Pater Noster - rozdział IV
rozdział IV
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział IV
Powoli zbliżał się sierpień. Zapach skoszonej trawy i jabłek roznosił się po okolicznych polach, mile łechcąc zmysły. Alena postanowiła, że podróż z Marcinem będzie bezpieczna i rozsądna, toteż zaczęła przygotowywać siebie i dzieci do drogi. Marcin pomagał jej jak mógł – w okolicznych wioskach zdobył cieplejsze ubrania i prowiant, udało mu się także wytargować konia, wprawdzie starego i chorowitego, lecz jakże potrzebnego w obecnej sytuacji. Dzieci od razu zaczęły opiekować się zwierzęciem, wciąż je karmiły i głaskały. Alena cieszyła się, że znalazły sobie zajęcie i mogła bez kłopotów planować dalszą drogę. Wraz z Marcinem doszli do wniosku, że najbezpieczniej będzie przejść przez Śląsk, który – chociaż także ogarnięty religijnym szałem – był krainą bogatą i dającą duże możliwości. Wędrując przez żyzne pola i wciąż zielone lasy Alena zastanawiała się, jaka przyszłość czeka ją i dzieci na osławionej Litwie. Wiedziała wprawdzie, że Marcin pomoże jej w znalezieniu domu i utrzymaniu rodziny, lecz wciąż obawiała się, że życie z dala od ojczyzny może być niezwykle trudne. Nie znała tamtejszego języka ani obyczajów, choć Marcin zapewniał ją, że życie na Litwie jest znacznie łatwiejsze niż w Czechach. Pod koniec sierpnia przekroczyli południową granicę Śląska. Ich oczom ukazała się kraina górzysta, przepasana zielenią lasów i pól, lecz niepokojąca i straszna. Na ulicach miast leżały gnijące trupy zamordowanych heretyków, niemieckie patrole straży cesarskiej co chwilę zatrzymywały i przepytywały podróżnych. Marcin nie ujawniał swojej tożsamości gdyż wiedział, że i tak nikt nie uwierzy w jego opowieść. Alenę przedstawiał więc jako swoją żonę, lecz tylko Andrzeja i najmłodszą z dziewczynek nazwał swoimi dziećmi. Reszta była rodzeństwem Aleny, zgodnie z prawdą. Dziewczyna była przerażona, gdy kolejny strażnik mówiący po niemiecku zatrzymał ich i rozkazał przeszukać. Marcin, z racji swojej wysokiej pozycji, mówił po niemiecku, więc bez problemu dogadał się z żołnierzem i za drobną sumę wywalczył dla wszystkich ciepłe schronienie w deszczową, słotną noc. Trafili do niewielkiej, lecz obskurnej tawerny w okolicach Legnicy. Miasto, wciąż noszące ślady tatarskiego najazdu, wydało im się bezpieczną ostoją. Lokal był zimny i brudny, a przy rozklekotanych stolikach siedzieli na wpół przytomni żołnierze i wieśniacy. Można było usłyszeć niemalże wszystkie europejskie języki, lecz dominującym był niemiecki. Alena poprowadziła dzieci do niewielkiej izdebki na końcu długiego korytarza. Znajdował się w niej zużyty siennik i kilka kaganków, a także misa z wodą i bochenek chleba. Andrzej, wykończony drogą, spał w ramionach matki, podczas gdy reszta dzieci zajęta była oglądaniem izby. Henryk, najstarszy z chłopców, od razu położył się na sienniku i, zakrywając się po uszy zapchlonym kocem, zapadł w kamienny sen. Alena długo musiała uspokajać resztę i namawiać ich do tego, aby poszły śladem swego brata i również udały się na spoczynek. -Będę w izbie obok, widzisz? - powiedziała do jednej z sióstr, która za żadne skarby świata nie chciała zostawać sama z rodzeństwem w pokoju. - Gdyby coś się działo, wystarczy, że do mnie przyjdziesz. Dziewczynka ziewnęła i półprzytomnie pokiwała głową. -Tatuś do nas dojedzie, tak? - zapytała nagle. Alena poczuła ucisk w gardle. Jakże miała im wytłumaczyć, że ojciec nie żyje? -Tak kochanie – rzekła pospiesznie i pocałowała małą w czoło. - Na pewno kiedyś się z nim zobaczymy. Chłopcy nie chcieli spać. Jeden z nich, Adam, bawił się kagankiem, a Andrzej, teraz rozbudzony, podskakiwał na sienniku i śmiał się radośnie. Do izby wszedł Marcin. Widząc rozbrykane dzieci uśmiechnął się i powiedział: -Jeżeli pójdziecie grzecznie spać, tak jak wam Alena każe, to jutro czeka was niespodzianka. Adam posłusznie usiadł i wlepił oczy w Marcina. -A co to za niespodzianka? - zapytał beztrosko. Młodzieniec oparł się o futrynę. -Jutro poznacie księcia. Rozmawiałem z właścicielem tawerny, który powiedział mi, że o poranku ma zjawić się świta Jego Wysokości Ludwika II. Jeżeli dopisze nam szczęście, dalej nie będziemy podróżować samotnie. Dzieci z przejęciem popatrzyły po sobie. -A będziemy mogli zobaczyć jego rumaki? - zainteresował się Adam. Marcin roześmiał się. -Jeśli będziecie grzeczni i szybko pójdziecie spać, to tak. Książę nie lubi niegrzecznych dzieci. Chłopcy pokiwali głowami i prędko znaleźli się pod kocem, obok śpiącego Henryka. Andrzej jeszcze chwilkę powiercił się na posłaniu, a potem przytulił się do leżącej obok siostry i zasnął. Alena wreszcie miała czas, by odetchnąć. Gdy Marcin wyszedł z izby, rozpuściła włosy i zanurzyła je w misie z zimną wodą. Poczuła jak przyjemny chłód rozchodzi się po całym jej ciele i orzeźwia. Chwyciła niewielką szmatkę i umyła brudną twarz, dłonie i stopy. Przeczesała palcem mokre włosy i pozostawiła je niezwiązane, aby szybciej wyschły. Na palcach przeszła obok śpiących dzieci do sąsiedniego pokoju, gdzie zdjęła z siebie płaszcz i wierzchnią suknię. Nie wiedziała, że ktoś jej się przygląda. Marcin stał za uchylonymi drzwiami i w milczeniu obserwował Alenę. Przez cienką suknię widział przebijające piersi i pełne biodra. Wodził wzrokiem po całym jej ciele, nie śmiejąc odezwać się, aby jej nie zawstydzić. Dopiero po chwili, gdy dziewczyna przykryła się pledem i położyła na sienniku, zapukał i wszedł do środka. -Mam nadzieję, że cię nie obudziłem – powiedział przepraszająco. Dziewczyna uśmiechnęła się. -Nie, dopiero się położyłam. Wejdź, zapraszam. Młodzieniec cicho zamknął za sobą drzwi i usiadł na niewielkim taborecie stojącym pod oknem. -Może warunki nie są wspaniałe, ale przynajmniej poszczęściło nam się – jutro będę rozmawiał z księciem. Zna mnie i zapewne zaoferuje nam swoją pomoc. Alena rozpromieniła się. -I pomoże nam dotrzeć na Litwę? - zapytała z nadzieją. Marcin wzruszył ramionami. -Tego nie wiem, choć prawdopodobnie nie. Ale na pewno możemy liczyć na trochę grosiwa i wierzchowce. Ludwik jest człowiekiem honorowym i nie zostawia przyjaciół w potrzebie. -To dobrze – mruknęła. - Cieszę się, że cię…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Avaritia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…