Wróć do katalogu

Opowiadania z Wieloświata: Siostra Czerwień cz.3

Duszy twarze

MKP, opublikowano , 18 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Suli tak żwawo szła znad brzegu Złotej, jakby jej sam Swarożyc nogi natchnął. Pod koniec prawie biegła, co i rusz oglądając się za plecy, czy jej wiedźma nie goni, choć wiedziała, że to głupie, bo i po co by miała ją gonić – ale rozum rozedrgany różne figle lubi płatać.

Przy wejściu do wsi kilka kobit głowy zza płotów zadarło i pozdrowić Pomianową chciało: po sąsiedzku, serdecznie, ale Suli tylko kiwała czupryną w przelocie, witając i żegnając kumy jednocześnie. W końcu wpadła na własne obejście i odetchnęła z ulgą. Sama była: Rasek coś ojcu w chałupie pomagać poszedł, a córki na poletku ich rodzinnym pieliły, bo gdy tylko wiosna wzeszła i mróz z gleby wytopiła, tak chwasty w te pędy zaczęły świeżą ziemię we władanie zagarniać.

Pominanowa czoło otarła, balię z wilgotnym jeszcze praniem pod suszarnię zatachała i dopiero gdy ciężką misę odstawiła, skrywane przejęcie i strach ustąpiły zmęczeniu potwornemu. Przygnieciona nim Suli przysiadła na ganku i twarz w rękach schowała. Sama nie wiedziała, czego się strachała, bo za stara była, żeby jakichś majaków się bać.

Może ja na słońcu żem za długo była i przegrzane myśli w zwidy się wykluły?, pomyślała.

I już prawie się tak sama do prawdy zmyślonej przekonała, gdy wspominki niestare rozum zaatakowały i duszę nęcić zaczęły: piersi kształtne, dotyk warg czerwonych i włosy ogniste, co pachniały, jakby w nich kadzidło się tliło. Ciepło się Pomianowej na to wspomnienie zrobiło i pokraśniała strasznie, a i uśmiech wykrzesała.

Ale rozum szybko z cebra rozsądkiem chlusnął. W te pędy poderwała się z ławeczki i za wieszanie się wzięła, żeby myśli czarcie z potem wytopić.

Stało się tak jeszcze razy kilka: przy pieleniu, przy ziemniaków oskrobywaniu, a najsilniej to przy dojeniu. Cały dzień myśli te niedobre pracą odganiała, przeto jak opętana uwijała się z wszelaką robotą, a chęci i podszepty grzeszne raz znikały, a raz wracały i ciało żądzą rozgrzewały. Pod wieczór to już Suli siły nawet walczyć z czartami nie miała i zaległa chwilę przy kurniku.

Rasław wieczorem od ojca wrócił, stanął w progu cały w jakim smarze czy popiele umorusany i o kąpiel poprosił, nim do kolacji zasiędzie. Starsze córki u dziadków nocowały, niedaleko, bo za miedzą. Czuwać miały nad babką, bo jakaś markotana była, a tylko stary Rasława w chałupie był: matka Raska przy Bachusie czuwanie miała. Ludzia za to bólami dorosłymi zmęczona i myślą, że bóle co miesiąc wracać będą, aż Ludzia nie zemrze czy nie przekwitnie, obmyła się lekko, chleba zagryzała i w pieleszach pokoiku się zaszyła, żeby dzień ten szybciej przegnać.

Suli wodę gorącą zlewać zaczęła do bali wielkiej, co ją Rasek zbił i jakim dziwnym łojem uszczelnił. Znosiła misę za misą, wszystkie rozgrzane na kozie, i jak już wody było w balii pod biodra, to męża zawołała. Rasław widać, że umęczony, bo powolnym krokiem wszedł do izby. Winem młodym trochę od niego zaleciało, ale po robocie ze starym zawsze po kilka pucharków wychylali, bo robotę dobrze zrobioną trza czymś zacnym ochlapać, inaczej gotowa jeszcze się zemścić i na marne pójść.

Pomianowa koszulę pomogła zdjąć i spojrzała na tego chłopa swojego. Kobity inne jej go zazdrościły, a i podszczypywać niektóre się nie krępowały. Ale nie dziwota, bo Rasław też już niemłody był, ale robotą porządnie wyciosany, więc i niebrzydki – jak na chłopa.

– Ja zostanę, plecy ci umyję – zaoferowała.

Pomian spojrzał na żonę ucieszony i zdziwiony po trochu, bo co prawda winko nie mieszane szybko myśli różne z lędźwi do głowy zaganiała i rozsądek szybko usypiała, ale Sulichna nieczęsto dotykać go chciała. Koniec końców niepokój, uczucie pierwotne, z szumem miłym zażartą batalię w głowie przegrał; uśmiechnął się Rasek serdecznie, skinął głową twierdząco, portki zrzucił i do ciepłej bali wskoczył. Suli zaczęła plecy spięte masować i wodą ciepłą podlewać. Sama sobie się dziwiła, że dotyk szorstkiego zbitego ciała taką uciechę jej sprawia; że pomimo skóry szorstkiej i włosów jak u wilka ciepłota chłopa ręce przyciąga. Zresztą nie tylko jej się bliskość spodobała, bo i Raskowi też, a widać było i po uśmiechu, i po dzyndzyku, co się z wody wynurzył.

Suli materiał do obmywania odstawiła i rękoma kształty męża zaczęła masowaniem sobie przypominać. Te myśli były dobre, niewrzące, ale ciepłe; takie, jakie myśli być powinny – nie to, co czarcie podszepty i obrazy kuszące.

– Osusz się, ja będę czekała – szepnęła mężowi do ucha, przygryzła je zalotnie i uciekła jak ta rusałka, co to niby ucieka, ale złapaną być chce.

Pomian ostatni raz zanurzył się w letniej już wodzie. Cieszył się, że na winnicach sobie nie ulżył, bo wstyd przed Sulichną straszny, jakby nie mógł jej dogodzić. Cieszył się też, że ona znowu chciała, tak jak kiedyś, bo już dawno sama go nie kusiła. Niby sąsiady przy piwie mówiły, że jak baba chłopa usidli i dziatwy narobią, to potem sucha jest jak słoma między grzędami i chłop se sam musi miłość w przyrodzenie wmasować. Stary Roman to Raskowi nawet sekret powierzył, iż czasami Bachusowy znicz nadtapia, jak stara nie widzi, i mazidłem wonnym sobie pomaga.

– Głupiś, Pomian, jest! – skarcił się Rasław i w czoło trzepnął, bo baba rozochocona w sypialni czekała, a jemu znicze łojowe we łbie.

Wstał z balii, otarł narzutą lnianą ciało rozgrzane i przewiązał materiał przez biodra. Droga do sypialni niedługa, ale Ludzia mogła po chałupie chadzać albo starsze córy po co mogły wrócić.

Suli czekała wonnościami z lawendy i rumianku wypachniona i gorąca jakby ją zaraza jakaś trawiła. Ale to nie zaraza, to zwykła chęć była, ogień życia rozpaliła, duszy wygłodzonej ochłap szczęścia rzuciła, a że ta chęć dobrą była, to jej Suli rozumem nie dusiła.

Rasław wsunął się do łoża niczym żmij na słońcu wygrzany i piękną żonę pieścić po nogach zaczął, potem po brzuchu ustami przemknął i do piersi wargami przylgnął. Suli leżała i postękiwała, nie dotykała Raska, bo kształtu i twardości chłopa nigdy zbytnio nie lubiła, za to pieszczoty wszelakie i wargami miłowanie przyjmowała z ochotą.

Pomian za biodra szerokie dłoniami jak bochny chwycił i wszedł; trochę brutalnie, zachłannie, bo wyposzczony był i chuć jego strasznie niecierpliwa. Suli stęknęła, ale tak cicho, bo potem rozkosz poczuła i więcej chciała, więcej potrzebowała. Dłoniami pościel złapała, wargę przygryzła i kochać się dawała – ale szybko kończyć nie chciała, nie tym razem. Przewróciła Raska na plecy, a raczej on sam jak potulny cielak gestu żony usłuchał i nie żałował, bo Suli dosiadła go jak ogiera z dziedzica stajni najzacniejszego. Pragnęła więcej, inaczej. Uda tarły o uda, członki lgnęły do członków, palce ginęły we włosach; ekstaza kajdany z umysłu zrzucała – obojgu, bo Rasław też myśleć przestał, w rytm ciała Sulichny lędźwiowe ruchy wpasował i dłońmi silnymi ciało żony ściskał, jakby pożreć ją chciał całą, na żywca. Teraz Suli do niego należała, a on do niej – ale ona tylko kawałek jego chciała, tylko kawałka pragnęła, kawałka potrzebowała. Zamknęła oczy i uda zacisnąwszy, jęknęła po raz wtóry z rozkoszy. Włosy lepkie od potu opadły na Sulichny ramiona delikatne i tors Raska szeroki. W pokoju glebą letnim słońcem wygrzaną zapachniało i kwieciem słodkim.

Suli spojrzała na łoże. Czerwone włosy rozlewały się po pościeli, a oczy ogniste patrzyły na ciało jej kochaniem upojone. Cichy szept rozniósł się po izbie. Ale Suli słów tych nie znała. Wędrowały jak motyle i zapach roznosiły. Pomianowa czuła w sobie męża, ale ręce miast na twardym torsie zaciskać, to na alabastrowych piersiach trzymała i patrzyła na uśmiech rubinowy i jeszcze bardziej, i jeszcze wścieklej ciałem rzucała, z rozkoszy wrzeszczała, choć rozum strach wsączał, szeptał, że to czary, majaki i ją Rasław znienawidzi. Suli wzięła ten rozum i go w krocze wpuściła, żeby też się trochę zabawił, bo rozum zawsze czuwać nie może i wytchnienia potrzebuje.

Doszli oboje, w krzyku i radości. Dopiero jego głos donośny majak z pościeli przepędził. Spojrzała na Raska i skórą lepiącą do rozpalonego chłopa przylgnęła. Razem w pierzynie zalegli, ale w chacie nadal ziemią i kwieciem magicznym pachniało.

Teraz dopiero strach do Sulichnowej głowy pełną mocą wparował, rozsądek pogonił i panice się ukłonił.

Pomianowa zrywem nerwowym na męża spojrzała, za twarz chwyciła i policzki obmacała. Patrzył się na nią Rasek ze zdziwieniem w oczach wielkim, ale nie baczyła na to. Musiała sprawdzić, czy to aby jej chłop, a nie czart oszustny jaki, bo kopyt i rogów rodzić nie chciała. Ale to on był – na całe szczęście – i cieszył się teraz głupawo strasznie, aż ją to rozbawiło. I pewnie Suli też by się była zaśmiała, gdyby nie długi włos rubinowy,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych