Pan Przepolski i Kroniki Polityki część pierwsza
Afera w polskiej polityce! Wielu znanych polityków okazuje się nie wiadomo kim! Tajemniczy pan Przepolski oferuje swoje usługi prezesowi jednej z czołowych partii!
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Pan Przepolski i Kroniki Polityki część pierwsza
Wazon zleciał ze stolika, gdy pulchny polityk upadł nań bezwładnie. Przeturlał się i spadł na podłogę. Z trudem łapał oddech, nawet utrzymanie uniesionych powiek było wielkim wysiłkiem. Mętnym wzrokiem przypatrywał się temu, który go tak załatwił. Mężczyzna klasnął dwa razy, wyłączając światła w pomieszczeniu. O ile przedtem wyglądał ekscentrycznie, ale jednak jak człowiek, w mroku zdawał się czymś nienaturalnym, jakby ciemność krążyła wokół jego osoby i kleiła się do niego. - Nie martw się. Siły niedługo powrócą. - Biel zębów była widoczna nawet po ciemku. - Ale wątpię, żebyś używał ich tak, jak dotychczas. Cichy chichot mężczyzny przeszył polityka jak włócznia, aż wygiął się w tył, pojękując. Jego oprawca przyklęknął, choć wyglądało to bardziej, jakby jego nogi rozproszyły się w ciemności. Polity z trudem ruszył ręką, dotknął piekącej szyi. Niemal płakał, odnajdując opuszkami palców dwie niewielkie, krwawiące ranki. - Coś ty mi zrobił? - Wysapał. - Coś ty mi zrobił... Hure!
*
Lider partii śpiewał pod nosem słowa piosenki, która leciała z jego empetrójki. Wszyscy schodzili mu z drogi kłaniając się grzecznie, a on każdego w zamian obdarzał uśmiechem. To był dobry dzień dla partii. I to nie pierwszy z rzędu. Doszedł do drzwi swojego gabinetu, już miał je otworzyć, gdy podbiegł do niego dysząc polityk Wazeliński. - Panie prezesie, proszę nie wchodzić! - Wazeliński ukłonił się po japońsku. Lider spojrzał na niego z góry. - Chcesz mi czegoś zabronić? - Wycedził,wyjmując z uszu słuchawki, na co Wazeliński natychmiast pokręcił głową i ucałował go w rękę. - Skądże bym śmiał! - Pozostawał przygarbiony. - Ale panie prezesie, ma pan gościa! Ja mu mówiłem, że tak nie można, że musi poczekać, ja nawet nie wiem, jak i kiedy on tu wszedł, kto go wpuścił, ja nic nie wiem, a co wiem, to panu prezesowi wszystko mówię! Zawsze! Lider nie słuchał. Ktoś wszedł do jego gabinetu! Pod jego nieobecność! Czegoś takiego tolerować nie można! Nie w państwie prawa i nie w siedzibie praworządnej partii! Szarpnął klamkę, niemal wyrywając drzwi z zawiasów. Po tym, co zobaczył w środku, zaczerwienił się ja burak. Jakiś wymodelowany picuś-glancuś, prawdopodobnie gej, siedział na jego fotelu, chamsko wywaliwszy nogi na jego biurko, popijał kawę z jego filiżanki. Widząc lidera uśmiechnął się delikatnie. - Witam, panie prezesie. Lider już miał krzyknąć, gdy jedno spojrzenie nieznajomego natychmiast go uspokoiło. Wazeliński wszedł i powoli zamknął drzwi. Zdębiał, widząc, na co pozwolił sobie przybysz. Dopiwszy kawę, mężczyzna odstawił filiżankę i wstał, niezwykle zwiewnie. Miał na sobie bordowy surdut, jasne, półdługie włosy zalizał do tyłu, niepokorne końcówki sterczały jednak na wszystkie strony. Szyderczy uśmieszek co chwile pojawiał się i znikał z jego bladej, smukłej twarzy. - Jest pan zajętym człowiekiem, więc powiem wprost. - Mówił płynnie i bez emocji, jak lektor w telewizji. - Mam dla pana propozycję nie do odrzucenia. Lider przygryzł wargę, zastanawiając się, co takiego urzekło go w nieznajomym, że jeszcze tu jest, zamiast zostać wykopanym na bruk. - Słucham. Wtem ktoś zapukał do drzwi i wszedł, nie czekając na pozwolenie. Był to polityk Ciemnosprawski. - Panie prezesie, panie prezesie, muszę... - Zdębiał na widok przybysza. - Ale jak to? Kiedy... Czekam na pana kilka godzin przed wejściem, jak pan tu wszedł? Mężczyzna ponownie uśmiechnął się tylko. - Czy ktoś wyjaśni mi w końcu, co tu się do cholery dzieje?! - Lider powoli tracił cierpliwość. Ciemnosprawski natychmiast ucałował go w dłoń, Wazeliński na wszelki wypadek ucałował drugą. - Już wyjaśniam, już. - Ciemnosprawski podszedł do przybysza, zachowując jednak bezpieczną odległość, jakby ten był wściekłym psem na łańcuchu. - To jest pan Włodzimierz Kazimierz Mieszko XIV Przepolski , Pan Ziemi Kujawsko-Leszczyńskiej. Lider natychmiast zwąchał okazję. - Chce pan kandydować z naszej listy? Czy wystąpić w spocie? - Zatarł ręce. Taki szlachcic to byłaby żyła poparcia. - Nic z tych rzeczy. - Zaprzeczył Włodzimierz Kazimierz. - Spotkałem wczoraj pana Przepolskiego na jednym bankiecie. - Opowiadał Ciemnosprawski. - Wyjawił mi tam pewną tajemnice i zaproponował swoje usługi naszej partii, będąc pewnym, że pana prezesa to zainteresuje. I ja również tak uważam. Lider pokiwał głową. - A więc co pan Przepolski ma do zaoferowania? I czego chciałby w zamian? Drugie pytanie prezesa ponownie wywołało uśmiech u Włodzimierza. Odpowiedział jednak na pierwsze. - Pan doskonale wie, co ja potrafię. To dzięki temu jest pan dzisiaj w takim dobrym humorze. - Nie rozumiem. - Wyznał lider. - Ale o Aleksandrze Dokieszeńskim chyba pan słyszał. Tym razem to prezes się wyszczerzył. Jeszcze niedawno na nazwisko znienawidzonego polityka wrogiej partii reagowałby warczeniem i zaciskaniem pięści do krwi. Teraz jednak wprawiało go w dobry nastrój, wiedząc, że ten człowiek w…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Reinee
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…