Opowieść Bertanga
Bogowie, umierający brat króla i tajemnica sprzed lat - pierwsza część opowiadań ze świata Adany.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Opowieść Bertanga
Ostatnie dni życia Bertanga były piękne. Słońce wydawało się świecić jaśniej na czystym niebie, drzewa wznosić wyżej, ujmując zielenią swych liści wszystkich mieszkańców Darynti, rodowego grodu rodziny Artelis, władców całego królestwa Algeciras. Wszyscy, którzy byli wtedy w pobliżu największego wojownika rodziny królewskiej ostatnich pokoleń, zapamiętali jego zmęczone oczy i zniszczone ciężką chorobą potężne onegdaj ciało. Jeszcze kilka tygodni wcześniej nikt z jego otoczenia nie przypuszczał, że istnieć może na tym świecie siła zdolna powalić tego nieustraszonego człowieka. Ale choć ciało Bertanga odmówiło mu posłuszeństwa, przykuwając go do łoża, jego duch nigdy nie został pokonany. Nawet gdy już wiedział, że koniec się zbliża, jego głowa patrzyła dumnie na świat jaki go otaczał. Nie bał się śmierci, jako wojownik oczekiwał jej przez wszystkie czterdzieści lat swego żywota. Gdy już nawet nie mógł podnieść głowy z powodu bezwładu ciała, kazał by ułożyć go na tarasie, w najwyższej kondygnacji zamku, skąd miał widok na całą okolicę. Tam rano słyszał śpiew ptaków, żegnających go słodką pieśnią pełną smutku, wspomnień dawnych chwil, czasów minionej chwały. Gdy mijał poranek a słońce wznoszące się na niebie płoszyło tę dziwną orkiestrę w stronę lasu Siedmiu Królów, rozpoczynał się taniec drzew. Wielkie dęby uginały się pod potęgą silnego wiatru północnego, jakby sam Terlan, bóg wiatru, pan przestworzy kazał im się pokłonić przed Bertangiem. Sam wojownik, leżał cicho uśmiechając się do swoich wspomnień, bo każde drzewo, nawet zwykły kamień przyzywały przeszłość, młodość, zwycięskie wyprawy, czy liczne miłości. Bogate życie prowadził brat króla, lecz mimo wielu wad i przywar wszyscy w okolicy go kochali. Każdy podziwiał jego zapał, czy energię udzielającą się całemu otoczeniu. Dlatego tak przykro było patrzeć mieszkańcom Darynti na ich schorowanego i bezsilnego pana. Pocieszały ich znaki widoczne wokół i nikt nie wątpił, że sarny podchodzące do murów grodu i goniące się na oczach Bertanga to wysłannicy Leandry, pięknej bogini przyrody. Wieśniacy mówili o rzekach zmieniających bieg, nawet trzej początkujący magowie szeptali o nimfach płaczących nad losem pana Daryntii. Każdy dopatrywał się znaków bogów i każdy mógł je zobaczyć, był to bowiem niezwykły czas, więc i niezwykłe stworzenia widziano w tamtych dniach. Pewien kowal rozprawiał o duchach w lesie, żołnierz przerwał wartę twierdząc, jakoby spotkał na bagnach wielkiego trolla. Zresztą przykłady takie można mnożyć, choć też nie wszystkim trzeba dawać wiarę. Jednak największym znakiem boskiej opieki było nocne niebo, w które wpatrywała się cała Daryntia, jak i sam Bertang. Bo gdy słońce zachodziło, na niebie najjaśniej świeciła Aradna, opiekunka wojowników z gwiazdozbioru Glabrizu, największego bohatera Zapomnianych Wieków. Według jedynej legendy, jaka przetrwała czas Wojen Bogów , Glabrizu miał pokonać Durtanga, przywódcę czarnych smoków, podczas Wojen o Alicante, święty kontynent. Glabrizu przypłacił zwycięstwo życiem, lecz Xelos, śpiący od Wojen Bogów, ale wtedy jeszcze dzierżący Gartanga, władcę ognia, wysłał Aradnę by uniosła ciało bohatera w przestworza i umieściła na niebie. I gdy umiera wielki wojownik, gwiazda Aradny świeci jasno, by cały świat wiedział, że to czas smutku i żałoby. Żadne znaki nie pocieszały bratanka Bertanga, Breetana, syna króla Barteza, władcy Algeciras.. Breetan był zbyt przywiązany do swojego wuja, z którym spędził ostatnie siedem lat swojego krótkiego, zaledwie szesnastoletniego życia. Syn Barteza, nigdy nie kochał swojego ojca, tak jak i nie był przez niego kochanym. Był najstarszym dzieckiem króla, ale jego ojciec faworyzował Kartesa, brata Breetana, w kolejce do tronu. Stąd też zesłanie najstarszego syna do Darynti i wuja Bertanga. Breetan kolejną noc rozpaczał, ale z tego zamyślenia wyrwało go pukanie do drzwi. - Panie twój wuj Cię wzywa na taras. Tego właśnie bał się młody Artelis, ostatniej rozmowy i pożegnania ze swoim wujem, który był dla niego jak ojciec. I choć strach o życie Bertanga tak często doprowadzały go do płaczu w ostatnich dniach, za każdym razem wstawał na widok służącego i podążał za nim na taras, do łoża władcy Darynti. Nie inaczej było teraz. Breetan przechodząc przez korytarze zapełnione portretami dawnych władców, spojrzał tylko na jeden obraz, przedstawiający Bartanga, z wielkim mieczem i tarczą ze znakiem rodowym rodziny królewskiej, wielkim czerwonym smokiem na srebrnym tle. Zresztą nie musiał patrzeć, pamiętał dobrze ciepłe spojrzenie niebieskich oczu spod ciemnej grzywy włosów opadających na złocony pancerz płytowy. Przypominał sobie ostre komentarze wuja wobec przedstawienia go w takim uzbrojeniu, bowiem Bertang nigdy nie nosił zbroi płytowej, woląc lżejsze i nie krępujący w tak wielkim stopniu ruchów lekkie pancerze. Ale jak mawiał „artystów czasem ponosi fantazja”. Przed wejściem na taras Breetan jeszcze raz otarł łzy spływające po policzkach, by wuj nie martwił się o niego… - Martemusie, czy przyprowadziłeś mojego bratanka. – Twardy głos Bertanga był bardzo mylący z jego prawdziwym usposobieniem, był bowiem człowiekiem pełnym ciepła i dobroci. Jego bratanek nie słyszał tych słów, zbyt przeraził go widok wuja leżącego bezwładnie na łożu. - Wuju! - Ach, Breetan, jak dobrze Cię widzieć. - Wuju, proszę, nic nie mów, odpoczywaj, za kilka dni powinni dojechać najlepsi kapłani i czarodzieje z dworu mojego ojca. - A myślisz, że co robię całymi dniami? Tylko odpoczywam, ale przecież wiesz, że dla mnie nie ma ratunku. Otrzyj łzy, bo nie wypada mojemu bratankowi płakać! I nawet nie waż się płakać na moim pogrzebie, bo jeszcze obrazisz Artemię, boginię wojny, panią zwycięstw! - Wuju, wiesz, że zrobię wszystko byś był ze mnie dumny! - Posłuchaj mnie, bo nim umrę… - Nawet nie mów tak. - Dobra, dobra ty mój uparty Breetanie. A więc, jeśli umrę kiedyś tam, a że teraz jestem tak trochę bliższy temu, musisz poznać pewną historię. Musisz zrozumieć jak wiele od Ciebie będzie zależeć, gdy mnie zabraknie. - O czym mówisz wuju? - Daj mi dokończyć. To jest długa opowieść, ale słuchaj uważnie tego co mówię. Wydarzyło to się dziesięć lat temu, podczas siedemnastego roku panowania twojego ojca. W królestwie panował spokój, ludzie żyli dostatnio, w zaprzyjaźnionym elfim królestwie Izmir też nic się nie działo, nawet krasnoludy nie dawały się nam tak we znaki swoją polityką handlową. Słowem nic tylko żyć nie umierać. No a dziewki też były inne, jakby bardziej wylewne i skore na pieszczoty… No ale nie o tym miałem mówić, tylko wspomnienia tamtych pięknych chwil wciąż są mi tak bliskie. Sielanka nie trwało jednak długo i mogę to zawdzięczyć twojemu ojcu, który zapragnął przejść do historii jako władca, który poszerzy swoje ziemię. A ponieważ Algeciras na zachodzie ograniczone jest morzem, na wschodzie murem mulfonów a od północy królestwem elfów, więc pozostaje tylko południe. Bezkresne południe z puszczą Rozpaczy, i tajemnicami za nią. Ale Bartez nie szczególnie przejmował się złą sławą tych krain, był pewien zwycięstwa, skoro zepchnął do lasów niedobitki trolli, co mogło mu grozić w tych puszczach? Powiem szczerze, że chciałem wtedy usunąć twojego ojca z tronu, ale