Wróć do katalogu

Ona

Krótko o miłości. Trochę smutne, trochę romantyczne.

Coward, opublikowano , 15 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Siedział na szczycie wzgórza, w parku. Była jesień. Chmury szybko przesuwały się po niebie, a wiatr co chwila potrząsał gałęziami drzew, strząsając z nich liście. Lubił ten park. Położenie na wysokim pagórku, górującym nad równiną dawało mu przewagę nad innymi. Od czasu do czasu, przechadzając się, można było zobaczyć rozległy widok na miasto, znajdujące się za nim pola i siną linię horyzontu odległą o wiele mil. Było mu trochę zimno. Szczególnie kiedy wiatr uderzał mocniejszym podmuchem. - Dlaczego nic nie mówisz? – powiedział, patrząc na rozciągającą się przed nim równinę. Ale ona nie odpowiedziała. Odwrócił się i spojrzał na nią. Leżała na trawie z przymkniętymi oczami. Na bladych wargach mógł dopatrzyć się ledwie zauważalnego uśmiechu. Przecież nie zasnęła... Po prostu zamknęła na chwilę oczy, żeby lepiej poczuć delikatny dotyk słońca i podmuchy jesiennego wichru na skórze. Tak. Tylko na chwilę zamknęła oczy. Jeszcze raz spojrzał w dół. Nie rozumiał, dlaczego ci wszyscy ludzie tam byli. To znaczy, wiadomo, każdy czasami chce się przejść po parku, ale dlaczego akurat teraz, kiedy nie chciał, żeby ktokolwiek im przeszkadzał, zjawiły się tam takie tłumy? Nigdy nie widział w parku tylu ludzi. - Tylko na chwilę zamknęłaś oczy – powiedział cicho, jakby mówił bardziej do siebie niż do niej. Jakby to było jakieś zaklęcie, którym chciał zmienić rzeczywistość... Leżała tam, za nim, na jesiennej trawie. Długie, jasne włosy spadały jej na ramiona. Oczy były zamknięte. Miała takie piękne, niebieskie oczy... Dlaczego je zamknęła? Tak bardzo chciałby w nie spojrzeć... Leżała tam za nim, na trawie... Prawie w ogóle się nie ruszała. Kiedy na nią patrzył niemal widział delikatne ruchy, świadczące o tym, że oddycha. Leżała na plecach. Ręce splotła na piersi. Nogi były wyprostowane. Na twarzy widniał wyraz nieskończonego spokoju. Takiego spokoju z jakim człowiek mówi: „Wszystko będzie dobrze” i wszyscy od razu wierzą, że tak właśnie będzie, że nic złego nie może się stać. Widział to w jej twarzy bardzo wyraźnie. Tą nieskończoną pogodę ducha. Mimo, że przecież nie uśmiechała się (chociaż czasami zdawało mu się, że widzi uśmiech) wydawała się radosna tą podniosłą, niemal poważną wesołością. - Nie jest ci zimno? – zapytał. Nie usłyszał odpowiedzi, więc uznał, że chyba nie. Dziwne. Zawsze marzła przy ledwie zefirku, a teraz naprawdę mocno wiało. Na dodatek leżała na trawie. - Na pewno? – dopytywał się. Znowu nie było odpowiedzi. Rzucił okiem na tych wszystkich ludzi, którzy stali niżej. Większość rozmawiała ze sobą. Niektórzy patrzyli w jego stronę. Dlaczego tak patrzyli? Nic z tego nie rozumiał... Czuł się trochę dziwnie. Wszyscy trzymali się z daleka, jakby czegoś się bali. A on przecież nic im nie zrobił. Po prostu nie chciał, żeby ktoś im przeszkadzał. Czy to tak trudno zrozumieć? Ktoś wziął do ręki spory biały megafon. Rozległ się zniekształcony przez maszynę głos: - Proszę odłożyć broń. Przecież nie chce pan, żeby komuś stała się krzywda. To nie musi się źle skończyć – głos robił wrażenie miłego. Budził zaufanie. Negocjator niewątpliwie miał do tego smykałkę. - Odejdźcie i nie przeszkadzajcie nam. Chcemy zostać sami – odpowiedział głośno i wyraźnie, żeby wszyscy mogli go usłyszeć. Parę minut temu wrzeszczałby pewnie z całych sił, a może i poparłby swój głos innymi argumentami, ale teraz był trochę spokojniejszy. Chciał tylko, żeby zostawili ich w spokoju. Nic więcej. Czy to takie trudne do zrozumienia? - Panie Podgórski, proszę spróbować postawić się w naszej sytuacji. Park nie jest pana prywatną własnością. Inni ludzie też go potrzebują – negocjator spróbował ugryźć problem z innej strony, ale jego rozmówca nie był tym zachwycony. - Idioci – mruknął do niej – Nie zostawią nas w spokoju. Dlaczego nie chcą nas zostawić? – westchnął czując jak wzbiera w nim gniew. Miał dużo naboi, ale i tak kiedyś musiały się skończyć, dlatego przychodziło mu to ciężko. Nie dali mu wyboru. Chwycił pistolet mocno, w obie ręce i wymierzył między ludzi stojących niżej. Huk trzech wystrzałów rozdarł powietrze. Niektórzy schowali się za samochodami, inni stanęli za ścianą jakiegoś budynku. - Odejdźcie i zostawcie nas – krzyknął najgłośniej jak umiał, a potem wystrzelił jeszcze dwa razy. Wyjął z pudełka naboje i dołożył kilka do magazynku. - Oni chcą nas rozdzielić, królewno – powiedział do leżącej na trawie dziewczyny – ale my się im nie damy. Nic nas nie rozdzieli. Nic... Policjanci na szczęście nie odpowiadali ogniem, więc miał teraz chwilę spokoju. Pochylił się nad nią. Była taka blada. Pewnie było jej zimno i nie chciała go tym martwić... Poczuł jakiś dziwny zapach. „Nowe perfumy?”, pomyślał. A tak bardzo lubił te stare. Już się do nich przyzwyczaił. Delikatnie dotknął jej jasnych włosów i wyjął z nich jakieś śmiecie. Uśmiechnął się, ale jej twarz nadal pozostawała nieruchoma. Dopiero po kilku sekundach dostrzegł coś jakby drgnienie w okolicach ust. - Droczysz się ze mną – powiedział wesoło – tylko tak udajesz, a naprawdę cała się w środku śmiejesz. Cisza. - Jak chcesz. Ludzie na dole zaczynali już nieśmiało podnosić głowy i wyglądać zza osłon. Chyba nikogo nie trafił, bo nie było widać jakiegoś specjalnego ruchu. Był taki szczęśliwy. Cieszył się, że znowu są razem. Wiedział, że już nic nie zdoła ich rozdzielić. I pomyśleć, że rano było mu tak źle...

Cztery godziny wcześniej Michał Podgórski, dwudziestodwuletni student filologii angielskiej z Chełma, poszedł na cmentarz odwiedzić swoją narzeczoną. Kupił skromny, biały znicz w kwiaciarni nieopodal i wszedł przez dużą, szarą bramę. Kręciło się tam tylko kilku ludzi. Właściwie nie wiedział, dlaczego tym razem przyjechał samochodem. Odczuwał jeszcze lęk przed wsiadaniem za kółko i było to dla niego bardzo trudne. Miał jakby przeczucie, że tak właśnie powinien zrobić tego dnia. Przez ostatnie dni było mu bardzo źle. Kilka razy nawet myślał o samobójstwie. Anka zginęła nagle. Mieli wypadek samochodowy. On prowadził. To nie była jego wina i nie miał wyrzutów sumienia, ale po prostu nie mógł znieść myśli, że już jej więcej nie zobaczy. Przez umysł cały czas przepływały pytania: „Dlaczego właśnie my? Dlaczego tylko ona?” i tak w kółko, przez 6 dni. Na domiar złego nie miał nikogo, kto mógłby go wesprzeć w takiej sytuacji. Ona była dla niego wszystkim. Oboje nie mieli zbyt wielu przyjaciół i dlatego zawsze dużo czasu spędzali razem. Usiadł na bruku przy grobie. Jeszcze nie zdążyli wybrać nagrobka, tablicy i całej tej reszty. Z resztą tym i tak zajmą się jej rodzice. Na razie był tylko mały krzyż i duże płyty wmurowane w ziemię. Pod płytami trochę przestrzeni, potem trumna, a w trumnie ona. Leżała tam sobie, całkiem spokojnie. Widział ją zaraz po wypadku, jak tylko się ocknął. Po prostu otworzył oczy, przypomniał sobie, że chyba w coś uderzyli i od razu zaczął się zastanawiać gdzie ona jest. A ona już wtedy była martwa. Poczuł łzy spływające po policzkach. Właściwie nie powinien płakać w takim miejscu. Nigdy nie lubił pokazywać swoich słabości publicznie. Ale w tej chwili było mu naprawdę wszystko jedno. Załkał żałośnie. Pochylił się nad płytą zamykającą grób i dotknął jej delikatnie, jakby to było…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych