Piaskiem w oczy Rozdz.I cz.1
To historia młodego człowieka, który rozpoczyna dorosłe życie z dala od domu rodzinnego i swojej dziewczyny. Czy wszystko ułoży się po jego myśli? Czy dorosłość okaże się prosta i łatwa? Czy los będzie dla niego łaskawy? - Proszę o komentarze.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział I
Szła wolno schodami pod górę. Czuła ogromne zmęczenie. Każdy krok kosztował ją sporo wysiłku. Czuła się niemal jak himalaista zdobywający kolejny najwyższy szczyt. Cały dzień była na nogach. Nie zawsze wraca z pracy taka zmęczona, ale dziś był wyjątkowy ruch w sklepie. Klienci jakby robili jakieś ogromne zapasy żywności. Z jednej strony nie nudziła się, ale z drugiej nie miała nawet czasu spokojnie pomyśleć o rodzinie, a szczególnie o swoim mężu. Odkąd zrobił te badania i usłyszał diagnozę, jest taki nieswój. Pamięta doskonale ten dzień. Zachowywał się wtedy jakby świat zawalił mu się w jednej minucie. Na nic nie zdały się jej tłumaczenia, że kocha go bardzo, a nawet jeszcze bardziej. Dziewczynki przez pierwsze dni po diagnozie nie opuszczały go ani na minutę. Choć chciał za wszelką cenę zostać sam. Jego lekarz mówił, że nie można go teraz opuścić. Musi czuć miłą atmosferę rodzinną. Do góry, schodek za schodkiem wspinała się, włócząc nogami, a w tym czasie myśli same jej przelatywały przez głowę. Prawą rękę przytrzymywała się poręczy, a w lewej trzymała torbę z zakupami. Przez lewe ramię miała przewieszoną swoją podręczną torebkę. Chciała uszykować coś specjalnego na kolację. Miała zamiar zrobić naprawdę coś dobrego. Już wszystko zaplanowała. Kupiła produkty, żeby zrobić rizotto. Jej "misiu" - tak go nazywała pieszczotliwie - bardzo lubił tę potrawę, szczególnie jak ona ją przygotuje. Kupiła butelkę czerwonego, półsłodkiego wina i dwie świeczki, żeby zrobić nastrój przy kolacji. Może uda się jej przywrócić go do "normalnego" życia. Stanęła przed drzwiami swojego mieszkania i wolną rękę delikatnie zaczęła pukać, żeby ktoś jej otwarł. Niestety nikt ich nie otwierał. Odpowiedziała jej głucha cisza. Ponowiła pukanie, ale nieco głośniej. Nadal za drzwiami od wewnątrz panowała zupełna cisza. Nacisnęła klamkę, ale drzwi nie ustąpiły. Były zamknięte. Trochę zniecierpliwiona i lekko oburzona, że mąż nawet po nią nie wyszedł i nie pomógł jej przynieść zakupów - a często tak robił, jak miał wolne od pracy - nacisnęła dzwonek. Przytrzymała go nieco dłużej. Niech się tam wreszcie obudzą, pomyślała. Ale drzwi były nadal zamknięte. Nie usłyszała charakterystycznego zgrzytu otwieranego zamka od wewnątrz. Postawiła siatkę z zakupami i zaczęła szukać w swojej torebce kluczy. Była coraz bardziej zdenerwowana. Wydawało jej się co najmniej dziwne, że nikt nie otwierał. Przecież w domu powinny być przynajmniej dziewczynki, nie mówiąc już o jej małżonku. Czy coś się stało? Nachodziły ją czarne myśli. Chyba nic sobie nie zrobił? Nie jest przecież głupi, żeby targnąć się na swoje życie. Fakt, że był trochę załamany, ale chyba nie aż tak, żeby popełnić samobójstwo. Szukając kluczy nerwowo grzebała w torebce. Przerzucała jej zawartość do góry nogami, a kluczy nie było. Jej torebka zawierała dokładnie wszystko to co nie potrzebne. Jacek - jej mąż -zawsze dziwił się, że to wszystko dźwiga, więc musi być silną kobietą. Nie znał nikogo, kto świadomie dźwigałby takie niepotrzebne ciężary. Klęła w myślach, na czym świat stoi. Niech to szlag trafi. Akurat teraz. Potem zaczęła się w myślach modlić. Żeby tylko nie sprawdziły się jej czarne myśli. Łzy napływały jej same do oczu i nie wiedziała, czy ze wściekłości czy z przerażenia. Nie wiedziała przecież, co zobaczy w mieszkaniu jak znajdzie wreszcie te cholerne klucze. Powtarzała w myślach, żeby nic się nie stało. Pociągała nosem trochę z płaczu, a trochę przy okazji wąchając czy nie czuć gazu. Przyszło jej do głowy, że Jacek otruł się gazem. A dziewczynki....... ? Wreszcie znalazła klucze. Próbowała trafić do dziurki, najpierw u góry. Jest, trafiła, przekręciła. Teraz dolny zamek. Pamiętała, że zacinał się, ale wiedziała jak należy wkładać klucz, żeby go bez problemu przekręcić. Włożyła klucz, ale nie dał się przekręcić. Cholera coś nie tak, pomyślała. Zaczęła przebierać nogami. Wcale nie dlatego, że chciało jej się iść do toalety, ale z niecierpliwości. Gdyby szybko otwarła to jeszcze zdążyłaby odratować Jacka i dziewczynki. Mówiła do siebie szeptem: "Panie Boże, pomóż mi", szemrając kluczem w zamku potrząsała nim mocno już zdenerwowana. Tyle razy prosiła Jacka, żeby naprawił ten zamek, albo go w ogóle wymienił. Nie mogła się go doprosić. Początkowo nie miał rzeczywiście czasu. Coś majsterkował w mieszkaniu. Potem wydawało się jej, że nie naprawia tego zamka z przekory. Sprawiało mu radość, jak się denerwowała. Mówił wtedy, że pięknie wygląda jak się denerwuje. On sam, jak to mówił był - niestety - taki "słodki". Wtem zdała sobie sprawę, że myśli o nim w czasie przeszłym. Potrząsnęła głową. Chryste, dlaczego tak myślę? Półgłosem mówiła do siebie: "szybko, szybko, przecież umiesz, żeby tylko nic się nie stało, mój kochany Jacku, moje kochane dziewczynki". W końcu z trudem przekręciła klucz. Ręce jej się trzęsły z nerwów. Było zamknięte tylko na jeden raz. Jacek jak wychodził, zwykle zamykał na dwa razy. W tym momencie zaniepokoiła się już nie na żarty. Wbiegła do przedpokoju, zostawiła siatkę z zakupami i otwarte na szeroko wejściowe drzwi - Jacek, Jacek, dziewczynki, gdzie jesteście? Biegała nerwowo po mieszkaniu i wołała wszystkich po kolei. Wchodziła kolejno do każdego pomieszczenia: kuchnia, jeden pokój, drugi pokój, łazienka i pokój gościnny. Nie było nikogo. Usiadła na tapczanie. Rękoma podparła się o swoje kolana, a dłońmi zakryła twarz. Płakała i nie wiedziała, dlaczego. Może ze szczęścia, że nie zastała tego, o czym przez cały czas myślała. Nie wiedziała jednak gdzie są jej córeczki i mąż. Wstała i poszła po siatkę z zakupami. Zamknęła za sobą drzwi i wróciła do pokoju gościnnego. Stanęła w wejściu i nagle zobaczyła kartkę leżącą na stole. Podeszła do stołu, wzięła kartkę i zaczęła nerwowo czytać słowo po słowie. Po chwili podniosła wzrok i wyszeptała – Boże, miej go w opiece.
***
Droga zaliczała…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil pisarz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…