Wróć do katalogu

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 64 -FINAŁ

Coś się kończy, coś się zaczyna.

MKP, opublikowano , 22 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ŚMIERĆ W BŁĘKICIE

Plan ataku na garnizon Kruków, mimo iż był przemyślany, sprawiał wrażenie brawurowego: wpierw, cały oddział miał zbliżyć się do przeprawy od strony pobliskiego wzgórza tak, aby uniknąć wykrycia przez Walończyków; następnie, do akcji wkraczała Sebil i wytworzywszy magiczną mgłę, wprowadzała element zaskoczenia; Matka Karevis, nie wchodząc w szczegóły, oświadczyła, iż sforsuje drewnianą bramę w palisadzie. Na koniec, telmiańscy kawalerzyści, uderzą na obrońców, wywołując zamieszania i odciągną uwagę od Lejli. Do czarodziejki należało odnalezienie kręgu wzbudzeń i wyłączenie glifów na przęsłach, podczas gdy Milena, w roli straży, zapewni jej ochronę, dopóki nie padną wszystkie magiczne więzy.

Po kilku godzinach jazdy dotarli na miejsce. Zwiadowca wysłany na wzgórze nie dostrzegł wojsk na drugim brzegu, ale usiany wzniesieniami teren, mocno ograniczał widoczność. Niemniej jednak garnizon stacjonujący u wejścia na most, był szczelnie otoczony palisadą z grubych bali, a niewysoką, drewnianą wieżę, obsadzono kusznikami. Kilkaset metrów na wschód od mostu, rozrastała się niewielka osada z prowizorycznych szałasów i powozów: Walończycy nie przepuszczali nikogo, nawet kupców.

Na rozkaz Mileny telmiańscy gwardziści z trudem zdjęli ciężką, stalową kulę z jej wozu i skryci za ścianą z rzadkich krzewów, wynieśli obiekt zza wzgórza. W momencie upuszczenia masa z litego metalu wbiła się w uklepaną ziemię na głębokość dłoni. Z jej gładkiej powierzchni, wyrastał jedynie wtopiony łańcuch zakończony uchwytem.

– Zdradzisz łaskawie, co knujesz mamciu? – spytała Safonka, która najwidoczniej widziała ten przyrząd po raz pierwszy.

– Zaraz zobaczysz – uśmiechnęła się Milena, po czym podeszła do kuli, złapała za uchwyt i marszcząc twarz lekkim grymasem wysiłku, uniosła cały ten ciężar sama, wprawiając w osłupienie stojących nieopodal wojskowych. Karevis przez chwilę zastygła w bezruchu taksując dystans pomiędzy nią a drewnianą broną. Po chwili odstawiła kulę, uniosła kciuk, przymknęła jedno oko, potem drugie, pocmokała kilkukrotnie i oświadczyła:

– Powinnam trafić. Lejlo dziecko, daj znać Sebil, że możemy zaczynać. Czarodziejka wzięła głęboki oddech, a jej oczy przesłoniła szarość niczym błona u wodnego gada.

– Słyszysz mnie? – spytała w myślach

– Tak – odpowiedź mistyczki przyszła natychmiast, co świadczyło o dobrej, jakości połączenia.

– Możesz zaczynać. – Na znak arkanistki Sebil pochwyciła płonącą pochodnię i podeszła do ołtarza Arkturosa pod katedrą w Telmonton.

– No to do roboty. Kaljen-drastus, Kanna! – wypowiedziała zaklęcie i uderzyła dłonią w piaski. Szalejące wydmy zabulgotały we wnętrzu makutry.

– Teraz Mojro! – Krzyknęła do gosposi stojącej obok. Kobieta podniosła wiadro z wodą i chlusnęła na ołtarz. Brukijka podsyciła ogień magią i skierowała płomień na powstałą warstwę błota.

Wnętrza ołtarza wypełniła gęsta para.

– Co tu się kurwa dzieje? – przeklął jeden z Kruków obserwujących drogę do mostu. – Sierżancie, musi pan to zobaczyć – szeregowy przywołał starszego stopniem, który niechętnie wdrapał się na wieżyczkę.

– Co znowu – burknął. Szeregowy wskazał palcem na wzgórze. Sierżant powiódł wzrokiem za dłonią młodszego stopniem i wybałuszył oczy. W ich stronę pędziła wysoka ścina gęstej mgły wymieszanej z piaskowym pyłem; zupełnie jakby chmura spadła na ziemię i toczyła się po brudnym podłożu.

