Wróć do katalogu

Pan Tadeusz

Przyznaję, tytuł jest mylący:)

Kemilk, opublikowano , 11 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

– Pani założy czapkę, jak rozmawia przez telefon. – Basowy głos szefa rozniósł się po pokoju.

– Ja, ja... oddzwonię. – Zaskoczona Marysia zająknęła się i czym prędzej odłożyła słuchawkę.

– I takie są skutki Zosiu, jak rozmawia się bez czapki. – Szef krytycznie spojrzał na nową podopieczną. – Jąka się i klient niezadowolony. A może to prywatna pogaduszka? – powiedział ostrzej. – Pierwszy dzień w pracy i taka samowolka?

– Ale ja tylko... – odpowiedziała przerażona.

– Nieważne. – Szef machnął ręką. – Na szczęście myślę tu za was wszystkich i mam skromny prezent na rozpoczęcie pracy.

Zaskoczona Marysia przyglądała się przełożonemu i aż odebrało jej mowę. Czy on ją w coś wkręca? Tylko że był cholernie poważny, żadnego błysku w oczach, uśmiech beznamiętny. W ogóle wyglądał jak typowy szef. Nienaganny szary garnitur, szczupła sylwetka, niebieska koszula, zwyczajne spodnie i lakierki. A w ręku zielona czapka zimowa z wielkim czerwonym bąblem.

– Zośka, czy wyglądam jak okaz z ogrodu zoologicznego? – Zirytowany próbował przywołać nową pracownicę do porządku. – Tu się pracuje! - wrzasnął i wręczył jej czapkę. – Proszę ją natychmiast ubrać.

– Ale ja jestem Marysia – wyjąkała dziewczyna, a w jej oczach pojawiły się łzy.

– Nie mówi się "jestem", a "mam". Gramatyka kuleje – bezceremonialnie przerwał. – A o zwierzątkach, to proszę rozmawiać po pracy.

Skołowana dziewczyna założyła czapkę i usiadła na miejscu. To była jej pierwsza praca i miała inne wyobrażenia o niej. Spodziewała się zastać zgrany zespół, normalnego szefa, a jedyne co było normalne, to jego ubranie. Reszta znacznie odbiegała od standardów. W pokoju oprócz niej siedziały jeszcze dwie dziewczyny. Przy oknie Patrycja, a przy szafie Renata. Ta przy oknie beztrosko wymachiwała gołymi stopami, a na zgrabnym nosie usadowione miała okulary przeciwsłoneczne. Wyglądała na niezłą laskę i Marysia przy niej czuła się jak kopciuszek. Porównanie z nią boleśnie dźgało jej ego. Dla Patrycji natura była łaskawa, by nie powiedzieć hojna. Miała doskonałą rumianą cerę, zgrabny mały nos i piękne, pełne usta, przyciągające wzrok mężczyzn, nieraz powodując u nich niezdrowe podniecenie. Marysia z przykrością i niemal wstydem przyznała, że jej cera jest blada, nos niemal zdjęty z Napoleona, a usta wąskie, nadając surowy wyraz jej twarzy. I co ważne, Patrycja przyciągała wzrok mężczyzn nie tylko ślicznymi ustami, ale także bujnym biustem i cudną figurą. Marysia zaś nie mogła się poszczycić takimi atutami. Lekka nadwaga i niewielkie piersi, czyniły ją niemal niewidzialną dla płci przeciwnej. Za to nieraz sprawdzała się jako koleżanka do wypadów na imprezy. A na głowie! Ostateczny cios otrzymała od szefa. Patrycji głowa przyozdobiona była złotą koroną, współgrającą z jej blond włosami, a Marysia siedziała w czapce z bąblem, zakrywającym jej krótkie, czarne włosy.

Zdecydowanie dodawała jej otuchy Renata. Kobieta w wieku emerytalnym o smutnym wyrazie twarzy. Włosy ciemne i proste, liczne zmarszczki oraz widoczny wąs. I miała aparat nazębny! Nie wyglądała dobrze, a jej wysoka waga, pozwalała nosić jedynie obszerne sukienki. Na jej biurku, nie wiedzieć czemu stał różowy jednorożec. To właśnie ona miała wdrożyć Marysię w obowiązki.

– Zosia, halo tu ziemia. – Jej rozmyślania przerwał szef. – Wie, co ma robić?

– Tak wiem – odpowiedziała dla świętego spokoju.

– Wiem, że nie wiesz, ale Renia cię wdroży.

Szef odwrócił się i wyszedł z pokoju.

– Nie przejmuj się. To tylko dzisiaj – skrzeczącym głosem powiedziała Renia. – Pierwszego dnia zawsze tak się popisuje. Ubiera się elegancko, a my... – przerwała zawstydzona. – A my rżniemy wariata.

– Ale dlaczego? - Marysia nic nie rozumiała. – Co my tu robimy?

– Pracujemy – odpowiedziała blondynka. – Taki klimat, nie ma co się roztkliwiać.

Patrycja intensywnie wklepywała dane do tabelek, nie zwracając uwagi na nową koleżankę. Renata zaś wyraźnie nie miała ochoty do pracy.

– Ona tak zawsze. Trzy lata pracuje i nic jej nie rusza. Szef każe założyć koronę, ona zakłada. Każe siedzieć bez butów, ona siedzi. Każe pomalować paznokcie na zielono, ona to robi.

– Ale po co? – Marysia w dalszym ciągu nie rozumiała modelu działania firmy. – W czym niby to ma pomóc?

– A bo ja wiem. – Niechętnie przyznała się do niewiedzy. – To wszystko faktycznie jest męczące. Mam problemy z hormonami i zaczął mi rosnąć wąs, chciałam go zgolić, ale szef nie pozwala. Powiedział, że dodaje mi uroku. Dodatkowo podarował mi aparat na zęby i pilnuje, bym zawsze go zakładała. I ten jednorożec. – Machnęła ręką i zmieniła temat. – Ale płaci dobrze i jest wyrozumiały.

– To ja zawsze będę musiała siedzieć w tej czapce? To jest chore! – krzyknęła oburzona Marysia, a jedynym efektem były pretensje Patrycji.

– Tu się pracuje – burknęła. – Nawijajcie kilka tonów ciszej.

– Czapkę będziesz musiała nosić – cichutko powiedziała Renia. – I tak masz dobrze, poprzednia nosiła skrzydła anioła. A toalety mamy wąskie i zwyczajnie się tam nie mieściła. Zwolniła się po tygodniu. Biedactwo – powiedziała z nieukrywanym współczuciem.

Tadeusza, rozterki pracownic nie interesowały zupełnie. Zarządzał jedną z komórek renomowanej firmy doradztwa podatkowego i jedyne co się liczyło, to jego pozycja. Miała być niezagrożona i tak też było. Wybierał pracowników kompetentnych i dobrze im za pracę płacił. Nie mogli oni jednak mieć szansy na wygryzienie go. Dlatego też profilaktycznie zabezpieczał się przed ewentualnymi zakusami pracowników, robiąc z nich niegroźnych…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych