Ofiara
"Podążając za ofiarą mej namiętności..."
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Podążając za ofiarą mej namiętności nie szczędziłam wysiłków, aby pozostać nie zauważoną. Szłam powoli, jakby od niechcenia, raz po raz spoglądając w niebo, zbierając późne jagody lub wrzosy występujące tamtego lata bardzo obficie. Pogoda była piękna, las na wskroś prześwietlały słoneczne promienie, łagodny wietrzyk niósł w dal słodkie trele ptaków. Nic nie powinno nasuwać idącemu przede mną mężczyźnie podejrzeń, że jest śledzony, tropiony, niczym łowna zwierzyna, że już wkrótce padnie ofiarą moich zamiarów. Zamiary moje były zbyt straszliwe, żebym mogła je teraz wyrazić za pomocą słów, a nawet by ubrać je w myśli. Czułam, co chcę zrobić, wiedziałam, że nic mnie nie powstrzyma przed głęboko zakorzenionymi w mej podświadomości uczynkami i to w zupełności wystarczało. Nie sądźcie, że wstyd i pruderia każe mi ukryć myśli i obrazy, które w tamtych chwilach przewijały się przez moją głowę, po prawdzie sama dokładnie nie wiedziałam, co zamierzam. Kierował mną instynkt, który nie radził się rozumu ani serca, serca, którego zresztą nie miałam w przenośnym tego słowa znaczeniu. Od samego początku, od pierwszej chwili, gdy moje oko prześlizgnęło się po sylwetce tego nieznajomego, wiedziałam, że on jest tym, którego potrzebuję, że muszę usłuchać instynktu, od tylu już lat władającego mą osobą, że jeszcze tego dnia ten mężczyzna będzie mój... Wyglądał na młodego urzędnika, wybierającego się na majówkę... poważna twarz i sportowe ubranie. Od razu zwróciłam na niego uwagę i bacznie przyglądałam się jego krokom. Jak wielka była moja radość, gdy skierował się do lasu! To znacznie ułatwiało sprawę. Moje zadowolenie rosło coraz bardziej, im dalej w głąb zmierzał, a ja w pewnym oddaleniu podążałam za nim. Mnóstwo niepewnych, nie do końca określonych myśli plątało się w mej głowie, a serce biło niespokojnym pragnieniem, pragnieniem, które żądało nasycenia. Starałam się na niego nie patrzeć w obawie, że wyczuje moją obecność, lecz w pewnej chwili nie wytrzymałam. Oderwałam wzrok od bukietu wrzosów trzymanych w dłoni i wzniosłam swe oczy na tego, który był moim celem. I wtedy z mych ust wyrwało się niepohamowane, gorące westchnienie. Nie mógł go usłyszeć, to pewne, lecz żądza drzemiąca w mej duszy i wyrażona tym westchnieniem musiała zostać przez niego odebrana w jakiś pozazmysłowy sposób, bowiem odwrócił się gwałtownie i spojrzał na mnie. Dzieliło nas jakieś pięćdziesiąt metrów żwirowej ścieżki, lecz dostrzegłam w jego oczach wyraźny lęk. Minęło kilka pełnych napięcia sekund i mężczyzna zaczął niepewnie zbliżać się w moją stronę. Zapewne chciał mnie wyminąć i wyjść z lasu, lecz coś w moim wzroku sprawiło, że zmienił zamiar. Odwrócił się i zaczął biec. Czy go goniłam? Na początku nie. Wiedziałam, że jego ucieczka jest daremna i absolutnie bezcelowa. Ścieżka, którą pobiegł, prowadziła w głąb lasu – gęstwiny ciemnych chaszczy i starych drzew, pośród których nikła, gdzieś w pobliżu porośniętego mchem trzęsawiska. Sosny, gęsto rosnące na poboczach drogi, nie dawały mu szans na umknięcie. Nie przejęłam się zatem, gdy zniknął mi z oczu. - Dopadnę cię, kochanie! – syknęłam cicho, pewna, że szum drzew zaniesie tę złowrogą obietnicę odbiorcy. Zboczyłam ze ścieżki i klucząc między drzewami, podążałam za swoją ofiarą. Szybko i zwinnie przedzierałam się przez krzewy i gałęzie, cały czas z uwagą obserwując żwirową drogę, po której biegł mój upragniony, sama pozostając niezauważoną. Po jakimś czasie spostrzegłam u śledzonego przeze mnie mężczyzny wyraźne oznaki zmęczenia, poruszał się słabym truchtem a z jego ust wyrywał się szybki, świszczący oddech, wreszcie przystanął. Rozejrzał się powoli dookoła raz i drugi. Uszedł jeszcze bez przekonania kilka kroków, po czym usiadł na przydrożnym kamieniu. Otarł pot z czoła, odchylił głowę do tyłu i głęboko oddychając, trwał w tej pozycji parę chwil. Sierpniowe słońce świeciło intensywnie, wzmagając moje szaleństwo, mój nieposkromiony instynkt, wystawiając cierpliwość na diabelnie trudną próbę. Zacisnęłam zęby i powieki. Należało jeszcze poczekać, poczekać, aż mężczyzna uspokoi się zupełnie, straci resztki czujności, zapomni o tajemniczej kobiecie, która podążała za nim leśną ścieżką. Po jakimś czasie, którego nie podejmę się określać, otworzyłam oczy. Obawiałam się, że obiekt mej nikczemnej fascynacji odszedł, ale on wciął był w tym samym miejscu. Leżał półnagi, głowę opierając na zwiniętej bluzie i koszulce, z zamkniętymi oczami zwracając twarz ku słońcu. Widok ten poruszył mnie bardzo i nie od razu odważyłam się do niego podejść. Był taki piękny, taki bezbronny, gdy leżał przy żwirowej ścieżce, skąpany w letnim słońcu, rozświetlającym jego tors i dobrze zbudowane ramiona. Oddychał równo i spokojnie, jakby pogrążony w głębokim śnie. Przypatrywałam mu się łagodnie, niemal z czułością dłuższą chwilę, jednak podłe pragnienie drzemiące w mym czarnym sercu nie poddało się uczuciowemu podmuchowi. Nie mogłam już dłużej czekać. Bezszelestnie wyszłam z gąszczu drzew i zbliżyłam się do mężczyzny. Wiedziałam, że nie wyczuwa mojej obecności. To był idealny moment na atak. Już szykowałam się do zrealizowania zamiaru, który zaprzątał mój umysł tak uporczywie, gdy niespodziewanie moja ofiara otworzyła oczy. Ujrzałam w nich przestrach. Zbliżał się krytyczny moment. Mogłam jeszcze przystąpić do dzieła, jeszcze nie było za późno, ale coś mnie powstrzymało. Byłam na siebie wściekła za ten głupi przejaw słabości, lecz mimo to przywołałam na twarz jeden z przećwiczonych wcześniej, budzących zaufanie uśmiechów i odezwałam się półgłosem: - Dzień dobry. Proszę nie wstawać. Pogoda taka piękna, w sam raz na zażywanie kąpieli słonecznej. Wbrew moim słowom usiadł, patrząc na mnie z niepewnością i zdziwieniem, które po chwili zmieniły się w uprzejme zainteresowanie. - Nie chciałam pana wtedy przestraszyć – kontynuowałam przyjaznym tonem, siadając obok mężczyzny. – Po prostu wybrałam się na spacer. - Ja również spacerowałem – odezwał się wreszcie. – Przepraszam za swoje zachowanie. Mogła sobie pani pomyśleć, że się jej boję, a ja po prostu... chciałem pobiegać – dokończył bez przekonania, za to z pewnym zażenowaniem. Podniósł na mnie wzrok i uśmiechnął się serdecznie. Na moment jego poważna twarz rozświetliła się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wydał mi się młodszy niż na początku. Nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia pięć lat. Ogarnął mnie nagły lęk, że nie sprostam zadaniu, że nie zaznam ukojenia, że moje wieczne pragnienie, dające się uciszyć raz na jakiś czas, nie spełnione doprowadzi do śmierci. Przecież już tak długo zwlekałam! Najpierw był brak dogodnej okazji lub brak właściwej ofiary, a teraz moje niedorzeczne skrupuły. „
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil sopocianka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…