Wróć do katalogu

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 58

NOWA MISJA

MKP, opublikowano , 14 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

***** Starsi *****

Astelionowie, jak brzmiała ich wspólna nazwa w starym języku, byli z natury magiczni i wieczni – ale czy nieśmiertelni? Pod względem upływającego czasu można by rzec, że tak, ale śmierć nie była dla nich czymś kompletnie abstrakcyjnym: mogli umrzeć od odniesionych ran, chorób zakaźnych, lub z braku jadła czy wody.

Belantrejski badacz starożytnych kultur, Orfidiusz Kulawy, wyjaśnił ten fenomen w następujący sposób: "Ciała Starszych są idealnie skomponowane, jak mechanizm, który nigdy się nie zużywa i działa, dopóki dostarczać mu paliwa. Aż ciężko uwierzyć, że nie stoi za tym jakiś BOSKI inżynier."

Oczywiście w każdym umyśle pobłogosławionym ciekawością świata, takie wyjaśnienie nasuwało pytanie: "Czemu, więc jest ich tak mało w porównaniu z Młodszymi?".

Na tę zagwozdkę idealnie odpowiedział inny uczony, Nikodem Ard: "Na pewno jest ku temu jakiś powód"

*********

– No już przestań. HA! Już się nie gniewam – chichotał Eliot łaskotany oślinionym jęzorem. – Uciekaj i nie wpadaj w tarapaty, a co najważniejsze… – pogroził pumie palcem. – Nie poluj na dzieci – majestatyczny kot odskoczył i zniknął w zaroślach.

Atma wnikliwie obserwowała reakcje Greplinów, na widok mocy Pieczęci, której użył Eliot, żeby wyleczyć zwierzę. Czy oni wiedzą, kim on jest, pomyślała. Jednak, jak dotąd, nie zdradzali nic innego prócz ciekawości.

Eliot wrócił do kapłanki, a Leśni Skoczkowie wymienili kilka zdań w ich rodzimym języku. Łowczyni, która postrzeliła drapieżnika, wyszła przed szereg i skierowała pytanie do Atmy:

– Elu’uain”sismenal”ele’Sareh?

– Mów proszę ludzką mową; wiem, że potraficie – poprosiła Starsza. Mężczyzna stojący nieco dalej, przywołany spojrzeniem Greplinki, skinął głową twierdząco.

– Co cię sprowadza Ariendo? – spytała łowczyni. – Od dawna twoi nie opuszczali swojej świętej ziemi, a spotkać cię tutaj z ludzkim młodym, to dość… – zrobiła pauzę, szukając odpowiedniego określenia. – Niezwykłe.

– Lecimy do Sefalos. Eliot spadł z urwiska podczas odpoczynku. Resztę znacie – odpowiedziała lakonicznie Atma.

– Tak to prawda. Musi być cenny, skoro była pani gotowa się tak poświęcić – Greplinka spojrzała na jej skrzydła.

– Obiecałam jego matce, że nic mu się nie stanie – oświadczyła stanowczo Atma. – Chłopak wykazuje związane ze światłem Imaltis, co jest bardzo rzadkie wśród Młodszych. Prefekt chciał się temu przyjrzeć. – Kłamstwa kapłanki zdradzały nieufność. W obawie, iż Eliot wypali z czymś, co zdradzi jego prawdziwą naturę, chciała jak najszybciej zbyć Greplinów. Całe szczęście chłopiec stał grzecznie i w milczeniu przysłuchiwał się ich rozmowie.

– Twoje skrzydła pani; wymagają leczenia – wtrącił się jeden z dwóch rogatych Skoczków, podchodząc bliżej Starszej. Przyjmij, proszę naszą gościnę i pomoc, przynajmniej dopóki rany się nie zagoją – łowca cały czas łypał na chłopca.

– Nie trzeba. Sam widziałeś, że poradzimy sobie z ranami. Prosiłabym jednak o pomoc w przedostaniu się przez ciernie.

– Oczywiście – przytaknął starszej bez sprzeciwu. Greplinka chciała coś powiedzieć, ale łowca rzucił jej wymowne spojrzenie.

Zaniechała dyskusji.

Mężczyzna zwrócił się do drugiego, nieco niższego towarzysza z odłamanym rogiem:

– Histras”elaj! – wskazał palcem zarośla, a para jego pobratymców dobyła drewnianych maczet i zaczęła karczować ścieżkę w cierniach.

– Ciociu, źle się czujesz? – spytał Eliot, widząc jak Atma, zachwiała się na nogach.

– Nic mi nie jest mały – skłamała: upływ krwi zrobił swoje. Przysiadła na mchu a jej oddech przyśpieszył. – Spróbowałbyś mnie wyleczyć? – poprosiła. Było źle, inaczej nie podjęłaby ryzyka zdemaskowania Eliota.

– Pewnie! – ucieszył się chłopiec i czym prędzej położył rączki na poszarpanych skrzydłach. Ciepłe światło przyniosło ulgę. Rany zaczęły się zasklepiać i wkrótce nie było po nich śladu. Nawet, w miejscu wyrwanych piór, odrosły teraz nowe, śnieżnobiałe lotki.

– Dziękuję Eliot, jesteś prawdziwym skarbem.

– Podziękuj Ari... – Nie zdążył dokończyć; Starsza przycisnęła go mocno do siebie, zagłuszając dalsze słowa.

W tle ucichły dźwięki łamanych gałęzi.

– Ścieżka już gotowa – obwieścił łowca.

– Dziękujemy. Na nas już pora – odpowiedziała Atma i poruszała skrzydłami. Ból zniknął niemal całkowicie.

Greplin ukłonił się, przybrał zgniłozielony kolor omszałej kory, i wyskoczył wysoko w górę, znikając w gęstych szpiczastych koronach Marankali. To samo uczynił jego towarzysz, tylko łowczyni, przez dłuższy moment, przyglądała się Eliotowi, nim podążyła ich śladami. Starsza chwyciła chłopca za rękę i razem, ostrożnie, przeszli wyciętą ścieżką.

– To niesamowite – skomentowała orędowniczka, gdy rozłożyła skrzydła na otwartej przestrzeni i kilkukrotnie smagnęła lotkami powietrze. Była zdumiona, efektem leczenia.

– Będzie dobrze – skomentowała i pochyliła się nad chłopcem. – Pamiętaj, że nie możesz mówić o Arii nikomu, dopóki ja cię nie poproszę, dobra? – Chłopiec skinął głową twierdząco.

– To mamy umowę, a jak będziesz grzeczny, to ciotka Irse zrobi ci pyszne naleśniki.

– Dobrze; a kim jest ciotka Irse?

– Zobaczysz, a teraz lećmy już, bo ten las stroszy mi pióra – wzdrygnęła. Po kilka uderzeniach skrzydłami na rozgrzewkę razem wznieśli się ku niebu, robiąc przystanek na skalnej półce, żeby zabrać tobołek Eliota.

Atma zdecydowała się na kolejny postój, dopiero gdy przelecieli nad jeziorem Munpares. Wtedy też zarzekła się, że od nowego roku wróci do regularnych ćwiczeń.

Dalsza droga wiodła już niemal pionowo w górę. Lot nie był długi, ale potwornie wyczerpujący, przynajmniej dla Starszej, bo młody Ozir zachwycał się widokiem rozległej połaci leśnej zieleni, która z tej wysokości zdawała się zatapiać w ciemnym błękicie, głębokiego jeziora.

Wzdłuż całego łańcucha gór Chamankadar rozlokowano liczne posterunki, w których wojskowi Starszych Ariendi pełnili regularne warty. To właśnie do jednego z nich lecieli, żeby Atma mogła zgłosić powrót do Sefalos.

Po przekroczeniu poszczerbionej grani Orędowniczka, z wielką ulgą, postawiła Eliota na pasku płaskiej skały. Chłopiec, tym razem, trzymał się z dala od krawędzi, tak jak mu przykazała. Garnizon był niedaleko. Bastion wykuty w górskim zboczu mienił się światłem solasowych latarni, a blaski rozpraszane przez mgłę, formowały cztero-kolorową tęczę.

– Ciociu czy to jest to ładne miasto, o którym opowiadałaś? – spytał Eliot, nie kryjąc rozczarowania.

– Nie, to tylko jedno z wejść – odpowiedziała mu, rozbawiona pytaniem.

– Uffff… – chłopiec odetchnął z ulgą i oboje zaczęli się śmiać. Eliot, bazując na opowieściach Atmy, zdążył już wyklarować sobie wizję Sefalos, a posterunek, choć ładnie komponował się z otoczeniem, nie był zbyt okazały, nie taka też była jego funkcja.

– To lecimy – Atma wzięła chłopca

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych