Wróć do katalogu

Opowieść o Świętopełku

jak człowiek się nudzi w szkole, to dziwne rzeczy tworzy ^^

cihutka, opublikowano , 12 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Opowieść o Świętopełku

Dawno dawno temu w małej krainie jezior, został założony gród o nazwie Olsztyn. Bardzo bardzo potem tamtejszy władca zarządził, by okoliczne pola maków wykoszono. Marzyło mu się betonowe miasto wzniesione na siedmiu wzgórzach. Uznano jego pomysł za szaleństwo. A w okolicy nawet nie było żadnych siedmiu wzgórz. Jednak strach przed jego gniewem sprawił iż uwzględnienie tego wydatku w przyszłorocznym budżecie miasta zostało przyjęte. Nie przewidział jednak król Czesław, że nawet tak ulegli poddani potrafią się zbuntować.

Gdy już plan zatwierdzono, łąki koszono, stawy zasypywano, beton formowano, przyjechał do Krainy Tysiąca Jezior książę Świętopełk. Pan dalekich i nieznanych krain, posiadacz wielkich obszarów ziemskich i dobytku. Zobaczył cóż się dzieje w tej niegdyś pięknej krainie. Jechał na swym śnieżnobiałym rumaku przy granicy i tam Zobaczył ludzi, którzy czynili ów zło.

- Czemuż to czynicie? – Zapytał swym dźwięcznym głosem. – Czyż nie dostrzegacie zła, które przepełni te krainę gdy znikną owe pola, stawy, lasy?

- A co? Płacą, to robimy.

- Coś ty panie, z choinki się urwał? Ludzie nie mają gdzie mieszkać! To teraz będą mieli.

Robotnicy takoż odpowiedzieli, co Świętopełka zniesmaczyło okrutnie, zwłaszcza, że oddech owych zacnych mieszkańców miasta nie zalatywał pierwszą, czy chociaż drugą świeżością.

- Któż zarządził to nieszczęście? Kim jest wasz zacny pracodawca?

- Miasto, a co? Masz pan jakieś wąty?

- Chciałem się tylko dowiedzieć, cóż to za niegodziwiec rządzi tym zacnym królestwem.

- Udaj się wiec panie do mego ojca, a wtedy przyznasz pokornie, że byłeś waść w Bledzie.

- A gdzie znajdę tego człowieka?

Mówiąc to, odwrócił się do głosu, który powiedział ów długą i zacną wypowiedz. Ujrzał wtedy piękną dziewoje o długich lśniących włosach i aksamitnej cerze. Jej strój przeczył jej słowom, gdyż ubrana była jak prosta wieśniaczka. Jakże to? Miałaby być córką króla?

- Jakoż to? Nie wie waćpan gdzie znaleźć króla? – Książę się zawiesił patrząc na ta piękność, dlatego też nie odpowiedział. – W zamku.

- W za…zamku? – Wyjąkał. – Ależ tak! Oczywiście! W zamku! Ha ha – zresetował i chciał delikatnie odwrócić uwagę księżniczki od swego prostactwa.

- Stąd to będzie cały czas prosto, na trzecich światłach w prawo, prosto, w lewo i tam się pytaj pan dalej – tłumaczył wieśniak, a książę starał się spamiętać.

- Ulica Prosta 15 – wyjaśniła zwięźle księżniczka.

- Ach tak! Prosta! Wiec ruszam w te pędy – jak powiedział, tak też zrobił.

- Co za kretyn – pomyślała księżniczka – nawet się nie pożegnał, mało tego! Nawet się nie przedstawił! Cham!

Odwróciła się z fochem zarzucając grzywą i ruszyła na ryby. Niestety, jak się później spostrzegła, zapomniała wędki i zmuszona była wrócić do zamku. Wybrała dłuższą drogę powrotną, gdyż pragnęła pozachwycać się krajobrazami. Gdy tylko weszła na dziedziniec, zaraz napotkała ojca Czesława na swej drodze.

- Jakże mi milo ma córko, że cię widzę! A cóż to? Czyżbyś z pola wracała? Przebierz się szybciutko, raz raz.

Posłuszna córka spełniła polecenie ojca i odziała się w swa codzienną suknie z jedwabiu, z takimi fajnymi frędzelkami u dołu. Po tym czynie znowu dala się do ojca.

- Teraz wyglądasz już zadowalająco – stwierdził Czesław i pocałował ją w czółko.

- Dziękuję ojcze.

- Widzę, że chcesz mi o czymś powiedzieć – stwierdził po minie dziewoi, która faktycznie mówiła sama za się.

- Tak ojcze, faktycznie chciałam ci o czymś powiedzieć. Otóż, gdy wyruszyłam dziś o świcie na ryby, wiesz przecie jak to lubię, gdy jeszcze nie przekroczyłam granic naszego pięknego miasta, ujrzałam księcia na białym koniu. Dopytywał on o ciebie i śmiał cię znieważyć! Jego słowa sprawiały ból mym uszom. Wysłałam tego niegodziwca do zamku, aby poznawszy cię, przyznał się do błędu.

- Dobrze uczyniłaś Dobromiło. Teraz będę przygotowany na jego nadejście.

- To jeszcze nie przybył?

- Nie.

- Dziwne…

Wieczorem, jak zawsze po kolacji wyszła z zamku i zwyczajowo udała się do solarium. Wtedy też, gdy słońce chyliło się ku zachodowi, ujrzała go. W jego blond włosy był wpleciony wiatr, jego znajome oczy błyskały bystro, w jego lśniącej zbroi malowniczo odbijało się zachodzące słońce. Nie ma co, książę Świętopełk miał naprawdę ładnego konia, sam również był niczego sobie.

- Kimże jesteś? – Zapytała osłaniając dłonią oczy od blasku bijącego od jeźdźca.

- Jakże to? Księżniczko, nie poznajesz mnie? – Z tymi słowami księcia zaszło słońce. – To sem ja.

- Ach! – Odpowiedziała zaskoczona dziewoja, gdy zorientowała się, że ten urodziwy mężczyzna nie jest jej obcy.

- Królewno, czy coś się stało?

- Ależ skąd! – zapewniła pospiesznie odwracając wzrok. Zła była na siebie, że zachwyciła się jego widokiem, nie dostrzegając tego, co kryło się pod tym pięknem.

Szybko bez zbędnych uprzejmości zaprowadziła go do swego ojca.

Obaj przedstawiciele władzy dyskutowali długie godziny wyłącznie w swojej obecności. Nie licząc pojawiającej się od czasu do czasu sekretarki, która przynosiła kawę i ciasteczka przemykając niczym zjawa. Mężczyźni w końcu opuścił owe pomieszczenie. Widać było wyraźnie, że nie doszli do żadnych kompromisów dotyczących obszarów zielonych.

- I cóż książę? Przyznajesz się do swej pomyłki? – Zapytała wyniośle Dobromiła. Książę popatrzył tylko na nią spod wilka i ledwo słyszalnym, pełnym gniewu głosem odparł:

- Nie.

Obrócił się na piecie i już zamierzał się oddalić, jednak wtedy właśnie to nastąpiło, wtedy właśnie jej się to stało. Usłyszawszy jego odpowiedz, coś ją zatkało, nie znała wcześniej tego uczucia, wmurowało ją w posadzkę. Cale życie stanęło jej przed oczami. Ujrzała sceny ze swym ojcem w roli głównej. Zachwiała się. Dotarły do niej słowa księcia: „Któż zarządził to nieszczęście” oraz do tego ten plugawy „niegodziwiec”. Tak, teraz dopiero zrozumiała iż to nieszczęście zarządził niegodziwiec będący jej ojcem! Cóż to była za męka dla jej duszy, wszak…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych