Wróć do katalogu

Opowiedz

kilka rozmów na granicy rzeczywistości, snu i wspomnień.

lunatyk, opublikowano , 26 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

OPOWIEDZ

...

- Opowiadaj! O-PO-WIA-DAJ!!! - Nie chce mi się. Ufi odwraca się naburmuszony. - Jak nie będzie opowiadania, to nic dla ciebie nie zrobię! Niedobra mama! - Ufi, nie mogę cały czas opowiadać, boli mnie gardło i nie mam czasu. Wiesz, trzeba się spieszyć. Bo się spóźnię do pracy. I pani Wandzia w przedszkolu... - Iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii. Ty nigdy nie chcesz opowiadać! Nigdy! Niedobra mama! Chwilę siedzę i w poczuciu absolutnej bezradności patrzę na to małe diablątko. Leży zwinięte, z kolanami wbitymi w brodę, odwrócone do mnie tyłem, i ani myśli zacząć się ubierać. Ani pić kakao. Ani jeść serka. Ani myć zębów. A ja się naprawdę spieszę. I tak jest zawsze. - Wiesz, jest tylko jedna rzecz, która może mnie do czegoś zmusić. Opowiadanie. O-PO-WIA-DA-NIE. - Głos jest cichy, ale stanowczy. - Dobrze, ale obiecaj, że jak opowiem kawałeczek, to od razu zaczniesz się ubierać. I umyjesz ząbki. I zjesz serek. I wypijesz kakao. - Tylko jedzenie cię interesuje!!! I mycie zębów!!! Tylko!!! Niedobra mama!!! Mam ochotę mu przyłożyć. A diablątko odwróciło się teraz moją stronę i patrzy na mnie spod przymrużonych powiek. Na twarzy wyrzut. - Nawet się zgodziłem, żeby w opowiadaniu była dziewczynka. A ty - nic. Nie opowiadasz. - A jak ta dziewczynka będzie miała na imię? - Ania. Ale nie ma mieć żadnej magicznej mocy. ŻAD-NEJ. - Nie zgadzam się. Jak mam opowiadać, to Ania musi być czarownicą. I musi mieć drugie magiczne imię. Pamiętasz jakie? - Ogień. - patrzy na mnie z politowaniem, choć sam to wymyślił, mniej więcej rok temu, nie jako imię dla dziewczynki wprawdzie, tylko dla potężnego potwora, a właściwie matki potworów, trochę podobnych do smoków, trochę do dinozaurów, które w tamtej epoce, to znaczy kiedy Ufi miał mniej więcej trzy lata, były obowiązkowymi bohaterami wszystkich naszych opowieści - Ale nie może mieć takiej mocy jak Mariuszek. Tylko znikanie. Tylko. Może stawać się niewidoczna. Zaczynam się złościć. Bo bachor mnie wkręca w dyskusję, choć ciągle się nawet nie zaczął ubierać. I znowu się spóźnimy. I rozkazuje mi opowiadać jakąś swoją głupią bajkę. To znaczy będzie wymyślał jakieś swoje farmazony o potężnym Mariuszu. Głupie i beznadziejne. Głupia bajka, która już mi się w ogóle nie podoba. Która utknie w martwym punkcie jeszcze zanim się naprawdę zacznie, zresztą jak większość tych historii, które próbuję opowiadać. Krzyczę. Siada i bierze w rękę skarpetkę, ale jej nie zakłada. Myślę, że do tego czasu już bym go dawno ubrała.

...

