Wróć do katalogu

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 44

Hektor - część pierwsza.

MKP, opublikowano , 8 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Hektor, po rozstaniu z Selektą, na tyłach siedziby namiestnika, pozbywszy się kruczego pancerza, postanowił zabrać ledwie żywego kapitana Kristoffa do świątyni w wewnętrznym kręgu: wierny koronie weteran, był w tak złym stanie, że długa podróż z pewnością by go dobiła.

Strażnicy rozstawieni, tu i ówdzie, na terenie wokół pałacu, na widok cesarskiego glejtu, przepuszczali Wulkira bez kontroli, a oświadczenie, iż eskortuje dotkniętego plagą służącego, tym bardziej zniechęcało do wnikliwej inspekcji. Hektor miał jednak świadomość, że to się może zmienić w każdej chwili: w więzieniu zostawili przecież kilku nieprzytomnych strażników.

Z duszą na ramieniu, ruszył w stronę siedziby kultu Imaltis. Musiał, czym prędzej opuścić miasto, ale na przeszkodzie stały mu dwa strzeżone mury i przysięga na honor, iż sprowadzi Arcykapłana Sareda do Oruun w jednym kawałku. Weteran nie chciał sprzeciwiać się rozkazom a ponad wszystko, nie chciał łamać rycerskiego słowa; postanowił, że jeszcze raz spróbuje przemówić kapłanowi do rozsądku.

Będąc już blisko sanktuarium Matki, uwiązał konie przy jednym z licznych poideł rozlokowanych na obrzeżach Starego Miasta i, wpierw sam, boczną ścieżką, zbliżył do budynku. Przed tylnymi drzwiami ani wokoło, nie dostrzegł Kruków. Wrócił po Kristoffa i pomógł mu wejść do środka. W progu dobył kruczego gladiusa przytroczonego u pasa i ostrożnie wszedł do środka.

Wewnątrz nie zastał nikogo prócz chorych i kilku mnichów, którzy ich doglądali. Schował ostrze, by nie wzbudzać paniki, ale miał się na baczności.

Przekazał kapitana w ręce jednego z pełniących posługę, dodając pokaźną dotację na kościół w zamian za opiekę i milczenie. Grubej sakiewce towarzyszyła również obietnica jeszcze większej ofiary, jeśli Weissmanowi włos z głowy nie spadnie do czasu jego powrotu.

Sam nie wiedział, kiedy to będzie i czy w ogóle się stanie, ale tu kapitan miał największe szanse przeczekać bunt Walończyków.

Pozostał jeszcze hierarcha Sared.

Wulkir szedł powoli, przyparty do ściany i trzymał się z dala od wysokich okiennic, choć przy jego rozmiarach ciężko było nie rzucać się w oczy. Na miejscu ostrożnie uchylił drzwi do celi Sareda i zajrzał do środka. Arcykapłan leżał na łóżku, majacząc coś przez sen. Wewnątrz nie było nikogo oprócz niego. Zbliżywszy się, Hektor chwycił go za ramię.

– Ojcze Saredzie – szepnął. – Eminencjo. Musimy stąd uciekać – potrząsnął nim nieco mocniej. Arcykapłan otworzył podkrążone oczy i popatrzył na niego błędnym wzrokiem.

– Nie mogę stąd odejść – zadeklarował leniwym głosem – Muszę czekać na powrót matki; muszę przeprosić za to, co uczyniłem – dodał, bełkocząc bez sensu.

– Przeprosisz w Oruun. Chodźmy już! – Wulkir szarpnął go za rękę, ale kapłan wyrwał się gwałtownie.

– Zostaw mnie! – krzyknął. – Hektor odskoczył i rozejrzał się nerwowo.

– Muszę pokutować – dodał po chwili Sared.

Do pokoju, przez wąskie okno, wpadały promienie zachodzącego słońca, a z zewnątrz dobiegał odgłos rozmowy. Wulkir wyjrzał przez świetlik. Przy wejściu stał włócznik kruków i rozmawiał z czterema innymi, ciężko uzbrojonymi piechurami. Imię Hektor padło bardzo wyraźnie. Kapitan odsunął się od szyby. Zaczęło się, pomyślał i wrócił do Kapłana.

– Musisz tu zostać. Teraz całe cesarstwo jest w niebezpieczeństwie, a ty robisz za dużo hałasu – Hierarcha nic nie odpowiedział, tylko wrócił do recytowania modlitwy w pół-śnie.

Hektor czuł się fatalnie, ze złamaniem rycerskiego słowa, ale zdawał sobie sprawę, co jest priorytetem: dostarczyć wieści do stolicy. Zabrał swój dwuręczny miecza spod ściany i przekroczył próg celi.

Oczywistym było, iż nie może wyjść frontem, a od strony tylnych drzwi doszedł go metaliczny brzęk stalowych kroków. Adrenalina buzowała mu we krwi i zaciskała dłonie na rękojeści. Szykował się do walki.

Wtedy przypomniał sobie szeroki wlot od zsypu, który rzucił mu się w oczy podczas rozmowy z Selektą w piwnicy. Lady Selekta… zatrzymał myśli dłużej na wspomnieniu o niej – dłużej niż

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych