocem gwałtu - Martyna bezskutecznie próbowała ukryć łzy. Asia nic nie powiedziała. Na jej twarzy nie było widać ani zaskoczenia, ani współczucia, ani niezręczności. Widać było dobro. Przysunęła się do Martyny i przytuliła ją. Bariera pękła. Martyna tak długo tłumiła w sobie wszystkie emocje i boleści, że teraz, jak po przekłuciu balonika, wszystko z niej wytrysnęło. Powiedziała Asi wszystko, co jej leżało na sumieniu. Nawet o zmarłej babci. Po długiej rozmowie Aśka odprowadziła Martynę do domu. Pożegnały się i rozstały. Każda poszła w swoją stronę. A Martyna czuła się jakoś lepiej, ta rozmowa bardzo jej pomogła. Cały ten dzień był wyjątkowy. Martyna po powrocie nawet odrobiła lekcje. Wszystkie. Potem zapaliła papierosa, wzięła prysznic i położyła się spać. Martyna doceniła dar z niebiosów, jakim była nowa przyjaźń. Postanowiła ją pielęgnować. Dlatego następnego dnia koleżanki również miały razem spędzić popołudnie. Poszły w to samo miejsce, by znowu porozmawiać. - Kim jest Paweł? - zaczęła niespodziewanie Asia. - Skąd o nim wiesz? - A jak miałam nie wiedzieć? Na lekcji ciągle pisałaś na kartce jego imię. Kim jest? - Nieważne - urwała jej Martyna. - Jakaś nieszczęśliwa miłość? Martynie łzy napłynęły do oczu. - Skończ już! - krzyknęła i wyjęła z torby papierosa. - Ale o co ci chodzi? - O to, że przy tobie zawsze płacze. Daj mi spokój i tyle. Był ze mną, zerwał dla innej Barbie i koniec. Kropka - odparła rozzłoszczona. - Dobrze. Przepraszam, nie chcesz o tym rozmawiać, to nie. Zmiana tematu. Zapadła chwila ciszy. - Widziałaś jakie buty miała dziś Weronika? W życiu bym takich nie założyła! - zaczęła ponownie Joasia. - Ja też. Te pomarańczowe cekiny... - dziewczyny oddały się błogiemu plotkowaniu i komentowaniu innych dziewcząt. Wreszcie Martyna mogła poczuć się lubiana. I wreszcie zajmowała się zwykłymi, a jakże przyjemnymi, babskimi sprawami. Tym razem Martyna wracała do domu sama, Aśka nie mogła jej odprowadzić. Martyna wracała do domu przez las. Szła wolnym krokiem, trzymając w dłoni papierosa. Obserwowała kołyszące się na wietrze delikatne listki brzóz, rosnące wzdłuż wąskiej, wijącej się dróżki. Czuła słodki zapach kwitnących wiśni w pobliskim sadzie, zapach o wiele przyjemniejszy, niż smród dymu z papierosa, którego właśnie paliła. Dziewczyna ze skupieniem obserwowała piękno otaczającej jej przyrody, którego wcześniej wcale nie zauważała. Coś się naokoło zmieniło. Nie, to ona się zmieniła. Zbliżała się do domu, gdy zobaczyła grupkę chłopaków, stojącą na leśnej drodze. W rękach trzymali puszki z piwem, a niektórzy papierosy. Miała zamiar przejść obok nich bez słowa, ale jeden z nich ją zaczepił. - O, jaka fajna laska. Witaj, bejbe. - Odczep…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil ameba_07
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…