Przytula się do mnie: - Wiesz, bałem się. Długo czekałem na ciebie. - W głosie znowu słyszę wyrzut. - Opowiadaj. - No wiesz, musiałam umyć zęby. I buzię. To zajmuje dużo czasu. Czego się bałeś? - Tam były takie czarne rączki. Wyciągały się. - wskazuje w stronę okna. Niedaleko. Przytulam go mocniej. Głaszczę po włosach, plecach. - Nie ma się czego bać... - O-PO-WIA-DAJ. - Ufuniu, ciągle byś tylko chciał, żebym opowiadała, a ja już nie mam siły... ani pomysłów.... i chce mi się spać... już mi się zamykają oczy... - Obiecałaś! A teraz nie opowiadasz! Nie kochasz mnie! Nie jesteś moją mamą!!! O jedenastej w nocy! I to jeszcze gnój szantażuje. - Ufi, przeczytałam ci już dwie piękne bajki. A teraz pora spać. Jest już bardzo późno. I znowu jutro nie będziemy mogli wstać i się spóźnimy do przedszkola i pani Wandzia... - WCA-LE NIE BY-ŁY PIĘ-KNE. Nie wiesz, że nie lubię bajek czytanych, tylko opowiadane? Nie odzywam się. Leżę bez ruchu. Może zaśnie. - Czy ty wiesz, ile bajek potrzeba, żeby uśpić TAKIE dziecko? - nie daje za wygraną - Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem... - w ciemności liczy na palcach. Zmienia ułożenie. Czuję teraz jego głowę obok mojej szyi. Mała ręka mnie obejmuje. Czuję na szyi jego oddech. - Wiesz mamo, kocham cię. - A ja ciebie uwielbiam. - A ja ciebie - ubóstwiam. Całuje mnie w szyję. Biorę jego rękę. Całuję palce, grzbiet i wnętrze dłoni. - Opowiadaj... obiecuję, że zaraz zasnę, opowiadaj! - A będziesz mi podpowiadał? - Tak. - O czym ma być bajka? - O czym chcesz. - O Ani? - Nie! - No więc Ania miała długie, czerwone włosy i cały czas paliła papierosy. I była zakochana w takim chłopcu, który miał na imię... - I był tam też straszny Mariuszek Kowalski, potężny zły stwór, podobny do ogromnego wilka i on walczył z tym jakimś durniem i go pokonał.... - Ale... czy oni nie mogą się zaprzyjaźnić? - Nie. I Mariuszek będzie mieszkał w olbrzymiej jaskini. A przed swoją jaskinią wyrzuci ziarenko piasku. I na tym ziarenku będzie napis w starożytnym języku: "Możesz wejść do mojego domu". I tylko ten, kto będzie umiał odczytać ten napis, będzie mógł tam wejść. - Ale ziarenko piasku jest bardzo malutkie. I nie można na nim nic napisać. Za mało miejsca. - Mariuszek to zrobi. Swoją magią. I jeszcze będzie tam napisane, że trzeba rzucić to ziarenko i zdążyć wyjść z jaskini, zanim ono spadnie na ziemię. - Chyba ci się pomyliło z klepsydrą. - Nie pomyliło. - Wiesz, Mariuszku, myślę, że nikt tam nie wejdzie. Po prostu nikt nie będzie umiał znaleźć tego ziarenka. I odczytać tego napisu. A poza tym to jest niemożliwe, żeby wejść do jaskini i zdążyć z niej wyjść zanim spadnie ziarenko piasku. Ono spada zbyt szybko. - Tak, to prawda. Ale jedna osoba to zrobi. - A możesz mi powiedzieć, kto to będzie? I po co ma w ogóle wchodzić do tej jaskini? - Bo są tam ukryte garnki złota. Poukładane jedne na drugich. Cała jaskinia jest ich pełna. Po prostu góry złota. No i... oczywiście ten dureń będzie chciał tam wejść, żeby zdobyć to złoto. Bo inaczej nie będzie mógł być ze swoją dziewczyną. - Ale... to znaczy, że uda mu się tam wejść? - Nie. On nigdy tam nie wejdzie. I nigdy nie spotka tej swojej ukochanej. I Mariuszek go pokona. - No a... kto tam wejdzie? - Ania. - Ania nie będzie mogła tam wejść. Przecież nie posiada żadnej magicznej mocy, tylko znikanie. Zapomniałeś? Poza tym ona nie potrzebuje złota. - Tak, ale nagle zobaczy, że Mariuszek stoi w drzwiach. I ją zaprasza. Tylko... będzie musiała przejść przez drzwi z ognia.

I wtedy Ania powiedziała: - Nie ma sprawy Mariuszku, wiesz, że uwielbiam ogień. To jest nawet moje magiczne imię. I - zobacz - moje włosy są przecież zrobione z ognia. - Ja też uwielbiam ogień - powiedział Mariuszek - Zobacz! - i pokazał jej całe swoje złoto. - Mariuszku, widzę, że masz mnóstwo złota w swojej jaskini. Skąd je wziąłeś? - Wiesz, znalazłem. - A gdzie znalazłeś? - Już nie pamiętam. Może masz ochotę na coś do jedzenia. Wiesz, jak masz ochotę, to mogę ci zrobić... herbatę. I kanapki. I tutaj jest bardzo dużo pokoi w tej jaskini. Możesz tu zamieszkać. - Dziękuję Mariuszku. To naprawdę piękna jaskinia. I wtedy Mariuszek pokazał jej najpiękniejszy pokój. I było też w tej jaskini morze i niebo z gwiazdami. I stał tam wspaniały skrzydlaty rumak. Którego grzywa i ogon były zrobione z ognia, tak jak włosy Ani, a kopyta ze skały. I Mariuszek razem z Anią pili herbatę i jedli kanapki. I wtedy Ania nagle przestraszyła się i powiedziała. - Mariuszku, zapomnieliśmy o ziarenku piasku. Ono na pewno już dawno spadło na ziemię. A to oznacza, że już nigdy nie będę mogła wyjść z tej jaskini. - Nie martw się. Zatrzymałem je swoją magią. - uśmiechnął się Mariuszek - Nie musisz się niczego bać. I możesz tu zostać tak długo jak zechcesz. I potem Ania kąpała się w morzu, a potem latała na skrzydlatym rumaku. A wieczorem opowiadali sobie z Mariuszkiem straszne opowieści. I bardzo się śmiali, bo niczego się nie bali i uwielbiali straszne opowieści. I Mariuszek przybił na drzwiach najpiękniejszego pokoju tabliczkę z napisem "Ania". A kiedy Ania musiała już wracać do swojego domu, Mariuszek pożyczył jej swojego skrzydlatego rumaka, który nazywał się Wiatr. I Ania zaprosiła Mariuszka do swojego domu, który był olbrzymią wieżą w chmurach. I Mariuszek przywołał drugiego skrzydlatego rumaka, którego grzywa i ogon były zieloną trawą, a kopyta ziemią i wsiadł na niego i polecieli razem. Lecieli bardzo długo, bo tak daleko i wysoko trzeba było lecieć do domu Ani. A potem Ania przybiła tabliczkę z napisem "Mariuszek" w najpiękniejszej komnacie swojej wieży. A Mariuszek zobaczył z okna wieży olbrzymi zamek zbudowany na skale. - Czyj to zamek? - zapytał Mariuszek. - To ja go zbudowałam. Może być twój, jeśli chcesz. - Hmmm, myślę, że lepiej będzie, jeśli sam zbuduję swój zamek na drugiej skale. I połączymy je mostem. - Po co most, skoro mamy nasze skrzydlate rumaki? - No, żeby inne nasze zwierzęta też mogły się odwiedzać. Na przykład psy.

I tak dalej, póki nie zaśnie. Bajka o budowaniu łodzi. Malowaniu jej na kolory tęczy. O podróży przez wielkie morze i dziwnych błękitnych postaciach zobaczonych w płomieniach ogniska. Postaciach, które twierdziły, że są naszymi dawno, dawno porwanymi braćmi. I czekają na uwolnienie. Bajka o dwóch chorych potworach jadących konno po plaży pod skałami. Pukających do bram naszych zamków i proszących o schronienie.

I Mariuszek szybko pobiegł i otworzył bramę potworom. Jeden z nich upadł. Mariuszek natychmiast go podniósł i zaniósł do łóżka. - Dziękuję ci Mariuszku - powiedział potwór i łzy pociekły po jego twarzy - umarłbym, gdyby nie twoja pomoc... - Nie ma sprawy potworze - odpowiedział Mariuszek - zawsze będę ci pomagał. Wtedy do komnaty weszła Ania, pomagając iść drugiemu potworowi. Położyła go na łóżku obok. - Co się stało potwory? - spytała - Kto wam to zrobił? Ale potwory tylko płakały i nic nie mówiły. Na szczęście Ani i Mariuszkowi udało się je wyleczyć. I kiedy potwory były zdrowe, wyruszyły w dalszą drogę. Nie chciały powiedzieć dokąd i dlaczego tak szybko muszą odejść.

Aż zaśnie.

...

Obracam w palcach skrawek hamburgera. Rozkładam go na części. Kawałek bułki, kawałek mięsa, obklejający mi palce żółty sos. Nie wygląda niebezpiecznie. Ani nawet odpychająco. Zależy kto patrzy. I zależy jak. Kilka lat temu ledwo starczało mi na papierosy. Uwielbiałam wtedy hamburgery. Codziennie o nich marzyłam. Smród z tych obleśnych warszawskich budek był dla wygłodniałego żołądka jak... Ale nałóg był silniejszy. I dlatego codziennie kupowałam paczkę papierosów. Za każdym razem, kiedy żołądek skręcał się z głodu, zapalałam papierosa. Wciągałam dym razem z tą wonią z hamburgerowej budki. Przez chwilę mnie mdliło, skręcałam się z bólu. Zmarzniętymi palcami wyciągałam papierosa, wkładałam go do ust, zapalałam zapalniczkę. Cichy zgrzyt. Płomień. Błysk. Odchylałam głowę. Przymykałam oczy. Wciągałam ten płomień w siebie. A potem wypuszczałam z ust chmurę sinego dymu. Obłok. Mgła. We mgle świecące oczy. I świat za mgłą wydawał się być zupełnie inny. Każdy papieros był krokiem w sen, krokiem w baśń. Marzyłam o tym, żeby umrzeć. Najlepiej na huśtawce. Rozbujać się. Odchylić do tyłu głowę. Przymknąć oczy. Poczuć jak powoli wznosi się i opada każdy włos. Jak muska moją twarz. Jaki jest miękki. Delikatny. Jak pióro jakiegoś baśniowego ptaka. Jak łza. Jak strumień deszczu. Jestem szamanką wywołującą burzę. Mokre włosy kleją się do twarzy. Tusz rozmazuje się w siniaki pod oczami. Krztuszę się płaczem. Chcę odetchnąć. Oddycham. Rozchylam usta w uśmiechu. Ziemia - Niebo - Ziemia - Niebo - Ziemia. Ciemność - Jasność - Ciemność - Jasność - Ciemność. I już. Rozsypane czerwone włosy. Płomień. Dym. Tu Upadł Anioł. Ale dalej żyję. Starsza. Trzymam w ręku ten skrawek hamburgera. Żółty sos lśni na moich palcach. Oddech śmierdział, palce, z paznokciami żółtymi od nikotyny, też. I włosy. A ja paliłam i piłam jeszcze więcej. I chodziłam na wysokich obcasach, choć coraz częściej bolał mnie kręgosłup. Pamiętam, przez kilka lat chodziłam w tym samym, brązowym płaszczu z kapturem, z kilkoma śladami po w niewłaściwy sposób strzepniętym popiele z papierosa. I nie przeszkadzał mi ten stary za duży płaszcz. Lubiłam go. Teraz już go nie mam. Dawno go wyrzuciłam.

...

Czytam Ufowi mit o Minotaurze. Czuję, jak małe stworzenie coraz bardziej się kurczy, ściska w sobie, napina. Kiedy Tezeusz rzuca Minotaurowi w oczy tajemniczy proszek, Ufi przypomina małą zaciśniętą piąstką z wielkimi, ciemnymi, przerażonymi, wlepionymi we mnie oczami. Kiedy Minotaur pada, kiedy rzężąc tarza się po ziemi, kiedy Tezeusz podnosi miecz.... - Nieeeeeeeeee!!! Nie czytaj! Nie chcę tej bajki! Jest okropna! O-KRO- PNA! Przerywam. Podnoszę głowę. Patrzę na Ufa. Jego wrażliwość niepokoi mnie, ale i cieszy. Podobnie jak jego identyfikowanie się z negatywnymi postaciami. - Jest mi teraz bardzo źle. Wiesz. Bardzo. Jestem bardzo smutny. Ja nie chcę, żeby Minotaur umarł. Znowu go głaszczę po włosach, znowu przytulam. - Ja też. Ale niestety tak opowiada ten mit. Że Minotaur był krwiożerczym potworem, który jadł ludzi, że go zamknęli w labiryncie i że ktoś go w końcu musiał zabić... - Nie podoba mi się ten mit. Opowiadaj! Inny mit. Taki, w którym Minotaur nie umrze. I będzie miał potężnego przyjaciela Mariuszka, który zabije tego głupiego Tezeusza. I małe stworzenie znowu na mnie patrzy, znowu wlepiają się we mnie te ogromne, te przerażająco…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych