Pęknięcia
Tam zobaczyłem kogoś, kogo znałem, I zatrzymałem go wołając: "Stetson! We flocie razem byliśmy pod Mylae!
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wystawiłem głowę przez okno, bo wszyscy jesteśmy mali, mali. Starczyło. Poczułem pierwszą i najmniejszą z małych wiosen. Ale jesteśmy po drugiej stronie Warty, gdzie świeci się czas i jesteśmy panami ziemi, panami naprawdę przyjemnymi. Nie zwlekałem i nie chciałem w to uwierzyć, ale ta noc mogła spowodować huragany. Na ulicy panuje spokój. Wyszedłem z wielkiej jaskini gdzie były telewizory i niczym cień ruszyłem w stronę centrum. Chciałem zgarnąć ich z tamtego miejsca i wybrać się z małymi, aby lepiej chować się w przyjemniej poznańskiej nocy. Jak nietoperz który boi się Różańskiego. Gdy doszedłem na miejsce, kto go znajdzie w nocy? Posłuchaj, jest za zimno aby któregoś z naszych nie widzieli na koncercie. Całą drogę nie uderzał, nie zabił, Krzychu oczywiście. - Ech kiedyś to zrozumiesz. Połóż rewolwer na stół. – Chopin ucieleśniał całą duszę, a był nikim i chciał się tylko dowiedzieć. Piotrek nie mógł w to uwierzyć. Musiał zginąć jego najbliższy przyjaciel jakiego znał w życiu i śmierci. Stał opróżniając bębenek rewolweru, bez myśli i wiedzy.
(PO CHWILI)
- Jeśli przeżyjesz dowiesz się wszystkiego. - Dobra, nie ma co zwlekać, trzeba zaryzykować. Obserwował i znów szedł w milczeniu. W bębenku pozostał tylko Piotrek. Nie wiedział nawet co. Przyjrzał się mu i uśmiechnął. Słońce zachodziło i musieli się pośpieszyć. Na jego melinie, w tym dziwnym zachwycie spojrzał na Boba. Wicek zobaczył tylko swoją rozpacz. - Dobra, ty pierwszy robaczku. – Zszedł ze sklepienia w niepewność. W gęstym dymie ciężko było, nawet na chwilę. Tylko jedna postać wyrażała senną noc tego roku. Wieżowce Mike’a, człowieka którego lepiej było na czerwono oglądać by nie popełnić tego błędu, by nie zaprotestować i czym prędzej wejść podziwiać ją w barze. Od tego czasu nikt już nie słyszał opowieści o Mike’u. Wszyscy grzecznie siedzieli przed telewizorem i rozmawiali z nim o przemierzaniu Górnej Wildy w nocy. Zamówił sobie whisky i doskonalił moich współlokatorów z koncertu swym bezwzględnym spojrzeniem na Wartę. No i siedziałem tak sobie cytując tak w głowie fragmenty poezji, - Czego chcesz robaczku? - Kto zlecił Ci wysadzenie z pokoju Krzycha? – W między czasie barman przyniósł Wartę no i wypiliśmy ją duszkiem do dna. Krople poty spływały, bo słabo stałem z forsą. Ręce poczęły drżeć. Śliski wziął ode mnie ćmika. Usiedliśmy zaledwie, a usłyszał ją młody. - Kiedyś zrozumiesz, że nad tobą roztacza się noc. Masz polską duszę. Wtedy też się rozpłaczesz, a twoja noga stanie się ciężka. – Wincenty Kulik najtwardszy. Ciało jest zimne. - Widzisz? Płakał jak dziecko, i nie mógł nic zrobić.
MY JESTEŚMY MALI, OSŁUPIALI I NIE WIEMY ŻE NASI OJCOWIE PIERWSI ZE WSZYSTKICH OTARLI ŁZY.
Byli mali od czasu tamtego księżyca, ile? Nikt nie jest już młody. Raz, dwa, trzy… Nosi nie chcąc mówić, a i Khmrum, Bóg stwórca bał się powiedzieć, że słońce powoli zachodzi i że nie dostąpią sznura w przyjemnym, wiosennym słońcu. Rozpacz. To był zachód który odejdzie w niesławie. Wicek i Piotrek szli by rozpoznać jakąkolwiek twarz. Myśli kołatały się w głowie tłumu. Był to śliski rozmówca. Wspomniał, że lepiej go nie znać. Stary Nico kiedyś głowił się ciągle jakby nie dopuścić Mike’a do kolejki. Zapanowała cisza i nikt już nie widział Starego. Bob usłyszał dźwięki fortepianu, jednak musiał zaryzykować. - Co jest? – zapytał Boba Piotrek. - Słyszysz to? - Słyszę i co z tego? To leci od Mike’a – Spojrzeli się po sobie. - To nokturn F – Moll Chopina, wiesz co to znaczy? – Bob uspokoił się. Na początku swojego koncertu, podpisał kontrakt z poważnym klubem. Wszyscy już szanowali Grubego Ala. Ta muzyka była ucieleśnieniem whisky, którą Bob pił już po zakończeniu swojej bokserskiej kariery. Pot spływał mu po czole coraz szybciej. - Ty płaczesz? Dał znak barmanowi żeby puścił Błękitną Rapsodię Gershwina. Był tutaj. Dźwięki i strzały i już sam do punkowej młócki wróci. Ciężka jest twoja ręka. Przeszliśmy na drugą stronę koncertu. No cóż, jak miałem szesnaście mgieł… Dlaczego? Ponieważ przy podobnej muzyce, teraz, wszystkim którzy byli przed nami złorzeczę. Zaskakująco wiele słońc i wiele chwil przemienia się. Raz, dwa, trzy i jeszcze w życiu tylko po to jestem, aby następni ojcowie, Ci najpierwsi mogli żyć. Chyba właśnie o to chodzi, trzeba ich wysłuchać.
MY WSZYSCY AKUA MY W OPUSTOSZAŁYM LESIE TYSIĄCE NAS JESTEŚMY MALI POMIĘDZY MAŁYMI
Szli we dwójkę, ale nie chcieli ze sobą śnić o ludziach. Pan miał pomóc Adamowi. W parku byli panami wszystkiego. Tych którzy przeszli już spory kawałek, gdy nagle zniszczył ich Toks, duch ziemi. Wicek zatrzymał się i zamknął drzwi. Zamknął duszę umarłych. - My jesteśmy mali pomiędzy cieniem wielkich drzew Chopina – powiedział Wicek. Przypomniał sobie dzień kiedy cieszyła go noc. Tak, podpisywał pierwszy niezauważony w cieniu kontrakt. Kto gnał pomimo bólu jakiego doświadczył? Jego strzała wybiegła z łuku i tyle było po nim. Rozpłakał się. Strzała leciała i leciała. Przyniósł im whisky. Bob teraz już cały dygotał. Dlaczego wszyscy oprócz Grubego byli na górze? Pogadali trochę o przyjaźni. Teraz był już sam. - Zrobimy tak – powiedział Śliski z papierosem w ustach – Zagramy. - Tyle lat już grałem i bawiłem się we wszystko. – odparł Bob. Bob nie miał wyjścia. To ciekawe jak człowiek bardzo się denerwuję gdy Śliski wyjmuję kolejne kule. Idee upierają się i zawsze pozostają tylko dwie. Śliski podniósł rewolwer już poprzedniego dnia i nie starał się zaprzeczyć. Podał rewolwer Bobowi. - Jak byśmy ciągle wierzyli w… - zaczął Wicek. - Dwie kule, nas dwóch – powiedział autorytet. To cholerne życie się starzeje. Nie mam nawet złamanego gorsza. Tej nocy Bob chwycił za rewolwer. Upewnił się, że naprawdę lubi żyć. Przyłożył go sobie do głowy i nie był już klarnecistą. No i co? Mieliśmy zeszłego roku na gwałt swoją stronę i gdzie ty mi wtedy jedno z moich zapewnień, że któryś z kelnerów w ‘Firmamencie Sławy’ załatwi mi robotę zgubiłeś?. Tu rodzi się tylko nicość. Nie przerywaj mi! Tak sobie się czułem. Liczyłem, że przepracuję nagrania kwartetu Charles’a Llyoda, a miałem przepracować kwintesencje jazzu. Pamiętam, że było dobrze. Szef rozumie bez słów?
Z ZIEMI BIAŁEJ KU CHWALĘ - Zgadza się. Z kim on w lesie czuł? - To nieistotne. Mamy dużo ziemi bogatej na której śmierć Grubego będzie dużo prostsza. Za trzy godziny w dziale figur woskowych, nie większych niż Alfa. – powiedział tajemniczy głos, ale Bob nie oprzytomniał. Zrobił to, ponieważ musiał coś sprawdzić. Podnieś się. Dziwna trochę ta cała sprawa. A ona w wytartej dżinsowej kurtce powiedziała do drugiej i do następnej to samo. A figurki podniosły się. Bob nie pamiętał o spotkaniu po drugiej w nocy. Cała ta kurwa sprawa jest… Pamiętam jak nie spał. Godzinami błyszczały wszystkie gwiazdy na… Dlaczego ktoś sprzątnął jego udziały? CO ZA BZDURA! On miał mu wyjaśnić wszystkość. Był w kropce. Siedział. Zadzwonił telefon. - Halo? – powiedział jeden z TYCH ludzi. - Pan Moore? – zapytał po prostu, mówiąc o czymś zupełnie innym później. Czasami kobiety robią dziary kucharzom.
A ZIEMIĘ CZARNĄ A TŁUSTĄ ZGARNIAJĄ Z PATELNI NA PATELNIE
Rosną bananowce i… Z ziemi powstał niejaki Andrzej. Człowiek od Banana i jeszcze gotów nas rozpoznać. Powiedział rzecz której nie zapomnę. Nie wiem, starzy ludzie nie żyją, ale się starają. Niedługo nawet powiedzą do pierwszych: - Zobaczysz jak to jest. I podniosą się. Podobne do pełni, ale te wypowiedzi i tak kolejno wszystkie zostaną zwolnione następnego dnia. Pamiętam jak w lipcu Mały (ale silny) szukał pracy. Pomogłem człowiekowi. Słuchaj, przyjaciel, niejaki Rzeźnik w czasach tak dawnych, pracował w restauracji Credo. Krótko. Świat żadnego z ojców nie był na zmywaku. Poszedłem tam, dosyć, że żadnego człowieka nie spotkałem przez kilka godzin, zaaklimatyzowałem się w garści ziemi. Okazało się jednak, że zwilżyłem garść ziemi czerwonej, aby stała się miękka, a za dwanaście godzin, tajemniczy głos w słuchawce miał powiedzieć coś, ale oni już wiedzili co. Cokolwiek pamiętasz? Tamtą przyjemność? - Wszystkie wizję miały dla pana informacje. Siedział w dużym Albercie. - Spotkajmy się przez okno, słońce numer 3 w sekcji Beta. Wzrok gasł coraz szybciej, a głos urywał się. Tylko kontury przedmiotów mogły być pułapką, ale Bob, który siedział, nie wiedział tego i tamten tajemniczy głos rozweselał go. Tylko on i cała ekipa bez namysłu. Założył swoją przytłaczającą rozpacz i udał się do muzeum.
AKUA JEST MAŁY CZYM SIĘ RÓŻNI OD DNIA? JEST PANEM
Męczyło go to strasznie. W dawnych czasach, nie mógł jeszcze szukać odpowiedzi. Śliski Mike, ten z naszych, ani on ani ja. Trop się urwał i Bob Stwórca wziął do ręki rewolwer i próbował zebrać myśli. Woda na brzegu rzeki… Na brzegu rzeki Bob prosił o wstrzemięźliwość. Na brzegu strumienia stał też Stetson. Czy te kuchciki przyszły wtedy następnego dnia? Był wyluzowany, potrafił zmylić ale miał w sobie coś z prawdy. Potem jednak, w tym jasnym pokoju, gdzie światło padające przez okno, którego wolałbym nie dostrzec. Nigdy nie zapomnę niczego prócz tego cholernego krzesła. - No, jeśli będziesz taki pusty, to pozwolą ci ugotować rozpacz. Gdy już wszyscy stali w pokoju, studiując mapę okolicy, Stwórca ponownie zwrócił się do nich, by wykonali misję, jednak nie wiedzieli jak. I kolejno wszyscy zaczęli działać. Opasły dowódca chrząknął: - Żyjcie i rośnijcie. Rozmyślania porucznika zaczęły rosnąć. Pierwsi jak się okazuję zaczęli pracować z drzewami. Drudzy rośli w pokoju. Hans wstał. I tak kolejno, każde z nich było von Formanem. - Powiedziano mi, że urosło bardzo niewiele – stwierdził von Forman gorzko. - Dlaczego płaczesz? – spytał szczupły brunet o ściągniętej twarzy. - Płaczę, ponieważ można stwierdzić. - O raczej ciesz się pozornie. Usiadł obok Klossa, ale mały człowiek nie chciał von Formana. - Posłuchaj – rzekł stwórca – wcześniej tu nie przyjeżdżałem. Inni nie będą chcieli wiedzieć, że von Forman jest porucznikiem z łukiem, i będą oni, z teatralnym zacięciem spełniać swoją rolę. A jeżeli będą chcieli, ci najmniejsi, zdążą przed wojną. Niedaleko placu, na ramionach będą się wspierać. Bóg jeden wie, dlaczego oni rozmawiali ze Śliskim w klubie. Nie zaczął się czas odpowiedzialny za śmierć. Czaił się aż w końcu podszedł. Czy nie poczęstowaliśmy go już Bobem? Nie, w najmniejszym stopniu. To był wibrafonista, kluczowy do rozwiązania sprawy w Mózgu. Na imię miał Border i odnaleźć trzeba było go w pierwszej kolejności. Bob zapytał się gdzie może dorwać tych od Hutchersona, a on odparł, że to na pewno oni stoją za śmiercią Mike’a i Grubego Ala. - Wchodzisz w to? Przez następne kilkanaście minut, całe to poprzednie zdarzenie siedziało w Bobie. Teraz nie miał już nic, tylko kilka ciekawych historii. Nie przypomniał sobie żadnej szybko. Po krótkiej magii zaprowadził nas do końca naszych dni. Magdalena, którą uwieczniłem czym prędzej, była koleżanką Smitha. - Misterium zmierzchu – rzekła. Zaprzyjaźniłem się z nią.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Klepany
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…