Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 25
Światło i Cień.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
***
Pierwsze, nicość przeszyły myśli, a wędrująca wola zachwiała symetrią idealnego pola.
Myśli kłębiły się, gęstniały, by w końcu zrodzić słowa: gniew, ład, wieczność i zmianę.
Życie lgnęło do nich, oblepiało i tworzyło świadomość, a świadomość zapragnęła światła...
Mity i legendy starego świata: "Narodziny domen"
****
Poranek przywitał Cesarską delegację gęstymi chmurami i ostrym deszczem, który smagał jak bat w rękach rozgniewanego wiatru. Lejla rzuciła zaklęcie ochronne na siebie i Selektę, ale tuż przed bramą musiała je rozproszyć: uderzające o magiczną barierę krople, spływały po ciele i ubraniu jak po szkle, co wyglądało mocno nienaturalnie. Nie chciała ujawniać się, jako czarodziejka w szczególności w takich ciężkich czasach, w których zdesperowani ludzie byli gotowi zemścić się za swoją niedolę na wszystkim, co inne i niezrozumiałe.
Po okazaniu cesarskiego glejtu przekroczyli pierwszy mur i rozpoczęli podróż w głąb miasta.
W każdym wolnym zakątku przestrzeni wyrastały poskładane, z czego popadnie, domki i szałasy wypełnione ludnością uciekającą z farm na północnych terenach Walonu: tam zaczęła się zaraza i tam też było najgorzej.
Powietrze wydawało się gęste, a każdy oddech zostawiał posmak lepkiej goryczy w ustach.
Aura Arkanistki, choć skupiona, rezonowała rozpaczą skłebioną w przestrzeni. W serce sączył się mrok i rozprzestrzeniał niczym jad zatruwający ciało i umysł. Po raz pierwszy od opuszczenia Oruun skarciła się za tą decyzję. Po co mi to było, co mnie napadło, myślała; przed czym ja uciekłam… przed nim czy przed tym ciągłym ukrywaniem nas?
Wzdrygnęła, jakby strzepywała z siebie stado mrówek. Dosyć już tych posępnych myśli, nakazała sobie. To atmosfera tego miasta i jego wypełniające przestrzeń skumulowane zwątpienie mąci mi w głowie.
Lejla z chęcią ominęłaby miasto i udała bezpośrednio do pracowni mistrza Markusa, ale Selekta miała swoje zadanie do wykonania w barakach gwardii: Safonka za nic w świecie nie puściłaby jej samej, więc nawet nie marnowała sił na słowne przepychanki.
Im bliżej centrum byli, tym bardziej rosła liczba wojsk patrolujących ulice. Poza strażą miejską, porządku pilnowała również regularna armia. Osoba postronna, nieznająca sytuacji, mogłaby odnieść wrażenie, iż miasto jest okupowane, a nie strzeżone. Maszerujące w zwartym szyku oddziały walońskiej piechoty Białych Kruków, budziły respekt przechodniów, a na wieżach strażniczych, przy jednej z bram do wewnętrznego kręgu, rozstawiono cały oddział kuszników.
Trybadę zaalarmował ten stan rzeczy. Wiedziała, że ta sytuacja nie było normalnym pilnowaniem porządku w niespokojnych czasach, ale nie podzieliła się swoim spostrzeżeniem z Lejlą. Nie chciała dodatkowo potęgować jej niepokoju, który i tak narastał nieubłaganie: czarodziejka coraz bardziej zamykała się w sobie, w swoich myślach i wewnętrznych odczuciach.
Strażnik przepuścił wszystkich, każąc złożyć broń w garnizonie. Po drugiej stronie muru wszystko, jak za dotknięciem magicznej różdżki, wróciło do normy. Nawet wiatr i deszcz zdawały się tu nieco odpuszczać mieszkańcom.
Miasto tętniło życiem, ludzie na ulicach toczyli ożywione konwersacje, a dzieci biegały, plącząc się dorosłym miedzy nogami i bawiąc beztrosko. Podróżnicy postanowili uwiązać konie przy pobliskiej gospodzie, gdzie rycerze zasiedli do stołów z nadzieją zaspokojenia głodu i pragnienia. W międzyczasie Safonka wypytała karczmarza o posterunek straży miejskiej. Musiała dostarczyć rozkazy ze stolicy do dowódcy gwardii Kristofa Weismana, zaufanego drucha Wilfreda i zagorzałego patrioty. Poznawszy przybliżoną lokalizację garnizonu podeszła do Lejli.
– Idziesz ze mną czy zostajesz w oberży? – spytała z nadzieją, że zostanie z Pieśniarzami w karczmie.
– Idę z tobą; przy tobie czuje się bezpiecznie – odpowiedziała Arkanistka, nerwowo obserwując otoczenie. Ze względu na dar aury czarodzieje, w pewnym sensie odczuwali silne emocje innych ludzi – w szczególności, jeśli były tak nagromadzone, jak w tym mieście. To samo działo się z Lejlą: doznawała nieszczęścia mieszkańców skłębionego na tyle, by podróżować wraz z fluktuacjami symetrii magicznego pola.
Safonka nie mogła polemizować z takim pochlebnym argumentem.
– No to w drogę – oznajmiła wartko Trybada. W duchu sama chciała, czym prędzej opuścić to miejsce. – Posterunek znajduję się kilka przecznic stąd, tuż za rynkiem. Szybciej pójdziemy, szybciej wyjedziemy.
Normalnie na dźwięk słowa „rynek” czarodziejce pojawiłyby się ogniki w oczach. Tym razem jednak wzięła Selektę pod ramię i grzecznie dała się prowadzić.
Po przejściu kilkudziesięciu metrów wyszły na obszerną, okrągłą przestrzeń, po której krzątali się wyżej sytuowani obywatele Watenfel. Stragany z żywnością dysponowały bardzo zubożałym asortymentem, za to ceny były niebotycznie wysokie: większość żywności przywożono obecnie z głębi kontynentu.
Mniej więcej na środku targowiska, zrobiło się szczególnie gwarno i głośno a pomiędzy huczącymi mieszczanami, Selekta dostrzegła kilku funkcjonariuszy straży.
Chwyciła mocno dłoń arkanistki.
– Chodź – szarpnęła ją niedbale. – Spytamy o Kapitana Weismana. – Lejla przytaknęła.
W pewnym momencie zderzyły się ze ścianą szykownych surdutów i bawełnianych sukni przyozdobionych futrami lisów, norek i nieco mniej eleganckich: królików. Selekta wytrwale torowała sobie drogę do celu, nie baczą na liczne sygnały oburzenia od strony odpychanych mieszczan.
– Czarodziej...! Zabić szarlatana...! Spalić go! – Nawoływali wrogo ludzie zgromadzeni najbliżej centrum zamieszania.
– Zobacz, chcą kogoś palić za czary i to nie jesteś ty. Ktoś cię wygryzł z interesu, ha! – zarechotała Selekta.
– Cicho! – zganiła ją czarodziejka, obrzucając karcącym spojrzeniem. – Podejdźmy bliżej, muszę zobaczyć, co tu się dzieje.
W końcu, po ostatnim pchnięciu łokciem pod ostatnie żebra, Trybada zdołała przecisnąć się na skraj zbiorowiska i wyciągnęła Lejlę z zamykającego się prześwitu, który z trudem wywalczyła.
W centrum zamieszania stał zrujnowany stragan, a przed nim mężczyzna osłaniający dziecko. Chłopiec ledwie wystawał zza szerokich spodni ojca, zwisających luźno na patykowatych nogach.
– Ludzie czy wam już rozum odjęło!!? – Krzyczał śniady mężczyzna, próbując przebić się przez głośne, pogardliwe wrzaski
– Idźcie stąd!
– Precz!!
– Nie chcemy tu takich jak wy!!! – skandowali mieszczanie.
Jeden z awanturników podniósł kamień gotów cisnąć nim w stronę dziecka. Silny chwyt wykręcił mu nadgarstek, nim zdołał wziąć zamach.
– A, a, aaaa! – jęknął zaskoczony podżegacz.
– Ja bym nie próbowała na twoim miejscu – pogroziła mu Safonka i wykręciła dłoń jeszcze mocniej: kostki nadgarstka chrupnęły boleśnie.
Kamień upadł na klepisko.
– Grzeczny chłopiec – pochwaliła go, jak sadysta upajający się cierpieniem posłusznej ofiary i zwolniła uchwyt
– Rozejść się! I to już! Koniec przedstawienia! – warknęła w stronę zbiegowiska, unosząc do góry cesarski inkret. Nikt nie chciał mieć problemów, więc gapie rozpierzchli się po targowisku a prowodyrzy, silni jedynie w gromadzie, wtopili się w pierzchający tłum.
Selekta…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MKP
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…