Wróć do katalogu

Pamiętnik mordercy. Rozdział 1.

Moje pierwsze opowiadanie. Kolejne rozdziały oraz inne opowiadania będą publikowane najszybciej na moim blogu.

thrillerowo, opublikowano , 7 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Kolejny dzień, który ledwo przetrwałem. Wiem już, że niedługo muszę to zrobić ponownie. Niedługo, czyli szybciej niż komukolwiek mogłoby się wydawać. Jednak teraz czas na sen.

Wyszedłem na zewnątrz, chłodne, listopadowe powietrze oblało moją twarz. Stary, pamiątkowy zegarek na rękę wskazywał godzinę 6:47. Udałem się w kierunku dworca. Zawszę idę tam wypatrywać kolejnej ofiary. Kiedy dotarłem do starego budynku, skierowałem się w kierunku zejścia na peron. Idąc schodami na dół, wiedziałem już kogo tym razem spotka ten zaszczyt. Siedział w rogu dwóch odrapanych, dworcowych ścian. Podszedłem do niego i zatrzymałem się. Włożyłem rękę do kieszeni i wygrzebałem kilka drobnych monet, po czym wrzuciłem je do jego czapki. Odpowiedział skinięciem głowy. Ukucnąłem przed nim i spytałem czy nie chciałby przejść się ze mną do sklepu. Podniósł głowę, oczy mężczyzny w średnim wieku błysnęły w ciemności starego korytarza. – Mogę panu pomóc, kupię kilka rzeczy, które pan sobie wybierze. - To bardzo miłe, chętnie skorzystam, nie jadłem już kilka dni - odpowiedział. - W takim razie chodźmy. Skierowałem się do drugiego wyjścia, po przeciwległej stronie. Market znajduje się około 500 metrów od dworca. Mimo godziny 7 rano ulice były puste. Wszystko z powodu święta. Dziś jest 1 listopada, idealny zbieg okoliczności. Brak żywej duszy na mieście umożliwi całą akcję. Przeszliśmy już połowę drogi od dworca do marketu. Mężczyzna szedł dwa kroki za mną, pozwoliłem mu się wyprzedzić, argumentując to zawiązaniem buta. Przykucnąłem i wyjąłem z kieszeni cienkiej kurtki wierną kopię Glocka 17. Dwoma szybkimi krokami podszedłem do bezdomnego i przytknąłem mu lufę do pleców. – Odezwij się słowem, a nie żyjesz – powiedziałem. – Idź tam gdzie ci powiem. Skierowałem się w kierunku starych magazynów, to w jednym z nich dokonywałem wszystkich zbrodni. Po przejściu około 400 metrów byliśmy już pod bramą jednego z nich. Wyjąłem z kieszeni klucze do antywłamaniowej kłódki i otworzyłem ją. Wepchnąłem zdobycz do środka i wszedłem za nią, zapalając latarkę wiszącą nade mną. Emanowała słabym, zimnym światłem. Magazyn był w rzeczywistości małym pomieszczeniem (miał około 4 metrów kwadratowych), wykonanym z blachy. Na środku stało metalowe krzesło, przykręcone do podłogi. Dookoła, na licznych półkach, znajdowały się różne narzędzia, między innymi: tasaki, noże, piły ręczne, łańcuchy i wiele innych. Na samą myśl do czego można by ich użyć w kontekście człowieka, cierpnie skóra, a żołądek podchodzi do gardła. Popchnąłem bezdomnego w kierunku krzesła i przykułem jego ręce do specjalnie przygotowanych w tym celu stalowych uchwytów. Podobnie uczyniłem z nogami mężczyzny. Używałem tego krzesła już wielokrotnie i jak dotąd świetnie się sprawdza. – Dlaczego mi to robisz? -spytał mężczyzna. W jego głosie słychać było lęk. – Jestem łowcą, a ty moją zdobyczą- odpowiedziałem. – Wypuść mnie stąd pojebie! – wrzasnął bezdomny. Podszedłem i uderzyłem go pięścią w twarz. – Zamknij mordę brudasie. Podszedłem do jednej z półek i wziąłem z niej kawałek szmaty – Skoro jesteś taki niegrzeczny będę musiał się tym posłużyć. Mężczyzna zaczął się szarpać, wziąłem z półki nóż ostry niczym brzytwa i przytknąłem mu do gardła. Po szyi spłynęła mu strużka krwi. Widocznie musiałem za mocno przycisnąć. – Zamkniesz się czy chcesz, żebym poszerzył ci uśmiech? Bezdomny zaczął płakać. Uwielbiam patrzeć na ich cierpienie i strach widoczny w oczach, są…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych