Opalanie - wyznanie ignoranta
O pułapkach wakacyjnych
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nie ma co ukrywać, że tegoroczne polskie lato jest tak atrakcyjne jak owoc upojnej nocy blobfisha i mureny. Dni słoneczne są rzadsze niż dobra piosenka w najpopularniejszych rozgłośniach radiowych, a temperatura przypomina, rezydującym w Polsce Kalifornijczykom, o co sroższych zimach w ich stronach. Ludzie spragnieni lepszej pogody wylegają na balkony jak wygrzewające się foki, kiedy tylko pojawi się kilka promieni słońca. Poważnie.
Postanowiłem coś z tym zrobić i zdecydowałem, że pojadę na wakacje. Wybrałem kraj, w którym jest ponad trzysta dni słonecznych w roku. Deszcz trwający dłużej niż kwadrans to tam zjawisko z kategorii science fiction, a w warsztatach wulkanizacyjnych nigdy nie słyszeli o oponach zimowych.
Pomyślałem też, że skoro jestem w tak cudownym miejscu to może się poopalam, no bo co w tym trudnego? W teorii, człowiek zostawia na sobie jak najmniej odzieży i skwarzy się w promieniach słońca, w efekcie czego nabywa seksownej barwy spod znaku Denzela Washingtona, o którym jedna z moich koleżanek (szczęśliwa żona i matka!) powiedziała, że może ją chędożyć kiedy tylko chce. Moja koleżanka lubi też Rysia Rynkowskiego, a jej szczera wypowiedź potwierdza tylko słowa piosenki, że dziewczyny lubią brąz.
Tyle o mojej koleżance i jej fantazjach, a wracając do mnie, okazało się, że w opalaniu się nie ma nic prostego, o czym przekonałem się już pierwszego dnia urlopu. Przygotowałem się jednak jak należy. Wysmarowałem skórę, czachę zabezpieczyłem głupawym kapeluszem, a na nos założyłem przyciemniane okulary, które nie sprawiają, że człowiek jest atrakcyjny, gdy przed sobą niesie się brzuszek. Przybywszy na plażę, znalazłem sobie szybko miejsce wśród śniadej społeczności, której częścią miałem stać się w najbliższym okresie. Nic bardziej mylnego. Pomimo moich wysiłków, wróciłem do domu z jakimiś dziwnymi poparzeniami pod pachami i wielkim czerwonym kleksem na brzuchu, co zaczęło mnie boleć jak diabli i resztę…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Vercotti
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…