Wróć do katalogu

Pierwszy raz

Opowieść o młodym, rosyjskim żołnierzu i jego wojennych rozterkach...

Matall, opublikowano , 14 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

"Wojna to wojna" pomyślał Siergiej "Jednak w domowym zaciszu wygląda inaczej...". Prawie wypowiedział ostatnie zdanie na głos. Wystraszył się i siłą uciszył swoje myśli. Jego snajperski Mosin, zamaskowany białym płótnem, zaczął przymarzać do stalowej obwoluty jednego z okien, więc delikatnie, bez hałasu, wyćwiczonym ruchem poprawił jego pozycję. Wszędzie dookoła widział tylko śnieg, miejscami kilka trupów, nie potrafił nawet powiedzieć której armii. Na froncie był pierwszy raz. Pamiętał pierwszy dzień po przyjeździe do Stalingradu. Spodziewał się miasta bohatersko bronionego przez Armię Czerwoną, która wyprostowana, z śpiewem na ustach dokonywała rzezi Niemców. To co zobaczył przerosło jego i jego wyobrażenia. Wokół unosił się stalowy zapach krwi, przytępiony lekko przez około 35 stopniowy mróz. Widział tylko zniszczone gruzy dawnych domów. I trupy. Wielkie zwały trupów takich samych ludzi jak on. Żołnierzy, którzy ginęli w imię Wodza. Gdzieś z oddali napływał niepojęty dla niego odgłos syren, huczących w powietrzu jak nordyckie rogi. Ktoś z tłumu wytłumaczył mu że to Niemieckie bombowce. Po chwili dobiegł gdzieś z daleka huk wybuchu a potem odgłos walącego się budynku. Artyleria zza Wołgi waliła raz za razem, ziemia drżała. Miasto już właściwie nie istniało. Pozostali tylko oni, ludzie uzbrojeni by mordować siebie nawzajem. "Skup się! Masz zadanie!" rugał się w myślach Siergiej. Nie mógł jednak odgonić od siebie różnych myśli. Czekał na jednego z oficerów Armii Niemieckiej. To jego pierwsza misja. Wcześniej nigdy nie strzelał do człowieka. Stał w oknie już ponad godzinę. To niewyobrażalne dla zwykłego człowieka, jak twardy musi być myśliwy, czekający na swoją zwierzynę w tak wielkim mrozie. Jego mundur, przykryty białą, grubą kurtką z kapturem, nie dawał na tyle ciepła, by czuć się komfortowo. "Wojna to wojna!" pomyślał Siergiej "Nie ma tu miejsca na komfort i wygody". Przypomniało mu to mantry oficerów podczas jego szkolenia. Jego obowiązkiem jest walczyć i jeśli trzeba - zginąć za ojczyznę. Jak wszyscy. Jak setki tysięcy, jak miliony, które poległy w walce z Hitlerowskimi Niemcami. Siergiej rozejrzał się po placu, na którym miał się pojawić oficer. Był to nieduży kwadrat, na środku którego znajdowała się nieduża fontanna. "Piękna atrakcja" pomyślał "gdybym tylko nie musiał tu stać z tym pieprzonym karabinem". Pod ścianą domu naprzeciw niego leżało kilka zwłok. Chyba Rosyjskich. Nie miał pewności. Przemarznięte już ciała, które ograbiono z prawie wszystkiego co miały, nie nadawały się do identyfikacji. Śnieg w niektórych miejscach nadal był różowy od krwi, jednak bardziej widać było czarny odcień pyłu, który unosił się w powietrzu prawie przez cały czas. Niesiony przez wiatr z zachodu, przynosił wieści o kolejnych towarzyszach broni, zabranych przez Nią. Tańczył na tym wietrze w rytm serii z karabinów maszynowych, obwieszczając nowinę o kolejnym zniszczonym domu, kolejnych mordach na jeńcach. A wiatr śpiewał mu w szczelinach budynków o krwi. Krwi, która zbrukała każdy z tych domów, każdy centymetr tego przeklętego miasta. I o zimie. O mrozach, które nie ustają, nasilają się z każdym dniem. Nagle na placu coś się poruszyło. Przed lufę snajperki Siergieja wyjechała ciężarówka. Zastygł bez ruchu, ściskając swego Mosina z całych sił. Z pojazdu wyskoczyło kilku Niemców. Nie mogli oni zobaczyć go w miejscu w którym się znajdował. Okno było wysoko, wokół był śnieg, a na powietrzu widać było tylko kawałek białej lufy karabinu snajperskiego. Siergiej zaś, w białym kapturze, masce na oczach i przypruszona mąką twarzą był właściwie niewidoczny. Do momentu pierwszego strzału. Wszyscy ci żołnierze byli jednak szeregowcami. Widocznie przyjechali się rozejrzeć zanim przywiozą tu swego oficera. Siergiej wstrzymał oddech by nie wydzielać pary. Starał się oddychać powoli i spokojnie. Usłyszał kilka komend wydanych po niemiecku i zauważył rozglądający się na wszystkie strony patrol. Spojrzeli w jego stronę. Nie zareagowali. Nie zauważyli. Świetnie. Po kilkukrotnym przemarszu wzdłuż małego placu, patrol zatrzymał się i obstawił teren. Zapanowała cisza... "Czym oni różnią się od nas?". To zdanie siłą wdarło się do głowy Siergieja. Każdy z nich był takim samym człowiekiem jak my wszyscy. Robił to, co musiał, co należało do jego obowiązków. Nie miał wyjścia. Albo przyjeżdżał tutaj i ginął w chwale za ojczyznę, albo rozstrzelało go SS za sprzeciwienie się prawu. Razem z jego rodziną. Wybór raczej niewielki. Siergiej po raz kolejny, machinalnie poprawił Mosina, ostrożnie i bez hałasu. Przerwało to jego wywód myślowy, do którego jednak po chwili wrócił Kazali im iść walczyć za ojczyznę, i jednym i drugim. Mieli walczyć do ostatniej kropli krwi w imię patriotyzmu. Wmawiano im hasła o śmierci honorowej, Śmierci w walce, która jest piękna i szlachetna. Bzdura. Kto z tych, którzy opowiadali te kłamstwa, był kiedykolwiek na froncie? Żołnierze ginęli z poczuciem obowiązku "bo tak trzeba". Ginęli w bólu, cierpieniu, pozbawieni pomocy sanitarnej, wody czy chleba. Zamarzali na śmierć schowani gdzieś, gdzie nie mogły ich dosięgnąć bomby. Jeśli żołnierz miał szczęście, ginął od strzału snajpera - precyzyjna kulka prosto w głowę i po krzyku. Natomiast pechowcy, którzy ściągnęli na siebie serię z karabinu maszynowego lub odłamki granatu... z kilkoma kulami w brzuchu nie tak łatwo się umiera. Człowiek wykrwawia się na śmierć, powoli, czując drżenie każdego organu i każdej kończyny. Krzyczy, choć nikt go tak naprawdę nie słyszy. Zostaje mu modlitwa. Ostatnia modlitwa, jak ostatnia rozmowa z rodzicami przed wyprowadzką z domu, kiedy idziesz w nieznane. Dokąd zajdziesz, dokąd trafisz? Modlitwa pokorna, ślepa, paniczna, trwożna. Ostatecznie umiera, widząc jak śnieg wokół niego barwi się krwią, jego własną krwią. Być może wywlekając swoje wnętrzności na zewnątrz. Siergiej wspomniał swojego przyjaciela, Michaiła. Pierwszego dnia, zaraz po przyjeździe do gruzowiska, jakim był Stalingrad, udał się do najbliższej placówki medycznej obejrzeć rannych. Był sanitariuszem. Do szpitala nie dotarł. Bomba z Stukasa pozbawiła go nóg i lewej ręki. Umierał w męczarniach, nie mogąc nawet się poruszyć. Ale umarł szybko. Siergiej wzdrygnął się lekko. Rana była wciąż świeża, wszak minęły tylko trzy dni. Zamyślił się jednak, a nie może sobie na to pozwolić. "Michaił jest juz w lepszym świecie. Tam nie ma wojny. My zostaliśmy w tym pieprzonym piekle i musimy jakoś stąd wyjść" powiedział sobie. Wspomniał słowa jednego z oficerów czy generałów. "Towarzysze! Jedyna droga z tego miasta wiedzie na zachód! Przez krew, ból i łzy - do zwycięstwa! Za Stalina!". Jednak... czy to na pewno tak?…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych