Ojciec Timothy: Początek
Tim z marzenia o byciu policjantem decyduje się na seminarium. Nie spodziewa się, że jego wiara zostanie wystawiona na największą z prób.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ojciec Timothy: Początek
Wspomnienia
Marry prawie upuściła papierową torbę wypełnioną po brzegi zakupami.
- Stój, jesteś aresztowana! - Słowa brzmiały bardzo wiarygodnie i przekonująco, jak na zdanie wykrzyczane przez sześciolatka.
- Timmy – Odetchnęła z ulgą – Chcesz przestraszyć mamusię na śmierć? - Powiedziała, kładąc torbę na ziemi.
Tim był chłopcem o pyzatej twarzy pokrytej piegami. Święcie przekonany, że urodził się z fryzurą „na grzybka” gdyż nie pamiętał, by kiedykolwiek był obcięty inaczej. Wciąż stał w przedpokoju, z lufą swojego plastikowego rewolweru skierowaną w stronę kobiety. Marry, rozumiejąc powagę sytuacji uniosła ręce w górę. - Ma mnie pan panie władzo, żądam adwokata i prawa do jednego telefonu! - Kobieta nie mogła powstrzymać chichotu, słyszała ten tekst nie raz w telewizji i właśnie zdała sobie sprawę, że zawsze chciała to powiedzieć.
&&&
Timothy upił łyk kawy i rozsiadł się wygodniej na krześle, jego wzrok zawisł gdzieś za kuchennym oknem. Takie poranki jak ten, słoneczne, spokojne, zawsze przynosiły ze sobą nostalgię wspomnień z dzieciństwa. Westchnął głęboko. Zanim się obejrzał, przestał być Timmy'm policjantem a stał się Ojcem Timothy'm. Czas faktycznie potrafił przyspieszyć, tak niezauważenie, że spoglądając wstecz ma się wrażenie iż dosłownie uciekł przez palce. Wciąż pamiętał zdziwienie rodziców, kiedy oznajmił jaki kierunek w życiu zdecydował się obrać. Jednego dnia, oglądający kryminały i fascynujący się policyjną robotą chłopak postanowił, że uda się na seminarium i zostanie księdzem. Ostatecznie...mundur to mundur, czyż nie? Uśmiechnął się do tej myśli. Nie dopijając kawy, opuścił kuchnię i stanął przed lustrem w przedpokoju. Poprawiając koloratkę bacznie się sobie przyjrzał. Jak bardzo zmienił się od czasu kiedy ganiał po domu z plastikowym rewolwerem aresztując krewnych? Jego twarz wciąż pokrywały piegi. Szatynowe włosy, kiedyś obcinane „od garnka” teraz sięgały prawie do ramion. Delikatny, równo przystrzyżony zarost zdobił policzki, brodę, oraz okolice ust. Na tle czarnej koszuli, poza koloratką, kontrastowały jego nienaturalnie błękitne oczy. Mówiąc „oczy są zwierciadłem duszy” ma się na myśli dokładnie taki błękit. No...Timmy, czas zaczynać twoją misję, z tą myślą, zarzucając na siebie marynarkę opuścił mieszkanie, udając się w stronę swojej niedużej świątyni.
Zabawimy się
Msza dobiegła końca. Timmy stał przed kościołem żegnając wiernych i dziękując za przyjście. Młody ksiądz był bardzo lubiany wśród parafian. Mimo swojego młodego wieku mówił tak, jakby przeżył życie przynajmniej dwa razy i znał rozwiązanie każdego problemu. Często po mszy ktoś zostawał, to z konkretnym pytaniem, to z chęcią pospacerowania, czy po prostu pogawędki o niczym. Tym razem, spacerując między pustymi już ławami, nie wypatrzył nikogo, kto potrzebowałby rozmowy, bądź porady. Zajął miejsce mniej więcej w środkowych ławach, tak by dobrze widzieć cały ołtarz. Nigdy nie siadał z samego przodu, uważał że nie jest kimś, kto mógłby siedzieć tak blisko boga, kiedy chciał się do niego zwrócić. Splótł ręce, kolana położył na drewnianej podporze, zamknął oczy i pochylając głowę zatonął w panującej dookoła ciszy.
Ksiądz zawsze tracił poczucie czasu podczas modlitwy. Pierwszym bodźcem zakłócającym skupienie był język chłodnego powietrza muskający jego szyję. Plecy przeszył dreszcz. Kolejnym bodźcem, kompletnie już rozbijającym spokój, było trzaśnięcie wielkich drewnianych drzwi kościoła. Tim podniósł wzrok, nad ołtarzowymi świecami unosił się dym. Przysiągł bym, że ich nie gasiłem. Kątem oka dostrzegł żarliwie modlącą się kobietę. Siedziała w tej samej ławce. Nie miał pojęcia skąd się tam wzięła, na pewno wcześniej jej tam nie było...a może? Nie...Na pewno nie.
- Ojcze? - Ściany niosły echem damski, łagodny głos.
- Tak? - Tim wciąż był zdezorientowany nagłym pojawieniem się kobiety.
- Jak to jest, nigdy ksiądz nie widział boga, nigdy go nie słyszał, a mimo to, tak głęboko wierzy – To było bardziej stwierdzenie, niż pytanie.
Duchowny zamyślił się na chwilę.
- To nie do końca prawda, że go nie słyszę – Odpowiedział z lekkim uśmiechem, wyczekując reakcji na jego słowa.
- jak to? - Kobieta podniosła głowę wlepiając wzrok w błękitne oczy kapłana. Była młoda, i bardzo ładna, pełne, czerwone usta, delikatne rumieńce, kruczoczarne włosy sięgające pleców. Zastanawiający był kolor jej oczu. Czarne plamki nie posiadały granicy oddzielającej tęczówkę od źrenicy.
- Nie słyszę barwy jego głosu, ale słyszę jego gesty, lub odpowiedzi w rzeczach, które przytrafiają mi się na co dzień – Timmy przeniósł wzrok na drewniany krzyż stojący za amboną.
- Naprawdę? - Głos dziewczyny wydawał się zdziwiony. Zarechotała pod nosem kręcąc przy tym głową.
- Co w tym takiego śmiesznego? - Zdziwione spojrzenie przeniósł na przybysza.
- Wy faktycznie wmawiacie sobie tę wiarę, nic dziwnego, skoro nie macie skąd jej czerpać – Wzrok spoczął na smukłych dłoniach, a długie, czarne włosy zakryły twarz. Dziewczyna zaczęła powoli przesuwać się po ławie w stronę księdza.
- Źródło mojej wiary jest w bogu, nie muszę niczego sobie wmawiać – Te słowa nie brzmiały tak pewnie, jakby chciał tego Tim. Nie miał pojęcia dlaczego. Dziewczyna była coraz bliżej. Znikąd pojawił się delikatny lęk, skrobiący księdza po plecach.
- Źródło? Widziałeś je kiedyś? Piłeś z niego czystą wiarę żeś taki przekonany? - Głos dziewczyny się zmieniał. Jakby ktoś bawił się regulacją strun na wciąż grającej utwór gitarze.
- Na tym polega wiara, której dowód dostaniemy... -
- Nie, księżulku – Przerwała kobieta, praktycznie już siedząc przy księdzu – Nie dostaniecie -
Jej ochrypły, strzępiący uczy głos wlał w Timothy'ego falę strachu, która rozchodziła się niczym jad po ciele duchownego. Zamknął oczy. Kolana trzasnęły o drewno. Zamknięte powieki przywarły do kciuków splecionych dłoni opierających się o ławę przed Tim'em.
- Podziwiam cię – Wyszeptała dziewczyna, czuł mrowienie po prawej stronie szyi od podmuchu z jej ust – Uciekasz do modlitwy...zamiast drzwi – słyszał jej ochrypły, cichy rechot.
- Ojcze nasz... - Tim starał skupić się tylko na własnych słowach, strach jednak robił swoje.
- Zabawimy się – Przysiągłby, że te słowa doszły go z lewej strony – Jedna duszyczka – Znowu prawa – Zabiorę ją ja – lewa – Albo ty – kierunek ostatniego zdania był ciężki do sprecyzowania, padło jakby z ambony, ale było zbyt głośne i zbyt wyraźne jak na dystans dzielący od niej kapłana.
Tim otworzył oczy. Powoli rozejrzał się po pustych ławach. Kościół sprawiał wrażenie, jakby nie był, albo nie chciał być świadkiem tego, co przed chwilą miało tu miejsce. Ojciec Timothy wracał do domu o bardzo późnej porze.
Starcie
Timmy dawno nie spał tak źle. Budził go najdrobniejszy szelest. W uszach wciąż rozbrzmiewał ochrypły głos „Zabiorę ją ja, albo ty” o jaką duszę chodziło? Był księdzem od niemal że roku, jak mógł walczyć o jakąś duszę? Przez chwilę nawet był pewien, że wspomnienie tyczy się koszmaru sennego, który pewnie miał tej nocy. Wszelkie wątpliwości rozwiała dobijająca się do księdza kobieta.
- Ojcze Timothy! Ojcze Timothy! - Krzyczała tłukąc pięściami w drzwi ile sił. Tim zerwał się z krzesła i pognał w stronę przedpokoju. Do mieszkania wpadła starsza pani, Kapłan kojarzył ją z niedzielnych kazań. Wyglądała na bardzo zdenerwowaną i przestraszoną.
- Spokojnie, proszę powiedzieć co się dzieje?! - Kobieta rzuciła się na księdza.
- Moja córka – Słowa ciężko było wyłapać między szlochaniem i załamującym się co chwila głosem – M...m..moja Margaret...O..o..ojciec m...musi... - Ciągnęła.
- Co muszę? Co się dzieje? - Timothy złapał kobietę stanowczo za ramiona i spojrzał jej w oczy, zmuszając do tego samego.
- Co się dzieje? - Zapytał najspokojniej jak tylko potrafił
- M...moja córka, c...coś – Znów zapłakała – Coś się z nią dzieje – Czyżby?...Nie...To niemożliwe. Wzrok księdza utknął w martwym punkcie, jakby jego system myślowy właśnie się zawiesił paraliżując resztę ciała. Albo ja ją wezmę, albo ty, powtórzył w myślach. Przypomniał sobie słowa księdza, który był jego wykładowcą na studiach. Pamiętaj, każdy zostaje poddany próbie, która ma na celu zniszczyć jego wiarę, bądź ją utrwalić, bądź gotów, kiedy ta chwila nadejdzie dla ciebie. Czy o to w tym wszystkim chodzi? To ma być ta cała próba? Tim był przekonany, że duchowny mówił to w przenośni, a już na pewno nie chodziło mu o dosłowną walkę ze złem. Przeniósł wzrok na sufit, ale tak naprawdę patrzał dużo dalej. Mam nadzieję, że wiesz co robisz,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Delly92
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…