Pierwszy kapłan świata
Opowieść o tym, jak wymyślono religię.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Cwany Bóbr siedział na brzegu rzeki i plótł sak na ryby. Praca mu nie szła i najchętniej pospałby gdzieś w cieniu. Co chwilę przerywał plecenie i patrzył na góry przysłaniające horyzont od strony zachodzącego słońca. Zbierały się nad nimi dziwne chmury. Przypominały one kapelusze grzybów - od dołu płaskie i jasne, a od góry wybrzuszone i ciemne. Chylące się ku zachodowi słońce całe światło wysyłało szczeliną pomiędzy chmurami i górami, zalewając ziemię i rzekę niezwykłą jasnością. Zapanowała groźna cisza. Nie odzywał się żaden ptak i nawet wiatr nie szumiał w gałęziach. Tymczasem życie wkoło biegło normalnie. Między zbudowanymi z gałęzi i gliny chatami krzątali się ludzie, dzieci bawiły się nad rzeką i nikt nie zwracał uwagi na dziwną ciszę i światło. Nagle Cwany Bóbr poczuł, że włosy na całym ciele mu się zjeżyły, tak jakby zmarzł. Było jednak ciepło - za ciepło. Przerwał pracę i spojrzał na rzekę, w której woda migotała w słońcu tak mocno, że zmuszała do mrużenia oczu. Wtedy ogarnęło go przeczucie nadchodzącej grozy. Zerwał się i pobiegł ku dzieciom. – Uciekajcie! Uciekajcie do jaskini! – zawołał i kuksańcami zmusił je do porzucenia zabawy. Dzieci poderwały się jak stadko kuropatw, bo ich krótkie życie nauczyło je, że takie ostrzeżenia nie padają bez powodu. – Uciekajcie do jaskini! – wołał, biegnąc ku dorosłym. Ci nie byli już tak posłuszni. Próbowali pytać o przyczynę alarmu, ale Cwany Bóbr nie odpowiadał. Darł się jak opętany, popychał i bił opornych, aż jego strach udzielił się wszystkim i rzucili się do ucieczki. Zdążyli w porę, bo po chwili uderzył wiatr i zapanowała ciemność. Zaczęły bić pioruny, kolejne grzmoty zlewały się w jeden huk i ulewa przesłoniła świat. Ludzie skryci w jaskini, kulili się przy każdym uderzeniu pioruna i tulili do siebie. Nawałnica trwała długo. Gdy w końcu zaświeciło słońce i ludzie wyszli z jaskini, zobaczyli jej skutki. Rzeka wystąpiła z brzegów i przewalała się z hukiem, unosząc krzaki, drzewa i martwe zwierzęta. Wszyscy rozbiegli się po obozowisku i wtedy okazało się, że lepianka zbudowana najniżej została zmieciona przez wodę, powalone drzewo zniszczyło dwie inne, a pozostałe też były uszkodzone. Szczęśliwcy, których schronienia jako tako się ostały, wyciągali z nich ocalały dobytek. Mieszkańcy chat przywalonych drzewem włazili pod konary próbując wydobyć stamtąd co się da, a rodzina z chaty zmytej przez wodę brodziła po kolana w błocie, bezskutecznie szukając w nim czegokolwiek. Jedynie chata Cwanego Bobra była cała. Woda przelała co prawda dach, ale poza tym strat żadnych nie było. Ogarnąwszy nieco obozowisko, ludzie rozpalili ognisko u wejścia do jaskini i usiedli przy nim, by ochłonąć. Gromada Bobrów przywędrowała w te strony niedawno. Na poprzednim siedlisku wytrzebiła już wszystko, co się dało i musiała szukać nowych terenów do życia. Tu roślin i zwierząt było w bród, więc się zatrzymała. Ludzie najpierw zamieszkali w jaskini na zboczu wzgórza, potem pobudowali gliniane chaty i postanowili pozostać na dłużej. Wyglądało na to, że nowe życie ułoży się dobrze, aż tu nagle prawie wszystko przepadło. Na starych śmieciach takie kataklizmy się nie zdarzały i to co teraz przeżyli, ich przerosło. Siedzący przy ognisku byli wystraszeni, zniechęceni i zastanawiali się, czy warto mieszkać w miejscu, gdzie dzieją się takie rzeczy. Przecież, gdyby ich Cwany Bóbr w porę nie pogonił do jaskini, wielu mogłoby nawet zginąć. Właśnie - gdyby nie Cwany Bóbr. Ta myśl - choć niewypowiedziana - zaświtała nagle w głowach wszystkich i ich oczy zwróciły się w jego stronę. – Cwany Bobrze, skąd wiedziałeś, co się stanie? – zapytał go wódz Duży Bóbr. – Patrzyłem w niebo – odpowiedział Cwany Bóbr. Nie powiedział nic więcej, bo naprawdę nie znał odpowiedzi na to pytanie. Po prostu wyczuł nadchodzącą burzę. Nikt go już o nic nie pytał, ale wśród ludzi rozszedł się szept: – Patrzył w niebo. – Patrzył w niebo i zobaczył znak – powiedział Myślący Bóbr. – I tylko jego chata ocalała – dorzucił ktoś. Ludzie szeptali i spoglądali na niego z szacunkiem, bo teraz dla nich nie był już znanym od zawsze Cwanym Bobrem - był tym, który widział znaki z nieba. Cwanego Bobra bardzo połechtały te szepty, bo dotychczas jego status w gromadzie był niski. Nie wyróżniał się siłą, ani odwagą, nie miał żadnych szczególnych umiejętności, a na naradach przy ognisku nie pytano go o zdanie. Tak było i przywykł do tego, ale oto dzisiaj wszystko się zmieniło. Nagle został kimś i to mu się bardzo spodobało. Tak bardzo, że postanowił ten stan za wszelką cenę utrzymać. Pomimo przykrych doświadczeń gromada pozostała nad rzeką. Odbudowano chaty, łowy udawały się i wszystko szło ku dobremu. Jednak nie dla Cwanego Bobra, bo w tej szarej codzienności współplemieńcy o nim zapomnieli. Jemu potrzebna była burza i każdą wolną chwilę spędzał, patrząc z utęsknieniem w niebo. To patrzenie nie poszło na marne, bo z czasem nauczył się rozpoznawać chmury przynoszące deszcz. Były to jednak niegroźne opady i nie o takie Cwanemu Bobrowi chodziło. W końcu któregoś dnia znowu pojawiły się te chmury w kształcie grzybów, zrobiło się…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Marian
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…