Wróć do katalogu

Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 28

Uważaj na włosy!

MKP, opublikowano , 23 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ROZDZIAŁ IV: AIDA

Wieczór był rześki a niebo bezchmurne, gdy zasłużona Nemres dobiła do portu w miejscowości Mederet, leżącej o dwa dni konno od byłej stolicy Jokivaru, Hejmryt. Czas mijał szybko, a praca na pokładzie zdawała się mniej monotonna, odkąd załoga wyłowiła z morskiej toni przedziwną białowłosą Brukę. Tak… Ten rejs zapamięta każdy z marynarzy – nie co dzień obcuje się z potencjalną boginią, więc dla prostych rybaków sytuacja była lekko... niezręczna. Za to Anax przez ten czas zdążyła się już nieco oswoić z męskim towarzystwem – w drugą stronę szło trochę bardziej opornie. Gwarant stabilności i zdrowych relacji na pokładzie stanowił kapitan Zarekin, który składając obietnice takie jak: „Nogi z dupy powyrywam, jeżeli któryś ją dotknie!” czy chociażby dyplomatyczne: „Szablą fiuta upierdolę, niech tylko się poskarży!”, budował atmosferę wzajemnego poszanowania przestrzeni osobistej.

Nic dziwnego, że to jego Anax obdarzyła czyś, co można by nazwać cienką nicią zaufania – w sumie nie miała wyboru: ktoś, kto obudził się z kompletną amnezją w obcym miejscu i w tłumie nieznajomych, musi komuś zaufać, inaczej zwariuje. Uznanie Lucjana Zarekina za niegroźnego opiekuna zaspokajało potrzebę, która stanowi jeden z filarów egzystencji: poczucie bezpieczeństwa.

Niemal natychmiast po zacumowaniu przy drewnianej kei wcinającej się w szeroką zatokę wygłodniali lądowych uciech załoganci ruszyli z kopyta, by zabrać się za świętowanie obfitego połowu. Kapitan nie odstawał od reszty, z tym że on nie planował uganiać się za karczmianymi dziewkami, a miło spędzić czas w towarzystwie innych wilków morskich.

Ostatni wdech aromatycznego tytoniu podrapał płuca, rozchodniaczek burbonu połaskotał przełyk i odpowiedni nastrój, żeby móc płynnie wpasować się w karczemną fetę, gotowy.

Zarekin po raz ostatni przebrnął wzrokiem po pokładzie. Okręt wyludnił się niemal całkowicie, tylko kilku majtków zostało, by strzec dobytku przed nieproszonymi gośćmi. Kupcy zjawią się wczesnym rankiem, więc ryby i skorupiaki musiały pozostać w zbiornikach pod pokładem.

Lucjan stanął nad trapem i z wielką radością zaciągnął się zatęchłym powietrzem, które zwisało nad portową zatoką niczym kożuch na przegotowanym mleku i śmierdziało niemiłosiernie – ale to był dobry smród; taki nostalgiczny i pełen wspomnień. Poprawił kapelusz i już miał postawić stopę na upragnionym lądzie, ale kątem oka ujrzał biały ogon powolnie wywijający w powietrzu ponure półkola.

Walka serca z rozumem była wyrównana, ale triumfowało to pierwsze.

– Ehhh… będę tego żałował – westchnął, wykonał przesadnie powolny pierwszy krok w stronę pokładu i podążył ku strapionej Anax, która zwisała oparta o burtę, wpatrując się pustym wzrokiem w lekko falującą taflę mętnej wody.

– Myślałem, że rozumiesz, dlaczego nie może panienka zejść na ląd – zagabnął delikatnie.

– Rozumiem – burknęła.

– Więc skąd ten grobowy nastrój? – zapytał, podparłszy się tuż obok. – Przecież powiedziałem, że popytam w mieście. Ktoś musi coś wiedzieć o twoich. Plus trzeba panience kupić jakieś porządne ubrania: koszule Grizbala nie są najlepszej jakości i wyglądają na panience dziwnie – choć i tak lepiej niż na właścicielu, ale to przez jego kanciastą urodę.

Żarcik nie podziałał. Mina Anax pozostawała grobowo poważna.

– Nawet gdybym mogła iść w miasto, to… to nie miałabym po co. Nic nie pamiętam i za niczym nie tęsknię.

Nastąpiła niezręczna cisza, w której trakcie Zarekin kilkukrotnie potakiwał głową, prowadząc kolejną wewnętrzną dysputę z własnym rozsądkiem.

– Pamiętaj tylko, żeby nie zdejmować kaptura – oznajmił niespodziewanie.

– Jak to?

– Tak to! Pójdziesz ze mną! – Na dźwięk tych słów ogon Anax zaczął radośnie merdać. Lucjan trafił w dziesiątkę. – Starych wspomnień ci nie przywrócę, ale możemy popracować nad nowymi.

– A miejscowi? – Ogon przestał zamiatać pokład. – Nie wystraszę ich? – Posmutniała, gdy racjonalność przyćmiła ekscytację.

– Najwyżej się trochę zdziwią. To port i jak w każdym takim miejscu ludzie dużo już widzieli, niełatwo ich zaskoczyć. Wezmą panienkę za jakiegoś Bruka z dziwnym umaszczeniem. W sumie to ja też tak uważam. Ale lepiej ograniczyć zainteresowanie do minimum, tak na wszelki wypadek. – Uderzył dłońmi o reling, jakby odbijał się na rozpęd, obrócił na jednej nodze i ruszył w stronę wejścia pod pokład. – Dopóki będzie panienka trzymać ogon na wodzy – zatrzymał się tuż przed klapą – a buźkę w cieniu kaptura, powinno się udać. – Posłał jej uśmiech.

Anax przyjrzała mu się badawczo.

Być może to żart… Żartuje albo jest pijany, pomyślała. Oczywiście wrażliwy węch wyłapał woń alkoholu.

– No chodź już! Zanim się rozmyślę! Trzeba ci jakąś kapotę z gratów wyłuskać – krzyknął nerwowo, widząc, że się waha.

– Dziękuję! – Rzuciła mu się na szyję.

– Już, już, bo mi te stare gnaty panienka powykręca.

***

Mederet jak zwykle tętniło życiem. Rybacy hulali po uliczkach, a kupcy szukali miejsc, żeby doczekać do wschodu. Szansa na dobrej jakości owoce morza wyławiane z głębin Zatoki Jagarskiej oraz dostęp do rzadkich dostaw egzotycznych przypraw z dalekiego Nakaramu była największa z samego rana.

Jak w każdym miejscu, w którym handlarze mieszają się z marynarzami, również i tu karczmy, zajazdy oraz szynki wyrastały jak grzyby po deszczu, a głośne opowieści o wyprawach zarówno lądowych, jak i morskich wypełniały wnętrze każdego mniej lub bardziej zacnego przybytku.

Lucjan szczególnie upodobał sobie gospodę o wdzięcznej nazwie „Goraja Zadnica” prowadzoną przez emerytowanego poławiacza munstrongów Alojza. Stary wilk morski zasłynął jako jeden z niewielu łowców tych przebiegłych, ale wyśmienitych morskich kreatur, którzy doczekali sędziwego wieku z kompletem kończyn. Nic więc dziwnego, że karczma przyciągała podobnych jemu: dobra historia buduje mistyczną atmosferę miejsca, a ta z kolei sprzyja narodzinom nowych żeglarskich mitów. Właściciele łajb rybackich i statków handlowych, którzy preferowali lepsze towarzystwo i lubowali się również w mniej cielesnych uciechach, jak choćby dobra muzyka czy rozmowa, lgnęli do przybytku Alojza jak muchy do starej flądry.

Dodatkową ciekawostkę zaliczaną do lokalnego folkloru stanowiła enigmatyczna nazwa samego zajazdu. Zarówno miejscowi, jak i przyjezdni interpretowali treść szyldu na różne sposoby, ale tylko właściciel wiedział, co skrywa ten nieznany język – albo i nie. Jedna z popularniejszych tez zakładała, iż inspiracją była specjalność zakładu: piekielnie ostre skrzydełka marynowane w esencjonalnych, egzotycznych przyprawach.

Zarekin bez wahania stwierdził, że właśnie tu Anax nie będzie nagabywana przez wścibskie pijaczyny, a jego starzy znajomi nie zaleją go lawiną trudnych pytań – w końcu on ich nie wypytuje o niektóre szemrane interesy.

Razem z Anax weszli do środka.

Wewnątrz panował ponadprzeciętny tłok, a poziom odwiedzających jakoś dziwnie podupadł od ostatniej wizyty kapitana. Widać nie tylko Lucjanowi połów przyniósł większe zyski, a umiarkowana hołota zapragnęła pobyć hołotą w lepszym miejscu. Całe szczęście Lucjan zauważył kilka znajomych twarzy przy stoliku tuż obok kominka. Jegomoście pochłonięci dyskusją, wpierw nie zauważyli, gdy wraz z zakapturzoną towarzyszką przekroczył próg karczmy. Pomimo iż te najbardziej nadzwyczajne przymioty Anax skrywał ubiór, to jednak twarz porośnięta śnieżnobiałym puchem nie mogła pozostać niezauważona.

Kobieta czuła na sobie świdrujące spojrzenia i ciekawość penetrującą jej grube okrycie, jednak Zarekin uparcie konfrontował wszystkich gapiów groźnym wzrokiem, a ci zazwyczaj wracali do swoich spraw i kufli z napitkiem.

– Lucjan! Stary zapyzielcu! Szmat czasu! – wykrzyczał tęgi jegomość z purpurowym nosem: w końcu rozpoznał kapitana wśród stłoczonych biesiadników.

– Modrek! Brodata zakało! Jeszcze cię munstrongi nie wpierdoliły!?

– Te szczwane rybska nie żro byle, czego. Ha! – Uściskali się. – A kimże jest twoja urocza brukijska towarzyszka? – dopytał znajomy Lucjana, zerkając na Anax. Najwyraźniej nawet wprawne oko doświadczonego rybaka i handlarza dostrzegło w niej jedynie nietypową Brukę.

– Panienka Anax; wsiadła w porcie na południu, prosząc o transport drogą morską – przedstawił ją Zarekin.

– I słusznie! Samotna kobieta nie powinna podróżować traktem przez te wstrętne namorzyny i piekielny las. Pozwól, panienko, że sie przedstawie. Kapitan Moderek Ligs, a ten obok, to mój pierwszy, Wlak Halen. – Posępny łysy mężczyzna o śniadej cerze, skinął głową. – Miała panienka szczęście, że trafiła na tak porządnego wilka.

– Miło mi panów poznać – odpowiedziała serdecznie lisica i dosiadła się do stołu.

Na misach ostała się jeszcze spora ilość ostrych skrzydełek i dwie pieczone golenie zakończone spalonymi na chrupko płetwami. To właśnie one pobudziły ciekawość Anax, która nie mogła oderwać od nich wzroku.

– Prosze sie częstować, panienko – oznajmił Ligs. – Świeże żabie udka. Specjalność regionu.

– Trochę duże jak na żabie… – skomentowała Anax, pochwyciwszy jedną spieczoną nogę. Grymas rysujący się na twarzy zdradzał obrzydzenie, ale oczy pałały ciekawością.

– Ha! Nie, jeśli chodzi o tutejsze Rupaki. Stary Alojz nawet jedną w chałupie trzyma. – Ligs wskazał palcem blat przy barze, tuż obok właściciela. Na nim siedziała tłusta ropucha w brunatnym kolorze upstrzona zielonymi plamami i grudowatymi naroślami. Skórzana obróżka z grawerowanym medalikiem zdradzała imię stworzenia: Puńcia. Ta urocza maskotka Alojza była wielkości średniego psa i patrzyła tępo przed siebie, co chwila nadymając ogromne wole.

– Ciężko mi pojąć, jak takie stworzenie można trzymać w domu – skomentowała Anax, krzywiąc się na samą myśl, że to oślizgłe coś mogłoby jej dotykać. Odłożyła udziec i pochwyciła „piekielne” skrzydełko.

– Nie jest to takie głupie – wtrącił się Lucjan. – Jak so małe, to robactwo wyżerajo, a jak dorosno, to i na szczury polujo. Podobno nawet wytresować sie da, żeby na komende przychodziły.

– Chyba nadal mogłabym wymyślić ze sto lepszych zwierząt, choćby kota – wyszeptała Anax.

– Ha! Prawda – przytaknął Modrek, a Wlak wtórował mu pomrukiem aprobaty.

– Czego sie napijecie? Ja stawiam! – oznajmił żywiołowo Ligs. – Ty to wiem, Lucek, burbon, a panienka? – Na twarzy Anax zagościła konsternacja. Bynajmniej nie chodziło o to, że nie chce, po prostu sama nie wiedziała, co lubi lub nawet czy kiedykolwiek piła alkohol. – To ja zaproponuje Telmiańsko nalewajze – zaproponował Moderek, zacierając ręce – rzadki rarytas z mocno ziołowo nuto; prosto od tamtejszych siostrzyczek. – Posłał pierwszego Wlaka do baru. Karczma była pełna i obsługa nie nadążała, a że z Alojza skąpiec, to nie za wiele tej obsługi było.

– A co u ciebie, przyjacielu!? – zagaił Zarekin. – Jeśli mnie pamięć nie myli, to rok temu ożenek miałeś. I jak się sprawuje… – zawahał się, próbując przypomnieć sobie imię wybranki.

– Urma – warknął Ligs.

– Skąd ten gniew?

– A daj ty mnie spokój, Lucjan. – Kupiec machnął rękoma, demonstrując ogrom tragedii, która go spotkała ze strony małżonki. – „Weź sobie młodszo”, mówili… „Mundro, to w interesach pomoże”, mówili. Posłuchałem, a teraz… Teraz wiem, że pierdolili! – Wlak przyniósł trunki. – Zdrowie, bo mi zaschło w gębie. – Wzniósł toast i przechylił literatkę z nalewką. Anax zrobiła

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych