Wróć do katalogu

PIERWSZY STOPIEŃ DO PIEKŁA

Czasami człowiek robi różne dziwne rzeczy. Dlaczego? Z ciekawości... Proszę o oceny i komentarze.

Cathriona, opublikowano , 13 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

"Bartoszów 15 - 06 - 2005

Do tego kogoś, kto być może będzie to kiedyś czytał!

Nigdy w życiu nie pisałam pamiętnika. To znaczy kiedyś pisałam, nawet kilka, ale to zawsze było tylko kilka stron, a później cała ta zabawa mi się nudziła. Przepraszam, w końcu to mało istotne - kogo obchodzi moje pisanie lub niepisanie pamiętników! Pisząc te słowa chcę po prostu wyjaśnić, że mam czasami problemy z prawidłowym ubraniem myśli w słowa, niekiedy nie potrafię znaleźć odpowiednich środków, by wyjaśnić to, co chcę wyjaśnić. Na przykład teraz - marnuję kartkę i długopis pisząc jakieś nikomu niepotrzebne pierdoły zamiast zająć się konkretami! A więc od początku! Tylko, kurde, gdzie był ten początek, tego sama już nie wiem. Odkąd pamiętam zawsze było tak jak teraz. No, ale skupmy się na faktach. Skoro czytasz te zapiski, miły Czytelniku, to znaczy, że mnie prawdopodobnie nie ma już wśród żywych. Myślę, że to najlepsze, co mogło się wydarzyć po tym wszystkim, co zaszło w okolicy. Zbyt zagmatwane? Kolejny raz przepraszam! Zapewne słyszałeś, Drogi Czytelniku, o tych strasznych wypadkach w Bartoszowie, prawda? Tak, to właśnie one doprowadziły do wybuchu paniki w całej wsi i okolicach. Wiem, bo sama stamtąd pochodzę. To właśnie te wypadki, jeśli można je tak nazwać, wstrząsnęły mną strasznie. To właśnie one były przyczyną i jednocześnie skutkiem mojego upadku. Upadku na duchu, na ciele, a przede wszystkim chyba - na umyśle ... Znowu niezrozumiałe ? Przepraszam. Teraz postaram się pisać tak, abyś mógł mnie choć trochę zrozumieć, Czytelniku. Nazywam się Karolina Lubawska. Od wielu, wielu lat mieszkam w Bartoszowie. Jeśli nie wiesz, gdzie to jest, to powiem Ci tylko, że nie tak znowu daleko od Krasnegostawu, niecałe piętnaście kilometrów. Do tej pory uważałam Bartoszów za nudną dziurę zabitą dechami, w której nic ciekawego i innego niż zwykła szara codzienność nie może mieć miejsca. Tymczasem okazało się, że rzeczywistość jest inna niż się wydawało. Teraz wiem, co znaczy "brutalna rzeczywistość". Ale lepiej ode mnie wie to pani Jesionowska, pani Majewska i pani Bławatowa. Mówią Ci coś te nazwiska, Czytelniku? Nie? To zajrzyj do gazet sprzed kilku tygodni. Znajdziesz je na pierwszej stronie w kilku wydaniach. Do tych nazwisk dopisane będą imiona: Daria, Artur i Kaśka. A jeśli zechcesz spotkać te osoby, Czytelniku, musisz się udać na nasz mały parafialny cmentarz. Łatwo znajdziesz te trzy groby, bo świeże kwiaty i wieńce z daleka są widoczne i wyróżniają je spośród innych. Czy teraz sobie przypominasz może, Czytelniku, te historie? Mogę Ci trochę podpowiedzieć, jeśli chcesz. Pierwsza była Daria Jesionowska. Rudowłosa dwunastolatka, najmłodsza z trzech sióstr. Zaczęło się niewinnie - po prostu nie wróciła do domu na noc. Niby nic takiego, w końcu nieraz zdarzało jej się nocować u jakiejś koleżanki. Tym razem jednak jej matka dzwoniła do wszystkich znajomych dziewczynki, ale nikt po lekcjach nie widział Darii. Nikt nie wiedział, dokąd mogła pójść. Znaleźli ją tydzień później. Była posiniaczona, jej ciało pokrywały sine pręgi i powoli z jej ciała wydobywał się ten okropny trupi odór. Znalazł ją jeden z wędkarzy-amatorów, który wybrał się na pobliskie stawy, choć dobrze wiedział, że tam nie wolno łowić. Poczuł najpierw ten smród, dopiero po chwili zobaczył jej ciało: leżące na brzuchu w błocie otaczającym malutki zbiorniczek wodny koło starej przepompowni. Lekarz stwierdził, że Daria została utopiona. Przed śmiercią była bita prawdopodobnie cienkim pręciem i jakimiś innymi przedmiotami. Policja przesłuchiwała chyba wszystkich mieszkańców Bartoszowa. Ale co z tego, skoro żaden z nich nic nie widział i nic nie słyszał. I, oczywiście, nie było żadnych podejrzanych. Po tym nikt z nas nie mógł chodzić sam do szkoły. To znaczy my, starsi, raczej tak, ale tylko w grupie. My i tak chodzimy przecież tylko na przystanek, żeby dostać się do naszych liceów. Ale dzieciaki z podstawówki miały przechlapane: rano mamusie i tatusiowie odprowadzali swoje pociechy na lekcje, a po ostatnim dzwonku już na nie czekali na szkolnym korytarzu. O zabawie na podwórku czy boisku po lekcjach dzieci mogły sobie tylko pomarzyć! Powszechna panika zapanowała w Bartoszowie, sama się zdziwiłam, że jeszcze nie zabijają deskami drzwi i okien. Sąsiedzi spoglądali na siebie z podejrzliwością, ale jednocześnie wieczorem i nocą czuwali nie tylko nad swoim, ale i sąsiada domem. Każde szczeknięcie psa nocą było sygnałem do zerwania się z ciepłej pościeli i nasłuchiwaniu z siekierą czy innym ostrym narzędziem w ręku. Mniej więcej dwa tygodnie później do domu na noc nie wrócił Artek Majewski. Tym razem rodzice szybko się skrzyknęli i w mig wyruszyli na poszukiwania gimnazjalisty. W przypadku małej Jesionowskiej nie było tak zorganizowanej akcji, bo Jesionowska do końca łudziła się nadzieją, że jej Daria jest może jednak u którejś koleżanki. Oboje Majewscy byli tak bardzo spanikowani, że nie rozumieli prawie, co się do nich mówiło. Wiedzieli tylko, że muszą znaleźć swojego synka za wszelką cenę! Wszyscy mieszkańcy z latarkami, uzbrojeni w noże i siekiery na wszelki wypadek, podzielili się na mniejsze grupy. Jedni poszli na stawy, inni w ruiny starych murów obronnych, a jeszcze inni do lasu. Mimo ciągłych nawoływań chłopca, wezwania policji i zaangażowania do poszukiwań kilku jednostek straży pożarnej z okolicy, akcja nie przyniosła żadnych rezultatów. Było już za ciemno, a teren zbyt rozległy, więc postanowiono odłożyć poszukiwania do rana. Nad ranem nad Bartoszowem niósł się pełen przerażenia krzyk pani Tyrakowskiej, mojej sąsiadki. Jej Pikuś, który nigdy nocą nie jest wiązany na łańcuchu, bardzo lubi dalekie spacery po lesie. Kiedy rano wrócił z jednego z nich, pani Tyrakowska zauważyła, że tym razem wrócił niosąc jakąś zdobycz w pysku. Przeraźliwy krzyk wyrwał się z jej ust i niósł się wraz z poranną mgłą, kiedy zorientowała się, czym jest zdobycz jej Pikusia. Piesek przyniósł w pysku palec. Ludzki palec gwoli ścisłości. Policjanci przyjechali z psem tropiącym. Ogromny wilczur od razu złapał trop i poprowadził całą grupę poszukiwawczą na bagna w głębi lasu. Smród stęchlizny i stojącej wody, tak typowy dla bagien i podmokłych terenów, z każdym krokiem zwiększał swoja…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych