Wróć do katalogu

Opowieść z Bractwa Srebrnych Ostrzy

Jedno z opowiadań umiejscowionych w tworzonym przeze mnie świecie. Mam jeszcze kilka historii, które chciałbym opisać w ramach opowiadań i jedną większą, nad którą pracuję. Zapraszam do przeczytania i wszelkich sugestii i opinii.

Jonaszf, opublikowano , 26 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Najważniejsza dewiza Bractwa głosi:

Jesteśmy obrońcami bezbronnych. Ich tarczą i nadzieją. Ostrzem na demonów wszelki rodzaj. Rozpraszamy mroki nocy i ciemności czeluści. Myśmy są pogromcami zła, które plugawe łapska wyciąga, aby czynić krzywdę niewinnym istotom. Łączy nas braterska przysięga, ona daje nam siły, jest naszą najpotężniejszą bronią i sprawia, że z odwagą w sercach stajemy do walki z czarcim pomiotem.

Bractwo Srebrnych Ostrzy wywodziło swą nazwę od materiału, z którego wykonywano jego uzbrojenie. Albowiem broń, zrobiona ze srebra właśnie, odpowiednio wzmacnianego i hartowanego, jest najlepszym, a często jedynym orężem zdolnym do zadawania ran i zabijania bestii, potworów, demonów i wszystkich innych stworzeń mroku.

Nazwa w języku elfów brzmiała Feartenis Aloegent Puanclie.

Historia powstania Bractwa sięga roku 164 Nowej Ery według ludzkiej rachuby, czyli początków formowania się państw w nowym ładzie, który zapanował na kontynencie. Nowi osadnicy, jak i starsi mieszkańcy tamtych ziem byli nękani przez przeróżne monstra, które rozprzestrzeniały się w zastraszającym tempie. Owe plugastwa miały swe siedliska przeważnie w gęstych borach, pradawnych puszczach, na bagnach i moczarach oraz w jaskiniach i górskich pieczarach. Występowały ich przeróżne rodzaje i typy, żyjące na lądzie, pod ziemią, jak i unosząc się nad nią. Nie brakowało także stworów egzystujących w wodzie nękających rybaków i żeglarzy. Spora ich część aktywowała się głównie nocami i wtedy też zaczynała żerować. Z kolejnymi latami bestie, którym nie brakowało świeżego pożywienia tak zwiększyły swoją liczebność, że zaczęły atakować i za dnia, niekiedy w większych grupach.

Przedstawiciele ras żyjących na kontynencie przed zjawieniem się na nim ludzi nie widywali takich stworzeń w przeszłości. Na pewno nie w takiej liczbie, która wprost zagrażałaby ich egzystencji. Część elfów przypisywała namnożenie się groźnych istot w związku z pojawieniem się ludzi i splugawieniem ziemi ich niegodnym postępowaniem, pogardą dla innych ras oraz wywołaniem rozlewu krwi w Wielkiej Wojnie. Miało to rozgniewać siły do tamtej pory sprawujące opiekę nad Świetlistą Ziemią i broniące istot tam żyjących przed siłami ciemności.

Postanowiono coś temu zaradzić. W związku z tym, mimo podziałów, przedstawiciele ludzi, elfów i krasnoludów zawiązali przymierze, wkrótce nazwane przez nich Bractwem Srebrnych Ostrzy. Zaczęto poszukiwania członków szczególnie wśród tych, którzy posiadali umiejętności bojowe, ale także mile widziano obdarzonych zdolnościami magicznymi, medycznymi i uczonych, którzy mieli rozpoznawać i klasyfikować niebezpieczne stworzenia. Dzięki temu powstał katalog demonów, upiorów i bestii zawierający informację o ich występowaniu, zwyczajach, metodach polowania i najważniejszą wiedzę o ich słabościach i najskuteczniejszych sposobach uśmiercania lub przepędzania.

Nowi członkowie przystępowali do Bractwa dobrowolnie, z czasem również byli oddelegowywani do służby przez wyższe organy administracyjne państwowe i cywilne na określony czas. Zasadą było, że każdy mógł, w dowolnej chwili, swobodnie zrezygnować z tej niebezpiecznej służby, która nie była de facto dobrze płatna. Zapewniano natomiast wszelkie wyposażenie i wyżywienie.

Wkrótce uczestników tego przedsięwzięcia dzielono na kilkuosobowe drużyny, które towarzyszyły bezbronnym broniąc ich i tępiąc potwory wokół miejsc zamieszkałych. Tworzono grupy w taki sposób, aby wzajemnie uzupełniali się umiejętnościami i przymiotami, jednocześnie niwelując lub ograniczając cechy niepożądane. Przez wiele trudnych lat i utraconych żywotów udało się oczyścić okolice gęściej zaludnione, ale nigdy nie uporano się z plugastwem całkowicie. Co pewien czas pojawiały się też lub odkrywano coraz to nowe niebezpieczeństwa. Żyły i rozmnażały się w niedostępnych matecznikach czyhając na nieostrożnych. A ci, którzy zakładali osady zbyt blisko mrocznych siedlisk szybko zaczynali zabiegać o przybycie Bractwa Srebrnych Ostrzy.

Z biegiem upływających wieków utarł się zwyczaj, że pomniejsze siedziby Bractwa, ich przedstawicielstwa zakładano w różnych krajach, które zezwalały na ich działalność lub nawet o nią zabiegały. Stamtąd na podstawie zleceń pomagano potrzebującym i nękanym przez złe siły. Utrzymywanie tych placówek wraz z ich obsadą było w gestii danego państwa. Nie wszędzie władcy widzieli taką potrzebę, aby z własnego skarbca finansować tego typu usługi, z których korzystali głównie prości ludzie żyjący na wsiach i w miasteczkach. W takich krajach poddani byli nieustannie narażeni na ataki niczym nieregulowanej populacji potworów i stworzeń.

Przyjęto stanowisko, że Feartenis zachowa neutralność względem jakichkolwiek konfliktów i sporów oraz zasadę poszanowania autonomiczności władz państwowych i lokalnych. Wszyscy członkowie musieli bezwzględnie się do tego stosować.

* * *

W krainie Thalador, żył dumny i światły naród, który uważał się za kolebkę ludzkiej cywilizacji jeszcze z czasów Starej Ery. Władcy dbali aby mieszkańcy zaznawali spokoju i dobrobytu. W tym celu, między innymi, poświęcano wiele środków na utrzymanie kilku placówek Bractwa, tak aby jego drużyny docierały do każdego zakątka królestwa i nie pozwalały nieprzyjaznym siłom szkodzić Thaladorczykom.

Kilka wieków od założenia Bractwa młody rycerz Auretis Tainvard, będący piątym synem właściciela ziemskiego z rodu Tainvardów, znalazł swoje powołanie, po zdobyciu tytułu rycerskiego, w bronieniu słabszych. Patrolował północną granicę Thaladoru wraz ze swoją drużyną: dowódcą Thalvikiem, byłym oficerem wojsk królewskich zwolnionym z armii z racji wieku, magiczką Malerą odbywającą służbę w ramach pięcioletnich praktyk szkoły magii oraz strachliwym uczonym Kautrisem skazanym na dwa lata posługi w Bractwie przez władze za unikanie płacenia podatków. Od wielu tygodni nie mieli żadnego zajęcia aż dwa dni temu trafili do gospody, w której to usłyszeli od karczmarza o wsi Odlutka. Mieszkający tam ludzie mieli rzekomo problem z jakąś bestią, która wpierw porywała bydło z pastwisk, aby wkrótce uprowadzać bez śladu również chłopów. Od tamtej pory zaprzestano wypasać zwierzęta i pracować w polu. Członkowie Bractwa zmierzali więc w stronę wspomnianej osady i wkrótce do niej dotarli.

Nazwa Odlutka była wielce trafna, albowiem w przeciągu dwóch dób drogi od zajazdu nie natrafili na żadne ślady ludzkiej bytności. Nie wiadomo też było do jakiego miasta przynależała administracyjnie wioska i jej okolica.

Przejeżdżali przez wzniesienie, z którego dostrzegli chaty i budynki gospodarcze. Dookoła zabudowań rozciągały się pola uprawne i obrośnięte bujnie trawą łąki, bliżej domostw także ogrodzone ogródki warzywne. W oddali za wioską ciemniała szeroka ściana drzew puszczy, która wręcz obejmowała Odlutkę swoimi ramionami. Każdy z członków drużyny pomyślał to samo: oto zapewne źródło pochodzenia problemów wioski.

Po wjechaniu do osady kierowani doświadczeniem zmierzali od razu w stronę największej chaty, gdzie zazwyczaj mieszkał starszy wioski. Owego obycia w poszukiwaniu najważniejszych osobistości w danym miejscu nabrali podczas wspólnej pięciomiesięcznej służby, którą poprzedzało intensywne trzymiesięczne szkolenie. Byli instruowani przez mistrzów jak radzić sobie z większością potworów występujących w Thaladorze, jak odpędzać demony i upiory i jakie są ogólne zasady walki ze złymi magicznymi mocami. Nauczano ich również współpracy i wykorzystywania swoich mocnych stron tak, aby wzmóc ich siłę jako drużyny. Do tamtego momentu mieli już za sobą dwa odczynienia złych uroków i wyeliminowanie trzech bestii: utopca i dwóch ghuli. Przeczuwali jednak, że tym razem będą mieli do czynienia z czymś groźniejszym.

Podążali więc za przeczuciem mijając proste drewniane chaty kryte strzechą, niektóre podniszczone. Nie spotkali żadnego mieszkańca Odlutki, jedynie zauważali ciemne sylwetki wyglądające zza okiennic. Co w niektórej mijanej oborze i chlewiku słychać było odgłosy zwierząt, a część inwentarza biegała tu i ówdzie luzem. Psy przeraźliwie szczekały na ich widok. Atmosferę we wiosce można było określić jako ponurą i niepokojącą. Kiedy zbliżali się do upatrzonej chałupy z jej wnętrza wyszedł siwy, postawny mężczyzna, a za nim dwóch młodszych, zapewne jego synów. Każdy miał nieprzyjemny wyraz twarzy i patrzył nieprzyjaźnie.

– Witajcie we wsi Odlutka – zawołał mężczyzna i się przedstawił. – Jestem Jaropeł, starszy wioski. A oto moi synowie Janeł i Pałep.

– Kłaniamy się do usług – odpowiedział z wysokości siodła dowódca.

– A jakie to usługi są, he? My tu nie potrzebujemy żadnych usług od przybłędów.

– Jesteśmy z Bractwa Srebrnych Ostrzy, przybywamy bośmy słyszeli, że prześladuje was krwiożercza bestia.

Starszy łypał na nich nieufnym spojrzeniem, potem rozejrzał się dookoła. Wieśniacy niepewnie zaczęli wychodzić z chat. Ciekawość najwidoczniej brała górę nad strachem.

– Ano prawda to, dobrze żeście słyszeli od jakieś rozgadanej gęby. Wejdźcie temu do izby, tam obgadamy sprawę.

Skorzystali z zaproszenia. Ich konie odprowadzili Janeł i Pałep. Ojciec dał im zagadkowy znak głową, obaj mężczyźni odkiwnęli. Odchodząc zaczęli krzyczeć na zebranych gapiów oraz, używając siły, kazali im wracać do domów i nie wychylać stamtąd wścibskich nosów pod groźbami zastosowania kija lub nahajki wobec opornych.

Po wejściu do środka ogarnął ich zaduch dużej izby oświetlonej głównie dzięki prześwitowi w suficie, który miał za zadanie odprowadzać dym ze sporego paleniska położonego w centralnym miejscu pomieszczenia. Okiennice były przymknięte, więc paliło się kilka łojowych świec, aby dawać dodatkowe światło.

Gospodarz usadził ich przy szerokim stole z ławami po bokach. Dwie kobiety, jedna starsza i jedna młodsza podały im dzban i drewniane kubki. W naczyniu było mleko z dodatkiem miodu. Pod ścianą stało lub siedziało jeszcze kilka kobiet i gromadka dzieci. Przez cały czas z posępnymi minami i bez wydania z siebie chociaż pisknięcia, co było zaskakujące z uwagi na tyle dzieci w różnym wieku. Starszy wioski nie uznał za konieczne przedstawienia gościom pozostałych domowników. Malera spostrzegła, że jedna ze stojących kobiet, młódka, miała podbite oko i spuchniętą wargę.

Jaropeł usiadł naprzeciwko nich, westchnął ciężko, skrzyżował palce u rąk i rzekł:

– Nie spodziewalim się, że ktoś przybędzie nam na pomoc, tutaj na skraju królestwa. Nazwa wioski mówi sama za się. Próżno szukać w okolicy innych mieszkańców.

– Macie zatem szczęście żeśmy akurat patrolowali tę okolicę – odpowiedział Thalvik po łyku nawet smacznego napitku. – Dla drużyn Bractwa Srebrnych Ostrzy nie ma znaczenia czy to początek czy koniec krainy. Pomagamy każdemu komu naprzykrzają się złe istoty. A teraz mówcie jak się zaczęły wasze problemy. Jak najwięcej szczegółów ułatwi nam zadanie.

– Ano jakoś zeszłej jesieni zaczęły znikać krowy i owce z łąk, tych bliżej puszczy co to ją mamy obok. Były ślady walk, krew i nic po za tym. Ni ciał, ni kopyt nawet czy śladów potwora wyduszonych w ziemi. Przez zimę mieli my spokój pewno temu, że zwierzęta siedziały w obejściach. Ale na wiosnę bestia widać wygłodniała, bo zaczęła atakować ludzi, co w polu robili przed zmierzchem lub bydło z pastwisk spędzali. Mało świadków było, bo każdy ze strachu brał nogi za pas, ale ci co widzieli opowiadali potem o ciemnym kształcie, szybkim jak diabli i przeraźliwych krzykach nieszczęśników.

– No więc, dokładnie to my nie wiemy jak monstrum wygląda – kontynuował relację chłop. – Długo nie minęło a pozamykali my zwierzęta i sami żeśmy siedzieli w chałupach myśląc przeczekamy, może bestia odpuści. A gdzie tam, zaczęła nas nachodzić w wiosce, raz posmakowała ludzkiego mięsa to i apetytu na więcej nabrała, kurwia jej mać. Razem to już z tuzin ludzi zabiła, ciał nie znaleźlim żadnych. Ostatnim razem, ze dwa cykle księżyca temu wywlekła z chaty starca żyjącego samotnie na skraju osady.

Przybysze słuchali uważnie, uczony notował zeznania w swoim kajeciku. Dowódca po chwili namysłu zaczął wypytywać dalej:

– Wcześniej mieliście podobne problemy z bestiami?

– Jeno z wilkami i czasem z bohyniami czy leśnymi babami co z gęstwiny wyłaziły i dzieciaki straszyły. My z nimi bez problemu se radzili sposobami naszych dziadów.

– A do lasu wchodzicie?

– A gdzież tam. Dziadowie nasi już przestrzegali przed tym starym drzewiem. Mówili: tam złe siły mieszkają, biada temu co te duchy niepokoić bedzie. I prawili tak: zawsze po zbiorach zanosić dary na jego skraj aby udobruchać złe duchy. Tak robimy co roku. Ostatnia ofiara musiała być za biedna, że…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych