Penien Indianin
Opowiadanie nie jest autentyczne, tzn. na faktach, jednak Darek istnieje naprawdę, tylko w innym miejscu i okolicznościach :)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Był ciepły poranek. Ala siedziała w kuchni czekając na śniadanie i rozmyślała o swoim życiu. Tam, gdzie mieszkała nie miała nigdy przyjaciół, uważali ją za "mało rozrywkową", sztywną lub po prostu nieśmiałą. Chyba właśnie, dlatego tak bardzo cieszyła się z przeprowadzki do większego miasta, jakim był Poznań. Będzie chodziła do nowej szkoły, pozna nowych ludzi, może się zakocha... - Alu, spakowałaś już swoje rzeczy?- spytała mama podając jej kubek gorącego kakao.- To na rozpoczęcie dobrego dnia.- uśmiechnęła się do niej. - Tak, już się spakowałam. Tata musi mi tylko pomóc owinąć materac folią. - Myślę, że zrobi to już firma transportowa. Tak napisali w broszurze.- wyjaśniła mama. - Cieszę się, że wyjeżdżamy- zagadnęła Alicja. - Myślałam, że będziesz tęskniła za znajomymi ze szkoły- zmartwiła się jej mama. "Jakimi znajomymi?"- pomyślała z niesmakiem Ala, ale nie chciała mówić tego na głos, żeby nie martwić mamy... Wolała dusić wszystkie emocje w sobie i właśnie dlatego często sobie z nimi nie radziła. Częściej płakała w poduszkę, niż szczerze z kimś porozmawiała. - Cieszę się, bo to duże miasto. Znajdę sobie jakieś ciekawe hobby, zajęcia, może nawet będę należała do jakiegoś klubu.- uśmiechnęła się Ala, żeby odwrócić uwagę mamy od swoich nieistniejących znajomych. - Nie będziemy mieszkać daleko od centrum, ale na hałas też nie będziemy mogli narzekać. Spodoba ci się tam, zobaczysz. Mama i tata już byli w nowym mieszkaniu. Załatwiali też formalności związane ze szkołą Ali i nową pracą taty. Tata dziewczyny był lekarzem, bardzo dobrym lekarzem. Dostał godziwą posadę, a teraz trudno o taką, więc bez zastanowienia ją przyjął. Nazajutrz z samego rana wyjechali. Cała rodzina własnym samochodem, a meble i sprzęty domowe, samochodem dostawczym firmy przewozowej. Poznań był olbrzymi. Nawał ulic, budynków, samochodów powodował, że Ala miała wrażenie, że mieszka tu więcej osób, niż kiedykolwiek znała. Trochę ją ta myśl przerażała, ale strach minął, gdy tylko weszli do nowego mieszkania na trzecim piętrze. Był to blok mieszkalny, ale mieszkania były dużo większe niż zazwyczaj, więc blok zasłużył sobie na miano apartamentowca. Nie był pięciogwiazdkowy, ale dużo lepszy niż poprzednie miaszkanie rodziców Ali. Po upływie miesiąca nadzieje na poznanie przyjaciół po prostu prysły. Ala zdała sobie sprawę, że wśród rówieśników nie znajdzie przyjaciół, gdy tylko usłyszała od koleżanki z klasy: - Ładne masz włosy. Jakiego używasz szamponu? Bo wiesz, ja po farbowianiu mam trochę rozdwojone końcówki... Te trzy zdania wystarczyły. Świeżo upieczona Poznanianka nie tak wyobrażała sobie to magiczne slowo "przyjaźń". Gdzie podziały się rozmowy o uczuciach, gdzie jest empatia, gdzie proste zdania bez nazw firm produkujących kosmetyki? Tak właśnie skończyło sie utwierdzenie w postanowieniu, by znaleźć przyjaciela. Ala starała się nie martwić. Przecież zaprzyjaźniła się z TYM miastem. Uwielbiała jezioro Maltę, codzienne spacery, kierowcę szkolnego autobusu, sąsiadkę z dołu i jej małego Yorka. Ale nic, co piękne nie trwa wiecznie. Powoli ją to nudziło. Bo ile można chodzić wzdłuż brzegu jeziora rozmyślając, jak fajnie byłoby rozmawiać teraz z chłopakiem, który nie ma pusto w głowie, albo ile można odwiedzać sąsiadkę i wychodzić na spacery z jej pieskiem? Pewnego dnia kupiła więc bilet do... zoo. Było pochmurno, ale to nie był dzień "szukania przyjaciół", więc pustki w zoo ją nie martwiły. Był to dzień "bycia samemu"... Nigdy specjalnie nie interesowała się zwierzętami. Tak też było tamtego dnia. Spacerowała, ale zwierzęta nie przykuwały jej uwagii. Niespodziewanie zaczął padać deszcz. Niespodziewanie- tylko dla Ali, bo ona nigdy nie zwracała uwagii na pogodę i... nigdy nie zabierała na spacer parasolki. Szukając schronienia przed kroplami deszczu pobiegła do drewnianego tarasu widokowego. Był dwupiętrowy. Na dole była szyba oddzielająca ludzi od wybiegu, a na górze, po schódkach był właśnie balkonik widokowy. Wszystko było zadaszone i to się liczyło dla Ali najbardziej. Nie wiedziała, kto mieszka po drugiej stronie pancernej szyby, dopóki nie przeczytała na głos dużego napisu: - Tygrys. Usiadła na małej ławeczce i zaczęła szukać po kieszeniach swojej komórki, żeby zawiadomić mamę, że wróci, gdy przestanie padać. Napisała sms-a i przyklęknęła przed szybą: - No, i gdzie jest ten tygrysek? Malutki, chodź, kici kici- wołała, choć wątpiła, że ją usłyszy. Wątpiła też w to, że tygrys lubi, gdy woła się do niego "kici kici". Nie musiała jednak wymyślać więcej wątpliwości, bo tygrys przebiegł tuż przed szybą. Ala odskoczyła do tyłu. - Jaki ty jesteś duży! Nigdy mnie, tak nie strasz! Mam nadzieję, że szyba jest pancerna!- powiedziała niby do siebie, niby do tygrysa. Tygrys zatrzymał się ok. pięć metrów od niej i zaczął tarzać się w błocie. - Będziesz cały brudny! Twój pan będzie musiał cię wykąpać.- zaśmiała się wyobrażając sobie takiego olbrzyma w wannie. Słysząc jakieś kroki wstała, by zobaczyć, kto idzie. - Cześć, nie wiedziałem, że w taki deszcz ktoś odwiedzi Siouxa.- powiedział zaskoczony mężczyzna. Ala nic nie odpowiedziała, wpatrywała się tylko w kolczyki mężczyzny. Miał na sobie jeansy, ciemną polarową bluzę "National Geografic" no i te kolczyki. Głowę zdobiła fryzura, która tłumaczyła kolczyki. Mężczyzna fascynował się Indianami, albo to nowy trend w modzie... Ala stwierdziła, że pozostanie przy pierwszej opcji, bo dość miała fanatyków mody i nowinek z jej świata. - Brudny jestem?- przerwał jej. - Och, nie, przepraszam, że się tak patrzę.- zaśmiała się nerwowo Alicja.- To tylko twoje ładne kolczyki. - Ach!- zaśmiał się tym razem on.- Jak masz na imię? - Alicja, tzn. Ala. A pan? - Darek, nie żaden pan.- powiedział i podał jej rękę.- Siouxa już poznałaś.- wskazał na tygrysa upaćkanego błotem. - Ty go tak nazwałeś?- spytała - Tak, zaczęłem tu pracować i akurat dyrekcja zoo otrzymała go z Drezna. Nie miał opiekuna, więc mi powierzyli tą rolę.- wytłumaczył Darek. - A jego mama? Ile on już ma lat, jest taki duży! - Jego mama mieszka w Dreźnie, a Sioux ma 5 lat. - Czy on jest twoim przyjacielem?- zapytała niespodziewanie Alicja. Darek spojrzał na Siouxa, zastanowił się chwilę nad odpowiedzią i rzekł: - Przyjaźń to pewien rodzaj miłości, prawda? A ja kocham tego tygrysa. Szanuję go, podziwiam i nigdy bym go nie skrzywdził. Tak, to mój przyjaciel. Uśmiechnął się do zamyślonej Ali. - To, co czuję do niego niewiele się różni od przyjaźni twojej i twojej przyjaciółki... - Nie mam przyjaciółki.- przerwała Ala wciąż patrząc na Siouxa.- Jesteście szczęściarzami, że siebie macie. - Ala, nie chciałabyś pomagać mi tu, w zoo?- spytał nagle Darek. - Ja? - Tak. Nie znajdziesz się po drugiej stronie szyby, ale możesz pomóc mi szykować dla niego jedzenie, sprzątać wybieg, gdy go nie będzie i takie tam. - Mogę? - Możesz, ale musimy to zgłosić do dyrekcji, żebym nie miał kłopotów. Będziesz pracować jako wolontariuszka. Tylko musisz spytać rodziców, chodzisz przecież do szkoły, a to jest ważniejsze niż Sioux.- powiedział.- To jak będzie? - Jutro tu będę z pisemną zgodą od rodziców!- ucieszyła się Ala. - No to uciekaj do domu, już przestało padać, a rodzice pewnie już na ciebie czekają z obiadem. Ala ruszyła do wyjścia. Odwróciła się jeszcze i powiedziała: - Darek! Spojrzał na nią zza wiadra mięsa dla Siuxa. - Tak? - Dziękuję. - Nie ma za co. Do zobaczenia jutro!- pożegnał ją z uśmiechem. W domu, jak przewidział Darek, czekał już na Alę ciepły obiad. Tata i mama usiedli razem z Alą przy stole. Obiad był bardzo ważnym posiłkiem w ich rodzinie. Był to czas wspólnej rozmowy, nigdy nie mówiono: "nie mów z pełnymi ustami". - Jak minął dzień?- spytał tata nakładając sobie buraczki. - Wiecie, byłam w zoo... - W zoo? Od kiedy interesujesz się zwierzętami?- ździwiła sie mama. - Od dzisiaj.- uśmiechnęła się Alicja.- Spacerowałam i nagle zaczęło padać. Pobiegłam do domku, z którego obserwuje się tygrysa. Napisałam do was sms-a i zjawił sie opiekun Siouxa. Tygrysa.- wytłumaczyła.- Ma na imię Darek. Porozmawialiśmy chwilę, a on zapytał, czy nie chciałabym pomagać mu w zoo, w ramach wolontariatu.- powiedziała.- Tylko musicie wyrazić zgodę na piśmie, którą Darek zaniesie do dyrekcji, w przeciwnym razie mógłby
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil siasia_17
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…