Wróć do katalogu

Otwórz oczy. Cz. 1

Nasza podświadomość żyje w nas, choć nie każdy czuje jej puls.

Femma, opublikowano , 13 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dorota sięgnęła po butelkę czerwonego wina i sporej wielkości kieliszek. Nalała sobie słuszną porcje i wypiła jednym haustem. Tak zawsze świętowała rozstania z kolejnymi facetami. Nie miała wyrzutów sumienia, choć mogła zerwać z Piotrem trochę łagodniej, ale stało się. Nie chciał zrozumieć, żądał wyjaśnień, więc mu powiedziała dosadnie, co o nim myśli i co myśli o ich związku. Ot, kolejny mężczyzna, nic nie znaczący seks i zakończona znajomość. Mężczyźni, z którymi się spotykała, zawsze wyobrażali sobie, że są dla niej kimś wyjątkowym. Owszem byli wyjątkowi, jedyni w swoim rodzaju. Krzysiek wyjątkowo świetnie zarabiał, Sebastian przyrządzał dla niej wyśmienite potrawy, Marek był wyjątkową ciapą w życiu, ale za to miał przed sobą obiecującą karierę naukową. Nie wspominając o Adamie – niesamowitym kochanku. I wreszcie Piotr... Poważny, czuły, troskliwy. I nic poza tym. Dorota westchnęła głośno. Normalnie w takiej sytuacji dopadłaby ją chandra, ale perspektywa wyjazdu do Kartuz napełniała ją radosnym oczekiwaniem. Może zaciągnie Marcina do łóżka i spędzi z nim parę słodkich chwil? Byle nie za długo, byle nie musiała się powtórzyć dzisiejsza sytuacja.

Następnego dnia obudziła się z bólem głowy i z mocnym postanowieniem, że nie będzie pić takich ilości wina. Schyliła się i podniosła z podłogi trzy puste butelki. - Gdybym jeszcze miała co świętować – mruknęła do siebie. Poszła do kuchni, wyjęła z lodówki butelkę wody mineralnej i siadła przy stole. Popatrzyła za okno. Zapowiadała się piękna pogoda. Mimo porannej pory słonce świeciło mocno i drażniło zmęczone oczy Doroty. Na placu zabaw dostrzegła młoda kobietę. Siedziała na ławce, a koło niej bawiło się dziecko. Małą rączką podało coś swojej matce i roześmiało się radośnie. Dorota odwróciła się szybko od okna i rzuciła butelkę wody do zlewu, strącając przy tym kieliszek, w którym piła wczoraj wino. Uderzył o podłogę i odłamki szkła rozprysły się we wszystkie strony. - Cholera! Schyliła się i zaczęła zbierać większe kawałki. Nagle poczuła, jak szkło przecina jej skórę. - Kurwa! – krzyknęła głośno. Oparła się o ścianę. Nie mogła powstrzymać łez i nagłego szlochu, który wstrząsał jej ciałem. Zakryła oczy zakrwawioną ręką. Czuła, jak łzy mieszały się z krwią, jak brudzą jej twarz, czuła ich smak. Spojrzała na swoje odbicie w stojącym na parapecie lusterku. Zobaczyła skrzywiona twarz, pomazaną czerwoną mazią, załzawione oczy, nabrzmiałe usta. To ją otrzeźwiło. Podeszła do zlewu, odkręciła wodę i obmyła ranę. Potem obtarła twarz. Na skaleczenie przykleiła plaster i poszła do łazienki.

Dorota wyszła przed blok. Spojrzała na plac zabaw. Nie było już kobiety z dzieckiem. Podrzuciła do góry kluczyki od samochodu. Czuła się dużo lepiej. Doprowadziła się do porządku, wzięła farmazon i mogła jechać do Kartuz. Złościł ją jedynie własny poranny wybuch. Miała wszystko – dobrą pracę, własne mieszkanie, samochód, żyła samodzielnie i spełniała się zawodowo. Samotność? Przecież spotykała się z tyloma mężczyznami, wiec to nie mogło być powodem jej łez. - I do tego kłamiesz - szepnęła. Poprawiła włosy, sprawdziła zawartość teczki, podniosła z ziemi maleńki, zgrabny neseserek i poszła na parking. Wyprowadziła swoje autko, mocno przycisnęła pedał gazu i pęd jazdy spowodował, że gdzieś smutki uleciały, a pozostała jedynie w sercu maleńka niepewność, czy poradzi sobie w Kartuzach. Lubiła służbowe wyjazdy. Zawsze panowała miła atmosfera, suto zakrapiana alkoholem i czuła, że poderwie Marcina, na którego miała od pewnego czasu ochotę. Spotkali się dwa razy na niezobowiązujących randkach, ale w Kartuzach miało być wyjątkowo. Zabrała specjalnie kupioną na ta okazję sukienkę i piękną bieliznę. Wczoraj spędziła kilka godzin w salonie kosmetycznym. Przygotowała się i nic nie mogło stanąć jej na przeszkodzie. Gdy dojechała do hotelu, powitał ja Jarek - jej szef, z którym się przyjaźniła. Mieli kiedyś romans, ale to były bardzo stare dzieje i nie wracali więcej do tego. On ją cenił za dobrą pracę, ona za uczciwość i sprawiedliwość. Poza tym był przystojny, więc... - Cześć – powiedział i uścisnął mocno jej dłoń. – Wyglądasz piękni, ale chyba nie spałaś dobrze, co? - Mam zamiar trochę odpocząć, a potem zabieram się do pracy. Kiedy przyjadą, żeby podpisać umowę? - Jutro koło dziesiątej – i zatarł ręce z radością. – A po południu urządzamy imprezę. Uśmiechnęła się i delikatnie wzruszyła ramionami. Długie srebrne kolczyki, splecone w misterny wzorek zabrzęczały prawie niesłyszalnie. Jarek na moment wstrzymał oddech. Myślał, że Dorota już na niego nie działa. Wmawiał to sobie codziennie rano i codziennie uświadamiał sobie, że chciałby choćby raz poczuć jej ciepłe ciało przy sobie. Dorota była niesamowita. Ona zawsze chciała, zawsze była gotowa, oplatała go swoimi długimi nogami, unosiła biodra do góry i ocierała się o niego. A potem wiła się pod nim i jęczała. Nerwowo otarł czoło i spojrzał na Dorotę. Wyciągała swój neseserek. Miała piękną figurę, a czarne ubranie bardzo to podkreślało. Czasem się zastanawiał, czemu jej nie zwolnił. Byłoby mu łatwiej pracować. Dorota zdjęła marynarkę. To co zobaczył, utwierdziło go w tym, że jednak nie powinien się jej tak szybko pozbywać. Miała na sobie obcisły, czarny gorset, który mocno opinał jej ciało i delikatnie podnosił piersi. Na szyi zawiesiła ciężki, ciemnozielony kamień, który unosił się w rytm jej oddechu. Sam już nie wiedział, co bardziej przykuwało wzrok. Jej pełne, jędrne piersi czy biżuteria. Musiał się opanować, bo za chwilę to on mógł przyciągać uwagę – swoim rozporkiem, który w jednej sekundzie zaczął go okropnie uwierać. - To malachit – wyjaśniła Dorota, widząc spojrzenie szefa. – Idziemy? Uśmiechnęła się do siebie. Czuła na sobie wzrok Jarka. Od pewnego czasu podejrzewała, że nie do końca pogodził się z ich rozstaniem – tak, jakby kiedykolwiek ze sobą byli. Czasem męczyło ją spojrzenie Jarka i czuła, że powinna rozejrzeć się za nową pracą. Ale jeszcze nie teraz, jeszcze mogła trochę wytrzymać. Weszła do hotelu i podeszła do recepcji. Odebrała swój klucz, z przy okazji usłyszała, jak recepcjonista cicho wzdycha na jej widok. Rzuciła mu zimne spojrzenie i wzięła pod rękę szefa. Nie interesowały ją płotki. W wynajętej sali konferencyjnej powitały ją chłodne spojrzenia koleżanek z pracy. Czuła na sobie ich wzrok tak, jakby stała przy palącym się ognisku. Płomień jest tak blisko, że czasem chcesz się odwrócić i uciec, ale nie masz dokąd. Dalej tylko znajduję się zimna, nieprzenikniona

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych