Wróć do katalogu

Opowiadania z Wieloświata: Pigmalion cz3

Pierwszy kontakt

MKP, opublikowano , 9 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

– I jeszcze pewnie myślisz, że to ty będziesz tym, który nawiąże kontakt?

– Nie śmiałem sugerować, komandorze – rzuciłem z udawaną pokorą.

– Bądź łaskaw wyjąć język z mojej dupy. Jakson pójdzie.

– Marines!? Ale, panie komandorze...!

– Nie ma żadnego „ale”!

– Ale ten obcy najprawdopodobniej czyta w myślach; pamięta pan macki na głowie Ruperta?

– Ruperta? A, mysz, no tak. I co z tego, że czyta?

– Naprawdę chce pan, żeby poznał armię, jej protokoły, niektóre tajemnice czy historię toczonych wojen?

To było genialne zagranie.

– Nie sądzę, żeby Jakson, pamiętał, co jadł wczoraj na śniadanie.

Jednak nie aż tak genialne.

– Ehhh… – Chen westchnął ciężko, przerywając gęstą ciszę. Chyba jednak wiedział, że mam rację, po prostu stwierdzenie tego grzęzło mu w gardle.

– Potrzebuje pan kogoś, kto nie zna wojskowych tajemnic. – Raz się żyje. – Kogoś nieistotnego z punktu widzenia bezpieczeństwa… Kogoś takiego jak…

– Jak ty? – dokończył Chen, łypnął na mnie tym swoim dziwnym, przenikliwym okiem i pokiwał głową. – Niestety masz rację… Tylko pamiętaj! – Pogroził mi palcem – Jeden dziwny ruch tego czegoś i otworzymy ogień. Zrozumiano?!

– Tak jest, panie komandorze, sir!

***

{i}– Słyszysz mnie, Kurt? {/i}– głos Dimitra rozbrzmiał w moim implancie usznym. Swoiste déjà vu.

– Tak, Dimitrii.

{i}– Podejdź powoli, Marines będą tuż za drzwiami.{/i}

– Dobrze, tylko niech nie wchodzą tu z bronią; to ma być pokojowy pierwszy kontakt, a nie pokojowa groźba anihilacji.

– Zaczynamy.

Właz śluzy prowadzącej do komory reliktu zatrzasnął się, zostałem sam na sam ze sferą z metalicznej substancji. Zrobiłem kilka kroków, co jak zwykle obeszło się bez reakcji Obiektu, i stanąłem naprzeciwko lewitującej bryły. Kolejny, już bardziej ostrożny krok zbliżył mnie na odległość łokcia.

Nadal nic.

Sięgnąłem do kieszeni spodni po zapoznawczy podarek, następnie przykucnąłem naprzeciw sfery i ułożywszy wyciągniętego krakersa przed sobą, przesunąłem go w kierunku globu.

Znowu nic.

Nakazałem ciszę w komunikacji i zaleciłem jedynie obserwację za pomocą kamer: obcy mogli wyczuwać fale świetlne różnych długości. Niemal czułem, jak Jennifer na mnie patrzy przez mały obiektyw w rogu komory reliktu. Siedziałem spokojnie, po turecku, czekając cierpliwie na ruch ze strony obcego.

Poczułem, jak powietrze ładuje się elektrostatycznie. Włosy na przedramieniu zaczęły delikatnie unosić się w górę.

Coś nadchodzi. Ciekawe czy to rejestrują?

Grafitowe tworzywo oblekające jeden ze szponiastych filarów zafalowało niczym tysiące łusek na cielsku jakiegoś gada. Z otworu uformowanego blisko nasady wygiętej w łuk kolumny wyłoniła się macka – identyczna jak poprzednio; przypominała czułek ślimaka rozświetlany słabymi niebieskimi błyskami. Witka nieśmiało pochwyciła krakersa i uniosła do góry, obracając nim kilkukrotnie. Odniosłem wrażenie, że Obiekt ogląda podarek.

Z drugiego szponiastego słupa wysunęła się kolejna macka, rozszczepiła na kilka cieńszych odnóg i dotknęła kilku punktów na moim czole i skroniach. Dałem dłonią znak w stronę kamery, że wszystko gra.

Wtedy się zaczęło.

Strumienie bursztynowej energii poprzecinały podłogę i sufit. Ściany spłynęły błękitem i rozmyły w eteryczne odbitki samych siebie. Szponiaste kolumny, dziwne prostokątne komory oraz sprzęt badawczy Pigmaliona, wszystko zniknęło. Nie… one raczej usunęły się w cień istnienia, zawisły na krawędzi bytu, pozostawiając smugi wspomnień o własnej egzystencji. Fizycznie pewny zostałem jedynie ja i lewitująca kula srebrzystej substancji.

Spokój wypełnił mój umysł. Uśmiechnąłem się. To coś też to zrobiło, byłem tego pewny.

– Jestem Kurt, a ty? – Nawet nie wiem, czy to powiedziałem, czy tylko pomyślałem.

Płynna metaliczna materia zaczęła zmieniać kształt, wypuszczała guzy i formowała je w członki jakiejś nieokreślonej istoty. Na koniec przeorganizowała elementy, układając je w jedną spójną i znaną mi całość: mysz wielkości człowieka.

{i}– Ru…pert.{/i} – Usłyszałem, a raczej poczułem. Czułem słowa.

– Tak, to jest Rupert, ale jak ty się nazywasz?

{i}– Ja? {i}– Obca inteligencja pokręciła łebkiem i rozpuściła postać gryzonia, by ponownie zlać…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych