Wróć do katalogu

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 6

Czy las to oby dobry plan?

MKP, opublikowano , 21 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

KOMITET POWITALNY

Nazajutrz o brzasku Selekta posłała jednego z rycerzy do stolicy, by przekazał wiadomość o sytuacji w okolicach Sunden. Nie chciała jeszcze bardziej uszczuplać sił już i tak niewielkiego oddziału, ale rycerz w przeciwieństwie do zwykłego gońca na pewno dostarczy wieść, a to zwiększało szansę na odsiecz w razie, gdyby wpadli w zasadzkę i niewolę bandytów.

List zaadresowano bezpośrednio do Wilfreda, Leila zaś dodała kilka kropel swoich perfum, nim Pieśniarz schował zwój do tuby – tak dla pewności, żeby Cesarz potraktował treść priorytetowo, no i żeby delikatna kwiatowo-morska woń przylgnęła do władcy jak stempel z napisem „Mój!”.

– Zostało nas siedmioro… – skomentowała z zadumą Selekta. – Mam nadzieje, że tamtych będzie mniej niż setka, inaczej może być krucho. – Okrasiła słowa śmiechem szaleńca, który rozkoszuje się myślą o zbrodni doskonałej.

Od dziecka lubiła bijatyki, a zakon Sióstr Miłosierdzia był raczej zgromadzeniem kultu aniżeli prawdziwym zakonem rycerskim. Niewiele tam się działo jeśli chodzi o walkę: podstawowy trening fechtunku, strzelania z łuku i jazdy konną – tyle. Żeby móc szlifować umiejętności bojowe Safonka wymykała się wieczorami z klasztornej katedry i patrzyła na pojedynki gwardzistów w telmiańskich koszarach. Potem powtarzała ich ruchy w lesie, ćwicząc wpierw na drzewach, a następnie na nieszczęśnikach w pobliskiej karczmie, którzy źle ocenili jej umiejętności lub, co gorsza, poczuli się godni jej wdzięków.

Gdy delegacja była już w pełni przygotowana do drogi, z karczmy wyłonił się szpakowaty mężczyzna.

– Witajcie przybysze ze stolicy! – krzyknął, unosząc ręce w geście powitalnym.

– Nie chcemy jajek, idź sobie! – zażartowała kąśliwie Trybada.

Obwoźni sprzedawcy agitujący przy katedralnej bramie stanowili w zakonie natrętną, poranną normę.

Nieznajomy zignorował zaczepkę i kontynuował:

– Salik Tranton, do usług. – Pokłonił się nisko. – Widzę, że wybieracie się do Telmonton. Mam rację?

– Mów szybko, o co chodzi – warknęła Selekta, siodłając konia. – Nie mamy czasu! Pieniędzy na cokolwiek chcesz nam wcisnąć też nie.

– Bez złości, zacny rycerzu, nie zajmę wam wiele czasu. – Spojrzał na Lejlę zaaferowaną uspokajaniem swojej karuski. Wydała mu się lepszym celem i w dodatku ewidentnie potrzebowała pomocy.

Odkąd zatrzymali się w cieniu Sunden, w konie wstąpił dziwny niepokój. Przeczuwały, że niebawem zagłębią się w zielony mrok, przez co rżały i wierzgały od samego rana. Niewiele mniejsze kuce Pieśniarzy wydawały się bardziej zrelaksowane. Nic dziwnego; dla kelcy gęsty las, stanowił naturalne środowisko, a pamięć Centralnej Puszczy skąd pochodziły, siedziała w każdym kawałku ciała tych hardych zwierząt. Krew, mięśnie i twarde kopyta nadal pamiętały ciemne duszne przestrzenie nieskończonej dżungli, pomimo iż te sztuki wychowały się w stajniach nieopodal Girzel.

– Przechodzić przez tę starą bukowinę bez przewodnika, w tak trudnych czasach, to zaiste bardzo nierozsądne – oznajmił Salik, podszedł do klaczy czarodziejki, poluzował jej popręg i pogłaskał po karku.

Karuska przestała wierzgać i parsknęła spokojnie.

– Jak mniemam, ty jesteś tym przewodnikiem, który nam pomoże? – spytała Lejla, słusznie węsząc interesowność w tej dobroci.

– W rzeczy samej. Znam ten las jak własne portki; każdą jego ścieżkę, polanę i strumień. Za… pięćdziesiąt remów przeprowadzę was drogą, o której bandyci nie wiedzą. W ten sposób unikniecie niepotrzebnych wrażeń. Myślę, że to niewielka cena za taki komfort, prawda? – Pokłonił się, ujął dłoń czarodziejki i pocałował aksamitną, białą rękawiczkę.

– A skąd pomysł, że nie chcemy wrażeń!? – żachnęła się Safonka.

– Myślę, moja droga, że jeśli mamy choć cień szansy na to, żeby przejść na drugą stronę bez zbędnych komplikacji, to warto spróbować – pouczyła ją arkanistka.

– A, co jeśli ten podejrzany typek jest częścią tej bandy i wprowadzi nas prosto w zasadzkę? – Safonka nie dawała za wygraną.

– Możecie spytać karczmarza i kupców, których już kilkukrotnie przeprowadziłem moją ścieżką. – Wskazał dwóch otyłych jegomości, radośnie żłopiących mętne pszeniczne. – Jak widać, są cali, a ich majątek nietknięty.

– W takim razie chodź z nami, Saliku. Zapłatę otrzymasz, jak przejdziemy przez las w jednym kawałku – zaproponowała Leja, śląc wymowne mrugnięcie w stronę Trybady.

– Oczywiście, pani. W moim fachu nie ma czegoś takiego jak przedpłata – odparł, kłaniając się w pas.

– Zgadzasz się mój dzielny, gładkolicy, rycerzu? – spytała naburmuszonej przyjaciółki.

– Cokolwiek, żebyśmy już ruszyli! W taki tempie zastanie nas noc w tym przeklętym lesie! – Selekta, wsiadła na konia, burknęła coś pod nosem, splunęła i ruszyła przodem.

Niebawem wszyscy powoli zagłębili się w pohukującą bukowinę Sunden. Gęsta zieleń koron stopniowo zastępowała błękit nieba podświetlony ospałym blaskiem poranka. Na drugą stronę lasu wiodła jedna solidna droga wybierana przez tych, którym zależało na szybkim dotarciu do celu w jednym kawałku. Leśny odcinek cesarskiego traktu wiódł przez przewężenie w puszczy, dlatego przy wymarszu o świcie istniała spora szansa na przebycie całej drogi w jeden dzień.

Sunden nigdy nie był do końca bezpieczny, więc po obu jego stronach roiło się od najemników, gotowych za kilka monet zapewnić ochronę w trakcie przeprawy. Na wieść o pierwszych napadach, wielu zrezygnowało z tej metody zarobku a stawki tych, którzy pozostali, wzrosły kilkukrotnie. Jednak ostatnio sytuacja stała się na tyle dramatyczna, że mało kto potrafił zapewnić bezpieczne przejście, więc nowy, główny szlak handlowy przesunął się na północ i obecnie wiódł dookoła lasu, wydłużając podróż o prawie tydzień, czego oczywistym skutkiem było odcięcie Telmonton od większości świeżych owoców i warzyw, jakie oferowała nizina Tułnak.

Po kilkugodzinnej jeździe przeważające buki i dęby ustąpiły wysokim posępnym starobrzeszom. Malachitowe liście tych pierwotnych drzew kontrastowały z soczystą zielenią pnącza łykowiny, która ciasno oplątała pękate pnie o wyjątkowo grubych odziomkach. Wewnątrz lasu panował wilgotny półmrok i zaduch. Nizinny wiatr rozbijał się o korową ścianę kończącą polesie i kilkadziesiąt jardów w głąb zielonego morza, panował już prawie całkowity bezruch powietrza. Otoczenie pachniało po prostu lasem: wilgotnym mchem, rozmytą kwiatową mieszanką i rozkładającym się mokrym drewnem.

Salik zatrzymał ekspedycję i wskazał im zamaskowaną ścieżkę niewiele szerszą od konia w kłębie. Opuścili trakt i podążyli szlakiem, który praktycznie znikał w gęstwinie leszczyn i paproci. Jedynie niewielkie prześwity w stłoczonych koronach pozwalały określić porę dnia, a gruba bezwłosa skóra kelcy ciemniała z każdą godziną, dostosowując swój odcień do otoczenia. Selekta skorzystała z napotkanego przerzedzenia i ponownie zrównała konia z klaczą czarodziejki. Wyglądała na zaniepokojoną, co było dość dziwne, bo nawet jeśli coś ją martwiło, to nigdy tego nie okazywała.

– Czy ty naprawdę myślisz, że on nie jest w zmowie z szumowinami z tego lasu?

– Myślę, że jest, dlatego jest szansa, że przejedziemy bezpiecznie.

– Biedne dziewczę… – Safonka pokręciła głową z politowaniem. – Chyba jednak magia naprawdę miesza pod czaszką.

– Bądź łaskawa nie osądzać, zbyt pochopnie. Jestem szalona, ale nie obłąkana. – Puściła Safonce oko. – Kiedy wczoraj rozbijaliśmy obóz, udało mi się podsłuchać ciekawą rozmowę dwóch przewodników. Definitywnie byli po kilku głębszych, bo wydawało im się, że mówią bardzo cicho. Jeden narzekał, że przejazd za czterdzieści remów to zbrodnia w biały dzień. Powiedz: który sprzedawca narzeka na wysoką cenę własnych usług?

– Pijany? – palnęła Selekta.

– Ehh… Dochodząc do sedna, myślę, że oni opłacają bandytów, tak jak my opłacamy przewodnika.

– Aaa! No teraz to ma sens. Miejmy nadzieję, że się mylisz w przeciwnym razie będzie to nudna podróż. – Zarżała, zapowietrzając się przy tym kilkukrotnie.

Tymczasem od momentu wejścia do kniei ich przewodnik milczał i tylko bacznie obserwował pobocza, wzdrygając się nerwowo na każde poruszenie w krzakach. Wśród drzew znowu zagościły dęby, przez co przybyło przestrzeni i wierzchowce kroczyły nieco pewniej.

– Czyżbyś czegoś się obawiał, Saliku? – zagabnęła Lejla, domyśliwszy się, iż Tranton wypatruje bandytów.

– Te drzewa skrywają niejedną bestię, panienko. Ponoć roi się tu od dzikich zwierząt: panter, ostrogrzywów, potworne kociska, a co najgorsze… – zerknął na prawo zwabiony ruchem w jeżynach. – Kilkukrotnie widziano w lesie jednego ze starszych Tairu. Ci to dopiero nie przepadają za intruzami.

– Widziano tu Starszych Syliren? – spytała z wyważoną dozą kpiny – A czegóż miałby tu szukać Starszy?

– Sunden był niegdyś częścią Centralnej Puszczy i skrywa wiele pozostałości po tych czasach.

– Prehatanal… – wyszeptała.

– Przepraszam? Nie zrozumiałem panienki.

– Prehatanal: Centralna Puszcza, tak ją nazywają księgi Starszych. Wyczytałam w archiwach… Przepraszam, kontynuuj.

– Ponoć w tych lasach pulsują tajemnicze miejsca wypełnione astrą, gdzie nigdy nie gości zima, a rośliny kwitną raz za razem, rodząc owoce przez cały rok. – Salik opowiadał z taką fascynacją, jakby widział to na własne oczy.

– Naturalne sploty… – Oczy czarodziejki przez chwilę rozbłysły błękitem, po czym sama ostudziła swój zapał: – Nie, to niemożliwe. To tylko legendy. – Do tej pory tylko czytała o tych reliktach i nigdy żadnego nie widziała. Nawet nie znała nikogo, kto by owo miejsce kiedyś odwiedził.

– Czymże jest ten „splot”, panienko? – zapytał Salik, udając zaciekawienie. Typowe zagranie przewodników: odsłuchać, pogadać, przytaknąć i zgarnąć zapłatę.

– Sploty to skupiska magii pochodzącej z jednej domeny, miejsca, gdzie astra gromadzi się bez niczyjej ingerencji. Z czasem gęstnieje i przybiera fizyczną formę, wywołując anomalię wokół siebie.

Tranton ziewną trochę nazbyt otwarcie.

– Nie spij Saliku, bo spadniesz z siodła.

Przewodnik oprzytomniał z lekkim podrygiem.

– Proszę wybaczyć. Nie chodzi o to, że się nudzę, po prostu… kiepsko sypiam, takie czasy, a głos panienki jest taki miękki i kojący.

Lejla, uśmiechnęła się na znak, że nie żywi urazy: chciała uwierzyć w to miłe kłamstewko. Piękna demonstracja siły dobrze wplecionego komplementu, który pozwala zatrzeć nawet największy nietakt.

– Mogę poprosić Selektę, żeby dodała wykładowi nieco szorstkości. Ciężko się zasypia przy rżeniu i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych