Wróć do katalogu

Pielgrzym

Krótka opowiadanie o tajemnicy gór...

Bezimienny, opublikowano , 11 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Sandrze cudownym kobietom które tchnęły życie i nadały sens tajemniczej górskiej opowieści...

Pielgrzym

Zbliżała się noc. Słońce ledwo widoczne na horyzoncie, znikało kładąc długi cień na ziemię. Odgłos kopyt odbijał się w górzystym terenie. Poganiany przez swego pana, rumak "płynął" w otaczającym go śniegu. Z jednej strony widoczne były wysokie górskie szczyty, z drugiej głęboki kanion pełen stromych ustępów skalnych. Zimno zaczęło przenikać ubranie jeźdźca. Jedną ręką trzymając grzywę rumaka, ostrogami u nóg zmuszał go do galopu. Jego prawa ręka spoczywała na lewym boku, z którego wykwitała stale powiększająca się czerwona plama. Długi, czarny płaszcz falował w rytm wiatru. Kapelusz jeźdźca zerwał się i odleciał ukazując krótkie ciemne włosy pielgrzyma. Wędrownik patrzył jak jego kowbojski kapelusz spada na dno kanionu, by spocząć na zimnych zwłokach. Bandyci nie będą już mnie niepokoić - pomyślał. Podróżnik ostatni raz omiótł wzrokiem krajobraz, po czym uderzył ostrogami konia i odjechał...

Gdzieś tu, pośród tej lodowej pustyni mieszkali ludzie. Odcięci od świata, nie starali się go szukać. Świat pełen złości i nienawiści wywołał potężną wojnę, która zniszczyła cywilizację. Bomby spadały wszędzie, ludzie przerażeni, tratowali się by uciec do bunkrów. Panika, płacz i rozpacz były symbolami tamtych czasów. Kiedy bombardowanie się skończyło ludzie wyszli ze schronów, tylko po to by zobaczyć zgliszcza świata...wynik ostatniej wojny. Zniszczone aeroplany leżały wszędzie, wraki pojazdów przykryły ziemię, a drzewa w lasach wciąż się paliły, produkując ciemny, toksyczny dym. Na Ribys zrzucono tylko kilka eksperymentalnych bomb. Miały ogromną moc - pochłonęły miasta i osady tworząc największy i zapewne najgłębszy rów na świecie. Niektóre budynki ocalały, gdyż znajdowały się na zboczach gór lub na płaskowyżach. Nie zapadły się w dół, były za daleko od centrum wybuchu. W tych budynkach mieszkali ludzie...

Dwa tygodnie minęły odkąd podróżnik wstąpił na starą ścieżkę prowadzącą do miasta Hope. Od ocalałych słyszał, że tam nie spadły bomby, podobno jakaś dziwna, mistyczna siła chroniła miasta za górami Ribys. Jeździec usłyszawszy te plotki początkowo nie wierzył, lecz po pewnym czasie przygnębiony brudem i okropnością świata, skierował swoje oczy ku lodowym szczytom gór Ribys. Głodny, przemarznięty nocował w starych budynkach. Diablik - koń podróżnika, był coraz słabszy. Pielgrzym miał coraz mniej żywności i owsa dla konia. Na dodatek został zaatakowany przez jakiś bandytów. Zabił wszystkich a potem wrzucił ich zwłoki do Wielkiego Kanionu, jednakże przed śmiercią jeden z rozbójników trafił go. Tylko dzięki zimnu, obieżyświat był wciąż przytomny i żył. Obecnie znajdował się na jakiejś dawnej szosie. Rana strasznie mu dokuczała. Krew mimo mrozu wciąż wyciekała. Wędrownik chcąc zapomnieć o bólu przypomniał sobie dzisiejsze śniadanie...ostatnie śniadanie. Nie miał już żadnej żywności, był ranny, a w wokół był tylko śnieg. Ten sam krajobraz towarzyszył mu przez całą podroż. Obraz wiecznej zimy przygnębiał i denerwował. Powodował u Wędrowca frustrację, uwidaczniał głupotę człowieka, który myślał pokonać żywioł. Wszędzie leżał śnieg... Obieżyświat zsunął się z konia. Leżąc na białym puchu chciał zawołać by rumak się zatrzymał, lecz zdołał jedynie otworzyć usta i zemdleć.

Człowiek śpiąc długo nie zdaje sobie sprawy, jak wiele czasu mu umyka. Budząc się czuje się jakby coś mu umknęło. Nasz podróżnik ocknął się leżąc na miękkim, sprężynowym łóżku. Pokój w którym się znajdował przypominał mu dom babki - ściany koloru późnej jesieni, wielka hebanowa szafa na książki i gramofon wygrywający jazz Louisa Armstronga. Odsłonił koc by zbadać ranę. Nie krwawiła, była owinięta bandażem. Podróżnik stęknął próbując siąść na łóżku. Usłyszał odgłos tłuczonego szkła w sąsiednim pokoju. Jego zmysły się wyostrzyły a mięśnie napięły. Ktoś był w drugim pokoju. Pielgrzym wpatrywał się w dębowe drzwi oczekując. Uchyliły się powoli. Do pokoju śmiałym krokiem wkroczyła młoda kobieta, niosąc dzbanek. Słońce oświetliło jej długie, kręcone włosy koloru ciemnego kasztanu spływające na bordową koszulę i ciemną spódnicę. Kobieta miała delikatną budowę rusałki i cudowne, głębokie oczy barwy jasnego orzechu. Lekkim krokiem podeszła do stolika i nalała naparu do kubka. - Gdzie ja jestem? - spytał Wędrowiec zauroczony jej urodą. - Jesteś w moim domu, w górach. Kiedy Cię znalazłam byłeś nieprzytomny - odpowiedziała, poprawiając serwetkę na drewnianym stoliku. Wędrowiec przypatrywał się tej nieznanej kobiecie z rosnącym zainteresowaniem. Próbując zebrać myśli, zadał kolejne pytanie: - Jak długo tu jestem? - Leżysz tutaj już tydzień. Byłeś w fatalnej formie gdy Cię znalazłam, przemarznięty do szpiku kości. Co Cię napadło, że wyruszyłeś w czasie zimy w góry? - zapytała z wyrzutem, składając koc. Czuł że była zdenerwowana ale postanowił kontynuować rozmowę. - Mieszkasz tu sama? - Tak - odpowiedziała szybko. - Jak długo? Nie odpowiedziała. Stała dalej odwrócona tyłem do niego, trzymając jasnozielony koc w rękach, który drżał w jej rękach. Intuicja podpowiedziała pielgrzymowi, że to pytanie nie powinno paść. - Pięć lat - powiedziała i wyszła zamykając drzwi. Przez następne dziesięć minut Podróżnik wpatrywał się bezmyślnie w dębowe drzwi. Głowa pękała mu od natłoku myśli i pytań. Nieznana kobieta, która uratowała mu życie i opiekowała się nim, skrywała jakąś tajemnicę. Położył się na łóżko i po chwili zasnął.

Mijały dni i tygodnie, Wędrowiec powoli zaczął

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych