Wróć do katalogu

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 41

Koszmar straty i cud narodzin

MKP, opublikowano , 11 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pani Ozir właśnie kończyła szykować rzeczy, które Eliot miał zabrać do Sefalos, gdy zdała sobie sprawę, iż całość zgromadzonej na łóżku konfekcji, mogłaby zapełnić przynajmniej średniej wielkości kufer.

Kobieta wyprostowała bolące plecy i spojrzała na stosiki pieczołowicie poskładanych i posegregowanych ubrań. Z racji ograniczeń wynikających ze środka transportu – skrzydlata Orędowniczka Imaltis – zawartość pakunku musiała zostać zredukowana do niezbędnego minimum. Ciężkie westchnienie oznaczało akceptację faktu, iż wykonała tylko wstępną selekcję.

Wybór odpowiedniej odzieży stanowił nie lada wyzwanie, a umysł zatroskanej matki nieustannie wydłużał listę o kolejne niezbędniki, na wypadek tego czy tamtego. Koniec końców Otmar zachowała zdrowy rozsądek i wybrała po jednej rzeczy z każdej grupki, zostawiając nieco więcej miejsca na majtki i spodenki: dziwna metoda dedukcji doprowadziła ją do wniosku, iż wśród Starszych, może być problem z dostępnością bielizny.

Ostatnie sztuki ubrań dobierała bardzo starannie, celowo nie szczędząc czasu na ich idealnie ułożenie w tobołku. Rozpacz z powodu zbliżającego się rozstania z synkiem,narastała wraz z każdą parą ściąganych sznurkiem, lnianych rybaczek, wykładanych na prostokątnej narzucie.

Eliot nigdy nie opuszczał domu na tak długo i zawsze towarzyszyło mu przynajmniej jedno z rodziców: w końcu był ich ukochanym jedynakiem; oczkiem w głowie mamusi, która nie wyobrażała sobie życia bez niego i chciała zapewnić synkowi wszystko, czego brakowało jej, gdy była dzieckiem.

Pani Ozir dorastała w patologicznym domu z ojcem alkoholikiem i zgorzkniałą matką, której pokłady miłości wyczerpały się na piątym dziecku, a Otmar była siódma z ośmiorga rodzeństwa. Gdy tylko nadawała się do zamążpójścia, rodzice wydali ją w zamian za drobny posag, byleby pozbyć się jednej gęby do wykarmienia.

Życie od początku jej nie rozpieszczało, to prawda, ale jak się później okazało, przewrotny los posłał jej czuły uśmiech i trafiła na dobrego, pracowitego chłopaka.

Emir z początku zachowywał się wobec niej trochę obojętnie i oschle; nie wynikało to jednak z niechęci, lecz z generalnego braku doświadczenia w obyciu z kobietami. Otmar też nie należała do tych śmiałych, więc nie było łatwo. Jednak pierwsze lody szybko stopniały, a sympatyczne usposobienie i zaradność młodej żony zrobiły na Emirze ogromne wrażenie. Z czasem uczucie podsycane wzajemnym szacunkiem rozkwitło i zaowocowało synkiem, Eliotem.

Chłopiec od narodzin był wyjątkowym dzieckiem: jego uśmiech i ciepło, jakie wokoło roztaczał, przepełniało ich skromny dom nadzieją na lepsze jutro. Nie brakowało mu też wyobraźni, która nie raz dostarczała całej rodzinie niechcianych wrażeń.

Gdy Eliot skończył kilka latek, zaczął pomagać matce w utrzymaniu gospodarstwa i choć w większości przypadków tylko wydawało mu się, że pomaga, to zawsze miał w sobie to coś; tę iskrę, która czyniła codzienną pracę nieco lżejszą.

Na myśl o jego stracie w Otmar wzbierał gniew, na którym z trudem panowała. Odgłos wiązanego w pętlę materiału obwieścił koniec pakowania. Kobieta związała rogi lnianej płachty tak, aby Eliot mógł wygodnie przewiesić sobie tobołek przez ramię.

Uniosła pakunek. Nie był ciężki.

Wolałabym zapakować kufer; zima idzie. Przydałby się jeszcze: rękawiczki, kurtka, ciepłe buty… PRZESTAŃ! Skarciła się w myślach.

– To nie pustynia – oznajmiła na głos i złapała za klamkę osadzoną w drzwiach małego pokoju.

Odniosła wrażenie, że skrzydło jest niewiarygodnie ciężkie, choć wcale nie było masywne. Zdała sobie jednak sprawę, iż to nieuchronne rozstanie napiera na drzwi z drugiej strony: nie chciała opuszczać sypialni Eliota.

Ostatnie spojrzenie powędrowało na komodę, gdzie natrafiła na poturbowanego, wypchanego słomą misia. Pochwyciła go i mocno przytuliła do piersi, jak gdyby ponownie trzymała swoje małe dzieciątko w ramionach.

Wyszła z pokoju.

Na środku izby siedziała Atma zabawiając Eliota i Emira ciekawymi historiami. Otmar przystanęła na chwile i spojrzała na obu swoich chłopców. Taki widok pewnie prędko się nie powtórzy, pomyślała i chrząknęła wymownie. Orędowniczka przerwała opowieść.

– Spakowałam ci kilka ubrań i cos do jedzenia na drogę – zwróciła się do synka, wyciskając z siebie nieszczery uśmiech. – Weź tatę i idź pożegnać się z panną Lejlą. Szuka czegoś na polu.

– Super! Dzięki, mamo! – podbiegł i przytulił się do jej sukienki, która pachniała kuchnią i domowej roboty lawendowym mydłem.

Otmar pogłaskała go po głowie, nadal wprawnie udając radosną. Nie chciała stresować Eliota, w końcu czekała go nie lada przygoda.

– Idźcie już – popchnęła synka w stronę Emira – Ja muszę porozmawiać z panią Atma.

– Chodź Eliot, zobaczymy, czy panienka Lejla znalazła coś ciekawego. – Emir wziął syna za rękę i ruszyli w stronę spopielonego pola.

Otmar bez słowa przysiadła obok Orędowniczki i wyłożyła sponiewieranego misia na kolana.

– Wie pani, co to jest? – spytała z nostalgią.

– Wystarczy Atmo. Domyślam się, że to Eliota? – odrzekła Starsza,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych