Pamiątka z Mgieł
Zasypiający człowiek gubi się w swoim śnie. Z przerażeniem zdaje sobie sprawę, że przekroczył dopuszczalną granicę i może mieć poważny problem z powrotem.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Mówi się, że świat snów rządzi się swoimi prawami, których nie sposób zrozumieć za pomocą czystych zasad logiki. Jest w tym wiele racji poza drobnym faktem, że sam świat snów nie istnieje. Każdy w swym umyśle starannie, choć nieświadomie, buduje i pielęgnuje swój własny świat pełen marzeń,czasem koszmarów, które wespół mieszają się w niezrozumiałą dla kogokolwiek (w tym i dla autora) mozaikę. Ten prywatny, niepojęty świat ma jednak w sobie wiele luk. Nieszczęśliwie zdarzyć się może, że ktoś w czasie wędrówki po swej wyobraźni utknie w takim miejscu. Wielu już nigdy stamtąd nie wraca. Bywa jednak, że ktoś ma więcej szczęścia. Czasem nawet przynosi ze sobą pamiątki.
Nie wyglądało to najlepiej. Wszystko prawdopodobnie zaczęło się od zamknięcia oczu, chociaż w ogóle nie mógł sobie przypomnieć, by je otworzył. Mimo to widział. Wszędzie było pełno mgły. Jednolitej jak arkusz papieru. Widział ją tak bardzo wyraźnie, że zaczął obawiać się, czy nie stracił przypadkiem wzroku. Postanowił ruszyć do przodu. Wykonał pierwszy krok. Mgła była tak gęsta, że maszerowanie przez nią wymagało dość dużego wysiłku. Opar był twardy, gęsty i suchy... suchy? Przecież chmury mają w sobie wodę. Coś było nie tak. Bardzo nie tak. Dłuższą chwilę walczył z wlasnymi nogami, które zapomniały, że reszta ciała nie chce już brnąć przed siebie. Sprawę trzeba było przemyśleć. Delikatnie opuścił głowę, by przyjrzeć się swoim dłoniom. Były. Tyle był w stanie o nich powiedzieć. Nie były ani duże ani małe. Ani zadbane ani nie zadbane. Wpatrywał się w nie długo, bez namysłu. To nie była dobra droga. Odpowiedź musiała być gdzieś wewnątrz niego. Musiał wszystko sobie przypomnieć. Miał lat... Jego rodzice... Jego pies... Zaraz. Czy miał w ogóle psa? To nie było teraz najważniejsze. Imię. Miał na imię... - Zgubiłeś się, Fryderyku?- poczuł słowa. Pytanie dotarło do niego bez pośrednictwa uszu. Obrócił się natychmiast. Obiegł wzrokiem jednolity krajobraz. - Dlaczego się obróciłeś? Dlaczego pomyślałeś, że jestem za tobą? Tylko dlatego, że mnie nie widziałeś, Fryderyku?- mimo że słowa nie korzystały z pomocy fal dźwiękowych, dało się w nich wyczuć rozbawienie. Ale coś stało się jaśniejsze. Naprawdę miał na imię Fryderyk. Nie było to najładniejsze imię, ale mogło być przecież gorzej... Moda i kanony często podsuwały rodzicom abstrakcyjne pomysły. Skoro nie potrafili się niczym wyróżnić to dodawali sobie egzotyki imieniem dziecka. - Nie uważasz, że to niegrzecznie mówić do siebie w towarzystwie?- uczucie, że ktoś siedzi ci w głowie nie należało do przyjemnych. Fryderyk zaczął się jednak powoli już do tego przyzwyczajać. - Co się dzieje? Kim jestem? Gdzie jestem?- pomyślał troszkę głośniej niż normalnie. Zapadła chwila milczenia. W tym czasie mgła stawała się rzadsza, mniej jednolita. Gdzieś w jej głębi dało się dostrzec nawet ruchy powietrza i cienie rzucane przez jakieś kształty. Cienie.. Co oznaczało, że było tam też światło. W końcu poczuł odpowiedź. - Nie martw się o swoją osobowość. Wszystko się za jakiś czas uspokoi. Twoja wyobraźnia nie przewidziała istnienia tego miejsca. Dla własnego bezpieczeństwa postanowiła się wyłączyć zostawiając cię na pastwę losu. Ale niedługo powinna dojść do siebie. Fryderyk niepewnie pokiwał głową na znak, że rozumie. Chociaż nie rozumiał. Poczuł się częściowo zignorowany. Dalej nie wiedział gdzie jest. - Spokojnie... Mógłbym mówić do ciebie dwoma głosami w tym samym czasie, ale wtedy nic byś nie zrozumiał. Muszę oszczędnie oswajać cie z informacjami. Miejsce w którym jesteś. Najlepiej będzie powiedzieć, że zasnąłeś i przypadkiem wyślizgnąłeś się ze swojego ciała do tego miejsca... - Ja NIE ŻYJĘ?!- tego było zbyt wiele. Miał nadzieję, że to sen. - W sensie fizycznym jeszcze oddychasz. Ale to nie potrwa długo. I to nie jest sen. Niedawno jeszcze śniłeś, ale przekroczyłeś dopuszczalną granicę. Dlatego jesteś tutaj... Przestań się tak trząść i panikować. Jeśli dopisze ci szczęście, to uda ci się jakoś wrócić. Myślę, że powinienem dać ci nawet spore szanse. W końcu jeszcze wiele przed tobą. To było światełko nadziei. Więc mógł jednak wrócić do swojego życia. Uśmiechnął się mimowolnie. Mgła była już prawie przejrzysta. Zaczął wytężać wzrok w poszukiwaniu swojego rozmówcy. Dostrzegał w okolicy zarysy ludzkich postaci. Żadna jednak nie wyglądała na wystarczająco przekonującą. - Nic nie rozumiem. Dlaczego tak ze mną rozmawiasz? Powiedz mi kim jesteś... Pokaż mi się... - był tak zrozpaczony, że zaczął prawie krzyczeć. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że po raz pierwszy odezwał się w tym miejscu. Jego głos, mimo że pełen emocji, wydał mu się po chwili wyjątkowo obcy. - Doznania wzrokowe niestety będą niemożliwe. Zastanawiałem się nad jakimś widowiskowym wejściem, ale atmosfera niepewności wydała mi się lepsza. Dlatego nic nie przygotowałem. Musisz się zadowolić tym ,co masz. - Na litość boską... Kim ty jesteś?! To jest jakiś koszmar! Chcę się obudzić! Jak powiedział tak zrobił. Prawa dłoń Fryderyka szybko odnalazła swoją lustrzaną siostrę i uszczypnęła ją. Mama często mówiła, że to działa. Tym razem jednak poczuł tylko nieprzyjemne szczypanie. - Przestań już panikować. Spodziewałem się lepszej reakcji po kimś tak młodym. Jeśli będziesz tak krzyczał to twoje błaganie o litość stanie się bez sensu. Tylko mnie zdenerwujesz i nic z tego nie będzie. - Przepraszam.. czy Ty.. Czy właśnie.. Czy powiedziałeś.. To znaczy Ty jesteś? - Gdybym nie istniał to ta pogawędka byłaby trudna do przeprowadzenia i nie najlepiej świadczyłaby o twoim zdrowiu psychicznym, nie sądzisz? Nie wnikajmy w szczegóły. Nie mam już na to czasu. Wszystko miało pójść szybciej. - Ale to oznacza, że Ty mnie tutaj ściągnąłeś? Więc dlaczego mówisz, że mam jakieś szanse? Skoro to od Ciebie zależy to dlaczego mówisz o losie, szczęściu, szansach.... - No bo... - nawet Fryderyk wyczuł tę przerwę na zastanowienie mimo że jego umysł zachowywał się jakby zamienił się rolami z zepsutym kompasem.- … Niektórzy tak na mnie mówią. Los, Szczęście.. Czasem mówią nawet gorzej. Ale zgadza się. Skoro popsułeś już całą atmosferę, to możemy się umówić, że wrócisz z powrotem. Niewiele będziesz z tego pamiętał. O ile w ogóle coś. Ale to raczej bez znaczenia. Gdyby pod nogami Fryderyka był jakiś grunt to właśnie teraz poczułby jak go traci. Niestety, to miejsce nie zaznało gruntu od początku stworzenia. Zaczął więc tylko strachliwie trząść kolanami. Chciał uklęknąć, ale zapomniał w którym miejscu powinno się zginać nogi aby przybrały pożądany kształt. Chciał zrobić cokolwiek. W końcu spotkał Go. Właśnie Go. A ci którzy Go spotykają muszą robić stosowne rzeczy. W końcu postanowił przemówić. Miało być kwieciście, ale jego język odmówił posłuszeństwa. - Ale...…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Eliash
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…