Wróć do katalogu

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 5

PIERWSZY KONTAKT Z RZECZYWISTOŚCIĄ

MKP, opublikowano , 12 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Kolejny dzień podróży do Telmonton dobiegał końca. Słoneczny półokrąg zalewał przestrzeń leniwą czerwienią, a idealną krzywiznę horyzontu zakłócały jedynie korony drzew mącące urok zachodu swoim postrzępionym zarysem.

Nawet za dnia przeprawa przez gęsty pierwotny las Sunden stanowiła o wiele większe wyzwanie niż jazda wzdłuż traktu – nie wspominając już o przekroczeniu granicy polesia po zmroku. Podejmowanie ryzyka nie miało sensu, a po nocy pod gołym niebem i tak potrzebowali postoju z prawdziwego zdarzenia; potrzebowali gospody, jakościowej paszy, ciepłej strawy i porządnych sienników. Co prawda Pieśniarze przywykli do długich patroli pogranicza, dni spędzonych w kulbace i nocy pod gołym niebem a ich kelce wytrzymywały więcej od zwykłych koni, ale Selekta i Lejla na swoich klaczach to inna para chodaków.

Większość trasy poprzedzająca szeroką dąbrowę wiodła wzdłuż szlaku kupieckiego pomiędzy rozległymi sadami prowincji Dalon. Kilkugodzinny kłus wśród identycznych karłowatych drzewek i krzewów, przygnębiał monotonią nawet konie, dlatego rycerze co pewien czas przyspieszali do krótkiego galopu – zwierzęta miały trochę rozrywki a i jeźdźcy nie przysypiali w siodłach.

Na ostatnim odcinku zwolnili do stępu: nie było sensu, żeby męczyć zwierzęta skoro do karczmy pozostało niespełna dwie godziny powolnej jazdy.

Lejla aktywowała wisiorek, który roztoczył ciepłe światło i korzystając z delikatnej rytmicznej jazdy oddała się lekturze. Po kwadransie znudzona Selekta zrównała tempo swojego wierzchowca z karuską czarodziejki.

– Co jest takiego w tym zwoju, że gapisz się na niego z taką fascynacją? – zagadnęła, łypiąc okiem na treść pożółkłego pergaminu.

Pismo uwiecznione na wąskim rulonie z gaszonej koziej skóry składało się z łukowatych grubych linii gdzieniegdzie postemplowanych drobnymi piktogramami.

– Niedawno udało mi się zakupić pewien tekst w języku Starszych. Takie artefakty to prawdziwa rzadkość w obecnych czasach – wyjaśniła Arkanistka, przesuwając palcem po rzędach symboli. – Próbuję przetłumaczyć zawartość, ale każde zdanie jest jak układanka. Często znaczenie wyrazów determinują kolejne znaki w kolumnie. Trzeba wpierw przeczytać od końca a potem jeszcze raz, z góry na dół i nałożyć znaczenia na siebie. Koszmar. – Zatrzymała dłoń na nieco zatartym fragmencie. – Jakby tego było mało, każde Starsze plemię posługuję się własnym dialektem. Zobacz. – Wskazała Selekcie symbol przypominający falę. – To nirep, a ten znak – przeniosła palec na lustrzane odbicie poprzedniej runy – nazywa się sakir. Oba symbole wyznaczają spójny fragment tekstu: nic przed i po nie jest kontekstem do zawartości. Po kształcie tych run można jednoznacznie stwierdzić, że zwój pochodzi z doliny Artem.

– Czyli starsi z Ariendich – odparła Selekta, wypinając dumnie pierś.

– Brawo.

– Świątynia zapłaciłaby sporą kwotę za ten zbutwiały rulon. O ile oczywiście nie jest kradziony. – Safonka spojrzała na Lejlę podejrzliwie.

– Nabyłam go od zwykłego kupca, a nie bandyty! – żachnęła się czarodziejka. – Handlarz wyglądał przyzwoicie. Ale nic mi po tych bazgrołach. – Zwinęła pergamin i schowała do tuby. – Tekst nie jest wiele wart, przynajmniej nie dla czarodzieja. To długi list do kobiety, która ponad przeszło sto lat odrzuca zaloty jakiegoś wyjątkowo cierpliwego kochanka, autora jak mniemam.

– O, matko Imaltis, zlituj się! Sto Lat! Jakbym miała tak długo czytać to miłosne świergotanie, to bym sama nieszczęśnika ukatrupiła. Po co ma się męczyć. – Parsknęła, kwitując wypowiedź.

– No tak, romantyzm to masz we krwi – podsumowała Lejla, kręcąc głową w poczuciu bezradności.

– Romantycy to niepełnosprytni nieszczęśnicy skazani na zagładę, no bo jak można żyć tymi bredniami?!

Czarodziejka chwyciła Selektę za rękę. I wskazała coś na horyzoncie.

– Zobacz. Widać już granicę lasu i karczmę.

– Nie mogło być lepiej! – Safonka przyklasnęła z radości, pogoniła konia przed kolumnę i odwróciła się do rycerzy.

– Niedługo postój, panowie! Pierwsza kolejka na mój koszt! Nie przyjmuję odmowy! – wykrzyczała i pogalopowała w stronę tawerny.

Pieśniarze popatrzyli po sobie lekko zmieszani: każdy miał chęć na kufel dobrego piwa, ale Selekta słynęła z dość brutalnych wybuchów gniewu po alkoholu. Niejeden jej kompan oberwał bez większego powodu, a nie chcąc oddać kobiecie… No cóż… Obrywał po raz drugi. Jednak po chwili konsternacji zmęczenie wzięło górę i każdy z rycerzy uśmiechnął się w duchu na myśl o odpoczynku i chłodnym trunku. Słońce może już nie piekło tak jak latem, ale grzało solidnie przez całą drogę.

Trybada pierwsza dotarła w obejście gospody i jako pierwsza zorientowała się, iż sytuacja bardzo nie sprzyja wypoczynkowi. Przynajmniej dwa tuziny posępnych spojrzeń łypało na Safonkę spod skołtunionych czerepów. Już to widziała, kiedy pierwsze fale migrantów z Walonu oblepiły mury jej rodzinnego miasta.

Zeskoczyła z konia i przeniosła miecz zza pleców do pochwy przytroczonej u pasa. Drobny pokaz dla wszystkich, którym desperacja dodałby odwagi do zrobienia czegoś głupiego.

Po chwili dołączyła reszta wyprawy i dla większości z tych Pieśniarzy był to pierwszy kontakt z rzeczywistością panoszącej się plagi. Uchodźcy okupowali każdy skrawek ziemi, a teren wokoło ogrodzili mizernym ostrokołem oddzielając linię szałasów od reszty świata. Zaostrzone pale zapewne dawały im namiastkę bezpieczeństwa, choć miejscami płot był tak rzadki, że nawet spory niedźwiedź znalazłby przesmyk dla siebie.

Lejla dołączyła do Trybady i wzięła ją pod ramię. Drżała. Astra niosła skłębione emocje. Wdzierała się w aurę i sączyła rozpacz do duszy, beznadzieję dziesiątek rozżalonych, cierpiących żywotów.

– Co się dzieje, mała?

– Nic takiego, muszę zewrzeć aurę. Nie spodziewałam się tego. Zaraz będzie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych