On
Dziwne spotkanie...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Sue nienawidziła takiej pogody. Z nieba woda lała się strumieniami. A ona wybierając się do pracy oczywiście nie spodziewała się, że w drodze powrotnej nawali jej samochód i nie zabrała ani parasola ani płaszcza przeciwdeszczowego. Poza tym nie spodziewała się, iż dojdzie do takiego urwania chmury. Miała na sobie cienką kurtkę, która teraz kiedy tak szła ulicą nie przypominała już tej drogiej, markowej jaką była pierwotnie. Wyglądała jak zwykła, przemoknięta ścierka z guzikami. Sue w innej sytuacji by się tym przejęła, ale teraz myślała już tylko o tym, żeby szybko dotrzeć do domu, przebrać się i taksówką pojechać do biura. Czekało ją spotkanie na które musi zdążyć. Traf chciał, że rozładowała jej się komórka i nie mogła wezwać pomocy drogowej do swojego czerwonego auta. - Musiał nawalić akurat dziś - pomyślała rozgoryczona - a niby mówią, że ich samochody są niezawodne. Bydlaki- Przed paroma dniami udało jej się zakończyć ciężką sprawę w sądzie. I kiedy tak deszcz spływał falami po jej włosach mimo wszystko potrafiła się zdobyć na uśmiech. Wiedziała, że niewielu prawnikom udaje się nabrać sędziego Ramseya. Jej się udało i dołączyła do tego grona nielicznych. Co do tego, iż jej klient jest winny nie miała żadnych wątpliwości. Ten facet był obleśnym staruchem, który za każdym razem kiedy się spotykali aby omówić linię obrony nieskrępowanie gapił się jej w dekolt. Miała dość tego człowieka, ale za szybkie wygranie sprawy obiecał jej sutą premię, więc jakoś udawało jej się znieść jego wywołującą mdłości osobę. Był on oskarżony o malwersacje finansowe, wyłudzenia, niepłacenie podatków, defraudacje w dawnej firmie i tym podobne. Akt oskarżenia zawierał pokaźną liczbę stron. Sue od początku wiedziała, że rozprawa będzie piekielnie trudna. Nie zraziła się jednak tym i postawiła wszystko na jedną kartę. Albo wygra teraz albo proces będzie się ciągną miesiącami. Ona lubiła szybkie załatwienie sprawy i chciała zrobić wszystko, żeby tym razem było tak samo. Jej klient, mimo swojego wieku i trybu życia jaki prowadził cieszył się znakomitym zdrowiem. Musiała jednak zrobić tak, aby sędzia Ramsey uznał go za człowieka tak ciężko chorego, że nie wytrzymałby za kratkami nawet jednego dnia. Warto było mieć w zanadrzu lekarzy, którym kiedyś ona coś ułatwiła a teraz sama oczekiwała zwrotu przysługi. I tak oto podczas rozprawy Sue smutnym i rozżalonym głosem mówiła o swoim bliskim łoża śmierci kliencie, który w tym czasie siedział obok niej z grobową miną w głębi duszy zaśmiewając się do rozpuku. Była naprawdę dobra, uważnie obserwowała wyraz twarzy sędziego i wiedziała, iż nie może przesadzić ze swoim prawniczym wystąpieniem. Udało jej się bezbłędnie odczytać na ile może sobie pozwolić i kiedy kończyła swoją mowę czuła, że jej się udało. Sędzia Ramsey wpatrywał się w nią uważnie po tym jak skończyła przemawiać. Sue ani na chwilę nie spuściła wzroku i wytrzymała jego przeszywające i szukające jakichś niejasności spojrzenie. Jej klient od czasu do czasu dyskretnie pokasływał, dokładnie tak jak mu poradziła. Wyszło mu to równie dobrze jak zaglądanie jej w dekolt. Sędzia Ramsey przyjrzał się jeszcze raz dostarczonym przez nią zaświadczeniom lekarskim, czyniącym z jej klienta człowieka, który miał co najwyżej rok życia przed sobą. Ramsey jak zwykle doszukiwał się najdrobniejszego niedociągnięcia, jakiejś malutkiej oznaki, iż nabija się go w butelkę. Nie znalazł jednak nic takiego. Zaświadczenia były spreparowane bez zarzutu i nawet taki sędzia jak on nie mógł się w nich dopatrzyć niczego co podważałoby wiarygodność mistrzowskiego występu Sue. Kiedy po krótkiej przerwie wrócił by wydać werdykt, była spokojna. Czuła, że znów jest górą. Jej klient został oczyszczony z wszelkich zarzutów. Wyrok był prawomocny. Prokurator był bliski rzucenia się na Ramseya i uduszenia go gołymi rękami. Zamiast tego wyrzekł tylko do Sue wychodząc z sali rozpraw, iż to skandal i że przejrzał jej podstępną i nieczystą grę. Ale zarówno ona jak i on wiedzieli, iż nie jest w stanie tego udowodnić. Jej klient dotrzymał słowa i wręczył jej czek, którego wysokość dopełniała wcześniej obiecana premia. Była to naprawdę pokaźna suma pozwalająca zagłuszyć wyrzuty sumienia. Choć Sue nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek ją one dręczyły. Deszcz się nasilał, ale Sue pogrążona w swoich myślach nie zauważyła tego. Odruchowo przyspieszyła kroku i nie szukając żądnego schronienia dumnie podążała do swojego modnie urządzonego (dzięki tej ostatniej rozprawie kupiła sobie wreszcie tę wymarzoną kanapę i dwa fotele) apartamentu. - Jeśli udało mi się przechytrzyć Ramseya to teraz już nie ma na mnie mocnych - stwierdziła z szerokim uśmiechem. Z nieba lały się już całe oceany kropel a ona sama była już jedną wielką kroplą deszczu, ale mimo to rozmyślając już o kolejnej sprawie dumnie kroczyła w kierunku swojej ulicy. Kiedy układała sobie tak w głowie kolejną barwną mowę obrończą zobaczyła jakieś trzydzieści metrów od siebie dziwną postać w płaszczu i kapeluszu. Nie zwróciłaby ona może na nią uwagi, gdyby nie fakt, iż stała w miejscu, na środku chodnika, zamiast jak ona podążać w jakimś kierunku by uciec przed ulewą. Zdawało się, że patrzy właśnie na Sue, choć nie widziała twarzy, gdyż wysoko postawiony kołnierz płaszcza i nasunięty głęboko na czoło kapelusz czyniły ją niewidoczną. Sue zwolniła trochę i postanowiła zawrócić i pójść inną drogą. Wiedziała, że będzie musiała nadłożyć drogi, ale czuła, iż nie powinna przechodzić obok tego dziwnego człowieka. Nie była osobą strachliwą i kurs samoobrony, jaki niedawno przeszła, pozwalał jej czuć się bezpieczną, lecz mimo to wolała nie mijać tej zalanej deszczem sylwetki. Już miała zawracać, gdy nagle zobaczyła, iż mężczyzna, była teraz prawie pewna, że to mężczyzna, zaczyna iść w jej stronę. Teraz już nie miała wątpliwości, że patrzył się właśnie na nią. Czuła, iż teraz już nie uniknie konfrontacji z tym człowiekiem , który jak się jej wydawało musiał być jakimś wariatem, zboczeńcem, złodziejem czy kimś na pograniczu. Kiedy się już ustawiała w pozycji obronnej, nauczyciel z zajęć z samoobrony byłby z niej dumny, udało jej się wreszcie zobaczyć twarz tego człowieka i w następnej sekundzie odwróciła się na pięcie i zaczęła biec ile tylko sił w nogach. Widok twarzy tego mężczyzny sprawił nagle, iż odechciało jej się sprawdzać swoje umiejętności zdobyte na zajęciach z samoobrony. Nie wiedziała na ile mógł sprawić to ulewny deszcz, ale to co zobaczyła wywołało u niej automatyczną chęć ucieczki. Nie krzyknęła nawet, po prostu wiedziała, iż musi brać nogi zapas i uniknąć starcia z tym facetem. Twarz jego była strasznie zdeformowana, na ile mogła to dostrzec w tej krótkiej chwili. Ciężko było nawet stwierdzić na ile jest to męska twarz. Postura i ubiór przekonywała jednak, iż musi to być mężczyzna. Kiedy się odwróciła stwierdziła z ulgą, iż tego człowieka już za nią nie ma. - Zrezygnował dzięki Bogu...chyba go trochę zaskoczyłam tak szybką reakcją i nie był na to przygotowany. Całe szczęście, że nie chciało mu się za mną biec - pomyślała Sue. To co się jednak stało za moment wywołało u niej taki szok, jakiego nie przeżyła jeszcze nigdy. A było to szok pomieszany z przerażeniem, które w tym momencie dało już o sobie znać. Sue po prostu nie mogła zrobić kroku. Nie ze strachu, zwyczajnie jej nogi nie słuchały poleceń płynących z mózgu. Miała stopy jakby wmurowane w chodnik. Wydawało jej się, że jej dolne kończyny zostały zastąpione workami z cementem. - Co to ma do cholery być! - powiedziała do siebie i spróbowała się pochylić. Nie udało jej się. Wyglądało to tak, jakby podeszwy butów miała z metalu i weszła na część chodnika, pod którą znajdował się piekielnie silny magnes. Tak to wyglądało, ale ta myśl wcale Sue nie rozbawiła. Coś jakby trzymało ją w tym akurat miejscu i nie pozwalało zrobić kroku. Cała była już przemoczona do suchej nitki, czuła, że woda dostała się już nawet do jej bielizny. Próbowała podskoczyć i nic, próbowała się przechylić i nie mogła, bo to coś co blokowało jej ruchy utrzymywało ją cały czas w pozycji pionowej. - Chyba zaczynam wariować, czuje się jak bohaterka jakiejś pieprzonej, niedorobionej kreskówki - pomyślała. Zebrała resztkę sił, naparła tak mocno jak to tylko było możliwe na swoje unieruchomione nogi i...nic. Dalej nie mogła się poruszyć choćby o centymetr. Powoli drobne nitki paniki wdzierały się jej do umysłu, ale jak na prawnika takiego kalibru jak Sue przystało potrafiła się opanować. Zrobiła kilka głębokich oddechów i energicznie zamrugała oczami. Po policzkach spływały jej już całe potoki deszczowych kropel. Wydawało jej się, że sobie poradzi i że jest naprawdę silna i nie wpadnie w panikę. Ta sytuacja była tak absurdalna, iż nie mogła być rzeczywista. - Jeszcze chwila i zacznę krzyczeć, chrzanić mit mocnej, nowoczesnej kobiety. Jeśli tego z siebie nie wyrzucę to pęknie mi głowa - kontynuowała wewnętrzny monolog Sue. Jej nogi były jak zaklęte, jak dwa patyki wbite na dobre kilkanaście centymetrów w podłoże. Różnica polegała jednak na tym, iż jej stopy nie były POD tylko stały normalnie NA chodniku. - Hehe ja naprawdę zaczynam już wariować prowadząc tak niedorzeczne i pokręcone rozważania. Pieprzę to, muszę...- sformułowała kolejną myśl i nabierając powietrza zebrała się do krzyku. Trudno to było jednak nazwać krzykiem, bo otworzyła tylko szeroko usta, z których nie wydobył się najmniejszy nawet dźwięk. - Nie, nie, nie...to jakiś koszmar, co to ma znaczyć, co to ma być...NIEEEEEE - wrzasnęła Sue. Tak jej się tylko wydawało, bo wrzask ten, tak jak i jej poprzednie wypowiedzi do samej siebie, rozegrał się w jej wnętrzu. Nie dość, że nie mogła się poruszyć to na dodatek nie mogła wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Najwidoczniej to coś, co ją trzymało w tym miejscu zaczęło oddziaływać też na jej struny głosowe. Zdawała sobie sprawę, iż jest bliska obłędu, ale mimo wszystko postarała się mu jeszcze nie ulec. Nagle niebo rozświetliła potężna błyskawica a Sue przestraszona podskoczyła. A raczej wzdrygnęła się, normalnie by może podskoczyła, ale teraz było to oczywiście niemożliwe. Zdała sobie sprawę, iż na jej policzkach zaczynają się pojawiać oprócz deszczowych jakieś inne krople. Łzy bezsilności. Sue zaczęła płakać i nie mogła sobie przypomnieć, kiedy zdarzyło jej się to po raz ostatni. Chciała otrzeć rękawem kurtki łzy wraz z kroplami deszczu, ale był jak przemoczona ścierka, tak jak i reszta jej ubrania, więc na nic jej się to zdało. Zaczęła się trząść na całym ciele. Nie mogła tego powstrzymać. Było to wywołane zarówno wzbierającym w niej przerażeniem, jak i faktem, że dopiero teraz jej organizm zareagował na chłód lejącej się z nieba wody. Wiedziała, iż zaraz zemdleje w tej absurdalnie wyprostowanej pozycji. - To będzie dopiero coś, zemdleć i dalej stać na wyprostowanych nogach - pomyślała Sue, ale nie wydało jej się to śmieszne. Ponownie zrobiła kilka głębokich oddechów, tylko, że tym razem z uniesioną głową, i zakrztusiła się, gdy deszcz dostał się do jej otwartych w czasie nabierania powietrza ust. Kiedy próbowała opanować kaszel wywołany deszczówką usłyszała za sobą nieludzki śmiech. Gdyż jak pomyślała nie mógł to być śmiech człowieka. Nigdy jeszcze nie słyszała tak potwornego dźwięku. Automatycznie odwróciła głowę na ile to tylko było możliwe w jej położeniu i od razu tego pożałowała. Za nią w odległości kilku metrów stał ON, postać w ciemnym płaszczu i kapeluszu, przed którą starała się uciec. Sue wydawało się, iż było to przed całymi wiekami a nie kilka minut temu. Jej prześladowca stał za nią i zanosił się tym nieludzkim śmiechem. Robił to z podniesioną głową i Sue mogła dostrzec, iż cała jego szyja…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Marlowe
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…