Wróć do katalogu

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 50

CZYLI NIE TACY BEZPIECZNI...

MKP, opublikowano , 14 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Minęła dobra godzina nim Lejla w bardzo wielkim skrócie opisała, co ich spotkało podczas drogi z Oruun, a zaczepne wtrącenia Selekty jeszcze bardziej spowalniały drogę do meritum.

– Zaiste dziecko, źle się dzieje – Markus złapał się za brodę i pogłaskał ją kilkukrotnie jak to miał w zwyczaju w chwilach zadumy.

– Kolejna wojna; i to teraz… w tak ciężkich czasach, kiedy ludzie powinni się jednoczyć, ach… nigdy tego nie pojmę. Po co to, komu! – dodał w złości.

– Mistrzu… musimy, czym prędzej skontaktować się z gildią w stolicy – Lejla przerwała jego narzekania, próbując przyśpieszyć bieg wydarzeń. Czas nie był ich sprzymierzeńcem, a gdy Mistrz wpadał w filozoficzny nastrój, to jego wykłady potrafiły ciągnąc się godzinami.

– Możesz mnie zaprowadzić do kręgu wzbudzeń? – spytała.

– Z przyjemnością dziecko, ale jest jeden problem – zaznaczył niepokojąco. – Od dłuższego czasu krąg nie działa, jak powinien: za każdym razem, gdy próbuje go użyć, astra rozprasza się, a symetria zapada do nicości, tłumiąc magię wzmacniacza.

– Czyli, co temu czemuś jest? – spytała Trybada.

– Krąg się zablokował – wyjaśniła lakonicznie Arkanistka.

– No to szlag trafił nasz plan! – burknęła Selekta i uderzyła pięścią o stół. Nawet taki magiczny laik jak ona zrozumiał, że mają problem. Lejla pogrążyła się w myślach. Mojra przez całą rozmowę nie wykrztusiła z siebie ani słowa, co w jej przypadku było dość dziwne.

– Mistrzu, nie wyczułam w Astrze nic szczególnego, żadnej znaczącej fluktuacji; nic oprócz ciebie i kilku pomniejszych jednolitych źródeł. Proszę, nie zrozum mnie źle, nie wątpię w twoje umiejętności, ale pozwól mi spróbować. – Lejla spojrzała mu w oczy, dla pewności przybierając jedną ze swoich smutnych, błagalnych min.

I tak by nie odmówił, ale teraz już nawet nie mógł.

– Oczywiście dziecko! Nie musisz prosić; laboratorium stoi przed tobą otworem. Bierz wszystko, co ci potrzebne. Ja oczywiście pomogę; jeśli tylko będę w stanie.

– A co z twoim kolegą mała? – Selekta skinęła w stronę okna wychodzącego na niewielki ganek ¬– Nie mów mi, że targałam go tu na próżno! – żachnęła się zirytowana faktem, iż jej przyjaciółka praktycznie zapominała o więźniu, którego sama chciała zabrać, a na domiar złego, to ona musiała go dla niej pilnować przez całą drogę.

– Właśnie!!! – wykrzyczała entuzjastycznie czarodziejka i poderwała się od stołu. – Mistrzu, masz tu korzeń Tode ?

– To pytanie do Mojry, a nie do mnie, dziecko: ja już od dawna przestałem panować nad tym składowiskiem.

Gosposia akurat wróciła do jadalni, niosąc imbryk świeżo zaparzonej mieszanki herbaty, melisy i mięty. Rozstawiła kubeczki i zaczęła polewać.

– Słyszałam, że potrzebujecie mojej pomocy. Jak mogę rozpoznać ten korzeń? – spytała, napełniając swój kubek, jako ostatni. – Tylko bez naukowego bla, bla, bla, proszę. Konkretnie: jak to wygląda? – Starsza, korpulentna kobieta katalogowała dobytek profesora, nadając przedmiotom swoje własne nazwy, związane z jakąś ich charakterystyczną cechą: fioletowy kryształ, żółta galareta, śmierdzi jak w wygódce itp…

– Zgniłozielony, bulwiasty korzeń z mocną wonią łajna – opisała Czarodziejka, przedstawiając szczegółowy, aczkolwiek niezbyt zachęcający opis składnika.

– Jest szczelnie zamknięty w piwniczce. Z przyjemnością pozbędę się tego świństwa z domu – odpowiedziała Mojra, po dłuższym namyśle. – Zaraz przyniosę – dokończyła pić napar i zaczęła zbierać puste naczynia.

– Nie trzeba, ja posprzątam – przerwała jej Lejla. – Pozmywać może każdy, a wygrzebać coś konkretnego w przedmiotach Mistrza, to wyzwanie, któremu tylko ty sprostasz Mojro – puściła gosposi oko i przechwyciła tacę.

– Przeceniasz mnie moja droga – Mojra zarumieniła się i uśmiechnęła, pokrzepiona dobrym słowem. – To ja idę po tego śmierdziucha. – Wycierając ręce w fartuch odeszła od stołu, ale przystała naprzeciw okna.

– Czy to ten bandyta, o którym panienka wspominała? – Mina gosposi zdradzała zainteresowanie mężczyzną uwiązanym na zewnątrz, Blejzer odzyskiwał przytomność i uniósłszy głowę, odwzajemnił jej spojrzenie.

– Tak to on – potwierdziła Lejla. Zmiana zachowania Mojry nie uszła jej uwadze. – Znasz go? – spytała gosposi.

– Ja?! Nie… Niby skąd taka kura domowa mogłaby znać takiego typa?! – zarzekła się nerwowo i szybko uciekła do spiżarki.

– Selekto przyprowadź go, proszę – poprosiła Arkanistka – Lepiej, żeby nie sterczał na widoku: jeszcze zacznie wrzeszczeć i przykuje niechcianą uwagę.

– W końcu coś się dzieje – Safonka wyszczerzyła zęby i zderzyła pięści o siebie. – Mam nadzieję, że eliksir prawdy nie podziała i trzeba będzie pytać po staremu – oblizała usta wykrzywione w złowieszczy uśmiech. Wszyscy uznali to za żart, ale Selekta naprawdę żywiła taką nadzieję: przemoc, tuż obok alkoholu, była jej ulubioną metodą rozładowania stresu, a ostatnio doświadczyła go aż nadto.

Lejla i Markus zostali na chwilę sami.

– Powiedz mi dziecko… jak tam sprawy z Cesarzem? – zagaił mag. Zanim wylądował na północy, zauważył, że między młodymi coś iskrzy.

– I dobrze i źle – odpowiedziała enigmatycznie Arkanistka, spuszczając wzrok. – Dobrze bo go kocham i on mnie też…

– A źle, bo? – dopytał, zachęcając ją do otwartości.

– Źle, bo nigdy nie będziemy mogli być razem, a przynajmniej nie oficjalnie – wydusiła z siebie.

– O, a czemuż to? – zdziwił się Markus – nigdy nie był mocno obeznany w polityce i obyczajach.

– Żeby nie doprowadzić do wojny z zakonami, które i tak nie są zadowolone z tolerancji Wila w stosunku do magii i czarodziejów – wyjaśniła Lejla.

– Ach te zakony i ich uprzedzenia… – mag machnął ręką na znak dezaprobaty – Ludzie zawsze się czegoś boją; tacy już są… Łatwiej jest znienawidzić i wytępić, niż zrozumieć.

– Nie znają nas, więc się boją, a jak się boją, to nienawidzą. Twoje słowa mistrzu – Arkanistka puściła mu oko. – Po to założyliśmy gildię w Oruun: żeby się pokazać i dać ludziom poznać – dodała.

– Ha! To prawda dziecko, moje słowa. Powiedz, czy ja już naprawdę jestem aż tak stary, że mnie cytujesz jak zmarłego filozofa?

– Nie cytuje cię, dlatego że jesteś stary mistrzu. Cytuję cię, dlatego że jesteś mądry – wymienili serdeczne uśmiechy.

Uroczą chwilę pomiędzy mistrzem, a jego uczennicą, przerwała Selekta, która wepchała zakneblowanego i związanego Blejzera, wprost do jadalni. Był już w pełni przytomny.

– Nie opieraj się ośle! – kopnęła go w plecy, a mężczyzna upadł na kolana tuż przed Markusem. Mag wstał i pochylił się nad mordercą.

– A więc to ty chciałeś zrobić krzywdę mojej najlepszej uczennicy. – Łotr spojrzał mu prosto w twarz.

Czarodziej spoliczkował go nagle. Co prawda po ciosach Safonki, to było dla Blejzera, niczym muśniecie łapką puchatego kotka; niemniej jednak Lejla była zaskoczona zachowaniem Markusa: pierwszy raz widziała, żeby mistrz kogoś uderzył.

Właśnie wtedy wróciła Mojra, niosąc szczelnie zamknięte pudełko dodatkowo zabezpieczone pasami z tkaniny.

– Profesorze… – zamilkła spoglądając na obitego…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych