Ósemka Przyjaźni
Czym jest przyjaźń? I jakie wyzwania stają przed tymi, którzy chcą ją zdobyć na siłę? Krótka opowieść o zmianie w duszy pewnej istoty.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
W bardzo odległych czasach, kiedy jeszcze Ziemię pokrywały wulkany, a woda była tam rzadkością, nieznana bliżej planeta miała już swoich mieszkańców. Większość z nich przypominała ziemskie zwierzęta, takie jak lisy, zające czy niedźwiedzie. Oprócz tego żyły tam istoty podobne do kotów, jednak znacznie od nich mądrzejsze. Potrafiły zakładać osady i tworzyć proste narzędzia. Wszystkie stworzenia zamieszkiwały tylko niewielką część tej planety – Ponure Bagna Hamady.
Tereny te były ogromnym, zimnym pustkowiem. Gdzieniegdzie przypominały górzystą pustynię, natomiast bliżej skupisk wodnych, oczom ukazywały się olbrzymie bagna. Tylko w niektórych miejscach można było znaleźć pojedyncze rośliny. Rosły tu głównie olbrzymie drzewa, pozbawione liści. Ich drewno było najtrwalszym materiałem na planecie. A jednak Ponure Bagna Hamady były jedynym zamieszkałym miejscem. Wzdłuż tego terytorium rozciągała się wielka, głęboka dolina. W niektórych miejscach była bardzo szeroka, w innych z kolei, jej przeciwległe brzegi znajdowały się tak blisko, że można było bez problemu przejść na drugą stronę. W dolinie tej płynęła Kocia Rzeka Potamal. Od doliny rzeki wypływało mnóstwo niewielkich podziemnych strumyków. Ich ujście stanowiły małe jeziora. Wokół jezior rosła bujna roślinność. I to właśnie przy tych jeziorach schronienie znajdowały wszystkie żywe istoty. Mniejsze zbiorniki były wodopojami dla zwierząt. Z kolei największe jeziora stawały się z czasem osadami, pełnymi drewnianych szałasów. Zamieszkiwały je podobne do kotów stworzenia, które zwano je Kotynami.
Kotyni bardzo dobrze przystosowali się do trudnych warunków panujących na Ponurych Bagnach. Poruszali się na dwóch krótkich nogach, które w przypadku niebezpieczeństwa okazywały się niezwykle szybkie. Z kolei ich z pozoru wątłe ręce były bardzo silne. Kotyni z łatwością łamali drzewa, nie używając do tego żadnych narzędzi. Natomiast w wielu czynnościach pomagali sobie długim, puszystym ogonem. Drewna używali do budowy szałasów, a także do tworzenia krótkich włóczni. Żaden dorosły osobnik nie rozstawał się ze swoją bronią. Używał jej nie tylko do polowań, ale także do obrony przed członkami wrogich plemion. Dumą każdego Kotyna było jego futro, którego kolor sprawiał wrażenie szarego. Jednak z bliska widać było odcienie różnych kolorów, odmienne dla każdego plemienia. Nazwy plemion pochodziły właśnie od tych zabarwień kotynowego futra. Plemiona budowały swoje osady nad jeziorami, które stanowiły rzadkość na planecie, dlatego też miejsca ich zamieszkania były znacznie od siebie oddalone. Plemiona często toczyły ze sobą wojny. Wrogość nasilała się najbardziej w okresach suszy, gdy walczono o każdą kroplę wody. W okresie wilgotnym większość członków plemion nie oddalała się od swoich terytoriów.
Większość z tych, którzy wyruszali w nieznane, robiła to po to, by pogodzić ze sobą wojujące plemiona. Kotni nigdy nie atakowali tych, którzy przybywali w pokoju, zwłaszcza podczas pory wilgotnej. Kochali przygody i chętnie wyruszali na ich poszukiwanie. Tak też było z Donem – członkiem Plemienia Zielonych. Don od najmłodszych lat pragnął sam przemierzyć Ponure Bagna Hamady. Był typem samotnika, którego cieszyła perspektywa poznania tych terenów bez niczyjej pomocy. Kiedy dorósł, otrzymał pozwolenie na podróż w nieznane. Podczas tułaczki wielokrotnie unikał niebezpiecznych zdarzeń. Udało mu się uciec od dzikiego niedźwiedzia, przeżyć wiele nocy bez możliwości rozpalenia ognia. Pewnej nocy, gdy miał już udać się na odpoczynek, na wysokiej skale, z dala od dzikich zwierząt, usłyszał wołanie o pomoc. Niewiele myśląc, pobiegł szybko na miejsce, skąd dochodził głos. Dookoła panowały straszliwe ciemności. Dlatego też Don zauważył początkowo tylko stertę gruzu. Rozejrzał się dookoła, nie mogąc zlokalizować źródła krzyku. Dopiero po chwili usłyszał ponowne wołanie:
- Proszę, pomóż mi. Chciałem uciec przed ogromnym zwierzęciem. To coś, co mnie goniło, zgubiło trop, ale ja potknąłem się i narobiłem bałaganu. Nie pozwól mi tu zginąć!
Don uświadomił sobie, że głos dochodzi spod sterty gruzu. Wtedy dostrzegł głowę stworzenia. Gdy podszedł bliżej, spostrzegł, że jest to Kotyn, taki sam jak on. Nie wahając się nawet przez chwilę szybko rzucił się na pomoc. Z wielkim trudem odgarniał kamienie. Były duże i ciężkie. Nawet podpieranie ich włócznią niewiele pomagało. Ale wiedział, że jeżeli nie będzie się spieszył, istota, którą zasypało zginie. Gdy odniósł sukces, uratowane stworzenie, mimo wielu ran, nie kryło wdzięczności:
- Dziękuję ci! Bałem się, że podzielę los tych podróżników, o których opowiada się dzieciom, by je przestrzec przed samotnymi podróżami. Nigdy w życiu nie byłem tak przerażony. Tak się cieszę, że spotkałem ciebie na swojej drodze. – Istota długo powtarzała jak bardzo jest wdzięczna, gdy nagle coś sobie uświadomiła – A tak. Nie przedstawiłem się jeszcze. Jestem Leo, a ty?
- Don. – Odpowiedział po chwili, gdy jego umysł odpoczął od słowotoku Lea. Po chwili stał się nieco bardziej poważny:
- Czy wszystko w porządku? Jak się czujesz?
- Nie martw się! Nic mi nie jest. Wyliżę się jakoś.
Takie rany to nic w porównaniu z tym, co się mogło ze mną stać gdyby ciebie w pobliżu nie było. Don uśmiechnął się lekko. Nie zwykł okazywać uczuć, a tym bardziej nieznajomym. Ale spodobała mu się ta gadatliwość Lea. Po chwili opadły z niego wszystkie emocje i ze zmęczeniem powiedział:
- Niedaleko stąd jest dobre miejsce na odpoczynek. Musisz się przespać, żeby wrócić szybko do formy, a najpóźniej za dwa dni ruszymy w inne strony i już nigdy się nie spotkamy.
Wraz z tymczasowym towarzyszem podróży udał się w kierunku swojego obozowiska. Leo zachowywał się tak, jakby nie usłyszał ostatnich słów Dona. Przez całą drogę opowiadał mu o tym, jakie ma szczęście, że znalazł wreszcie kogoś podobnego do niego. Mówił też o swoim plemieniu i o pragnieniu pogodzenia wszystkich Kotynów.
Gdy nastał ranek, dwie istoty rozpaliły ognisko i zabrały się do skromnego śniadania. Przez cały czas Don przyglądał się uratowanemu. Nie potrzebował wczorajszych opowieści, by uświadomić sobie, że należy on do Plemienia Pomarańczowych. Jego futro było szare, z lekkim odcieniem właśnie tego koloru. Pamiętał, że jego plemię walczyło kiedyś z nimi o wodę. Jednak nie mógł sobie przypomnieć kto wygrał. Jego uwagę rozpraszało to, co Leo miał na szyi. A był to wisiorek, z połyskującym kamieniem w kształcie ósemki. Przy dokładniejszych oględzinach okazało się, że są to dwie zlepione kule. Były one koloru niebieskiego. Języki ognia odbijały się w nich, dając tajemnicze migocące światło.
Leo, początkowo zajęty swoimi opowieściami, nie zorientował się, co przyciąga największą uwagę Dona. Gdy dostrzegł to, zaczął snuć opowieść:
- Ten wisiorek to nie jest zwykła ozdoba. Jest to Ósemka Przyjaźni. Według legendy ma on moc przywrócenia pokoju w plemionach Kotynów. Jednak aby tego dokonać, trzeba najpierw znaleźć prawdziwą przyjaźń. Gdy się tego dokona, wisiorek ponoć przełamuje się na dwie połówki. Ale co później się dzieje jest już tajemnicą, której nikt jeszcze nie poznał.
Don słuchał jak urzeczony. Spodobała mu się taka magiczna siła. Dotychczas o magii słyszał tylko z opowieści Najstarszego Plemienia. Jednak nie pamiętał, by ktokolwiek mówił o tajemniczej Ósemce Przyjaźni. Z drugiej strony nie podobał mu się pomysł z zawieraniem przyjaźni. Wolał przez życie iść sam. Zresztą, wśród Zielonych wielu było samotników, podobnych do Dona. Plemię Zielonych leżało przy największym jeziorze i było najczęściej atakowane. Kiedyś nawet zostało wydane przez jednego z jego członków, który podał wrogom informację jak dotrzeć do osady, omijając pułapki. Po tym wydarzeniu wielu młodych Kotynów, w tym też Don, stało się nieufnymi wobec obcych. Ale za sprawą dziwnej siły, Don poczuł, że potrzebuje zadać kilka pytań:
- Czy próbowałeś już zdobyć przyjaźń? Taka otwarta osoba jak ty nie powinna mieć z tym kłopotów. Nie zdążył ugryźć się w język. Nie zdawał sobie sprawy, że potrafi być aż tak szczery. Ale za bardzo zaciekawił go wisiorek.
Leo popatrzył smutno. Nie lubił poruszać tego tematu. Kiedy otrzymał Ósemkę Przyjaźni, czuł, że to on będzie wybawcą. Niestety zadanie okazało się zbyt trudne. Nie chciał za dużo wyjaśniać, dlatego wzruszył ramionami, dodając:
- W rzeczywistości zdobycie przyjaźni jest niezwykle skomplikowane.
Don nie mógł w to uwierzyć. Opowieść o magii spowodowała, że poczuł siłę, jakiej nigdy przedtem nie czuł. Zerwał wisiorek z szyi Lea i podbiegł do pierwszej zauważonej przez niego istoty. Był to mały lisek. Od innych lisów różnił się tym, że jego łapy były w szarym kolorze. Zwierzę na początku przeraziło się, ale po chwili wyczuło, że Kotyn nie ma złych zamiarów. Podeszło do Dona, a wtedy on zapytał głośno: - Czy zostaniesz moim przyjacielem?
Lisek popatrzył dziwnie. Rozumiał dobrze mowę wszystkich mieszkańców planety, ale
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil aga_son
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…