Wróć do katalogu

OSTATNI RAZ

Jest to opowiadanie jak pewna dziewczyna traci życie przez NARKOTYKI.

Smile_simply, opublikowano , 34 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

OSTATNI RAZ

Ilona lekko otworzyła oczy, widziała wszystko jak przez mgłę, nie wiedziała gdzie jest i jak się tu znalazła. Ostry strumień światła wpadał przez szpary żaluzji prosto w jej oczy. Ktoś zasłonił okno. Dopiero wtedy dziewczyna mogła swobodnie przyglądać się wszystkiemu do dokoła. Znajdowała się w niewielkiej knajpce w stylu lat osiemdziesiątych. Powietrzu unosił się aromat świeżo zaparzonej kawy a w tle słychać było cichą muzykę starych, dobrych kawałków. Poza tym panowała idealna cisza, żadnego gwaru miasta za oknem, przejeżdżających samochodów, klaksonów, śmiechu nastolatek ani narzekań starszych panów, do czego przyzwyczajona była Ilona. Tak jakby budynek znajdował się na odludziu. Dziewczyna siedziała a raczej leżała na jednej z kanap a ludzie znajdujący się w tym pomieszczeniu wpatrywali się w nią jak małe dziecko w cukierki. Być może spowodowane to było wyglądem nastolatki. Miała mocno potargane i brudne włosy, zupełnie jakby tarzała się w ziemi. Jej zwykle rumiana twarz, była tym razem blada i bez wyrazu, jakby ktoś „wyją z nie życie”. A oczy miała tak opuchnięte, że trudno było dostrzec jej barwę, ciężko powiedzie jak przez nie widziała. Mimo tak strasznego wyglądu nie była brzydka, wręcz przeciwnie, może nieco za chuda ale zgrabna. Jedna ręka leżała na jej brzuchu a druga wisiała, lekko dotykając palcami podłogi. Próbowała podnieść głowę ale miała wrażenie że waży ona tonę. Ciężko było jej ruszyć jakąkolwiek częścią ciała. W ustach miała okropny posmak alkoholu, trawki i nie wiadomo czego jeszcze. Ciężko połknęła ślinę i wydusiła z siebie: -Pić! Jedna z dziewczyn siedzących na bladzie baru spojrzała na młodego, czarnoskórego chłopca. Miał on bujną fryzurę i miły dziecięcy wyraz twarzy. Po geście skierowanym przez koleżankę poszedł po szklankę wody i podał ja spragnionej dziewczynie. Ilona z ledwością wzięła ją i jednym tchem wypiła całą zawartość. -Chyba nieźle wczoraj zabalowałam, nie pamiętam już kiedy byłam ostatnio na imprezie. Ej co jest z wami?!- ze zdziwieniem zapytała skacowana dziewczyna- rozumiem że wy też byliście u Kingi, wiecie musicie mi wybaczyć ale totalnie was nie czaję! Mam dziurę w głowie, jakby ktoś wymazał mi z pamięci wczorajszy wieczór- dziewczyna lekko się uśmiechnęła. Nikt jednak się nie śmiał -No co jest? Umarł ktoś? Wysoka, szczupła brunetka, z delikatnie falowanymi do ramion włosami i kolczykami w brwi, nosie, wardze i języku, podeszła do Ilony i powiedziała -Właściwie to tak… -Naprawdę ?!-odparła ze strachem w oczach. Od razu pomyślała o Kindze, już tyle razy słyszała ,że bliska jej osoba nie żyje -Ale kto? Znam tego kogoś? Tak w ogóle to kim wy jesteście?! -Spoko Kotku, wyluzuj…-odezwał się młody chłopak, który sprawiał wrażenie strasznego luzaka. -Artur…!-krzyknęła na niego dziewczyna z kolczykami -Ja jestem Iga, ta z czerwonymi włosami to Olka, a w czarnych ciuszkach Anka, Artura już znasz, na stole siedzi Przemek a obok niego Paweł. Ten rozczochrany dzieciak to Puszkin, ale nie mam pojęcia skąd ta ksywka. -Acha, no to super, ale co ja do cholery tu robię?! -No wiesz tak właściwie to nie żyjesz -Co?! Wiecie co raczej marne te wasze żarty. A… już wszystko rozumiem- uśmiechnęła się -To pomysł Darka albo nie Marcina!!! Dobra chłopaki dajcie spokój. Znam te wasze głupkowate pomysły. Możecie się już pokazać… Kinia, mam nadzieję, że nie namówili też ciebie. -Słuchaj dziewczynko, czy my wyglądamy jakbyśmy żartowali?!- z lekką złością odezwał się Paweł -Ej my nie robimy sobie jaj- znowu zaczęła mówić Iga-Możesz opowiedzieć nam co się wczoraj wydarzyło? -NIE MAM OCHOTY!!!- chcę stąd iść. Dziewczyna skierowała się do drzwi ale gdy je otworzyła ostry strumień światła oślepił ją i nie dała rady. -Ilona chodź stąd , usiądź sobie- obięła ją Olka i zaprowadziła na kanapę, na której cały czas siedziała. -Gdzie ja jestem? Powiedzcie mi, że to jakiś sen… ze łzami w oczach, szukała wśród nich pomocy Iga usiadła koło niej, była roztrzęsiona -Posłuchaj, wszystko będzie dobrze. Musisz nam opowiedzieć co się wydążyło wczoraj. -Wczoraj…- zaczęła mówić Ilona- Miałam osiemnastkę. Przyjaciele urządzili mi przyjęcie urodzinowe. Przyszło mnóstwo ludzi, których nie widziałam od lat. Kinia, moja przyjaciółka przygotowała mi wyjątkowy prezent. Ściągnęła z drugiego końca Polski mojego przyjaciela z „piaskownicy”, ledwo co go poznałam. No ale co się dziwić, ludzie się zmieniają. Ostatni raz widziałam go jak miałam 8 lat. Impreza była całkiem fajna, cały wieczór rozmawiałam z Radkiem. Chwilami płakałam ze śmiechu , opowiadaliśmy sobie o wszystkim. Większość ludzi już się upiło i zaliczyło zgona. Było już grubo po północy jak przyszła Kinga. No… I co tu dużo mówić przyniosła towar. Nie wiedziałam co ma zrobić , w końcu ten proszek towarzyszył mi przez długi czas. Radek tylko na mnie spojrzał ale nic nie powiedział, zdążył już poznać moją miłość do Hery. Popatrzyłam przyjaciółce w oczy i pokręciłam głową. Ona pochyliła się nade mną i powiedziała -Kochanie, dzisiaj kończysz 18 lat, zaczynasz nowe życie. Obiecuje że namawiam cię ostatni raz. Zabaw się dzisiaj a później spełniaj te swoje marzenia o studiach, pracy i rodzinie. Kinga zawsze miała dar przekonywania, skusiłam się na tą działkę. Byłam czysta już ponad rok. Po chwili poczułam się naprawdę świetnie. A potem… A potem… -No właśnie co potem?- jej opowiadanie przerwał Przemek- co potem się stało? -Nie wiem…- znowu łzy napłynęły do dużych, piwnych oczu dziewczyny- Nie pamiętam. Obudziłam się tutaj. -Ja ci powiem co się stało potem- powiedziała jej Iga- Twoja przyjaciółka miła rację to była ostatnia działka a raczej nie, po niej wzięłaś jeszcze kilka. Potem położyłaś się i prze parę godzin leżałaś bez ruchu. Wszyscy myśleli , że po prostu śpisz ale ty już nie żyłaś. -Ale dlaczego ja tu jestem?! Po co?! Kim wy jesteście?! Dlaczego nie ma białego tunelu, światełka na końcu i tak dalej?! Dlaczego?!- po histerycznym ataku płaczu usiadła przy stoliku i zakryła twarz dłońmi. -Wszyscy zadajemy sobie to pytanie: gdzie jest Bóg? Ale nie znamy odpowiedzi. My także umarliśmy przez narkotyki, wszyscy- wytłumaczyła jej krótko Ania. -Każdy z nas ma inną historię, ale łączy je jedno ten „cudowny lek”, który sprawiał, że przez chwile życie było w różowych barwach- z ironią dodał Przemek. -Ale to nie miało być tak, ja już nie chciałam brać. Uwierzcie mi…- w głosie Ilony słychać było tak wielki smutek, że wszystkim zrobiło się jej szkoda. -Wiesz co, każdy opowiada tu swoją historię, może ty też spróbujesz?- z zatroskanym głosem zapytała się Olka. Dziewczyna wytarła twarz z łez i zaczęła opowiadać: Moje życie nie różniło się niczym szczególnym od innych. Przynajmniej na początku. Mieszkałam z rodzicami w Gliwicach. Najpierw w domu babci, ale później przeprowadziliśmy się do własnego. Dopiero gdy miałam trzy lata mama i tata pobrali się. Oczywiście nie byłam planowanym dzieckiem, po prostu wpadli, ale bardzo się kochali i postanowili być razem. Nie chcieli pożyczać pieniędzy ani brać od moich dziadków, dlatego zwlekali ze ślubem. Po roku miałam braciszka, Sebastiana. Pamiętam jaki tata był szczęśliwy, że ma syna. Muszę przyznać, że byłam zazdrosna, w końcu przez 4 lata rodzice mieli tylko mnie. Nie mogłam się pogodzić, że będę musiała się nimi dzielić. Niestety okazało się, że Sebastian ma wadę sercami nie wiadomo czy przeżyje. Mama się załamała, dniami i nocami zamartwiała się. Przez pół roku dosłownie mieszkaliśmy w szpitalach, jeździliśmy po całej Polsce, szukając specjalisty, niestety to nic nie dała. Mój brat żył jeszcze dwa miesiące. Po jego śmierci mama całkowicie się załamała. Przestała wychodzić z domu, spotykać się z przyjaciółmi. Tak jakby umarła razem z nim. Przez kolejne dwa lata żyliśmy z dnia na dzień. Rodzice przestali już normalnie ze sobą rozmawiać, coraz częściej się kłócili. Ja miałam straszne poczucie winy. Sześcioletniemu dziecku trudno jest wytłumaczyć, co tak naprawdę się stało. Myślałam że to przeze mnie mama płacze, w końcu nie chciałam rodzeństwa, lecz nikt mi nie wytłumaczył, że to nie prawda. Pamiętam dzień w którym wprowadzili się na przeciwko państwo Dębowscy. Była to rodzina Radka, o którym już wspominałam. Miał on starszą siostrę Darię i już dorosłego brata Dawida, którego nigdy nie widziałam bo mieszkał w innym mieście. Od początku zaprzyjaźniłam się z Radkiem, chodziliśmy do tej samej klasy, więc razem szliśmy i wracaliśmy ze szkoły. Kiedyś po lekcjach zaszliśmy na stary plac zabaw obok plebanii. Radek śpiewał wtedy jakąś piosenkę, w której występowało moje imię. Strasznie mnie zdenerwował. Bez zastanowienia popchnęłam huśtawkę, która uderzyła go w głowę. Mój przyjaciel upadł na ziemię, na którą zaczęła płynąc krew. Najpierw go przepraszałam, później płakałam i znowu przepraszałam. Szybko pobiegł do domu a rodzice od razu zabrali go na pogotowie. Miał wtedy trzy szwy. Ja jeszcze przez jakiś czas siedziałam na placu zabaw, nie mogąc się pozbierać. Gdy wróciłam do domu nic nie powiedziałam rodzicom, za bardzo się bałam, chyba nigdy się o tym nie dowiedzieli. Po dwóch tygodniach Radek znowu pojawił się w szkole a ja ze smutną minką podeszłam do niego i powiedziałam: -Bardzo zły jesteś…? -No co ty! Rodzice obiecali mi nowe rolki, takie wypasione jak widzieliście na wystawie, więc w sumie powinienem ci podziękować. Po tej rozmowie zapomnieliśmy już o całej sprawie. Jeszcze przez jakiś czas bałam się pójść do domu Radka. Któregoś dnia bawiliśmy się na dworze a mama mojego przyjaciela zawołała nas na gorące ciastka i kakao. Nie mogłam się im oprzeć, były pyszne, chrupiące, z kawałkami czekolady i orzechów. Nikt nie robił takich wypieków jak pani Arnika, tak miała na imię. Strasznie mi się podobało, było takie egzotyczne i niespotykane. Pomyślałam sobie, że jak będę miała córkę to tak właśnie ją nazwę. Na szczęście sąsiadka nie wspomniała nawet słowa o tym co zrobiłam jej synowi. Kamień spadł mi z serca, że nie jest zła. Bardzo lubiłam rodzinę Dębowskim. Nawet Darię, która była nieznośną nastolatką. Często wkradaliśmy się do jej pokoju i szperaliśmy w jej rzeczach, kiedyś nas nakryła. Mi kazała iść do domu a Radkowi nie wiem co zrobiła, nigdy się nie przyznał. Chwile spędzone z tymi ludźmi były najszczęśliwsze w moim życiu. Marzyłam o takiej przyszłości. Miałam nadzieje, że kiedyś wyrwę się z tej patologicznej sytuacji w której żyłam. Być może to dziwne ze siedmiolatka tak myślała. Inne dziewczynki marzyły o pięknej lalce, ciuchach dla księżniczek i tym podobne a ja o szczęśliwej rodzinie. Moja sytuacja pogorszyła się po stracie ojca. Nawet nie wiem co się z nim stało, któregoś dnia po prostu nie wrócił z pracy. Matka, bo tak ją nazywałam, nie rozpaczała po jego stracie, raczej obwiniała go za wszystko. Mówiła, że zostawił mnie i ją bo miał nas dosyć a teraz to ona musi się wszystkim zajmować. Ja miałam nadzieje, że to nie prawda, że tacie coś się stało i dlatego nie ma go z nami. Nie wierzyłam, że mógłby nas zostawić. Mój świat się zawalił, tylko jemu na mnie zależało. Tylko od niego usłyszałam słowa „kocham cię”, a od matki nigdy, może dawno temu przed narodzinami Sebastiana ale też sobie nie przypominam. Przez następne kilka miesięcy było coraz gorzej, zaczęłyśmy wyprzedawać wszystkie cenne rzeczy z domu. Mama wpadła w alkoholizm. Gdy miałam osiem lat, Radek z rodziną przeprowadzili się do Wrocławia. W naszej miejscowości było coraz gorzej, bieda i brak perspektyw. Takich rodzin jak moja było naprawdę dużo. Dzieciaki do późnej nocy biegały po ulicach i nikt się nimi nie przejmował, ich rodziców nie obchodziło to czy są głodne, chore, zmarznięte. Tak przeżyłam cztery lata. No i oczywiście chodziłam do szkoły, lubiłam się uczyć, wiedza była jedyną rzeczą której nikt mi nie mógł odebrać. Na książki musiałam sama zarobić, więc rozdawałam ulotki i tym podobne. Cały zasiłek dla bezrobotnych przepijała Jolka, więc tylko to co udało mi się zdobyć z renty po tacie, musiało wystarczyć na jedzenie, reszta pieniędzy inwestowana była w procenty. W Stolińsku chodziłam do gimnazjum, było to miasto oddalone o 14 kilometrów od mojej miejscowości. Zamieszkałam w internacie bo nie miałam dobrego dojazdu do szkoły. W rodzinne strony wracałam tylko na weekendy, ale nie zawsze, nie miałam ochoty tam być, czasami po prostu włóczyłam się po mieście, nocowałam u jakiejś koleżanki i w niedzielę wracałam do internatu. Któregoś razu pomyślałam, że odwiedzę Jolkę, nie widziałam jej już kilka tygodni, więc postanowiłam tam wrócić. Gdy weszłam do domu, poczułam okropny smród brudu, stęchlizny i nie wiem czego jeszcze. Powietrze przesiąknięte było alkoholem wydychanym podczas snu. Zrobiło mi się nie dobrze, wszystko podchodziło mi do gardła. Zakryłam usta i nos dłonią i weszłam na górę. W sypialni, w której zostało już tylko łóżko, leżała moja matka. Była tak pijana, że usnęła na podłodze. Gdy ją tak zobaczyłam strasznie się wystraszyłam i zaczęłam do niej krzyczeć. -Mamo!!! Mamo, słyszysz mnie!!! Powiedz coś, proszę powiedz że żyjesz! Mamo!!! Ona tylko coś mruknęła i zaczęła kaszleć, nie mogąc złapać tchu. Przewróciłam ją na plecy żeby nie udusiła się własnymi wymiocinami. Zaczęłam strasznie płakać, nie wiedziałam co mam robić. Zadzwoniłam po pogotowie. Całą noc spędziłam w poczekalni. Przyjechała również babcia, która wolała udawać, że cały problem nie istnieje. Siedziałam w korytarzu i czekałam na lekarza, jak na sąd ostateczny. To były najdłuższe godziny w moim życiu . Wtedy zdałam sobie sprawę, że wszystkich tracę, nie chciałam aby odeszła też ona, mimo że była dla mnie okropna. Już prawie usnęłam na ramieniu babci, gdy przed nami stanął lekarz. Zerwałam się jak z okropnego snu, wpatrując się w niego załzawionymi oczami. -Twoja mama będzie żyła- uśmiechnął się lekko i położył dłoń na moim ramieniu. Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Wstałam i obięłam go w pasie mówiąc: -Dziękuję On tylko przytulił mnie po ojcowsku i pocałował w głowę. W tej chwili poczułam straszną tęsknotę za tatą _Możesz zobaczyć mamę, co prawda jest nie przytomna po operacji ale idź. Sala numer sześć. Bez chwili wahania poszłam do niej, do mamy. Dziwnie to brzmiało, nigdy tak mówiłam, zawsze matka albo po prostu Jolka. Gdy weszłam do Sali zobaczyłam jak leży, taka samotna i bezbronna. Mimo to, że była po ciężkiej operacji wyglądała tak ładnie. Usiadłam koło niej i wzięłam ją za rękę, była chłodna jak zwykle, chyba właśnie to po nie odziedziczyłam. Łzy spadały z moich policzków na jej dłoń. Wtedy pierwszy raz powiedziałam ,że ją kocham. Nie wiedziałam czy to słyszy, czy nie, ale to nie było istotne, nie w tym momencie. Gdy siedziałam z mamą lekarz powiedział babci, że nie jest dobrze. Uświadomił ją, że jej córka ma poważne kłopoty z alkoholem. Nie tylko jej wątroba ledwo co funkcjonuje ale także płuca. Moja rodzicielka musiała już kilka razy mięć zapalenie tego organu a nie leczone przerodziło się w coś poważnego. Nie wiem dokładnie co to była za choroba. Po dwóch tygodniach mama wróciła do domu, ja w tym czasie byłam w szkole. Gdy przyjechałam w piątek po południu, mieszkanie było wywietrzone i posprzątane, chociaż dużo brakowało mu do doskonałości. Najważniejsze że mama była trzeźwa. Ugotowała nawet jakąś zupę, nic specjalnego jednak jadłam ją jak najwspanialszą potrawę na świecie. -Nie smakuje ci prawda?- zapytała się mnie ze smutkiem. -Wręcz przeciwnie, jest pyszna, przede wszystkim dlatego że ty ją ugotowałaś. Mama rozpłakała się i przytuliła mnie. -Przepraszam cię córeczko, przepraszam za wszystko, za to że przeze mnie miałaś takie dzieciństwo, życie… Obiecuje, że wszystko się zmieni, uwierz mi proszę cię. Ja też się rozpłakałam -Mamo tak bardzo cię potrzebuje mam tylko ciebie. Proszę obiecaj mi, że mnie nie zostawisz. -Obiecuję, obiecuję…- po tych słowach jej twarz rozjaśniała. Uśmiechnęła się do mnie- Wiesz, lekarz polecił mi pewien ośrodek odwykowy. Wyleczę się, znajdę pracę wszystko będzie dobrze. Pójdę tam we wtorek, całe leczenie jest darmowe więc nie musze się martwić o pieniądze. Byłam bardzo szczęśliwa, spędziłyśmy ze sobą dwa cudowne dni. Z bólem serca znowu wracałam do internatu. Był poniedziałek, trzecia lekcja, biologia, nie znoszę jej. Mowa była o krwi, jakim osoczu, limfocytach itd. Do klasy weszła pani sekretarka i poprosiła mnie do dyrektora. Byłam pewna, że chodzi o wyniki konkursu historycznego. Nie chwaląc się była to moja naprawdę dobra strona. Weszłam do pokoju pana Wolskiego i z entuzjazmem powiedziałam -Dzień dobry -Dzień dobry panno Sokołowska. Dyrektor miał zwyczaj mówić do uczniów po nazwisku. Byłam zdziwiona bo nie miał on zbyt pogodnej miny. Pomyślałam sobie, że nie zajęłam dobrego miejsca, stąd ten humor. Pan Wolski wzdechnął i powiedział -Chodzi… o twoja…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych