Parodia cz.2
Dalsza część historii młodej wampirzycy i wiekowego wampira. Proszę o komentarze.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Pewnie wszyscy się zastanawiali czemu nie dopadła ich wcześniej. Przecież jako wampir mogła poruszać się bardzo szybko i od razu dogonić tych Zbrodniarzy. Zajęłoby jej to co najwyżej kilka minut i bardzo szybko zaspokoiłaby swą żądzę zemsty. Ale!!! No właśnie – pantofelki! Jako doświadczone dziecię mroku i wybranka największego z wampirów jakie nosiło nasze uniwersum, wychodziła z założenie (i pewnie nawet miała rację), że im więcej się czegoś używa i robi się to bez rozwagi tym szybciej to cos się eksploatuje. A na prawdę miała jeszcze nadzieje na uratowanie życia swoim bogu ducha winnym markowym pantofelkom. Wyszła więc z założenia, że nikomu nie da się uciec przed „Karząca ręką sprawiedliwości”, więc prędzej czy później ich dopadnie.
I nagle... jeden z delikatnych skórzanych , białych paseczków się oderwał.... I nastała cisza.... atmosfera zgestniała....nawet drzewa bały się zaszumieć...
- Aaaaaaaaaaauuuuuuuaaaaaaaaa!!!- nie to, żeby ją coś zabolało, ale poczuła taką psychiczną stratę, że musiała ją jakoś odreagować- moje piękne białe...-(resztę opisu pantofelków już znamy wiec przejdźmy dalej)-no i co ja teraz zrobię?!
Z tej niewiedzy i niemocy usiadła na najbliższym kamieniu, zupełnie nie zważając na to, że BIAŁA SUKIENKA + ZAROŚNIĘTY MCHEM KAMIEŃ = JUŻ NIE BIAŁA SUKIENKA
-No i w czym ja ich teraz dopadnę!!! No w jednym bucie cholera jasna? Przecież nie mogę skończyć ich marnego żywota w takim stanie! Co za porażka... Kurcze on wiedziałby co zrobić!!!- po głębszej chwili namysłu dodała jednak – no dobra, ale przynajmniej mogłabym mu wskoczyć na ręce. Gdzie on się podziewa jak jest potrzebny?? (Nie wspominajmy nawet słowem o tym, ze to ona sama uciekła, nie zostawiła żadnej wiadomości mówiącej gdzie mogła się udać czy w ogóle chce, żeby jej szukać)
Medytując na tym kamieniu doszła do wniosku, że może pasek zawiązać prowizorycznie, ale on i tak długo nie pociągnie. Musi sobie sprawić nowe buty. Rozważała dwie możliwości: Albo komuś je ukradnie-znaczy się ten ktoś je sam odda pod wpływem jej „osobistego uroku” Albo kupi je u szewca lub kogoś kto w tych okolicach zajmuje się robieniem butów. Idąc dalej odrzuciła pierwsza możliwość z kilku powodów 1) nosić buty tak po kimś to nie jest fajna rzecz 2) świat w którym się znalazła był trochę stylizowany na średniowiecze- w średniowieczu ludzie mieli kontakt z wodą jak chcieli się napić, albo wpadli do jakiegoś bajora, o myciu nie było mowy, więc chodząc w butach kogoś takiego można by paść od razu z obrzydzenia 3) ludzie zmieniali buty jak te ostatnie im się zużyły, a szansa spotkania kogoś kto właśnie sprawił sobie nowe była jak 1/1000000...0 Postanowiła więc nabyć buty sposobem drugim (nabyć w tym przypadku wcale nie równało się ze słowem kupić). Hmmm tylko trzeba znaleźć jakiegoś szewca. Jej wyostrzony słuch zakomunikował, że ktoś się zbliża. Była to mianowicie grupka ludzi składająca się z kilku osób, która była w posiadaniu wozu i konia, który go ciągnął. I znów stanęła przed nie lada wyborem: spytać się ich o tego szewca czy nie spytać, tylko przewertować ich umysłu w poszukiwaniu odpowiedzi. Jako, że była bardzo przewrażliwiona na punkcie swojego wyglądu( a porwane, ubłocone buty i pozieleniała sukienka to jednak nie był strój w jakim chciałaby się komukolwiek pokazać) postanowiła ukryć się jednak w zaroślach i telepatycznie poszukać odpowiedzi. Położyła się w krzaczorach trochę wyżej niż prowadziła droga wesołej kompaniji i skupiła się na mężczyźnie wyglądającym na przywódcę, albo ojca rodziny jak kto woli. Zaczęła się bardzo mocno koncentrować( gdyby robiła to od razu po jedzeniu nie potrzebowałaby na to tak dużo czasu, a tak jej umysły były z lekka przytępiony). Skupiła się tak, że aż jej mała żyłka wyszła na skroni i gdy już miała wejść do pewnie mało skomplikowanego umysłu tego człowieka usłyszała:
- Stój szpiegu ciemności! Jej pierwszą myslą nie było jak na wytrawnego łowcę przystało „Fuck mać jak on mnie zaszedł od tyłu” tylko o wiele mniej złożone „o nie, znowu!?” które w sumie tez pasowało do sytuacji. Odwróciła się powoli mając w pamięci tamta błyskawicę i zobaczyła może 7 letniego chłopca, który z groźnym wzrokiem kierował w nią swój drewniany miecz. Lekko nie dowierzając zdolała tylko wykrztusić z siebie:
- What?! A z dołu dobiegło wołanie kobiety :
- Synku co tam znalazłeś?
- A nic ciekawego mamo! Tylko jakąś pani tu leży i chyba nie może się podnieść. - O bogowie pewnie jest ranna! Już do was idę!
Wampirzyca pomyślała, że może to jest dobry pomysł ,żeby udawać zaatakowaną niewiastę i postanowiła przybrać minę bólu i rozpaczy.
- O jak dobrze, ze jest pani przytomna! Czy może pani wstać? Co się stało, ktoś panią zaatakował??
- Taaak- odparła z bólem w głosie.
- Hans chodź pomóż mamy ranną!- krzyknęła kobieta do niedoszłej ofiary skanowania mózgu, po czym zwróciła się z powrotem do wampirzycy- Ale kto to był? Bandyci, złoczyńcy, bazyliszek?
Wtedy nasza blond bohaterka zamiast zastanawiać się nad tym co odpowiedzieć, drążyła temat „Po kiego bazyliszek znalazłby się w lesie?”
- A może wampir?- powiedział siedmiolatek?
- Tak właśnie wampir!- powiedziała bez namysłu.
- Naprawdę? Jeszcze nigdy nie spotkałam kogoś kto przeżył spotkanie z tym monstrum, miałaś niewiarygodne szczęście!
- Pewnie się przestraszył patrolujących rycerzy- oznajmił pewnym tonem Hans, który właśnie co doczłapał się na pagórek. W tym momencie nasze Dziecię Mroku o mało co nie parsknęło śmiechem. Powiedziało natomiast:
- Tak prawdopodobnie to oni uratowali mi życie.
- Ale co taka młoda osóbka robiła w nocy w lesie zupełnie sama? „O losie no tak! Przecież normalne wampiry polują tylko w nocy! Rany oni myślą, że ja tu przeleżałam noc i połowę dnia!”
- Niosłam lekarstwa dla chorej babci, która mieszka w samym środku tego ciemnego lasu. Najpierw spotkałam wilka, ale chyba był najedzony, bo z pyska zwisał mu czerwony kaptur, który za wszelką cenę chciał przezuć wiec nic mi nie zrobił, ale potem zakatował ten wampir, usłyszał prawdopodobnie tych cnych rycerzy i uciekł zostawiając mnie tu całą obolałą.
- A jak…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Irbis
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…