Odrodzony
...fragment, niewielka część z wielkiej całości...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zbliżał się czas mroku. Czerwona tarcza, przedmiot kultu wśród wielu plemion, zamieszkujących te dzikie okolice, schowała się za ciemne sylwetki ,widniejących na horyzoncie masywów górskich. Za dnia ciepłe i przyjemne powietrze, teraz przenikało go do szpiku kości. Las ,którym podążał ów Nieznany ,stawał się coraz bardziej mroczny i tajemniczy. Niemalże gołe drzewa ,pozbawione już liści , chcąc go pochwycić ,wyciągały ku niemu powykręcane konary. Gęsta mgła unosząca się nad zmarzniętą ziemią spowijała obcego przybysza, dając do zrozumienia ,że nie jest tu mile widziany. Czuł jej zimno, które wprawiało jego ciało w drżenie. Panującą dookoła ciszę ,od czasu do czasu przerywały szmery dochodzące z głębi lasu. Te szmery...Nie mógł już ich znieść, odnosił wrażenie jakby coś szumiało mu w głowie, ogarniał go strach, dojmujący strach, który już niejednego doprowadził do obłędu. I te cienie...Ciemne sylwetki, zlewające się z nocą, pary żółtych oczu, w których można było dostrzec tylko nienawiść. Mocniej ścisnął obnażony miecz, który trzymał kurczowo w dłoni. Kolejny ruch tuż przy nim ...Eteryczna istota, stanowiąca niemalże jedność z wiatrem, który hulał bezszelestnie między drzewami, ukazała się na moment, obnażając swoją niechęć do obcego. Kompletnie zagubiony, nie wiedząc już ,w którym kierunku powinien podążać, kierował się po prostu przed siebie. Czuł jak drzewa co rusz sięgają w jego stronę swymi gałęziami. I te spojrzenia...Gdziekolwiek nie skierował wzroku, widział intensywnie wpatrujące się w niego żółte oczy. Ból dokuczał coraz mocniej. Nie był to jednak ból fizyczny, lecz o wiele gorszy, sięgający samej istoty istnienia człowieka. Zdawał sobie sprawę, że ten przeklęty las, jest przyczyną jego cierpienia. Ale czy to był tylko las? Nie, to coś więcej. Przystanął na chwilę. Wsłuchując się w dziwne, niemalże niesłyszalne dźwięki ,wstrzymał nagle oddech... Ten las żyje! Widział przemieszczające się drzewa. Słyszał oddech, cichy i wyczekujący...Powoli tracił zmysły. Szybko ruszył przed siebie, jednak ścieżka, która podążał nagle zniknęła. Znalazł się w środku dzikiej puszczy, która wyciągała swe szpony po jego nędzną duszę. Nie mógł dłużej tego znieść. Bliski płaczu opadł na ziemię i tak tkwił w bezruchu, czekając na śmierć. Ale czy tylko czekał? Nie. On jej pragnął! Zapraszał do siebie, błagał by przybyła...Czuł na sobie lodowate szpony, ciche świszczące oddechy tuż przy jego głowie... Zapadła Ciemność. Czarna i zimna. W głuchej ciszy zatopiona, szydercza, drwiąca, triumfująca... Taka jaką pragnął – pochłaniająca jego duszę i ciało. Wszystkie wspomnienia, całe jego człowieczeństwo. Stawał się cieniem samego siebie. Ubogi we wszystko -myśli, uczucia, moralność...Wciągnięty w bezkresną otchłań, owinięty lodowatymi szponami ,zatracony w bezsilności, oczekiwał końca. Był już blisko. Czuł to. Była to jedyna rzecz jaką jeszcze mógł odczuwać. Wyssany z całego człowieczeństwa, wszelkich uczuć, pozbawiony marzeń i wspomnień, sięgał Dna... Ostatni przebłysk świadomości, jak spłoszony ptak...Wzleciał w górę, do nieba. Targany zimnym wichrem, opętany pustką, zwodzony przez Ciemność, szarpany lodowatymi szponami, gnał w górę. W swej bezsilności i rezygnacji, parł do przodu, przebijając się przez kolejne płaszczyzny, zostawiając za sobą Pustkę. Bez nadziei, w rozpaczy...ostatni akt wolności... Poczuł ciepło. Przenikało jego ciało i umysł... Lecz czy tak wyglądała Śmierć? Czy to już koniec? Otworzył oczy i spojrzał przed siebie. Widział Światło. Malutkie światełko w oddali, które powoli się zbliżało. Żelazny ucisk Zimna zdawał się tracić na sile. Powoli puszczał obcego. A może tylko mu się zdawało? Światło stawało się coraz większe, drażniło jego oczy, które przyzwyczaiły się do ciemności. Powoli wracały wspomnienia, marzenia, uczucia...Czuł Moc, Wielką Moc. Jednak nie tę która płynęła z lasu - złą, zimną, dominującą... Było to coś innego. Szczęście ,miłość, życzliwość. Czy on to odczuwał? Nie ,to niemożliwe, nie tutaj, nie w tym mrocznym miejscu! Coś się zmieniło...Nie czuł już tych zimnych rąk, które po niego sięgały spod ziemi. Ten oddech...Zimny, złowieszczy-nie ma go. A cienie? Czyż nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Antar
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…