– Bić na alarm! – krzyknął sierżant. Jeden z Kruków zadął w róg, obwieszczając mobilizację, ale magiczna kurtyna uderzyła nagle, przyśpieszywszy na zboczu pagórka. Mgła była tak zawiesista, że garnizon ogarnął popłoch.

Matka Karevis, ponownie uniosła stalową kulę i kotwicząc stopy w twardym gruncie, zaczęła wirować wokół własnej osi, rozpędzając metalowy taran. Po chwili stalowy pocisk zataczał kręgi z wykalkulowaną prędkością.

Sebil rozproszyła nieco mgłę na drodze do fortu, na chwilę odsłaniając cel.

Milena wypuściła kulę. Potężny trzask gruchotanych bali i przeraźliwe krzyki, potwierdziły celne trafienie. Wrota roztrzaskały się na drzazgi.

– Zaczynam się ciebie bać Matka – oznajmiła zdumiona Trybada. – Teraz moja kolej – wsiadła na konia i wyciągnęła miecz z pochwy.

– Uważaj na siebie ¬– poprosiła Karevis i skinęła na Lejlę, która potwierdziła gotowość.

– Dobra chłopaki! Pokażmy ptaszkom czyja to ziemia. Do boju! – rozkazała Selekta i na czele kawalerzystów, ruszyła na garnizon. Milena pochwyciła dwa oszczepy, którymi odciążała kręgosłup, wsadziła w coś leżącego w wozie i wyciągnęła zwieńczone potężnymi buzdyganami.

– Trzymaj się blisko dziecko – nakazała czarodziejce.

– Biorąc pod uwagę twoje umiejętność Matko, to chyba zaczynam współczuć tym w garnizonie – skomentowała Lejla i ruszyły w stronę mostu, trzymając się wąskiego korytarza stworzonego dla nich przez Sebil.

Według instrukcji mistyczki, krąg znajdował się tuż przed samym wejściem na przeprawę.

Obie kobiety bez trudu przeszły przez zrujnowane wrota.

Zewsząd dobiegały odgłosy toczącego się starcia, a na granicy widoczności, pojawiały się i znikały sylwetki walczących. Milena spojrzała na pięciu strażników pojękujących, pod pozostałościami palisady. Kula wyryła w gruncie głęboki rów, nim zatrzymała się na fragmencie zrujnowanego monumentu.

– Ma się to oko – pochwaliła samą siebie.

– Matko uważaj! – Z mgły wybiegł włócznik. Karevis nawet nie próbowała się uchylić. Grot włóczni trafił prosto w napierśnik. Poleciały iskry. Szpic ześlizgnął się po grubej płycie, a zdziwiony Kruk dostał buławą tak mocno, że odleciał na kilka metrów, znikając w zawiesistym powietrzu.

– Pośpieszmy się, zanim trafimy na bystrzejszego – oświadczyła Matka i ponagliła czarodziejkę. Obie prześlizgnęły się pomiędzy walczącymi, nie napotkawszy większego oporu. Wszystko wskazywało na to, iż plan działa i po chwili Sebil wyczuła, że są dokładnie nad kręgiem.

Przed wejściem na most, zasłona z wymieszanych drobinek pary i pyłu, rozmywała się, ustępując miejsca wilgotnemu powietrzu znad szerokiej rzeki. Wszystko po to, żeby Arkanistka mogła widzieć czy glify stabilizujące znikają z filarów.

– Co teraz? – spytała Brukijki.

– Wyczuj na ziemi obszar o wzmożonej mocy i połóż tam fragment menhiru z Sunden – poinstruowała mistyczka. Lejla przyklękła, rozpraszając aurę a Milena czujnie obserwowała granicę widoczności.

– Mam – obwieściła Arkanistka i ułożyła aktywny minerał w centrum astralnej anomalii.

– Nic się nie dzieje… Sebil? – Ziemia zaczęła drgać, a spod gleby wyłonił się ogromny kamienny krąg z wyrytymi runami wzbudzenia.

– A nie mówiłam – westchnęła mistyczka. – Stań w centrum i aktywuj znaki; powinnaś wyczuć glify na filarach. Każ im się wyłączyć, domena po domenie. Ja pomogę.

Lejla stanęła centrum starożytnego kręgu.

Grupa tarczowników wyłoniła się z magicznej zasłony.

– Pośpieszcie się! – Milena ponagliła obie czarodziejki i ruszyła Krukom naprzeciw.

Napastnicy, wpierw, nie potraktowali przyobleczonej w żelastwo staruszki, jako realne zagrożenie; aż do pierwszego ciosu buzdyganem, który powalił dwóch z nich. Zaskoczeni wigorem kobiety Walończycy, zaczęli pierzchać przed śmiercionośnymi uderzeniami ciężkich buław, a ci, którzy nie zdążyli, no cóż… Lecąc, wymijali tych pierwszych.

Matka dzielnie odpierała ataki, co odważniejszych jednostek, ale jeden z napastników zaszedł ją od tyłu. Spostrzegła go w ostatniej chwili. Zrobiła obrót. Kruk dźgnął włócznią z całych sił i zdołał przebić się przez kolczugę. Całe szczęście ranił jedynie ramię. Ostry ból obezwładnił rękę. Jeden z buzdyganów upadł na ziemię, spryskany posoką. Drugi trafił włócznika w kask, miażdżąc mu kości karku.

Ośmieleni raną Mileny tarczownicy zmniejszyli dystans, wychodząc mgły.

Sytuacja pogarszała się z minuty na minutę.

– Aaaa! – Okrzyk poprzedził ogarniętą bojowym amokiem Trybadę. Wyskoczyła na Kruków, rozpłatując jednego, zamaszystym cięciem miecza.

– Nic ci nie jest? – spytała Matki Karevis, stając do niej plecami.

– Draśnięcie – odpowiedziała Milena i podniosła broń, ale nie zdołała utrzymać jej w pionie.

– Jak idzie mała?! – Safonka krzyknęła w stronę ledwie widocznej Lejli. Czarodziejka opanowała krąg wzburzeń, a jej aura zaczerpnęła potęgi starożytnego źródła. Myśli popłynęły na falach drgającego pola:

– Teraz powinnyście słyszeć mnie i Sebil.

– Potwierdzam – słowo Safonki wydźwięczyło w astrze.

– Zaczynam wyłączać glify. Wytrzymajcie jeszcze trochę – poprosiła Arkanistka i skupiła aurę na magicznych ścieżkach biegnących do run. Znaki na kamiennych filarach mostu zadrżały i rozświetliły się, pulsując równomiernie. Lejla czuła każde tąpnięcie mocy, niczym bicie tysiąca serc jednocześnie.

– Gniewu splocie, krwi pomiocie… wysłuchaj mojej woli. Iman-hat! – rzuciła rozkaz w astras. Czerwień stawiła opór. – IMAN-HAT! – powtórzyła czarodziejka. Runy uległy. Ziemia zadrżała. Z mostu posypał się gruz, który z hukiem uderzył w pędzącą rzekę.

– Ha! – Trybada parsknęła z radości – To działa!

– Nie ciesz się przedwcześnie – Milena przygasiła jej entuzjazm, wskazując przed siebie. Z pogranicza mgły wyłoniła się sylwetka mężczyzny w grubym pancerzu, a tuż za nim, podążał oddział Kruków.

– No i znowu się spotykamy, panno Weil – oznajmił Burkhard. Jego ciało, od stóp aż po samą głowę, pokrywał pancerz utkany ze stalowych płytek. Otaczała go też, bardzo słaba, zielona poświata; ledwie dostrzegalna, migocząca gdzieś na granicy istnienia i niebytu.

Selekta zwróciła się do Mileny:

– Matko zajmij się jego pachołami. Ja mam prywatne porachunki z tą kupą gówna w metalowej latrynie – Ledwie skończyła mówić, a Karevis cisnęła w stronę Kruków głowicą od buzdyganu, którą odpięła od drzewca.

Burkhard odskoczył, separując się od reszty. Selekta z rozbiegu runęła w niego barkiem, spychając dalej we mgłę. Milena została sama z tuzinem zbrojnych. Po odczepieniu ciężkiej głowni, w zranionej ręce została jej tylko rękojeść z grotem.

I tak nie dałabym rady sprawnie używać całości, ale szpikulec może się jeszcze przydać, pomyślała.

– No to, kto z was łotrów pierwszy podniesie rękę na starszą kobietę? – spytała, a wojskowi pewnie ruszyli w jej stronę.

Tymczasem Lejla była gotowa do odblokowania glifów wieczności.

– Zieleni źródło od prawieków tryskające… zakończ wartę. Zininfar – przesłała myśl po magicznej sieci. Część run eksplodowała zielenią i zgasła. Kolejne elementy odpadły od przeprawy, a czarodziejka przyklęknęła przygnieciona szalejącą wokół mocą kręgu.

– Dobra robota – pokrzepiła ją Sebil – Odpocznij; ja wyłączę runy zmiany.

– Nie… Nie czuje Selekty… – wysapała Lejla.

– Wyszła poza zasięg, ale nie martw się, to twarda sztuka.

Trybada krążyła wokół Burkharda, czekając na okazję do ataku. Z…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych