Wróć do katalogu

Piękna Noc.

Wymarzona i piękna noc pewnego Latarnika.

Jenkin, opublikowano , 10 min czytania, 3,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

PIĘKNA NOC

Budzik zadzwonił o 10.00. Maurycy powoli i ociężale otworzył oczy i spojrzał na godzinę. No cóż, pora wstawać, powiedział do siebie po cichu. Od kiedy zostawiła go żona (czyli od 8 lat) całkowicie przestał miewać jakiekolwiek życie osobiste. Nie chodził na imprezy do swoich przyjaciół, którzy zapraszali go prawie co tydzień, nawet do kina oraz teatru (który tak lubił) przestał uczęszczać. Całkowicie się odizolował od społeczeństwa jego malutkiego miasteczka Marull, które posiadało nędzne 500 mieszkańców. Większość z nich utrzymywała się z połowu ryb. Ale Maurycy miał inne zadanie. Dużo lepsze i bardziej odpowiedzialne, jak mawiał. Był latarnikiem w pobliskiej latarni. Pracował na niej już od 20 lat. Była jego „domem” i miejscem pracy jednocześnie. O godz. 10.05 zwlekł się z łóżka po kolejnej nie przespanej nocy w latarni po czym poszedł do łazienki. Gdy spojrzał w lustro zobaczył zmęczonego i starego człowieka, który zamiast 36 lat miał grubo ponad 50-tke. Po porannym prysznicu zrobił sobie aromatyczną kawę i zasiadł z nią stołu, po czym wyciągną z szuflady pustą kartkę papieru i dobrze zastrugany ołówek. Odetchną głęboko i zaczął pisać:

Wy wszyscy nic nie wiecie. Oni zawsze trafiają, i zawsze ufają ale… Dziś już nie ma gwiazdy, która swym blaskiem ich ochrania Nie ma jej władcy, który ją rozpala Oni wszyscy zobaczą, że Nas nie ma… Będą wiedzieli, że Nas chwalić trzeba

Podniósł głowę po czym dopisał

Dziś będzie piękna noc A jej widoki będą rozpalały dusze mą…

Po woli odłożył ołówek, po czym zgiął kartkę na pół i włożył do tylnej kieszeni swoich dżinsów. Dopił kawę i zaczął się pakować. Brał to co zawsze. Dobrą książkę, termos z kawą oraz parę kanapek, lecz dziś wziął coś jeszcze: aparat fotograficzny zakupiony za grosze na targowisku w pobliskim, większym miasteczku, w którym był bazar. Z półki zdjął klucze poczym wyszedł z domu. Szedł ulicą Sielankową. Po obu stronach ulicy były małe parterowe domki. Większość letniskowe ale były także takie, w których mieszkał ktoś na stałe. Szedł, ponieważ nie było go stać na samochód, niestety płaca za wykonywanie zawodu latarnika była bardzo skąpa i ledwo co ciągną do pierwszego. Doszedł do skrzyżowania ulicy Spokojnej i Sielankowej. Skręcił w prawo i teraz jakieś 1000 m. od niego znajdowało się morze. Po pięciu minutach doszedł do drogi utwardzonej która biegła wzdłuż morza. Skręcił w lewo i przeszedł na drugą stronę drogi aby być bliżej morskiej wody. Po tej stronie droga była zabezpieczona metalową balustradą, która ciągnęła się do samego końca drogi. To zabezpieczenie zostało postawione po wypadku z roku 1992 gdy pewien młody mężczyzna z okolicznej miejscowość wraz ze swoją dziewczyną wypadli z drogi i spadli z urwiska wprost do morza. Urwisko jest wysokie na 60 m. a jego ściany ze skał. Fale rozbiją się o nie jak samochody zderzają się z drzewami. Nieustanna walka- tak nazywał to Maurycy. Po ok. półtora kilometra doszedł do końca drogi i jego oczom ukazała się latarnia. Wyglądała jak z bajki. Wysoka na 60 m. Dach okrągły z czerwonych dachówek. Nieźle się trzymała jak na swój wiek. Podszedł do drzwi wejściowych. Wyciągną klucz i włożył go w dziurkę od klucza po czym przekręcił. Zamek dość głośno zaskrzypiał po czym drzwi się otworzyły. Znów będę musiał je naoliwić, powiedział do siebie. Tak jak to robie już od dwudziestu lat. Eh codzienność. Ale dzisiejsza noc nie będzie taka jak wszystkie, wszystko już miał poukładane w głowie lecz z tego powodu nie chciał zaniedbywać przecudnej latarni. Wyszedł po schodach (stopni było dokładnie 216) na górę do małego pomieszczenia, w którym znajdowała się radiostacja, stolik z jednym krzesłem oraz łóżko. Z tego pomieszczenia było jedno wyjście, które prowadziło na samą górę latarni. Zdjął plecak i położył go na łóżku. Z szafki znajdującej się nad dużą i przestarzałą radiostacją wyją notes i zapisał o której godzinie przybył na miejsce. Wyciągną swój telefon komórkowy po czym nastawił w nim alarm, który obudzi go za cztery godziny. Dlaczego przyszedł tutaj już teraz? Ponieważ nienawidził swojego mieszkanka i wolał spędzać czas w „swojej” latarni. Tutaj czuł się spokojnie i bezpiecznie.

Budzik wydzwonił o godz. 17.00. Leniwie sięgnął po telefon po czym gdy zobaczył godzinę poderwał się szybko z łóżka. Zamiast nastawić alarm na 13.00 ustawił go na 17.00. Za godzinę będzie całkowicie ciemno! Krzyczał do siebie w myślach. Szybko się zebrał po czym wyszedł po drabince na najwyższy punkt w latarni. Na środku znajdował się mechanizm, który obracał wielkie żarówki, a ich blask był widoczny z dużej odległości tak aby żaden statek się nie rozbił o skaliste nabrzeże, które znajdowało się zaraz pod latarnią. Z tą dobrze to widział. Sprawdził czy wszystkie żarówki są sprawne. O godz. 18.00 uruchomił cały mechanizm i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych