Piękno mroku
Znów o paladynie, tym razem innym, trochę młdoszym, trochę bardziej naiwnym. Jednak tak samo przeklętym. Prosze o wyrozumiałość. Jak zawsze.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
*** To stworzenie było piękne… i tak przerażające jak to tylko możliwe. Wspomniałem gasnące oczy Cuthberta i jego cichy szept, gdy umierał mi na kolanach: „Strzeż się jej, jest… jest taka piękna…” Wtedy wziąłem to za objaw gorączki i majaki, ale teraz… Skupiłem całą wolę by oderwać spojrzenie od jej mrocznych oczu, od czerwieni ust rozchylonych zachęcająco tak, że widać było dwa maleńkie kły. Wydawała się tak drobna wśród czerni rozpostartych skrzydeł, dziewczęce, nie kobiece, ciało uwięzione przez okrutnego demona. Musiałem przegryźć sobie wargę, by utrzymać miecz i nie rzucić się jej w ramiona. Dopiero słony smak krwi przypomniał mi, że to ona jest tym demonem. To przez nią zginęli Cuthbert i Elian. Tormie, czemu pozwalasz by zło było tak cudowne… Nie pozwalasz. Dlatego tu jestem. Zacisnąłem rękę na rękojeści i postąpiłem krok naprzód. Stworzenie cofnęło się i przez ułamek sekundy miałem nadzieję, że ucieknie. Dopiero potem dostrzegłem błysk wyciąganych pazurów. Zadziałały wyuczone instynkty: poderwałem się i postąpiwszy trzy płynne, wyuczone kroki zadałem wyuczony cios. Trafił na powietrze, zaś siła rozpędu omal nie rzuciła mnie na bruk. W ostatniej chwili zasłoniłem ręką twarz przed pazurami. Zgrzytnęły tylko na polerowanej stali nałokietnika, zaś demonica wydała smutny skrzek. Jakby żal z powodu tego, co robi. Byłem już jednak odporny na jej urok. Jednym szarpnięciem ramienia poprowadziłem ostrze w górę i zatopiłem w prawym upiornym skrzydle. Nawet nie jęknęła, gdy miecz rozorał je na całej długości. Po prostu postawiła stopy na schodach i odwróciła się tnąc na oślep. Odbiłem cios, nagle zdając sobie sprawę, że z moich ust cały czas płynie modlitwa. Cóż, tego się nigdy nie zapomina… Uśmiechnęła się. Nie mogłem uwierzyć: po prostu się uśmiechnęła i schwyciła mój nadgarstek. Druga ręka poszybowała w kierunku mojej szyi. Zasłoniłem ją, lecz wtedy cios nagle zmienił kierunek. Uderzył w skroń i jedyne, co zapamiętałem to ten uśmiech i tępe uderzenie o posadzkę. Zsuwałem się po schodach, a głos demona szeptał w mojej głowie: Słodkich snów, śmiertelniku. Słodkich snów… Straciłem świadomość. Obudził mnie ból. Zdawał się promieniować z całego ciała. Każdy najdrobniejszy nerw krzyczał i parzył mnie tak, że mogłem tylko wić się w konwulsjach. Z zaciśniętych ust wyrwał się jęk tak rozpaczliwy, że aż kalający święte imię Torma. I wtedy cierpienie ustało. Dysząc ciężko opadłem na koc, w myślach szepcząc modlitwę. Leżałem na prymitywnej pryczy, nie w grocie ze schodami i kryształem, lecz w czymś przypominającym celę, której ściany zdobiły kamienne płaskorzeźby tysiąca przedmiotów. Moja zbroja i miecz stały w kącie, ktoś je chyba nawet wyczyścił, ale nigdzie nie mogłem dostrzec ubrań. Podniosłem się stając nagle twarzą w twarz z tym stworzeniem. Noc jej oczu wpatrywała się we mnie. Włosy posklejane potem odrzuciła w tył, zaś wargi zacinała w wąską szparkę. Odruchowo cofnąłem się macając pierś w poszukiwaniu świętego symbolu. Nie było go jednak. Kątem oka rzuciłem na miecz. Stał w pobliżu drzwi. O wiele za daleko. Istota obrzuciła mnie pogardliwym spojrzeniem. Nie, nie stworzenie: ona – zdałem sobie sprawę. Tak piękna, tak słodka, tak ludzka… Ona! Dla niej skrzydła stanowiły wystarczający płaszcz dla ukrycia swoich wdzięków, ja jednak byłem zupełnie nagi. Pośpiesznie narzuciłem koc na lędźwia, dziękując w duszy, że odwróciła się by podejść do drzwi. Uchyliły się przed nią, na co odpowiedziała lekkim skinieniem. -Chodź.- rzuciła. Głos miała głęboki i czysty, gdybym jej nie widział zakochałbym się w tym głosie, ale widziałem. Walczyłem ze sobą próbując odegnać myśli. Tam stał mój miecz, mogłem, mogłem… Mogłem tylko jak najszczelniej okryć się kocem i ruszyć za nią. Dobrze wiedziała, że nie skrzywdziłbym bezbronnego stworzenia. No może nie tak całkiem bezbronnego, jeśli pomyśleć o jej kłach i pazurach. A jednak… Nie zabiła mnie, więc i ja zostawiłem broń. Wzięcie jej byłoby jak wypowiedzenie wojny, poza tym głupio byłoby mi podtrzymywać koc i stal tego ostrza. Szliśmy wąskim korytarzem wydrążonym w litej skale. Nie dostrzegłem śladu pochodni, a jednak moje oczy zachowywały się jakbym nie szedł w kompletnym mroku. Może to obecność tego… jej dodawała światła temu miejscu. Co też ja mówię? Wiedziony niewiadomo gdzie przez kobietę-demona, bredzę niczym nawiedzony bard po pijanemu. W jednej chwili mając ochotę rzucić się jej do stóp, w drugiej do gardła. Chroń mnie Tormie. Tak pewnie zginął Elian. Przez chwilę pomyślałem, by zawrócić: rzucić się biegiem dopaść mego miecza i jakoś wydostać… Przejście jednak rozwidlało się już tyle razy! Straciłem orientację idąc wpatrzony w jej plecy. Przekląłem w duchu głupotę. Mogłem być rozdarty, miedzy honorem a nienawiścią, mogłem być pod wpływem jej szatańskiego uroku, ale do licha powinienem był zapamiętać drogę. To niemal podręcznikowy błąd! Potrząsnąłem głową omal nie wpadając na powód tego wszystkiego. Nie zauważyłem, kiedy znaleźliśmy się w większej grocie. Moja pani… chwilowo nie miałem lepszego określenia, wybacz mi Tormie… przystanęła na krawędzi skały. Prawie trzy czwarte jaskini wypełniało podziemne jezioro. Pochyliła się szepcząc coś w czarną toń. Profilaktycznie cofnąłem się o krok, akurat w porę, bo odwróciła się do mnie i jej usta znalazły się na wysokości moich. -Wejdź.- powiedziała wskazując na sadzawkę. -Co?!- wychrypiałem niezdarnie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Eishe
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…