ponieważ Ladari miał plany ostatecznego połączenia królestwa elfów i ludzi pod berłem potomka swojej córki i Barteza nie mogłem nic przedsięwziąć. Chcąc jednak jakoś odłożyć termin rozpoczęcia kampanii przeciwko mieszkańcom puszczy Rozpaczy, przejąłem inicjatywę. Ogłosiłem przed królem na jednym z balów urządzanych w tym czasie, że jako Strateg Wojsk Królewskich zorganizuję małą grupę rozpoznawczą, mającą na celu ocenienie ryzyka wyprawy i jej rozmiarów. Choć szczerze chciałem wyłącznie zaglądać do zamtuza „u Heloizy” niedaleko ratusza, to musiałem podjąć się tego zadania. Miałem już wówczas sławę pogromcy Harpii, łowcy Gryfów, zabójcy Wiwern, a zwycięsko zakończyła się także kampania przeciwko trollom z gór Ognistych, więc król nie mógł mi odmówić. Wszystko układało się po mojej myśli mój drogi bratanku. Wybrałem grupę trzydziestu zaufanych żołnierzy z Legionu Zachodzącego Słońca, czyli najlepszych wojowników królestwa. Do tego ku mojemu zdziwieniu do wyprawy zapragnął dołączyć Zantaros, wielki mag, należący do siódmego kręgu magii ognia, szóstego wody, a i dobrze zaznajomiony z magią leczniczą. Także wyprawa nabierała w mojej wyobraźni wręcz sielankowego przebiegu… Niestety myliłem się. Nie mogłem wiedzieć co może nas naprawdę spotkać, ale powinienem być ostrożniejszy. Z początku wszystko było tak jak przewidywałem. Droga prosta, trakty przejezdne i często uczęszczane przez kupców, wiele miasteczek i karczm goszczących podróżników. Także przez dziesięć dni drogi od stolicy królestwa mieliśmy ciepłą strawę, zimne piwo i piękne kobiety. Problemy rozpoczęły się jedenastego dnia naszej wędrówki. Chyba wtedy Luskan nas opuścił, ale bóg szczęścia bywa wybredny. Jednak nikt z nas nie mógł podejrzewać, że zepsuty wóz, nagłe załamanie pogody i choroba dwóch żołnierzy to dopiero preludium dalszych nieszczęść. Jedenastego dnia trakt zrobił się ledwo przejezdny, a na jakieś rozpadlinie z powodu nieuwagi dwóch żołnierzy złamały się dwa koła wozu. Okazało się, że powożący zachorowali na rzadko spotykaną chorobę żołądka, która uniemożliwiała ich dalszą wędrówkę. Musieliśmy wysłać jednego z żołnierzy po pomoc dla tych nieszczęśników, a sami ruszyliśmy ku puszczy Rozpaczy… Już tylko dwudziestu siedmiu żołnierzy, mag i Książe bez nadziei na tron królestwa Algeciras musiało przez dwa dni użerać się z potężną ulewą, wichurą, a na koniec z nieznośnymi komarami. Tak te komary, wielkie było to dziadostwo. A bąble po tym takie, że przez cały tydzień od ukąszenia się drapaliśmy… Czternastego dnia dotarliśmy do Asturii, ostatniej osady ludzkiej przed puszczą Rozpaczy. Było to jedno z bardziej obwarowanych osiedli ludzkich w królestwie. Potężne palisady, kamienny ratusz, dwie wieże obserwacyjne. Profesjonalnie przygotowani na wypadek niespodziewanych ataków. Gdy wyjawiliśmy miejscowym cel naszej podróży, popatrzyli po sobie przerażeni jakbyśmy mieli wstąpić do krainy zmarłych. Ja byłem zbyt głupi by uwierzyć w opowieści o znikających chłopach, albo znajdowanych rozszarpanych szczątkach zwierząt. Wieśniacy zawsze opowiadają takie niestworzone historię przyjezdnym przy ognisku, chcąc wzbudzić podziw i szacunek. Nie zwracałem większej uwagi na te ich rewelację, lecz czułem się zmęczony, zarządziłem więc dwa dni przerwy. Uzupełniliśmy zapasy płacąc królewskim złotem, ale wiesz zawsze byłem rozrzutny. Żołnierze poprawili swoje morale na zabawach z miejscowymi chłopkami, a te choć mało urodziwe, były podobno bardzo żwawe i energiczne. Ostatnia chwila wytchnienia minęła szybko. Za szybko jak dla mnie. Ale jak mawiał mędrzec Adrianus…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil karsten
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…