Wróć do katalogu

Palce w ciemnościach

Króciutkie opowiadanie o strachu, śmierci, poczuciu winy i bezcielesnych palcach, które wyłaniają się z mroku

reaktywacja_pstraga, opublikowano , 11 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Miałem dwadzieścia cztery lata, kiedy zmarła moja babcia. Miałem dwadzieścia cztery lata, a mimo to schowałem się pod łóżkiem i płakałem tak długo, aż zabrakło mi sił. Otuliłem się szczelnie kocem, żeby swoim pochlipywaniem nie obudzić rodziców ani siostry, jeszcze zbyt małej, by zrozumieć ogrom tej bardzo małej przecież tragedii.

Może byłoby inaczej, gdybym wtedy był przy niej. Ale tak się nie stało. W momencie, w którym – po długiej walce z nowotworem, który pozbawił ją prawej piersi, a z jej uśmiechu zabrał trochę szczęścia – na zawsze zamknęła oczy, pracowałem gdzieś hen, na drugim końcu świata. Nigdy wcześniej ani nigdy później nie byłem świadkiem tego, jak ktoś odchodzi. Mój pies umarł – nie interesuje mnie to , że zwierzęta zdychają; mój umarł i kropka – może chwilę przed tym, a może chwilę po tym, jak wyciągnąłem z kieszeni długopis i zacząłem pisać zupełnie nieważny egzamin na zupełnie nieważnej uczelni. Pewnie nie przejąłbym się tym tak bardzo, gdyby nie fakt, że gdy rano wychodziłem – strasznie piszczał. Szczekał i skakał, nawet merdał ogonem, choć miał już swoje lata i to wszystko musiało być dla niego nielichym wysiłkiem. Robił to, jakby bardzo mnie prosił, żebym tylko go nie zostawiał – zawsze, byle nie dziś. A ja zamknąłem go w łazience.

Zrobiłem to niemal odruchowo, bo było to obowiązkiem tej osoby, która jako ostatnia wychodziła z domu. Nie pomyślałem o nim ani razu do momentu, w którym dowiedziałem się, co się stało. I było mi z tym źle, bo gdybym wiedział, to nigdy nie zamknąłbym go w tej pierdolonej, ciemnej łazience, gdzie był sam i na pewno się bał.

Bo może i zwierzęta nie mają duszy, ale na pewno wiedzą, co to strach przed śmiercią. Spójrzcie na świnie, na chwilę przed tym, zanim ktoś wrzuci ją do wrzątku. Zerknijcie w oczy konia, kiedy wieziecie go do fabryki kleju. Nawiążcie kontakt wzrokowy z mordercą, który siedzi na krześle elektrycznym i hardo wrzeszczy, żeby ten pieprzony klawisz w końcu raczył przesunąć dźwignię – plama moczu pojawi się na jego spodniach, zanim tysiące woltów przekłują miękkie ciało.

Ja też się boję – pewnie bardziej niż jedni, mniej niż drudzy. Ponoć każdy z nas jest inny, ale co z tego, skoro wszyscy i tak skończymy tak samo. Ale zanim to nastąpi – a niestety najczęściej bywa to dużo wcześniej, niż byśmy tego chcieli i zawsze wtedy , gdy nie jesteśmy na to gotowi – poczujecie, jeśli jeszcze nie poczuliście, dotyk zimnych palców na waszej twarzy i karku. Te palce mają zwyczaj pojawiać się w nocy. Czekają na was w ciemnym korytarzu, który co prawda można jasno oświetlić, ale włącznik – jak na złość – jest na samym końcu drogi. Jeśli śpicie przy zamkniętych drzwiach – a wiem, że ja tak robię i czasem jest mi z tym całkiem dobrze – to zanim wyjdziecie, połóżcie się na podłodze i spójrzcie przez szparę przy podłodze. Może ich nie zobaczycie – potrafią się bardzo dobrze schować – ale powinniście je usłyszeć. Delikatne dreptanie za szafą zbyt ciasno przystawioną do ściany, by coś mogło się za nią zmieścić. Albo głuchy, cichutki odgłos dywanu uginającego się pod ciężarem czegoś, co na pewno nie jest człowiekiem. Najgorzej jest jednak z lustrami.

Palce bywają złośliwe – mogą dać ci spokój przez całą drogą do toalety i delikatnie musnąć ci szyję na sam koniec, kiedy już, już prawie wchodzisz do swojego pokoju. Wtedy wystarczy bardzo szybko zamknąć drzwi, odetchnąć głęboko i modlić się, żebyś tego wieczoru już nie musiał – albo musiała – iść jeszcze raz do kibla. Ale kiedy nocą idziecie gdzieś, gdzie jest lustro – wtedy dopiero palce pokazują, na co je stać. Zaczynają pocierać o siebie samymi opuszkami, aż wydają nieprzyjemny, drażniący odgłos przypominający szept, który nie ma żadnego sensu. Zaczynacie go słyszeć wszędzie dookoła siebie i gardło wydaje się jakby zaciskać. Możecie przygryźć wargę – śmiało, niektórym to pomaga – ale tym ich nie odgonicie. Wiecie o tym, prawda?

Pewnie, że dobrze byłoby się odwrócić i krzyknąć prosto w tą ciemność, z której wychodzą one – lodowate, trupio blade palce pozbawione ciał, pozbawione dłoni – ale na to rzadko komu starcza odwagi. A co dopiero… A co dopiero podnieść głowę i spojrzeć wprost w lustro, gdy czujesz ich niemal niewinny dotyk przy płatkach uszu. Nie odwrócić wzroku, gdy zobaczysz, jak wyłaniają się zza ciebie, jeden po drugim, obejmując ciasno nogi, tak by nie można było uciec, wplątując się we włosy, by już tam zostać, a jednocześnie ani na moment nie przerywając – szepczą.

Aż w końcu zaczynacie rozumieć, co mówią. Wtedy zatkajcie uszy i, nie oglądając się już więcej za siebie, spróbujcie uciec. Jeśli zrobicie to odpowiednio wcześnie, to może nawet uda wam się jeszcze tej samej nocy zasnąć. Jeśli nie, cóż… Lepiej przyzwyczajcie się do uczucia strachu, bo palcom udało się w końcu wejść pod waszą kołdrę. Mnie też się to przytrafiło.

Jakieś trzy miesiące po śmierci babci przyśniły mi się wampiry bez twarzy. Tak naprawdę to nawet nie wiem, czy to aby na pewno były wampiry. Możliwe, że ten szczegół dodałem później, ot tak, dla odpowiedniego efektu. W tym śnie uciekałem przed nimi – czymkolwiek by nie były – w budynku o tysiącu korytarzy i ścianach bez kantów. Gdziekolwiek bym się nie schował – wcześniej, czy później, wyczuwali mój zapach. Biegałem tak wiele godzin, aż w końcu postanowiłem spojrzeć prosto w oczy mojemu strachowi. Zanim to jednak nastąpiło wywróciłem się o nierówność dywanu, którego – daję głowę – wcześniej tam nie było. Właśnie wtedy

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych