Wróć do katalogu

Parano

Chłopak podejrzewa swoją dziewczynę o zdradę. Pewnego czerwcowego wieczora, wraz z pomocą kolegi, postanawia udowodnić,że stał się rogaczem.

JanStaszczyk, opublikowano , 1 godz. 4 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

PARANO I - Czyli twierdzisz, że cię zdradza? - zapytał. Miał w dupie mój problem A ja byłem pewien. Jak sto skurwysynów wiedziałem. Ona mnie zdradzała. A tamten wieczór był najlepszą okazją żeby to w końcu udowodnić. Dłubnął w nosie i zapauzował grę. Na ekranie pojawiło się menu. Statek kosmiczny leciał wśród masy skalnych odłamków. - Kobiety takie są dlatego należy ich unikać. Od czasu do czasu przelatywać i spierdalać. Albo zdradzić jako pierwszy. Tak stary. Jak zdradzisz jako pierwszy to nie musisz się już niczego bać, bo jak ona cię zdradzi, to zawsze możesz powiedzieć, że też ją wcześniej zdradziłeś. I będzie bolało, ale mniej, bo też jej dopierdolisz, a ona nawet jak nie kocha, to ją to zaboli. Ja tak raz zrobiłem. I mimo że ta suka puściła się z bratem kelnera z którym pracowałem, to jak jej powiedziałem o dwóch nocach z murzynką na Bali to się poryczała. Czaisz? Poryczała się suka. Wytarł gluta o spód klawiatury. Odpalił opcję „Back to the game” i znowu biegał po opuszczonym statku pełnym groźnych kosmitów. Wydawało mu się, że jak wygłosił tę popisową tyradę to może do końca wieczora mieć mnie w dupie i zająć się unicestwianiem obcych. Ale ja byłem zdeterminowany. Chciałem zdobyć stuprocentowy dowód zbrodni. Musiałem pojechać tam, gdzie wiedziałem, że mogę ją spotkać. Ją razem z nim. To był taki klubik muzyczny zaraz za miastem. . W tej wiosce , w której mieszkała kiedy ją znałem. I on też tam mieszkał. Przeczuwałem coś od dawna. Była taka sama jak wcześniej. Nawet lepsza. Wykazywała zdecydowanie większe zaangażowanie. Kupowała mi jakieś pierdoły, a w łóżku przejmowała inicjatywę jak nigdy wcześniej. Początkowo mi się to podobało. Zawsze pasywna, nagle staje się nieokiełznaną tygrysicą Jednak po jakimś czasie jej euforia podczas naszych spotkań, tysiące orgazmów na minutę i ogólne przesadzone podniecenie każdą chwilą spędzoną w moim towarzystwie zaczęło wzbudzać moje podejrzenia. Kiedyś głupio wpadła bo zrobiłem jej niespodziankę, przyjechałem do niej i minąłem się z tym gościem w drodze do jej domu. Jasne, za rękę nikogo nie złapałem, ale przy telewizorze w jej salonie leżało otwarte opakowanie po płycie DVD, której nigdy wcześniej nie widziałem. To było chyba Las Vegas Parano. Nic nie powiedziałem, bo obiecałem kiedyś, że nie będę przesadnie zazdrosny. Zawsze podkreślałem, że jej ufam. To była wierutna bzdura. Od szkoły podstawowej nie ufałem żadnej kobiecie. Wszędzie wietrzyłem spisek, a w lustrzanym odbiciu dopatrywałem się wyrastających rogów. No i od tamtej płyty DVD wszystko się zaczęło. Potem przez jakiś czas nic się nie działo. Już prawie zapomniałem o całej sprawie, kiedy pewnego dnia odwoziłem ją na to zadupie i w lusterku mojego samochodu zobaczyłem różowe znamię na jej szyi. Malinka. Ja na pewno nie byłem jej sprawcą, bo wtedy nie umiałem robić malinek. Ona nie potrafiła się z tą błahą wadą pogodzić i zawsze chciała, żebym jej zrobił. A ja się nie chciałem nauczyć. Od malinek była więc w naszym duecie ona. Ale sama sobie jej przecież nie zrobiła. Nawet nie próbowała jej ukryć. Siedziała, wpatrywała się jak zwykle w okno i nuciła piosenkę razem z radiem. A ja oczywiście milczałem. Bo obiecałem, że nie będę, jak ona to określiła „wstrętnym zazdrośnikiem”. A byłem jak sto skurwysynów. Pamiętam, że ręce zaczęły mi drżeć na kierownicy. Pamiętam, że wcisnąłem pedał gazu i prułem jakieś 120 na godzinę żeby się wyładować. A ona tylko uśmiech, lalalala i wzrok wlepiony w brudną szybę. Z tą malinką okropną. Ale tamtego wieczora miałem zamiar to udowodnić. W tej knajpce miał być koncert jednego zespołu. Młode chłopaki z Anglii. Ona ich uwielbiała. Ja nienawidziłem. Byli ładni, pożądani przez tłumy i młodsi ode mnie. Nie znosiłem ich słuchać i nadal nie znoszę. Ale wtedy bardziej, bo byłem zazdrosny także o nich, bo ona była tak w nich wpatrzona. I nagle okazało się, że te kutasiny przyjeżdżają do tej jej wioski i zagrają tam koncert. W ramach święta wiosny, czy czegoś takiego. Właściciel tego lokalu musiał wyłożyć spore pieniądze żeby ich zaprosić, bo te chujki pojawiały się nawet na MTV2. Nienawidziłem ich i jak tylko usłyszałem o tym koncercie zrobiło mi się niedobrze. Wiedziałem, że ona będzie chciała tam iść i, że najprawdopodobniej ze mną. A tymczasem ona w ogóle nie poruszała tego tematu. Nie wspomniała o koncercie ani słowem, aż w końcu ja zapytałem. -Ej, musiałaś słyszeć, że The youngsters grają w Spiżarni? Pewnie chcesz iść, co? - Byłem gotów się poświęcić. - Słyszałam. No jeszcze się zastanowię. Nie wiem czy będę miała pieniądze, a bilety są bardzo drogie podobno. Zobaczę. Ty chyba się nie wybierasz? - Wiedziała jak bardzo ich nienawidzę. - No wiesz. Jak nie będziesz miała z kim iść to może się poświęcę. Niechętnie, ale jak będziesz bardzo chciała to może.... - Dam znać kochanie. Na razie o tym nie myślę bo mam szkołę. Oczywiście, że chciałabym pójść,ale jeszcze miesiąc został. Fakt, wtedy był jeszcze miesiąc. A potem przez cały maj o tym nie wspominała. Byłem tym trochę zdziwiony, ale pomyślałem, że pewnie odpuściła ten band, że już jej tak nie jara. I ja też prawdę powiedziawszy prawie o tym zapomniałem. Od czasu do czasu przypominały mi tylko plakaty, których na mieście było całkiem sporo. Ale wszystko wróciło tamtego dnia. Rano zadzwoniłem do niej żeby się zapytać, czy wieczorem chciała by pójść do kina albo do parku. To był początek czerwca i pogoda była bardzo ładna. Mieliśmy już za sobą etap pierwszej fascynacji. Ja zaczynałem czuć się nawet nieco znudzony i nie kombinowałem. Moje pomysły zaczęły ograniczać się wtedy do kina i parku, czasem pizzy. Zdążyłem chyba zapomnieć o tej całej malince i Las Vegas Parano. Może nie tyle wyrzuciłem to z głowy co bardzo chciałem to zrobić. I nawet się udało. Do tamtego ranka. Dzwoniłem do niej trzy razy i dopiero za trzecim odebrała. Chciałem aby mój głos był miły , ciepły i troskliwy. Pamiętam,że to był pierwszy tamtego roku, naprawdę gorący poranek. Odebrała lekko zaspanym głosem. - Cześć kochanie. Obudziłeś mnie. - Wiem. Przepraszam. Chciałem się tylko zapytać, czy chciałby Głuptas iść do kina z Głuptasem drugim, wieczorem. Albo do parku. Lato mamy. Widzi Głuptas? - Tak na siebie mówiliśmy. Ona była Głuptasem, ja Głuptasem drugim. Nie wiem skąd to się wzięło, ale patrząc dzisiaj, uważam, że idiotyczne to było. Chociaż urocze – to trzeba przyznać. - Oj nie wiem Głuptasie. Dzisiaj miałam się pouczyć. Więc się chyba nie zobaczymy. Ogólnie cały weekend będę pewnie siedziała nad książkami. Wiesz, że mam kupę egzaminów. Może pojutrze przyjedziesz. Pouczysz mnie wtedy. Poprzepytujesz. A potem ja cię pouczę... Tak jak lubisz najbardziej... - To właśnie było to podejrzane zaangażowanie. Wtedy objawiło się po raz kolejny i na powrót dało mi do myślenia. - No nic. Przemyśl to i dośpij co masz do dospania. Ja tymczasem lecę na zajęcia. Całus. - Całuuus. I się rozłączyliśmy. A ja wyszedłem z domu. Pamiętam, że założyłem długie spodnie i strasznie spociłem się w autobusie. To była pierwsza zła rzecz tamtego dnia. Jadąc na wydział zobaczyłem plakaty koncertu tych skurwiałych Youngstersów. I wtedy sobie przypomniałem. I coś mi nie zagrało. Jakiś biały świstek papieru w jej portfelu. Kilka dni wcześniej , kiedy poszła na siku jak siedzieliśmy sącząc caffe latte. Wystawał lekko z jednej z kieszonek i przykuł moją uwagę. Kompletnie o nim zapomniałem. Przypomniałem sobie jak jechałem tym autobusem i ściekały ze mnie litry potu. Znowu byłem zazdrosny. Znowu przestałem jej ufać. Plakaty The Youngsters na całym mieście, bilet na ich koncert. ,malinka, Johnny Depp w kabriolecie. I nauka, na dwa tygodnie przed sesją w piątkowy wieczór. W przeciągu dwóch minut podejrzenia zamieniły się w pewność. Byłem pewien, że stałem się rogaczem. Musiałem to tylko udowodnić.

C.D.N. II Zastopował grę i wstał od komputera. Wyszedł na chwilę do kuchni i wrócił z kawałkiem kabanosa i nieumiejętnie ukrojonym plasterkiem żółtego sera. Usiadł na obrotowym krześle i pochłonął spory kawałek kabanosa zagryzając to serem. Międląc posiłek w ustach, tak, że ledwo dawało się go zrozumieć, powrócił do rozmowy -Stary. No moim zdaniem to ty trochę schizujesz jednak. Nawet jeśli facet tam był i obejrzał z nią to Parano – chyba nie znał tego filmu – to nie znaczy jeszcze przecież, że się z nią przespał. -Oczywiście, że nie. Ale był tam, a ona o niczym mi nie wspomniała. Mogła przecież powiedzieć , że zaprosiła kolegę na film. Fakt, trochę bym się wkurwił, że ma kolegów, których zaprasza na film. Bo takie rzeczy są na wyłączność dla chłopaka jak dla mnie. Ale już trudno, pogodziłbym się z tym, ma prawo przecież oglądać filmy z kim chce. Ale nie z kimś kto jej robi malinkę do kurwy nędzy. - No z tą malinką to coś nie halo, fakt. - Odgryzł kolejny kawałek kabanosa.- Ale jesteś pewien, że to co widziałeś to było to właśnie? Może jakieś znamię, może się poparzyła? - Czym kurwa? Żelazkiem?! Wiem jak wygląda malinka. Nie pierdol proszę o jakimś znamieniu . Sam w to chyba nie wierzysz, co? - Ok. To pogadaj z nią. Skoro masz taką paranoję to to wyjaśnij, a nie się dręczysz. Z kobietami trzeba też, od czasu do czasu, rozmawiać. -Rysiek, no kurwa, nawet jak z nią porozmawiam to się do niczego nie przyzna. To sprytna kocica, a bycie ze mną w sumie jej odpowiada, bo przez te dwa lata stałem się niezłym pantoflem.- zawieź, przywieź, nie pij, nie pal. Znowu mi się dostanie, że jaki to ze mnie chorobliwy zazdrośnik. Ja chcę to udowodnić. Chcę zobaczyć jej minę kiedy przyłapię ją na gorącym uczynku. Chcę zobaczyć jak ryczy i gościa jak spierdala. - Oj Kamil Kamil. No dobrze, rozumiem, choć wiesz, koleś może będzie chciał rozwiązać temat bardziej po męsku. Co to za typ w ogóle. Umie się bić, myślisz? Szczerze mówiąc nie miałem pojęcia. Nie znałem gościa prawie wcale. Raz byliśmy na imprezie, którą organizowali jej znajomi. Ten fagas oczywiście tam wpadł. I przyłapałem ich jak sobie rozmawiali w kuchni. Ona siedziała na stole a on sączył piwko i opowiadał jej o swoich sukcesach w w dziedzinie fotografii. Patrzyła na niego maślanymi oczami. Trzeba przyznać, że dobre ciacho z niego było. Wyższy ode mnie, bardziej wyrzeźbiony, brunet o tajemniczym spojrzeniu. . Kiedy wszedłem do tej kuchni on dalej kontynuował, jakbym był nic nie znaczącym fragmentem powietrza. A ona tylko zapytała „Co tam misiu?” i słuchała dalej nie czekając na moją odpowiedź. Elokwentny to ten typek jakoś niesamowicie nie był, jechał standardem. Trochę sztucznej skromności, że on to się czuje cały czas słabym fotografem i że musi się cały czas rozwijać i trochę taniego lansu, że parę modeli i modelek chciało z nim współpracować i że właśnie dziś dostał propozycję żeby polecieć na jakiś fashion week do Wenecji. Przysiadłem się do niej i objąłem w pół. Frajer był totalnie zakochany w sobie i w tym co mówi. Co chwila poprawiał szaliczek i tę grzywkę, która, jakby specjalnie żeby mógł ją sobie poprawiać, opadała mu na czoło. Był pełen pasji, a mi tej pasji zawsze brakowało. Ciekawił ją bo był świeży, a ja już wtedy taki świeży nie byłem. Namiętność między nami była już tylko w łóżku, brakowało jej w rozmowie. Byłem zazdrosny jak cholera ale nie chciałem jej denerwować, więc nic nie skomentowałem. Nawet potem jak wróciliśmy do domu i ona o dziwo nie chciała się kochać. Byłem grzeczny, nie chciałem jej irytować swoim biadoleniem. Zasnąłem przy niej mocno rozdrażniony. Nie byłem nawet wściekły, że rozmawiała akurat z nim, bo to było jeszcze znacznie przed czasem moim podejrzeń. Nie moglem jednak znieść tego, że na imprezie cokolwiek, bądź ktokolwiek staje się dla niej ważniejszy ode mnie. To ja miałem być w centrum uwagi. Dla niej zawsze ja miałem być niekwestionowanym numerem jeden we wszystkim. Tylko ja, ja, ja i nikt więcej. Tamtej nocy długo nie mogłem zasnąć. Patrzyłem więc na nią, na jej głowę wtuloną w poduszkę, tuż obok mojej głowy. Pamiętam, że pomyślałem wtedy, że będę skończonym idiotą jeśli dam ją sobie komukolwiek odebrać, albo jak sam pozwolę jej odejść. Pogłaskałem ją po blond grzywce, a ona mruknęła coś nie zrozumiale przez sen. Patrząc na jej zaspaną i lekko zarumienioną od wypitego alkoholu buzię stwierdziłem, że nigdy nie będę szczęśliwy będąc z tą kobietą, bo zawsze będzie ciążyła na mnie presja tego, że ją utracę.

Rysiu poszedł po kolejnego kabanosa. Był (jak zazwyczaj) nieogolony i kompletnie nie przejmujący się tym, że przyjmuje mnie w uwalonym jogurtem t-shircie i bokserkach w świnki. Pazurów nie obcinał chyba od pół roku. Ale radził sobie. Z dziewczynami, ma się rozumieć. Miał bajerę jakiej nie miał nikt kogo poznałem wcześniej i później. Potrafił wyczyniać niezłe czary za pomocą daru mowy. Ale nie chciał się pakować w związki. Był w dwóch i to mu wystarczyło. Twierdził, że kobiety to dłuższą metę same kłopoty. Myślę, że miał racje. Tym razem, wrócił do pokoju nie z kabanosem, ale z dwoma plasterkami polędwicy sopockiej. Jeden dał mi. Na ekranie komputera pojawił się wygaszacz Windowsa. Rysiu poruszył myszka i na powrót pojawiły się statki kosmiczne wśród odłamków jakichś meteorytów.. Na elektronicznym zegarku czerwone cyfry pokazały dziewiętnastą. Za oknem kończył się upalny czerwcowy piątek. - No dobra stary. Powiem ci tak. Ja to do tej twojej teorii jakoś nie mogę się przekonać. Zawsze wietrzysz spisek. Wszędzie. I masz potem problemy, bo podejrzewasz ludzi o najgorsze, jakąś nieufność w sobie masz wrodzoną. Pamiętasz jak twierdziłeś, że Paweł cię nie lubi bo mu o tobie jakieś bzdury opowiadam. Mieliśmy potem niezłą kosę, swoją drogą. Fakt. To była rzecz, którą kompletnie sobie zmyśliłem. Ale wszystko na to wskazywało. Paweł był najlepszym kumplem Ryśka i odkąd się poznaliśmy wydawał się w stosunku do mnie mocno zdystansowany, wręcz chłodny. Wtedy ja zacząłem opowiadać wszystkim dookoła, że Rysiek jakieś bzdury na mój temat opowiada. No i plotka doszła w końcu także do niego. I to ja wyszedłem na tego co rozpowiada jakieś idiotyzmy, bo Ryszard wiarygodnie dał mi do zrozumienia, że Paweł mnie po prostu nie lubi, bo jestem dla niego frajerem z dobrego domu. To była poważna wpadka i z kiepskimi konsekwencjami, bo wtedy i Rysiu stał się odrobinę bardziej zachowawczy jeśli chodzi o mnie. Całę szczęście, po kilku miesiącach mu przeszło. - Tak to prawda. Ale nie zawsze tylko czasami i najczęściej się sprawdza. Pamiętasz Magdę, jeszcze z czasów gimnazjum? - Pamiętam. Duże cycki, bardzo mały móżdżek. - No. Byłem pewien, że zdradziła na wycieczce szkolnej tego bałwana Mariusza. Czułem, że kręci z tym chudym kretynem Robertem, na którego leciała większość, bo był nieziemsko wysoki i świetnie grał w kosza. Coś mi tam nie pasowało w jej zachowaniu. I potem wyszło, że lizała się z nim przez pół nocy nad jeziorem, a biedny Mariuszek, grał wtedy z nami w scrabble. - Dobrze Kamil – przerwał połykając ostatni kawałek sopockiej – czasem każdemu się udaje mieć rację. Rozumiem, że oczekujesz abym coś ci doradził. Spojrzał na statki kosmiczne lecące po bezkresnym wszechświecie. Wiedziałem, że chce żebym już poszedł, żeby mógł dokończyć misję, a potem być może wypić browar i w spokoju obejrzeć sobie film. Ale ja byłem zdeterminowany. - Nie stary. Chcę żebyś pojechał ze mną do tego klubiku i żebyś był moim świadkiem. Tak, wiem, że brzmi to absurdalnie. Ale chcę żeby był przy mnie ktoś kto mnie upilnuje, żebym nie zrobił nic głupiego i kto sprawi, że ta suka będzie jeszcze bardziej zażenowana. Poza tym mój samochód stoi w warsztacie, a nie chce mi się tam grzać autobusami. To drugi koniec miasta. - Błagam cię. Teraz? Naprawdę chcesz tam jechać? Stary no, zwariowałeś już kompletnie. Odpuść sobie człowieku, chodźmy na wódkę, na podryw, to ci zrobi najlepiej. Chcesz ślęczeć pod klubem? O której się kończy ten koncert? - Około dziesiątej powinni skończyć. Tak myślę. Ale lepiej być wcześniej tak na wszelki wypadek. Grają o 20 więc przed koncertem już raczej nie zdążymy. - A skąd wiesz, że nie ma jakiegoś after party? Mój pomysł ewidentnie mu się nie spodobał, co było zresztą do przewidzenia. Tak strasznie nie chciał przerywać zabijania kosmitów. - Nie wiem. Ale jak nie sprawdzę to się nie dowiem. Błagam cię Rysiu. Masz u mnie wódkę za to. Ja naprawdę muszę wiedzieć. - Chryste, nie możesz po prostu do niej zadzwonić. Albo do jakiejś z jej koleżanek. - Nie. Jak zadzwonię, to czy coś udowodnię? Nawet jak będzie w głośnym miejscu z muzyką w tle to powie, że jednak poszła z koleżankami do klubu. A koleżanki chyba nie sprzedadzą swojej przyjaciółki i będą grały pod nią. Chcę ich zobaczyć Rysiek. Nie chcę się bawić w jakieś podchody. Chcę mieć konkretny dowód. I nawet jeśli wydaje ci się to popierdolone, ok, jestem popierdolony. Ale nie zaznam spokoju póki się nie dowiem. Na pewno ją kochałem. Tamtego dnia nie mogłem pogodzić się z choćby nutą niepewności. A było we mnie tych już wtedy całkiem sporo. Wolałem przygrzać sobie w serce raz i porządnie rozpoczynając tym samym powolne gojenie ran, niż męczyć się miesiącami z powodu obaw jakie ta kobieta i ten facet we mnie powodowali. Tak. Byłem bardzo zdeterminowany

C.D.N. III Było po dziewiętnastej i kończył się upalny czerwcowy piątek. Dzieciaki na dworze przestały już kopać piłkę, a słońce znikało za horyzontem. Niezmienne pozostawały tylko laserowe pociski wystrzeliwane na monitorze komputera przez pół człowieka pół robota. On grał, a ja zacząłem chodzić nerwowo po pokoju. Chwyciłem komórkę i przejechałem w dół po liście kontaktów. Zjechałem do „G”. Zacząłem wpatrywać się jak zahipnotyzowany w niemy napis „Głuptas”. Patrzyłem na te kilka liter, w których zawierały się wtedy wszystkie emocje; te płynące z serca i te z mózgu. Emocje mojej miłości i mojej nienawiści. Moich urojeń i moich prawd. Nacisnąłem zieloną słuchawkę. Tętno przyspieszyło, a dłonie stały się jakby bardziej wilgotne. Pociski laserowe wciąż wystrzeliwały z karabinu androida. Oczekiwanie na sygnał trwało wieki. W końcu się pojawił, ten pierwszy, ten po którym łudziłem się jeszcze, że odbierze. Po chwili drugi. Dłonie były już zupełnie spocone, a brak odpowiedzi w słuchawce po trzecim sprawił, że musiałem nabrać powietrza do płuc. Nie odbierała. Potwierdziło się to wszystko, w co mimo całego przekonania o słuszności swoich podejrzeń nie chciałem uwierzyć. Po szóstym sygnale zawsze włączała się u niej poczta głosowa. Tak też było wtedy. Śliskimi od potu dłońmi wsadziłem telefon z powrotem do kieszeni i usiadłem na fotelu przy drewnianej komodzie. Pamiętam, że spojrzałem wtedy na piłkę do tenisa, która walała się po jego zakurzonym dywanie i poprosiłem Boga, w którego nie wierzyłem, żebym nie miał racji. Jeśli w chwili śmierci przed oczami przelatuje nam całe życie, to w chwili zdrady, bądź poważnego domniemania zdrady oglądamy oczami naszej wyobraźni wszystkie istotne sceny umierającej relacji. Patrzyłem na małą, żółtą piłeczkę Dunlopa i katowałem się tymi obrazami. Widziałem scenę, w której pierwszy raz spojrzałem w jej brązowe oczy i jej uśmiech, kiedy zobaczyła, że patrzę. Widziałem nasze pierwsze spotkania na mieście, pełne nieśmiałych gestów i strachu przed zdemaskowaniem skrywanych uczuć. Wiedziałem pierwszy pocałunek wśród miejskich spalin i odgłosów klaksonów. Widziałem pierwszy seks, nie przy świecach i nastrojowej muzyce, ale nieudolny i pełen walki na mocno zakrapianej imprezie. Przypomniałem sobie pierwszy stres o ciąże gdy pożądanie wygrało ze zdrowym rozsądkiem. Widziałem wszystkie konwencje i zwyczaje szarej codzienności dwóch serc i ciał. Widziałem wszystko to, co czułem, że się kończy, a z chorobliwej projekcji wspomnień wyprowadziła mnie dopiero wibracja komórki w kieszeni. Przestałem wgapiać w żółtego Dunlopa i przeniosłem wzrok na robota, który właśnie umierał rozrywany na kawałki przez monstrualnego obcego. Uspokojone smutkiem serce ponownie zaczęło bić nieco szybciej, a ręka błądziła po kieszeni. W końcu się udało. Wyciągnąłem telefon. Bałem się spojrzeć na wyświetlacz, tak jakbym chciał odłożyć rozczarowanie na później. Ciekawość i pragnienie pozytywnego zaskoczenia nie dały jednak za wygraną. Spojrzałem. To nie był Głuptas. Jedynie okrutne Orange poinformowało mnie, że mój numer został wylosowany w loterii i mogę wygrać Mercedesa. Uśmiechnąłem się do siebie gorzko i znowu zacząłem chodzić po pokoju. Rysiu zastopował grę. Spojrzał na mnie. Za dużo było w tym spojrzeniu litości i ogłupienia laserowymi pociskami. -Co robimy? - zapytał. Wiedział, że nie ucieknie od problemu. Był moim przyjacielem i choć wolał zabijać obcych to mój problem był tamtego wieczora także jego problemem. - Jedziemy. Wychodzimy stąd, wsiadamy w twój samochód i jedziemy. Teraz. Mój głos był poważny i roztrzęsiony. Prawie potknąłem się o piłeczkę Dunlopa. Nie patrzyłem na niego, ale na regał z książkami. Zauważyłem Fausta i od razu pomyślałem o Werterze. Poczułem się jeszcze gorzej. - A nie możesz jednak do niej zadzwonić? Chociaż raz, dla świętego spokoju i żebyśmy nie jechali bez sensu. - Dzwoniłem - I co? - I nic. I gówno. I poczta głosowa. Kurwa, Rysiu mówię ci , że jedziemy. Nic nie odpowiedział. Wstał tylko od komputera i poszedł do łazienki. Nawet nie wyłączył gry i statki kosmiczne ponownie latały pośród skalnych odłamków. Wiedziałem, że chociaż przyszło mi to ciężko, chyba go przekonałem.

C.D.N

IV

Wyszliśmy na osiedle. Chmury nad zielonkawymi dachami budynków zwiastowały burzę. W jednym z mieszkań na jego pilnie strzeżonym osiedlu rozpoczynała się impreza. Z na wpół uchylonego okna docierały do nas strzępy; jeszcze trzeźwych rozmów i wciąż jeszcze spokojnej muzyki. Milczeliśmy. Ja – skupiony na swoim celu – on- rozczarowany, że jednak musi w tej niepewnej szopce uczestniczyć. Weszliśmy do samochodu. We wnętrzu białego Volkswagena Golfa dało się wyczuć tylko lekki smród mojego potu i silny zapach jego perfum. Odpalił silnik i zamknął okno, które chwilę wcześniej otworzył. Gęste chmury, tak jakby zmęczone oczekiwaniem na koniec parnego piątku, wypuściły z siebie pierwsze krople letniej ulewy. Gdzieś w oddali dało się zauważyć błysk. Miasto zdawało się przygotowywać odpowiednią scenerię dla mojego przedstawienia. I właśnie wtedy zacząłem zastanawiać się nad jego sensem. W przed momentem twardej jak skała decyzji, pojawiła się rysa zawahania. Chwilami cieszyłem się, że być może już niedługo skończę tę, wyniszczającą sporą część mojej duszy, historię. Zaraz później powstrzymywałem łzy napływające do oczu, będące zwiastunem końca namiętnego love story. Pamiętam, że w tamtej chwili, kiedy z powodu huraganowej burzy chodniki zamieniały się w rwące potoki, a gałęzie wszystkich mijanych drzew stawały się potencjalnym zagrożeniem, byłem chłopcem, który zupełnie nie wiedział w którą skręcić ścieżkę. Przez moment chciałem nawet poprosić Rysia żeby zawrócił. Cała determinacja, którą czułem jeszcze, wpatrując się w żółtą piłeczkę Dunlopa, uszła ze mnie wraz z początkiem tamtej ulewy. Było trochę tak, jakby dopiero ponura atmosfera wieczornej burzy uświadomiła mi w co tak naprawdę się bawię. Macałem w rękach telefon i bezładnie krążyłem po jego menu. Co chwila sprawdzałem, czy może jedna nie oddzwoniła, mimo że (pamiętam to świetnie), zarówno dźwięk jak i wibracje miałem wtedy włączone. Oczami zatrutej wyobraźni widziałem najbliższe godziny oczekiwania na koniec koncertu i moment w którym, mokrzy od potu i świeżych kropel deszczu, wyjdą razem z klubu. On będzie trzymał ją za tyłek, ona jego w pół i pocałują się namiętnie, a nadjeżdżająca taksówka stanie się symbolem mojej klęski. Byłem zły, że wyjechaliśmy tak wcześnie, bo przecież wcale tan naprawdę nie wiedziałem, o której może skończyć się ten cholerny koncert. Moja pewność stawała się coraz bardziej niepewna, a numer telefonu jej najlepszej przyjaciółki, Julii. B, kusił niemiłosiernie. Czułem się jak Robert Więckiewicz w „Zerze”, z tą tylko różnicą, że byłem bardziej niż on samowystarczalny. Krople deszczu czyniły z przedniej szyby rozmazaną plamę, a punkty orientacyjne wyznaczane były jedynie przez czerwone światła stopu poprzedzających aut. Wycieraczki stawały się w starciu z bezmiarem wody bezużytecznymi kawałkami gumy. Jechaliśmy bardzo powoli, a wzrok Rysia był skoncentrowany pawie tak jak wtedy, gdy wystrzeliwał w stronę obcych laserowe pociski. Widziałem, że jedzie mu się naprawdę źle. - Musimy się zatrzymać stary. Musimy przeczekać bo to jest jakiś kataklizm, kurwa. Ja nic nie widzę. Poza tym i tak muszę zatankować. Sorry. Faktycznie, po lewej stronie jego prędkościomierza świeciła się żółta kontrolka. - Dobrze Rysiu. Skoro trzeba to trzeba. Tylko szybko błagam. - powiedziałem. Przed nim w dalszy m ciągu próbowałem zgrywać zdeterminowanego i konsekwentnego choć w moim głosie dało się słyszeć nutę rezygnacji. - Kamil kurwa, zatankuję i jak przestanie napierdalać to pojedziemy. Nie będziemy narażać życia bo tobie się wydaje, że ci się kobieta puszcza. Chcesz umrzeć przez kobietę? Chcesz być frajerem? Chcesz mieć na grobie napisane, że byłeś frajerem? - Ale weź daj spokój. Jasne, że nie będziemy narażać życia. Chodzi mi tylko o to, żebyś szybko zatankował, i jak tylko skończy padać to żebyśmy ruszyli. - Ruszymy jak to będzie możliwe. Zbastuj, jesteś cały roztrzęsiony. To jest kobieta Kamil. Tylko kobieta. Nie łączy cię z nią nic poza tępym, chemicznym, zwierzęcym pragnieniem cipki. Gwarantuję ci, że za pół roku będziesz pragnął innej cipki, tylko musisz się na te inne cipki otworzyć. Musisz otworzyć na nie swoje serce i mózg. . Dałeś się owładnąć piździe. To zrozumiałe. Ale zamiast próbować przerzucić swe pragnienia na inną, ty dalej brniesz w tą i przeprowadzasz jakieś chore podchody, których efekty mogą cię tylko zaboleć. Papieroska? Zgodziłem się bez wahania. To był mój pierwszy papieros od ponad pół roku. Był cudowny i chciałem, żeby się nigdy nie kończył. Była to jedna z najlepszych rzeczy w samochodzie Rysia; można tam było palić zawsze, nawet przy zamkniętych oknach. On też zapalił i całe wnętrze wypełniła srebrnoszara poświata. Nie wiem jakim cudem, ale mimo ściany wody i dymu dojrzał zielono żółte światła BP. Wjechaliśmy na stację. Była dość mocno zatłoczona. Najwyraźniej wielu kierowców, zważywszy na okoliczności pogodowe, postanowiło przeczekać tajfun. Cały czas padało tak samo, a kiedy wyszedłem z auta wydawało mi się, że nawet bardziej. Miasto było ciemniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Rysiu zatankował i weszliśmy do budynku stacji. Poczułem, że jestem przeraźliwie głodny, jednak buzujące we mnie emocje nie pozwoliły mi kupić nawet paczki herbatników. Rysiek natomiast zamówił sobie hot- doga. Usiedliśmy przy okrągłym barowym stoliku, na wysokich krzesłach bez oparć, ale z miękkimi siedzeniami. Spojrzałem w szybkę na „Przejściu dla personelu” i zobaczyłem swoje odbicie. Wyglądałem fatalnie. Byłem blady i nawet ze sporej odległości widziałem dosyć konkretne sińce pod oczami. Pomyślałem wtedy, że nie tak powinien wyglądać wzgardzony kowboj, który chce wymierzyć sprawiedliwość. Rysiu zajadał się hot dogiem aż mu się uszy trzęsły, a ja przeniosłem moje spojrzenie z szybki na zegarek w komórce Dochodziła ósma. Mieliśmy przed sobą jeszcze jakieś dwadzieścia minut drogi. W normalnych warunkach oczywiście, bo tamtego piątkowego wieczora cała podróż mogła się wydłużyć nawet do godziny. Bałem się, że nie zdążymy. Cały czas lało niemiłosiernie, od czasu do czasu słychać było dalekie grzmoty. Rysiu jadł , a ja poszedłem do toalety. Raz, że strasznie zachciało mi się sikać, dwa, że chciałem wykonać ryzykowny krok. Postanowiłem zadzwonić do Julii.B. Sikanie poszło mi dosyć gładko, natomiast z telefonem miałem nieco większy problem. Nie byłem przygotowany do tej rozmowy, kompletnie nie wiedziałem o co i jak się pytać. Na dodatek zawsze trochę bałem się tej dziewczyny i wydaje mi się, że za mną nie przepadała. Była chyba trochę zazdrosna o Głuptasa, a poza tym miała mnie chyba za „zbyt delikatnego”.Sama, przez cały czas trwania naszego związku nie miała faceta, co nie przeszkadzało jej wyzłośliwiać się na temat mnie i całej naszej relacji. Wiedziałem, że nie ma szans aby w jakimkolwiek konflikcie stanęła po mojej stronie, mogłem jednak liczyć, że to co i w jaki sposób powie będzie miało jakieś znaczenie dla powodzenia mojego chorego śledztwa. Czułem się już nie zdeterminowany, ale odrobinę szalony. Nacisnąłem zieloną słuchawkę. Przyłożyłem telefon do głowy, a do łazienki wszedł jakiś mały chłopiec. Spojrzał na mnie dziwnie, po czym zamknął się w kiblu. Dźwięk uderzającego o taflę kiblowej wody dziecięcego moczu był tłem mojej heroicznej próby. Po trzecim sygnale usłyszałem głos Julii. W tle nie było słychać ani burzy, ani dźwięków koncertu. - Halo? - Cześć Julia. Kamil z tej strony. Słuchaj.. - zawahałem się, tego bałem się wtedy najbardziej, że się zawaham.- ..Słuchaj, wiesz może co się dzieje z Głuptasem, bo nie mogę się do niej dodzwonić. Rozegrałem sprawę więcej niż słabo. Nie podszedłem jej w żaden błyskotliwy sposób, po prostu za pytałem wprost o to, co nurtowało mnie od samego rana. Julia miała wyczyszczone przedpole. Zagrałem pod nią. Mogła wymyślić wszystko. - Nie mam pojęcia Kamil. Jak słowo daje nie wiem. Ale chyba siedzi w domu. Miała siedzieć i się uczyć. Nie jestem pewna, ale chyba tak. - Aha. A nie wspominała ci nic o tym koncercie The youngsters? Nie mówiła ci, że się wybiera, czy coś? Skoro zacząłem bez pomyślunku to tak samo postanowiłem skończyć. Zmienianie taktyki w trakcie mogło by się zakończyć jeszcze gorzej. - Nie Kamil. Wcześniej mi coś mówiła, ale chyba odpuściła ten koncert. Ostatnio w ogóle ciężko się z nią skontaktować. - Jak to? - zaniepokoiłem się. - No tak to. Od dwóch tygodni się z nią nie widziałam. Nie wiem, róbcie co chcecie, ale moim zdaniem zamykanie się przed całym światem nie jest rewelacyjnym pomysłem. No ale cóż, najwyraźniej ostatnio za bardzo pochłaniasz swojego Głuptasa. .. Sarkazm w jej głosie był więcej niż delikatny. Ale nie to sprawiło, że poczułem się jeszcze gorzej. Było coś dziwnego w tym, że Głuptas nie miał czasu dla Julii. Pewne było, że nie miałem z tym nic wspólnego, bo nasze relacje w przeciągu poprzednich dwóch tygodni były, mniej więcej, takie same jak wcześniej, nie licząc oczywiście moich podejrzeń, te jednak były przecież dosyć skrzętnie ukrywane. - Rozumiem. No nic Julio. Dziękuję ci za informację. Do zobaczenia. - Cześć Kamil. I błagam, daj jej trochę swobody. - Dobrze. Oczywiście. Dam. Rozłączyła się. Do kibla wszedł jakiś murzyn. Stanął przy pisuarze najbliżej mnie, tak jakby zależało mu na zaprezentowaniu swoich gabarytów. Umyłem ręce i wyszedłem z toalety. Rysiu, skończywszy już zajadać się hot – dogiem, kartkował teraz Przegląd Sportowy. Spojrzał na mnie troskliwie. W kącikach ust i na ciemnym zaroście widać było ślady musztardy i keczupu. Na dworze cały czas lało. - Trochę długo ci się to szczanie zeszło. Dwójeczka była? - Wiesz, nie bardzo. Musiałem po prostu załatwić jedną sprawę. Także dla ciebie Rysiu, żebyś potem nie mówił, że przed użyciem broni nie posiłkowałem się strzałami ostrzegawczymi. - Zadzwoniłeś do niej? Odebrała? - Niezupełnie. Zadzwoniłem do jej najlepszej przyjaciółki. I, owszem, odebrała. Opowiedziałem mu przebieg całej rozmowy z Julią. Krótkiej, ale jakże dla mojego śledztwa istotnej. Moje przypuszczenia się potwierdzały, a on kiwał tylko głową. - Rysiu. Jak dla mnie to tobie naprawdę ładnie odpierdala. W każdym geście i słowie wszystkich dookoła widzisz teraz coś podejrzanego. Zaraz się okaże, że i ze mną jest coś nie tak, bo się dziwnie podrapałem po nosie. - Jesteś zbyt racjonalny Rysiek. Sam wiesz, że one potrafią wbić szpilę. To czemu, do cholery, jej bronisz? - Bo mi się przykro robi jak na ciebie patrzę Kamil. Bo uważam, że nie masz wystarczających dowodów. Bo

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych