Wróć do katalogu

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 55

Jestem tym, czego pragniesz.

MKP, opublikowano , 17 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Na wieść o przybyciu ciężko rannego Hektora, Wilfred poczuł strach, jakiego jeszcze nigdy przedtem nie doświadczył. Szedł szybko, niemal biegł wzdłuż pociągłego korytarza, na którego końcu czekała okrutna prawda. Mroczne myśli nawiedzały jego umysł, szepcząc scenariusze, których nawet nie chciał być świadom.

Krzyk wypełniony bólem rozbił się echem po zimnych, kamiennych ścianach. Cesarz przyśpieszył. Pokonał zakręt i wyszedł na uchylone drzwi do pracowni pałacowego medyka, Ekberta Djona.

Kolejny wrzask i jęk zadudnił w gwarnym holu. Krzątająca się służba zamarła jakby akustyczna fala cierpienia zatrzymała ich w czasie.

– Wiem, że boli, ale opatrunek zgnił i wrósł w ranę. Muszę go wyciąć – wytłumaczył spokojnym głosem Ekbert i nakazał czeladnikowi stojącemu obok, by poszedł po świeżą wodę. Hektor tylko spojrzał na niego umęczonym wzrokiem, dostrzegając w tle sylwetkę Wilfreda.

– Panie… – zajęczał, wyciągając rękę w stronę władcy.

Cesarz chciał podbiec do Wulkira, ale smród paskudzącej się rany uderzył go jak cios pięścią w twarz. Zwolnił i odruchowo odwrócił głowę: było źle, bardzo źle.

– Jak to wygląda? – spytał medyka.

– Niestety tak jak pachnie, Panie – odpowiedział Ekbert z typowym dla niego, stoickim spokojem. – Stracił dużo krwi, a w ranę wdała się infekcja. Gdyby to był ktoś mniej rosły, już by nie żył.

– Will… – Wyszeptał z trudem Hektor, zwracając się do władcy po przyjacielsku; tak jak kiedyś, kiedy pilnował bezpieczeństwa chłopca, który miał zostać Cesarzem.

– Już jestem druhu. Co się stało? Kto ci to zrobił? – wypytywał Wilfred, chwytając jego uniesioną dłoń.

– Bunt… Bunt na północy. Białe Kruki… prze… przeciw Koronie. – Hektor ledwie mówił, ale był gotów przekazać wieści za wszelką cenę. Wilfreda zamurowało. Nie wierzył w to, co usłyszał. Tak ciężko pracował, aby zjednoczyć rozbite państwo, które zostawił mu Ojciec, a teraz…? Teraz wszystko posypało się jak domek z kart a niewypowiedziane dotąd słowo: „Wojna”, powoli materializowało się w jego wyobraźni. – Lejla… – wyszeptał i otrzeźwiał.

– A co z ekspedycją?! Co z Lejlą?! Hektorze…? – Eldenfist wydał już tylko charczący dźwięk ustępujący suchemu świstowi wydychanego powietrza. Jego oczy zaczęły błądzić.

– Panie, muszę opatrzeć jego rany inaczej nie przeżyje – upominał go medyk.

– Tak, oczywiście. Potrzebujesz jeszcze kogoś do pomocy?

– Damy sobie radę, dziękuję – oznajmił Ekbert i spojrzał na asystenta targającego misę ciepłej wody.

– Rób, co do ciebie należy. – Wilfred poklepał, go po ramieniu i opuścił komnatę. Wyrzut adrenaliny mobilizował go do podjęcia natychmiastowych działań.

– Czy Kapitan przybył sam? – spytał strażnika, który stał przed wejściem.

– Tak panie.

– Idź z wieścią do zakonów i strategów. Mają, czym prędzej zgromadzić się na Sali obrad. I poślij po księcia Felixa. Jokivar musi przybyć na wezwanie korony.

– Tak Cesarzu! – Potwierdził piechur, zasalutował i odmaszerował.

Wilfred ruszył do swojej komnaty, żeby w samotności złapać oddech. Minąwszy próg swojej niewielkiej oazy, oparł ręce na stole, który zatrzeszczał z łączeń; zupełnie jakby Cesarz nagle zrobił się cięższy.

Do dzisiejszego dnia Wilfred nosił w sercu nadzieję, iż jego rządy będą pierwszymi od exodusu starszych, podczas których nie dojdzie do rozlewu krwi. Teraz musiał zmierzyć się z nową rzeczywistością, która spadła na niego niczym grom z jasnego nieba i przygniotła jak wtoczony na plecy głaz.

W jednej chwili prowincja, będąca ofiarą zarazy stała się agresorem i to po tym jak namiestnik kilkukrotnie gościł w pałacu, prosząc o wsparcie. Myśli kłębiły mu się w głowie, mieszając obrazy, głosy i wydarzenia. Czy to w ogóle możliwe? Czy to się dzieje naprawdę?

– Weź się w garść! – skarcił się ciosem w policzek. Gest, choć symboliczny, najwyraźniej podziałał. Cesarz sięgnął do szuflady i wyciągnął podniszczony list od ukochanej.

– Jadę po ciebie – wyjął i pocałował kopertę od Lejli.

– Służba! – do sypialni wszedł jeden ze służących, których na oruńskim dworze zwano servi. Nikt nie wiedział, jak to się działo, ale zawsze przynajmniej jeden z nich, był tam gdzie go potrzebowano.

– Tak, Cesarzu?

– Poślij po Diasira Dalangana. Ma się tu zjawić natychmiast! – wydał rozkaz i wyszedł, kierując się wprost do komnaty, obrad. Na miejscu czekali już stratedzy z Oruun, przedstawiciele rycerstwa, a tuż za Wilfredem przybył Felix.

– Co się stało? – szepnął do cesarza zdziwiony nagłą mobilizacją.

– Wojna, Felixie – odpowiedział Wilfred i złapał go za ramię.

– Wojna?! A kto nas atakuje? – spytał Samunder, żywiąc skrytą nadzieję, że słuch go zwodzi. Cesarz już nie odpowiedział tylko podszedł do rozległego stołu z wyżłobioną mapą Sungardu.

Każdy ze zgromadzonych możnych sondował go wzrokiem. Wszyscy już zostali poinformowani o Hektorze, lecz nie wiedzieli, co lub kto się za tym kryje. Wilfred wziął głęboki oddech i rozpoczął obrady.

– Panowie, niestety spotykamy się po raz kolejny w tak krótkim czasie i w jeszcze gorszej sytuacji niż uprzednio.

Kapitan mojej straży, Hektor Eldenfist odniósł ciężkie rany, będąc na misji dyplomatycznej w Watenfel.

– Co?

– Jak to?

– To niemożliwe? – na sali podniosła się wrzawa, udawanego zdziwienia; zupełnie jakby nikt nie miał opłaconych donosicieli na dworze.

– Panowie, spokój! – zarządził władca i kontynuował. – Nie muszę was uświadamiać, że podniesienie ręki na cesarskiego delegata jest aktem zdrady wobec korony. Nim sir Hektor stracił przytomność, wskazał Białe Kruki, jako napastników; jednostkę wojskową pod jurysdykcją namiestnika Walonu. Jeśli to prawda, to mamy zamach stanu.

– Panie mój. Nie działajmy pochopnie – uspokajał go jeden ze strategów, a reszta mu przytaknęła. – Widziałem, w jakim stanie jest kapitan Eldenfista; może majaczyć od gorączki.

– Jego rana pochodzi od bełtu, a nie od dzikiego zwierza Dietmarze! Hektor był delegatem pod moją pieczą! Cesarza do cholery! Kto podnosi na niego miecz, kuszę czy pięść, musi za to odpowiedzieć! – nerwy przejmowały nad nim kontrolę.

– Rozumiem i przepraszam. – Strateg wycofał się ze swoich słów, widząc, że tylko podsyca gniew władcy.

– Nie przepraszaj! Twoja rola być głosem rozsądku, a moją utrzymać to państwo w całości. Mówcie, zatem, co radzicie!

– Panie, nie znamy szczegółów incydentu – przemówił Rychter Grewon strateg od bezpieczeństwa – Ostatni raport od namiestnika Mezmira prawił o walce z plagą i katastrofie humanitarnej. Być może to ta banda samozwańczych Wyzwolicieli Walonu, jak karzą się zwać te buntownicze bojówki. Może to oni napadli na sir Eldenfista w celu prowokacji.

Sugeruję, abyśmy dali Kapitanowi dojść do siebie i wezwali Namiestnika Galata do stolicy. Niech złoży wyjaśnienia – treść tej wypowiedzi, choć racjonalna i merytoryczna, była zbyt łagodna jak dla Władcy, pałającego chęcią zemsty i wzburzonego strachem o życie Lejli.

Wilfred szykował się, żeby zrugać stratega, ale Felix ubiegł jego wybuch.

– Za pozwoleniem, Cesarzu, zacni panowie. Nawet gdyby było prawdą, iż to buntownicy zaatakowali, to czyż nie jest zadaniem Namiestnika utrzymanie porządku na swoich ziemiach? – spytał z wyrachowaniem Felix.

– Tak książę, ale… – Strateg od gospodarki chciał coś dodać, ale książę nie ustąpił mu pola.

– Ulkryście – przewał mu Felix – Panowie, Cesarzu. Z i do stolicy przybywają setki delegatów, w tym z Jokivaru. Ja, osobiście, nie pamiętam, żeby choćby raz – zaakcentował dźwięcznie – napadnięto orszak z Cesarskim sztandarem, czy tu, czy na ziemiach moich ojców. Wiecie dlaczego? – Pytanie pozostało bez odpowiedzi, a zgromadzeni wymienili się tylko spojrzeniami.

– Już śpieszę z wyjaśnieniem. Dzieje się tak, bo nawet bandyci czują tu respekt do władzy, czego najwyraźniej brakuje na ziemiach północy.

– Do czego zmierzasz książę? – pośpieszył go Wilfred.

– Cesarzu, taka sytuacja, jeśli nawet w tej chwili nie jest wojną, to pozostawiona bez stanowczej odpowiedzi będzie zarzewiem do buntu przeciw koronie.

– Co zatem radzisz? – spytał Cesarz.

– Proponuję zebrać oddział konnych i jednostki Wulkirów stacjonujące w Oruun, zakony też powinny być obecne; pod moim dowództwem wyruszą na północ, z misją dyplomatyczną. W takim składzie pokażemy, że atak na kapitana cesarskiej straży

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych