Wróć do katalogu

PEWNOŚĆ

Może to już niedaleka przyszłość, lub rozwiązanie problemów finansowych, z całą pewnością na dzisiejszy dzień jeszcze fantastyka.

gufy, opublikowano , 21 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

PEWNOŚĆ

Magda poprawiła czarny obcisły dres, podobny do używanych powszechnie w yogingu. Po opuszczeniu kominiarki na twarz pozostało jej jeszcze tylko osłonięcie rąk rękawicami. Stanęła na tle czarnego ekranu przed zajmującymi całą przeciwległą ścianę lustrami. Niewielkie otwory w kominiarce były jedynymi jaśniejszymi punktami, jakie rysowały się w jednolitej czerni. Strój idealnie zlewał się z tłem. - Świetnie - pomyślała. Przeszła na sąsiednie stanowisko, również na śnieżnej bieli można było rozróżnić jedynie ciemniejsze owale oczu. Strój błyskawicznie i całkowicie akomodował się do tła. Przesunęła ręką przed oczami, rozwijając folię zasłaniającą otwory w kominiarce i stała się niewidoczna. Kilkakrotnie zmieniała pozycję sprawdzając czy kostium dostatecznie szybko reaguje na zmianę tła. Przy bardzo silnej koncentracji zauważyła, że linia dzieląca ekrany zdawała się lekko falować w chwili, kiedy ją przekraczała. Ostatecznie jest najwyższej klasy fachowcem i było by dziwne, gdyby nie potrafiła dostrzec tego faktu. Musiała przyznać, że jeszcze nie spotkała tak świetnie reagującego stroju. - Będę miała z niego pożytek, no i chwilowo żadnej konkurencji - pomyślała wyraźnie zadowolona. Fakt, był to jedyny dostępny egzemplarz. Profesor Wiszniowski pracował nad nim przez ostatnie trzy lata swojego życia, udoskonalając stopniowo prototyp, który pojawił się w Japonii w końcu ubiegłego stulecia. Następnego egzemplarza nie zdążył już skonstruować. Zadbała o to, aby właśnie w jej ręce trafił i prototyp i pełna dokumentacja. To był chyba jej najlepszy kontrakt, jego realizacja, poza normalnym dochodem za wykonanie zlecenia, przyniosła nieoczekiwaną premię w postaci właśnie tego sprzętu. Profesora poznała jeszcze na długo przed realizacją zlecenia, kiedy to w imieniu instytucji, w której oficjalnie pracowała, podpisywała z nim kontrakt dotyczący prac nad tym kombinezonem. Wiszniowski wytłumaczył jej wówczas jak ma funkcjonować i na czym będzie polegało działanie kombinezonu. Założenia były proste, podczas, gdy jedna strona czytała obraz tła, druga odtwarzała go na hologramowych ekranach. Teoretycznie było to stosunkowo proste zadanie, jednak dobranie relacji czytników tła i ekranów działających w trójwymiarowej przestrzeni i podczas ruchu, tak, aby pod każdym kątem i w każdym miejscu był wyświetlany wierny obraz zasłanianego tła, zajęła profesorowi kilka lat. Pierwsze modele pomimo pozornej przezroczystości dawały zarys postaci, ponieważ na jej obrzeżach obraz załamywał się. Z takimi modelami Magda spotkała się już kilkakrotnie. Były świetne do pracy od zmroku, do świtu, kiedy to niewielka ilość światła i tak utrudniała rozróżnienie kształtu i barwy obrazu. Nie nadawały się natomiast do pracy w dzień i przy pełnym oświetleniu. Rozsunęła ekrany tła, odsłaniając wnętrze pokoju. Przeszła kilkakrotnie tam i z powrotem, obserwując w lustrze odbicia mijanych mebli. Musiała bardzo wytężyć uwagę, aby zauważyć nieznaczne falowanie brzegów mijanych sprzętów. Była pewna, że tak niewielkich efektów nie jest w stanie zaobserwować nawet specjalnie przeszkolony człowiek, jeśli nie patrzy w konkretne miejsce i w konkretnym celu, tak jak robiła to ona właśnie w tej chwili. Dodatkowo włączyła pełne oświetlenie w pokoju, łącznie z lampką nocną, która nie dawała zbyt wiele światła, oraz bardzo silnym punktowym halogenem, jakiego używała podczas precyzyjnych prac przy najdrobniejszym sprzęcie. Efekt przechodził jej oczekiwania. Była całkowicie niewidoczna. Kombinezon miał jeszcze inne istotne zalety, był niewidoczny nie tylko w zakresie fal widzialnych, lecz również dla skanerów termicznych oraz pełnego zakresu pozostałych fal. Ekranowanie powierzchni wewnętrznej odbierało całkowicie ciepło wytwarzane przez jej ciało i przetwarzało w energię potrzebną do pracy przetwornic obrazu. Nadmiar energii gromadziły kondensatory wbudowane w podeszwy butów. Energię tą można było wykorzystać do zasilania niewielkiego podręcznego pistoletu laserowego wbudowanego poniżej prawego przedramienia, lub jako paliwo do dwóch miniaturowych silników grawitacyjnych, zamocowanych na łydkach, umożliwiających precyzyjne, sprawne, i bezpieczne, kilkunastometrowe bezszelestne skoki. Rzuciła szybkie spojrzenie na wskaźniki hiperczułych czytników podczerwieni i ultrafioletu, wszystkie, co do jednego niewzruszenie wyświetlały zero. - To znaczy, że mnie tutaj niema. Bardzo pięknie. - Szepnęła z nieukrywanym zachwytem w głosie.-Zatem, czas na ostatnią próbę. Delikatnie musnęła narożnik futryny. Pokój pokryła przestrzenna sieć laserowych promieni. Ostrożnie wysunęła rękę przecinając dłonią jedną ze smug. Spojrzała na czytnik, nie było reakcji. Kolejno przecinała coraz większą ilość nici w świetlistej sieci pilnie obserwując wskazania. Czujnik nie reagował. Sieć jej nie widziała. Coraz śmielej i szybciej poruszała się po pokoju. W pewnej chwili, na dwóch ostatnich pozycjach jej wyświetlacza, mignęło błyskawicznie kilka cyfr. Powtórzyła wolno ostatni ruch obserwując wskaźnik. Gdy jeden z promieni trafił na folię osłaniającą oczy znów pojawił się odczyt. Sygnał był słaby, lecz tak precyzyjna aparatura, jaką dysponowała, rejestrowała go bezbłędnie. Podobny sygnał mógł wywołać na przykład przelatujący owad i większość stosowanych urządzeń ignorowała go nie wzbudzając alarmu. Wiedziała doskonale, że istnieją również takie, które nie tolerują nawet owadów i reagują na odczyty pojawiające się na ostatnim miejscu. Jej testery były wyskalowane na najczulsze z możliwych odczytów. Sprzęt, którego używała nie mógł pozostawiać żadnych śladów. Niosłoby to dla niej zbyt duże ryzyko. Znając słabe punkty swoich urządzeń wiedziała, kiedy musi uważać, czego unikać i jak planować swoje akcje. Wyłączyła laserową siatkę. Odpięła zatrzaski na nadgarstkach i ściągnęła rękawice. Zdjęła kominiarkę uwalniając, modnie, krótko przyciętą, grzywę blond włosów. Rozpięła zamek kombinezonu, wyciągnęła ręce z rękawów. Osuwająca się swobodnie na biodra tkanina odsłoniła zgrabne, jędrne, nie skrępowane stanikiem piersi. Wyswobodziła biodra z opinającego je ciasno błyszczącego materiału. Wyłączenie zasilania następowało w chwili odłączenia poszczególnych elementów od kombinezonu. Sam kombinezon tracił swoje niezwykłe właściwości po rozpięciu zamka. To, co opadało z niej na podłogę przypominało podbity pianką kombinezon płetwonurka o bardzo grubych podeszwach. Właśnie w tych podeszwach mieściły się oprócz akumulatorów energii wszystkie systemy sterowania, koordynacji i synchronizacji pracy, czyli mózg całego urządzenia. - Jesteś wspaniały mój śliczny - powiedziała z czułością do niewielkiej stery materiału spoczywającej u jej stóp. Rozprostowując, z pietyzmem, składając i rolując poszczególne elementy swojego niecodziennego stroju przypominała spadochroniarza szykującego sprzęt przed skokiem. Całość włożyła do niewielkiej torby turystycznej, która po zamknięciu zamka skurczyła się jeszcze blisko o połowę, za sprawą wbudowanej w nią próżniowej mini pompy. Przypominała w tej chwili dużą damską torebkę. Magda odstawiła ją na garderobę. - No, teraz mogę brać najtrudniejsze zlecenia, ależ to będzie kasa!- Śmiejąc się wykonała piruet zakończony zwinnym podskokiem i klasycznym szpagatem. Sprawdziła ekranowanie pomieszczenia. Było bezpiecznie. Wprawdzie automat kontrolował to na bieżąco, niemniej jednak, co jakiś czas sprawdzała osobiście czy wszystko funkcjonuje prawidłowo. Przecież, jeśli ona potrafiła zajrzeć wszędzie i wszystko usłyszeć, to musiała się liczyć z faktem, że i ją można w każdej chwili podsłuchać i podejrzeć, a do tego nie mogła pod żadnym pozorem dopuścić. Przygotowywała właśnie nową operację i pomimo iż wcześniej opracowała już jej szczegóły, postanowiła w zaistniałej sytuacji wprowadzić niewielkie zmiany. Chciała wypróbować swój najnowszy nabytek. Ukryta w ścianie szuflada wysunęła się bezszelestnie. Jej centralną część stanowił masywny blat z całym szeregiem przytwierdzonych do niego przeróżnych chwytaków, uchwytów i obejm o przedziwnych kształtach. Umieszczone nad wąziutkimi pojemnikami zawierającymi mikroskopijne części przywodziły na myśl porównanie ze zminiaturyzowaną stocznią. Odchyliła przednią ścianę szuflady zmieniając ją w poręczną klawiaturę zwieńczoną niewielkim ekranem. Wprawnie przebiegała palcami po literach i cyfrach. Przyrządy precyzyjnie sterowane wyjmowały i przenosiły mikroskopijne elementy z pojemników na blat, gdzie inne niemniej precyzyjne urządzenia montowały je ze sobą. Na ekranie wyświetlały się jakieś skomplikowane sekwencje programowe. Od czasu do czasu przerywały je obrazy aktualnego stanu montowanego sprzętu. Po kilkunastu minutach pracy urządzenia, na blacie leżała maleńka mucha. Ekran wyświetlał teraz obraz widziany kamerami jej oczu, z głośnika przylegającego do ekranu rozległ się cichy szum. Mucha szła wolno w kierunku Magdy, a ona dostrajała parametry kamer, obracając w różnych kierunkach główkę muchy. Upuściła na podłogę niewielki kawałek plastiku, a głośnik powtórzył szeleszczący odgłos opadającego przedmiotu. Otworzyła miniaturowy pojemnik w broszce leżącej przed lustrem, mucha sfrunęła do pojemniczka i złożyła skrzydła. Magda zamknęła pojemnik. Zerknęła na zegarek. - No już najwyższy czas - szepnęła. Szybko wzięła prysznic. Wysuszyła krótko przycięte włosy. Włożyła lekką letnią sukienkę. Stojąc przed lustrem przypięła niewielką broszkę. Przed wyjściem zmieniła wygodne domowe tenisówki na wysoko sznurowane sandały z podwyższonymi obcasami. Były to jedne z najmodniejszych w jej olbrzymiej kolekcji butów. Części posiadanych par nie używała nigdy. Kupowała je dla samej przyjemności kupowania i posiadania. Nim postanowiła włożyć niektóre z nich, wychodziły już z mody. Wkładając buty sprawdziła zawartość niewielkiego pojemniczka w prawym obcasie. Dwie miniaturowe mrówki leżały uśpione w swoim schowku. Sprawność ich działania sprawdziła już dzień wcześniej. Przed zamknięciem drzwi zabrała stojącą na garderobie torbę. Może była ona odrobinę za duża do stroju, w jakim wychodziła, lecz na pewno nikt nie zwróci na to uwagi przy tej dowolności, jaka właśnie panuje na warszawskich ulicach. Wyszła na zalane słońcem miasto. Lato w tym roku w Warszawie było…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych