Wróć do katalogu

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 59

Wielki Plan czyli konieczne szaleństwo.

MKP, opublikowano , 13 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

WIELKI PLAN

Pomimo iż Matka Karevis widziała już w życiu wiele, to nie spodziewała się, że kiedykolwiek stanie twarzą w twarz ze Starszą, a tym bardziej że jedna z nich wyląduje ot tak, na dziedzińcu Katedry wypytując o jej osobę.

– Wybacz wścibskość moich dziewcząt – przeprosiła Karevis – Nie widziały nigdy nikogo ze starszych plemion… w sumie ja też. Nazywam się Milena Karevis i pełnię funkcję Matki Przełożonej zakonu Sióstr Miłosierdzia. Miło mi poznać.

– Atma Andramon, orędowniczka Imaltis w Sefalos. A więc to ciebie kazała odnaleźć Hewlaska – oświadczyła tajemniczo Atma, a jej oczy zalśniły złotym blaskiem.

– Hewlaska…? Nic mi to nie mówi – odpowiedziała Milena, świdrując pamięć w poszukiwaniu kogoś o tym imieniu.

– To nasza wieszczka; mam wam coś bardzo ważnego do przekazania – orędowniczka wyglądała na zmartwioną, co zaalarmowało Lejlę.

– Czy z Eliotem wszystko w porządku?

– Chłopiec jest bezpieczny – Starsza uspokoiła Arkanistkę. – Czy możemy iść w bardziej ustronne miejsce? – poprosiła Milenę. – Gdzieś z dala od tego zgiełku.

– Oczywiście. Dziewczyny, rozejść się! Raz, raz! Koniec przedstawienia! – Matka klasnęła energicznie w dłonie a siostrzyczki, niechętnie, rozbiegły się po krużgankach.

– Proszę za mną.

Jedynym w miarę prywatnym pomieszczeniem, z dostatecznie wysokim sufitem była, o tej porze, jadalnia. W drodze do niej przygarbiona Orędowniczka wciskała skrzydła w klaustrofobiczny korytarz, szurając piórami o kamienne ściany.

W końcu dotarły na miejsce i Atma z ulgą wyprostowała plecy. Matka zaryglowała drzwi, by zapobiec, wtargnięciom wścibskich gapiów, wiedzionych nagłymi napadami wymuszonego głodu.

– Proszę usiąść, będzie bezpieczniej dla głowy – Milena podsunęła Atmie najbardziej solidny taboret, jaki znalazła.

– Dziękuję. – Orędowniczka przysiadła niezgrabnie i zwróciła się do Lejli:

– Czy Mistrzyni Weil, również tutaj jest? Jeśli tak to też powinna to usłyszeć.

– Pójdę po nią – zaoferowała Arkanistka i zawróciła do wyjścia. Gdy chwyciła rygiel, za drzwiami rozległ się mnogi tupot, wydawany przez siostrzyczki czmychające w głąb korytarza. Przypomniały ukleje pierzchające przed żerującym szczupakiem.

Karevis została sama ze starszą, a pomieszczenie wypełniła niezręczna cisza.

– Napije się pani herbaty? – spytała Matka próbując wypełnić czas rozmową.

– Nie dziękuję, nie trzeba. Nie zostanę tu długo – odrzekła Starsza formując marmurowy uśmiech. Znowu nastała niezręczna cisza wypełniona jedynie głuchymi odgłosami z zewnątrz.

Drzwi zaskrzypiały, wywołując nerwowy podryg u obu kobiet. Przez próg przeszła Arkanistka pchając przed sobą upojoną, aczkolwiek świadomą Selektę: Trybada zbyt mocno zaprzyjaźniła się z butelką nalewki zostawioną w celi Mileny.

– Atma!!? Co ty tu robisz? ¬ wypaliła zdziwiona Safonka – Znowu chcesz mną rzucić, hę? – parsknęła, ale starsza, czując woń alkoholu, zignorowała dziwaczne pytanie i przeszła do wyjaśnienia celu swojej wizyty.

– Jesteśmy w komplecie, więc mogę zacząć – spojrzała na Lejlę, która postawiła sobie za zadanie utrzymać Selektę w pionie. – Po naszym rozstaniu na farmie Ozirów polecieliśmy wraz z Eliotem do Sefalos. Po przekroczeniu granicy gór skontaktowała się ze mną nasza wieszczka, Hewlaska. Nie wiele wyjaśniła, nigdy tego nie robi, ale kazała mi lecieć na północny-wschód Walonu, pod same zbocza Tanagaru. Wspomniała jedynie, iż Imaltis zesłała jej wizję wielkiego zagrożenia, które tam czyha. Potem nakazała znaleźć niejaką Milenę Karevis w Telmonton i opowiedzieć o wszystkim, co tam zobaczę.

– Matka! Wezmę sobie nalewki ze spiżarki, bo zanosi się na długie przynudzanie – wypaliła Selekta.

– Ani mi się waż!

– Siadaj! – Lejla i Milena naskoczyły na nią równocześnie. Safonka wróciła na miejsce.

– Tak lepiej! – rzuciła Karevis. – Proszę kontynuować pani Atmo.

– Dziękuję Mileno. Niestety Hewlaska się nie myliła. Zza murów twierdzy w Vesting, ruszyła kilkutysięczna armia złożona z ludzi i Brukich z Urgwuru. Idą na południe, wzdłuż rzeki.

– Na miłość Bogów! – Milena złapała się za serce.

– Nie wiem, jaki jest cel ich podróży, ale wszystko wskazuje na to, iż zamierzają przekroczyć Baskir i uderzyć tutaj.

– Kurwa! – Selekta uderzyła w stół – Musieli to planować od dawna, a teraz jesteśmy prawie bezbronni. Szlag! – przyładowała ponownie.

– Wyrażaj się! ¬– upomniała ją Milena.

– Atmo, czy potrafisz powiedzieć, kiedy tu będą? – spytała Lejla.

– Jak nie zwolnią marszu, to jutro popołudniu przejdą przez most nad Baskirem – odpowiedziała starsza.

– Arkturosie miej nas w swojej opiece; ten idiota Balatan prędzej ucieknie, niż stawi czoła oblężeniu! – Milena zaklęła na Burmistrza wytrącona z równowagi widmem krwawej wojny. Nawet Selekta otrzeźwiała, zupełnie jakby jej wątroba zmobilizowała się do walki.

– Nie wszystko stracone – pokrzepiła ich orędowniczka – Hewlaska nie bez powodu mnie tu wysłała; w wizji ujrzała oddział sungardzkiej armii wiedziony przez samego Cesarza: „Pięć wschodów od teraz”, powiedziała, gdy wylatywałam. czyli za trzy dni powinni być w tutaj. Musicie się przyszykować i wytrzymać do tego czasu

– Hektor… – szepnęła Trybada – Hektor dotarł do pałacu! – uniosła głos ucieszona.

– To nadal o dwa dni za późno – podkreśliła Matka Karevis. – Trzeba działać natychmiast inaczej zastaną tu tylko walońskie wojska i stos trupów – Wstała i podeszła do okna zaciskając pięść na fragmencie zwiniętego fartucha.

– Masz jakiś plan? – Selekta spytała Matkę z wątłą nadzieją w głosie.

– Ja mam! – Z cienia, w kącie jadalni, wyłoniła się smukła sylwetka Sebil. Zaskoczona Atmę, poderwała się z krzesła. – Spokojnie ptaszyno, bez paniki – Sebil zwróciła się do orędowniczki, a starsza rzuciła Milenie pytające spojrzenie.

– Chyba nie powinnaś za dnia chadzać po publicznym miejscach Sebil…? A przynajmniej nie bez przebrania – Matka upomniała mistyczkę.

– Chyba mamy większy problem niż ja, prawda? – odpysknęła Sebil i przysiadła przy stole. Atma spostrzegła, że nikt oprócz niej nie jest zdziwiony z obecności Bruki, więc wróciła na swoje miejsce.

– Powiedziałaś, że masz pomysł; powiedz, w czym rzecz? – poprosiła Lejla.

– Most jest jedyną drogą, przez którą można…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych