Wróć do katalogu

PAW

Dramat, ukrywanie się, wyjazd w nieznane

lacki, opublikowano , 15 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

PAW Ktoś ostrożnie zapukał do drzwi, później je uchylił. Smuga światła wśliznęła się do ciemnej piwnicy. Jakaś postać szeptem powiedziała. - Pani Mario, mam dobre wiadomości od męża. Jutro po południu przyjedzie po panią i syna. Będziecie mogli razem wyjechać. Drzwi zamknęły się. Znów zapanowała ciemność. Maria się ucieszyła. Okres niepewności, oczekiwania na wyjazd zbliżał się ku końcowi. * * * Następnego dnia Stanisław odebrał żonę i syna. Do walizek zapakował najniezbędniejsze i najbardziej wartościowe rzeczy. Pojechali się na dworzec. Na torze stał już elektrowóz z doczepionym składem wagonów. - Tatusiu, to nasz pociąg? . - Nasz. Bagażowy, przykurczony człowiek podszedł do nich, pomógł nieść walizki. Zwrócił się do Stanisława przyciszonym głosem. Maria jednak usłyszała. - Jak nie chcecie państwo jechać to ja wam pomogę. Ukryję was. - Dlaczego! - Stanisław był tak zaskoczony propozycją, że aż krzyknął. - Tyle czekaliśmy i teraz mamy zrezygnować? Dlaczego? - Niektórzy nie chcą jechać, pragną zostać. - My nie zostajemy. Chcemy wyjechać. - Decyzja należy do pana - Bagażowy człowiek włożył walizki do przedziału, Stanisław zapłacił za usługę. Zapytał gdy tamten opuszczał przedział. - Ukrywa pan już kogoś? - Dwie rodziny. - Jak długo? - Już kilka miesięcy. - Dlaczego pan to robi? - Prosili mnie. - Ale to jest przecież nielegalne. Bagażowemu twarz stężała. Na czole pojawiły się krople potu.. - Niech pan nikomu nie mówi. - Proszę się nie martwić. Z resztą komu mógłbym powiedzieć? - Dziękuję panu - tamten uspokoił się, odszedł. Stanisław z Marią usiedli w fotelach, syn zajął miejsce przy oknie. - Może powinniśmy skorzystać z jego propozycji? – zapytała Maria. - Nie. Nie będziemy się już nigdzie ukrywać. Siedzimy wygodnie w przedziale. Dojedziemy na miejsce. Będzie dobrze, nie martw się. Maria wyjęła z torby podróżnej kolorową apaszkę, zawiązała mężowi na szyi. - To na wszelki wypadek, jakby nas rozdzielili. Zawsze się później odnajdziemy. - Dlaczego mieliby nas rozdzielać? Starszy, nobliwy pan wszedł do przedziału. Ubrany w spodnie podróżne i koszulę flanelową. - Dzień dobry. Jestem państwa konwojentem. Proszę o dokumenty. Stanisław zdziwił się, że tak zwyczajnie ubrany człowiek może być ich konwojentem lecz posłusznie pokazał polecenie wyjazdu wraz z paszportami, swoim, żony i syna. Konwojent dokładnie je sprawdzał. - W porządku proszę pana –zwrócił dokumenty Stanisławowi - wszystko się zgadza proszę pana. Do wyjazdu jest jeszcze trochę czasu proszę pana. Proszę się częstować, na półkach są wyłożone kanapki, napoje i owoce proszę pana. Jest również prasa proszę pana, życzę miłej podróży - usiadł w rogu przedziału, przykrył twarz zasłoną, jakby pragnął się zdrzemnąć. Stanisław zdążył jeszcze zapytać. - Wyjedziemy zgodnie z planem? - Pociągi z tego toru proszę pana nie mają uregulowanego planu. Ja proszę pana nie wiem. Ja tylko konwojuję, proszę pana. Ale mogę pana, proszę pana zapewnić, że pociąg na pewno dojedzie do celu, proszę pana. Zawsze dojeżdża, proszę pana. - Dziękuję - Stanisław uśmiechnął się do Marii, rozbawiony śmieszną mową. Po pewnej chwili z rogu przedziału zaczęło dochodzić sapanie, które później przerodziło się w delikatne chrapanie. Do pociągu wsiadało coraz więcej podróżnych, pojedynczo, rodziny, młode pary. Wagony powoli zapełniały się. Późnym wieczorem transport ruszył. Stanisław z synem, póki jeszcze było widno oglądali krajobrazy za oknem. Przy ulicy minęli znajdujące się tam przyjezdne, wesołe miasteczko pełne ludzi. Oświetlone neony, ruch, gwar, chłopcy, dziewczęta. „A my jedziemy” - pomyślał Stanisław. Dzień pełen wrażeń, monotonny stukot kół spowodował, że szybko usnęli. Pociąg jechał całą noc, oprócz pierwszej stacji nigdzie się nie zatrzymywał. Obudziły ich głośne krzyki i nawoływania. - Wysiadać, wysiadać, pociąg dalej nie jedzie. Nastał dzień, Stanisław przecierał oczy, otworzył okno, zimne powietrze wdarło się do przedziału, rozglądał się po okolicy. W oddali zobaczył napis na drogowskazie Nie mógł rozszyfrować nazwy, napisy były niewyraźne. Nie zatrzymali się na stacji ani na peronie, wokół pola i lasy. Na polnej drodze stały ciężarówki. - Jesteśmy na miejscu? - zapytała przebudzona Maria. - Chyba tak - Stanisław odpowiedział. - Tatusiu, dalej nie pojedziemy? - Nie synku. Śpiącego w rogu przedziału Konwojenta nie przebudziły okrzyki, tak jak zasnął na początku podróży tak spał nadal. Kobieta w przybrudzonym drelichu podeszła do wagonu. - Dalsza podróż odbędzie się w ciężarówkach. Proszę się przesiąść, kierowcy czekają. - Dokąd nas zawiozą? - Nie wiem, prosili mnie bym państwu przekazała, pociąg przyjechał spóźniony, proszę się pośpieszyć, silniki mają włączone – Kobieta przechodziła od wagonu do wagonu i powtarzała „wysiadać”, „proszę wysiadać”. Stanisław z Marią i synem, z pozostałymi podróżnymi, wysiedli z pociągu, zajmowali miejsca we wskazanych ciężarówkach. Kobieta w przybrudzonym drelichu pomagała układać bagaże pod plandeką. - Strasznie niewygodnie - narzekała Maria. - Długo nie potrwa, cel podróży powinien być niedaleko - uspokajał Stanisław. - To jest blisko – Kobieta w drelichu przytaknęła, zawiązywała plandekę - podróż będzie krótka, po co macie iść piechotą jeśli są samochody. Lepiej niewygodnie jechać niż wygodnie iść miła pani - uśmiechnęła się do Marii. - Jaka pani uprzejma - Maria odwzajemniła uśmiech, rozpogodziła się. Podróż trwała krótko. Dojechali na miejsce, wysiadali z ciężarówek. Znaleźli się w dużym gospodarskim obejściu. Obora, szopy, budynki gospodarcze. Wokół kręcili się ludzie ubrani w robocze kombinezony, na nogach mieli zabłocone kalosze. - Tutaj, tutaj - krzyczeli, machali rękami do nowo przybyłych. - Tatusiu, gdzie my jesteśmy? - zapytał syn. Stanisław nie bardzo wiedział co odpowiedzieć. Pierwszy raz do momentu wyjazdu poczuł zaniepokojenie. - To nic synku, to nic, nie przejmuj się - chwycił go mocno za rękę. Do Stanisława podszedł brodaty mężczyzna. - Pan Stanisław z żoną i synem? - zapytał. - Tak, jestem Stanisław a to moja żona i mój syn - odpowiedział Stanisław. - Dobrze, chodźmy - ruszył do przodu. - Dokąd idziemy? - zaciekawił się Stanisław. - Zaraz będziemy na miejscu. Proszę za mną - powtórzył, spojrzenie skierował na stojących bez ruchu Marię i syna - Proszę. Podążyli w kierunku przez niego wskazanym. Stanisław, Maria i ich kilkuletni syn. Krok w krok za nimi szedł pomocnik Brodacza. Niski, zuchwały, wynaturzony osobnik, w przepoconej kurtce i zabłoconych butach. Zatrzymali się przed oborą pokrytą odpadającym tynkiem. Brodacz powiedział. - Bagaże proszę tu zostawić - wskazał miejsce pod ścianą. - Weźmiemy je ze sobą. Zabraliśmy nasze niezbędne rzeczy - powiedział Stanisław. - Nie, musicie je tu zostawić, takie zarządzenie. Świński Ryj się nimi zajmie -kiwnął głową w kierunku pomocnika, który odbierał już bagaże. Brodacz otworzył stalowe, zardzewiałe drzwi budynku. - Proszę państwa do środka - wskazał ręką ciemne wnętrze. Stanisław przyglądał się całej sytuacji z zakłopotaniem, myślał co mógłby uczynić. Podszedł do mężczyzny bardzo blisko, tak żeby ten usłyszał jego przyciszony głos. - Rozmyśliłem się. Chcemy jednak wrócić. Nie podoba nam się tutaj. - Co się panu nie podoba, szanowny panie? - Tak w ogóle, atmosfera, pański niechlujny pomocnik, brudne ściany, przyciemnione wnętrze pomieszczenia gdzie mamy…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych