Papieżyca - rozdział I
...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Tłum pod rezydencją papieską rósł z minuty na minutę. Podniecona tłuszcza oczekiwała Ojca Świętego niczym zbawienia, skandując jego imię i śpiewając hymny ku chwale Pana. Otwarte okno, przystrojone pasami materiału w kolorach złota i burgunda, wydawało się emanować niemal boską energią, lśniąc w południowym słońcu. Gdy tiara po raz pierwszy tego dnia spoczęła na jego skroniach, Jan Anglicus poczuł na nowo ciężar swojej funkcji. Podchodząc powoli do okna, uniósł chude ręce w geście błogosławieństwa i spojrzał na zebrany lud z wyższością. Tłum wydał z siebie niski, gardłowy pomruk, by chwilę później paść na kolana, modląc się żarliwie. Jan Anglicus nakreślił nad zebranymi znak krzyża i pospiesznie zniknął za kotarą, ściągając z głowy papieską tiarę. - Wasza Świątobliwość? - jeden ze strażników spojrzał na niego z niepokojem. - Będę w swej komnacie, Gerardzie. Dostarcz mi to, o co cię prosiłem wczorajszego wieczora. Gerard kiwnął głową i ucałował z namaszczeniem papieski pierścień. Jan delikatnie złożył swój ceremonialny płaszcz w ręce służących, po czym ruszył w stronę swych komnat, nie zważając na kłaniających mu się po drodze duchownych. Otworzył raptownie drzwi i opadł na krzesło, oddychając ciężko. Drżącymi, chudymi dłońmi dotknął swej twarzy, jakby badając po kolei każdą jej część. Wystające kości policzkowe, długie rzęsy, zgrabny nos, delikatnie zarysowane brwi i usta – teraz ściągnięte w jedną, cienką linię... Spojrzał w stronę okna przyozdobionego haftowanymi zasłonami. Były ciężkie i masywne, zdawały się spływać ku podłodze niczym woda ze skały. Ich zieleń kontrastowała ze złotem słonecznych promieni i Jan uśmiechnął się słabo, gdy jeden z nich zaczął pieścić skórę jego twarzy. Przymknął oczy, rozkoszując się ciepłem majowego dnia, zapachem kwiatów w wazonach rozstawionych po całym pokoju, śpiewem ptaków i odgłosami miasta. A to ostatnie aż huczało, niczym rój pszczół uwijając się jak w ukropie wokół codziennych sprawunków. Papież otworzył oczy, gdy drzwi od jego komnaty uchyliły się nieco. Ujrzał głowę Gerarda nieśmiało wsuwającą się do pokoju i zaprosił go gestem ręki. Wojownik zamknął drzwi za sobą i stanął na środku pomieszczenia, wzniecając w górę fruwające drobinki kurzu. - Przybyłem, Wasza Świątobliwość. Jan wstał z krzesła i bez słowa podszedł do Gerarda, kładąc mu dłoń na szorstkim policzku. - To dobrze. - wyszeptał, wodząc palcami po szyi mężczyzny. Żołnierz drgnął niespokojnie. - Wasza Świątobliwość? - zapytał, biorąc krok w tył. - Dlaczego... - Ćśśśś... - Papież położył mu palec na ustach. - Chcę wyjawić ci pewien sekret. Twarz Gerarda zbladła. Z przerażeniem w oczach patrzył, jak Jan VIII ściąga z siebie kolejne części odzienia, niedbale rzucając je na posadzkę. Przygryzł wargę, gdy papież został tylko w koszuli za kolana, która dodatkowo ukazywała chudość jego sylwetki. - Nie obawiaj się, Gerardzie. Strach powinien być moim towarzyszem. To mówiąc, papież zdjął przez głowę lnianą koszulę. Gerard złapał oddech. Kobieta. Papież był kobietą. - Na Mękę Pana... - szepnął z niedowierzaniem. Kobieta ujęła jego dłoń i położyła sobie na piersi. - Kim jesteś? - krzyknął, cofając się gwałtownie. Szarpnął ręką i pokręcił głową. To niemożliwe. To wszystko tylko sen, głupi wytwór umysłu, nie... Gerard raptownie zamachnął się w obronnym geście, lecz kobieta nie zdawała się być przestraszona. Uśmiechnęła się pod nosem, podchodząc do niego. Żołnierz stał jak wryty, nie mogąc zdobyć się na jakikolwiek ruch. Kobieta bawiła się jego włosami, okręcając je sobie wokół palca. Jej słodki uśmiech igrał na jej twarzy, jakby wcale nie czuła się speszona zaistniałą sytuacją. Gerard w końcu zareagował. Sięgnął do pochwy i dobył miecza, wymachując nim ostrzegawczo. - Nie zbliżaj się do mnie! - warknął, mierząc orężem w kierunku kobiety. - Ani kroku dalej, bo poderżnę ci gardło! Dziewczyna wzruszyła ramionami. Pozostała w miejscu, naga, oblana promieniami majowego słońca. - Gerardzie – powiedziała z powagą, jej wzrok utkwiony w stężałej twarzy strażnika. - Wiem, że mnie pożądasz. Widzę, jak na mnie patrzysz. Ja czuję to samo. Pozwól mi się dotknąć. Nie ma się czego obawiać. Gerard zwątpił. Powoli opuścił miecz, który z głośnym szczęknięciem opadł na posadzkę. Kobieta podeszła do niego i ujęła jego dłoń w swoją małą, niemalże dziecinną rękę. Powiodła palcem po jego policzku i szyi; powoli, dobitnie, jakby uczyła się go na pamięć. Gerard przymknął oczy. Chciał, aby przestała; bał się swojego ciała, które niemalże krzyczało, by rzucił się na nią i wziął ją tu, na kamiennej podłodze papieskiego apartamentu. - Dosyć tego – wycharczał, kręcąc głową. Odepchnął dłoń kobiety i ponownie dobył miecza. - Kim jesteś, do diabła? Kobieta przygryzła wargę. - Jestem papieżem. Wojownik rzucił jej zdenerwowane spojrzenie. - Kobiety nie są papieżami. Odpowiedz mi! - Na imię mam Joanna. Choć świat zna mnie lepiej jako Jana Anglicusa. Nie doszukuj się logiki w moim postępowaniu, rycerzu – To mówiąc, założyła ręce na biodra i spojrzała na niego wyzywająco. - Po prostu zrób to, czego pragniesz teraz najbardziej. Czego oboje pragniemy. Myśli Gerarda pędziły jak oszalałe. W tamtym momencie nienawidził swojego ciała, które tak dobitnie i bezwstydnie zdradzało, jak bardzo pragnął tej tajemniczej kobiety, stojącej nago na środku pokoju. Przez chwilę walczył sam ze sobą, powtarzając jak mantrę, że nie może jej dotknąć, że nie pozwoli, aby go omamiła. Był jednak mężczyzną, wygłodniałym po wielu latach wiernej służby. Usłyszał w sobie ryk…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Avaritia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…