Wróć do katalogu

Opowiadania z Wieloświata: Matka Zieleń cz.3

Bliska śmierc zmienia perspektywę.

MKP, opublikowano , 10 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Berg przysiadł na ziemi, opierając się o coś, co uznał za drzewo. Przetarł oczy, ale pozostawił powieki zamknięte: w ostatnich dniach za każdym razem, kiedy je uchylał, czekała na niego nowa niespodzianka okraszona sporą dozą cierpienia.

Wpierw badawczo zaczerpnął powietrza; pachniało rzeką. Wokoło pohukiwał trel ptactwa podszyty ciągłym szumem wartkiego potoku.

Wreszcie odważył się spojrzeć; siedział przy młodej topoli rosnącej tuż przy skraju lasu, a kilka metrów przed nim pędziła przewężona rzeka. Po chwili dotarło do niego, że nie czuje już bólu przy oddychaniu.

Pośpiesznie rozchylił koszulę i spojrzał na pierś, w której utkwiła strzała, przebijając mu płuco. Po ranie pozostała jedynie owalna, różowa blizna.

– Nie dziękuj – oznajmił rozmyty kobiecy głos dochodzący zza pobliskich krzewów. Berg poderwał się gwałtownie i rozchylił zarośla. Po drugiej stronie nie zastał nic prócz typowego dla tego lasu mchu i kolonii muchomorów.

– Nie wysilaj się – rozbrzmiało echo za jego plecami.

Odwrócił się i jęknął z bólu: przecenił swój stan.

– Ostrożnie; jestem dobra w leczeniu, ale to była potworna rana.

– Dziękuję ci pani, Areteme – wycedził przez zaciśnięte bólem zęby.

– Nie dziękuj, powiedziałam. Życie za życie: oszczędziłeś kobietę, a ona powierzyła cię mnie. Nie mogłam odmówić. – Echo wypowiadanych słów biło z każdej strony, zaburzając percepcję rycerza.

– Jak mogę się odwdzięczyć? – zapytał leśną gęstwinę.

– Nie pozwól tatulkowi wyrżnąć osadników. Muszą dalej się modlić i czcić mój las… czcić mnie.

– Zaklinam się na najświętszą panienkę! Zrobię co w mojej mocy, choćbym walczyć z nim musiał.

– Uważaj co obiecujesz: las słucha, drzewa pamiętają. – Głos Zielonej Matki pohukiwał ledwie słyszalnym echem, ale dźwięk brodzących w rzece koni wyparł ten pogłos i zdominował przestrzeń.

– Berg… Synu? Czy to ty? – zawołał Angeren, gdy stanął na skraju puszczy. Młody rycerz obrócił się i zaczął powoli człapać w jego stronę. Dowódca germanów zeskoczył z rumaka, dopadł do syna i chwycił w ramiona.

Dopiero drugi bolesny jęk skłonił go, żeby nieco poluźnić uścisk.

************************************

Po roku od bitwy na Jagodowym wzgórzu Wódz zjednoczonych Germanów oficjalnie oddał podbity gród pod władanie Angerena i wcielił osadę do granic swojego młodego, drapieżnego kraju.

Pomimo upływu czasu Słowianie nie przejawiali chęci do integracji z napływającą falą zachodnich osadników. Trudno im się dziwić: koloniści zajmowali domostwa i majątki poległych w bitwie o Wzgórze. Zresztą Germanie również nie inicjowali socjalizacji: uważali Słowian za dzikie, pogańskie plemiona, odprawiające krwawe rytuały w leśnych ostępach.

To właśnie wiara stała pomiędzy oboma ludami niczym mur oddzielający dwa światy. Wódz Angeren przychylił się do prośby syna i nie narzucił miejscowym Nowej Wiary – co było nie w smak kapłanom żyjącym z datków wiernych. Każdej niedzieli z ambony niewielkiej drewnianej świątyni, padały słowa pogardy wobec panoszących się pogan oraz przestrogi o gniewie Jedynego Pana, który na nich sprowadzą. Całe szczęście, jak do tej pory, groźby pozostawały bez pokrycia.

Ziemia była tu wyjątkowo żyzna, a ludziom żyło się wygodnie i dostatnio. Słowianie ograniczali modły do pogrzebów i cyklicznych zgromadzeń w lesie, po których wracali ze sporą ilością upolowanej zwierzyny – co nigdy nie było dane germańskim łowcom. Ilekroć koloniści wchodzili do kniei, wracali z niczym, zupełnie jakby las był dla nich martwy. Ponoć nawet ptaki przestawały śpiewać – choć to pewnie przesada. Niemniej jednak rozczarowanie i zazdrość tworzyły mieszankę wybuchową, która sączyła nienawistne myśli na widok każdej upolowanej sarny, skórowanej w pogańskim domostwie.

***********************************

– Angerenie, domagamy się stanowczych działań! – wykrzyczał kapłan Nowej Wiary i pogłaskał brzuch wystający spod białej sutanny ze złotym haftem. Wódz rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie.

– I co ja mam niby zrobić? Co? Zakazać im polować!? Przecież was też żywią!

– Bo sami polować nie możemy! Demony zwierzynę gonią, a przed naszymi myśliwymi tylko żaby rechoczą.

Angeren spojrzał na żonę i córeczkę, która kryła się za jej sukienką, potem łypnął na starszego syna i westchnął pociągle.

– Czy jeżeli zakażę im obrzędów w lesie, to ojczulek udobrucha ludzi?

– Ojcze!

– Milcz Berg! Nie może być tu buntu, bo stary Helmut gotów innego rządcę na moje miejsce przysłać. To jak będzie, kapłanie?

– Powinno nam to kupić łaskę Pana… na razie – wysyczał klecha.

– Wołać mi tego wołchwa, Radogosta – nakazał strażnikom. – Ma tu natychmiast przywlec swoje pogańskie dupsko!

***************

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych